Mieszkam w małym mieście, gdzie wszędzie chodzi się na piechotę albo jeździ rowerem, bo z komunikacji miejskiej i tak nikt by nie korzystał. Kiedyś wybrałyśmy się z koleżankami do sąsiedniego, dużego miasta na shopping itp. Postanowiłyśmy zjeść coś w McD, który był ok. 1,5 km od miejsca, w którym się znajdowałyśmy. Zaproponowałam przejazd autobusem miejskim. Kupiłyśmy bilety i się rozsiadłyśmy.
Po kilku przystankach wsiadł kanar. Doszedł do nas i co? Nie miałyśmy skasowanych biletów. Dodam, że była to nasza pierwsza podróż komunikacją miejską. Dostałyśmy po 100 zł mandatu. Na szczęście facet był miły, wziął nas do siedziby KM i podyktował odwołanie, dzięki czemu skończyło się opłatą manipulacyjną w wysokości 16,50 zł.
My naprawdę nie wiedziałyśmy, że trzeba skasować te bilety...
Dodaj anonimowe wyznanie
Gdy ja jechałem pierwszy raz MPK-iem nie wiedziałem, że trzeba kupić bilet w maszynie (dodam, że po wsi w której mieszkam jeździ bus i bilety kupuje się u kierowcy) i tak przez 10 min. stałem koło kierowcy i zniecierpliwiony prosiłem o nilet do XXX.
Bardzo wyrozumiały:)
lol
wyraża więcej, niż tysiąc słów...
dobry kanar! :D
Miły kanar? Szczęściary
Nieźle xd
Uroczee :)
Ja wiem , że trzeba kasować bilety, ale nie wiem co to jest shopping
Ja za pierwszym razem też nie wiedziałam, że trzeba kasować. W kiosku powiedziałam, że chcę bilet w konkretne miejsce (a to miejski). Wsiadłam I po jakiś może 15 minutach patrzę na informację, że zakupiony bilet należy skasować. Patrzę na wchodzących, jak to robią. Po chwili też skasowałam. Przystanek czy dwa dalej wsiedli kanarzy. :D 6 lat jazdy miejskimi i może z 5 razy kontrola biletów.
Jak pierwszy raz pojechałam sama do Warszawy spotkać się z chłopakiem, nie mieliśmy drobnych na bilety, ciasno było, tylko 2 przystanki, więc nie poszliśmy do kierowcy. Oczywiście kontrola i mandaty. Chłopak musiał płacić na miejscu, bo nie Polak, a ma tylko euro. Jakoś sobie poradziliśmy. Ale w Warszawie drogo. :pp