#1bfUj

Z natury jestem bardzo roztrzepaną osobą i jak nie zgubię jednej rzeczy średnio na tydzień, to jest cud. Moją mamę to zawsze denerwowało. Zadzwoniłam kiedyś do mamy, że zgubiłam telefon. Oczywiście wyrzuty. Dopiero po około pół godziny zorientowałam się, co własnie zrobiłam. Najlepsze było to, że mama mi uwierzyła. Ja nie ogarnęłam, że dzwonię z WŁASNEGO telefonu, ani mama, że wyświetla jej się MÓJ numer.

#j3fat

Zeszłoroczne wakacje spędziłem ze znajomymi w Skandynawii, a ostatni miesiąc byliśmy w Danii. Wracając przejeżdżaliśmy przez Hamburg, a ja podczas postoju postanowiłem kupić sobie coś do jedzenia w pobliskim maku.

Jeśli chodzi o języki, to niemieckiego uczyłem się w podstawówce, ale niewiele z tej nauki wyniosłem. Stojąc w kolejce próbowałem skompletować wszystkie słówka. Pech chciał, że nie mogłem sobie przypomnieć jak jest "na wynos". W zasadzie nigdy nie znałem tego słowa. Całe szczęście za mną usłyszałem rozmowę jakichś Hiszpanów, więc jako osoba która przez całe liceum miała styczność z tym językiem, postanowiłem się ich zapytać o to feralne słówko.

Nie zdążyłem się odwrócić gdyż z przodu jedna dziewczyna krzyknęła po polsku do drugiej "No zamów mi dwie, bo ja nie umiem, ale z colą, nie z frytkami". Wybawienie przyszło dzięki wiedzy jej koleżanki, obytej z niemieckim. Okazało się potem, że ona też jest w Niemczech przejazdem (wracała z wakacji we Francji). Mało tego okazało się, że mieszkamy razem w tym samym mieście. Tak, jesteśmy już 9 miesięcy parą :) A zwrotu "zum mitnehmen" nie zapomnę nigdy.

#ncw9j

W czasach podstawówki, coś koło 3-4 klasy, miałem taką chorą jazdę, że myślałem, że jak czajnik z wodą będzie się gotował i go nikt nie wyłączy to po chwili wszystko wybuchnie. Zawsze jak nastawiałem wodę, to drzwi od kuchni były otwarte, od mojego pokoju też, i jak tylko usłyszałem, że się gotuje, to od razu zapierniczałem, bo myślałem, że zaraz dom mi rozniesie.

Raz byłem akurat na kiblu, gdy woda zaczęła się gotować. Spanikowałem od razu i siłą woli przerwałem potrzebę, portki wciągnąłem na tyłek i sprint do kuchni. Ale czajnik gwizdał już tak głośno, że uznałem że zaraz wszystko ch*j strzeli. I rzuciłem się za róg ściany, zwinąłem się w kłębek i leżałem chwilę, czekając na wybuch. W tej chwili do domu wrócił ojciec z roboty i jego pierwszym pytaniem było: "Co ty wyprawiasz?". Po czym pewnym krokiem ruszył do kuchni, wyłączył czajnik i zalał herbatę. Przez chwilę był moim bohaterem, a potem niemiłosiernie mnie wyśmiał. A wieczorem razem z matką, przesłuchali mnie i uświadomili...

Następnego dnia, tata kupił czajnik elektryczny, przez co mogłem już w spokoju i bez pośpiechu parzyć herbatę.

#MaAXp

Jeszcze jak chodziłam do szkoły siedziałam w ławce z kolegą. Koleżanka która siedziała z tyłu za nami poszła do odpowiedzi i zostawiła telefon na ławce. Zauważyłam to i postanowiłam, że razem z kolegą zrobimy jej mały dowcip. Wysłałam z jej telefonu sms na jej własny numer, o treści "Hej piękna co tam?".

Oczywiście z racji, że nie miała zapisanego swojego telefonu, sms przyszedł wyświetlając tylko numer. Gdy wróciła z odpowiedzi wzięła do ręki telefon i nagle szturchnęła mnie w rękę, pełna ekscytacji opowiedziała mi, że jakiś numer do niej napisał. Nie zauważyła, że to jej własny numer i odpisała z pytaniem "Kim jesteś?".

Myślałam że umrę ze śmiechu, gdy widziałam jak już lekko wkurzona pisze sama ze sobą, denerwując się że ten numer pisze do niej to samo, co ona do niego wysyła.

#BmvMg

Ostatnio przez przypadek spotkałem kolegę, którego nie widziałem 4 lata. Zaproponował mi spotkanie u siebie w firmie. Bardzo chętnie przyjąłem zaproszenie, byłem ciekawy na jaki wpadł pomysł i jak idzie mu prowadzenie firmy. Umówiliśmy się, że wpadnę o 14 następnego dnia.

Akurat wtedy miałem dzień wolny i postanowiłem wykosić trawnik kosą spalinową. Moja mama bardzo uwielbia kwiaty, pokuszę się nawet o stwierdzenie, że jest chora na tym punkcie. Kosząc trawnik osłona na twarz lekko przysłaniała mi widoczność, bo była już brudna od uderzania skoszonej trawy i na moje nieszczęście wykosiłem mamie parę kwiatów. Naprawdę garstkę.

Zakończyłem swoją prace, doprowadziłem się do porządku i pojechałem do firmy kolegi. Usiedliśmy przy stole zapoznał mnie ze swoimi wspólnikami, kawka na stole wszyscy elegancko ubrani. Zaczynamy rozmawiać o starych czasach w szkole, lecz pózniej zmieniliśmy temat na bardziej poważny odnoszący się do różnych firm. Temat był ciekawy ponieważ sam mam pomysł na własną firmę dlatego chciałem wynieść z tej rozmowy jak najwięcej cennych porad. I w tym właśnie czasie dzwoni do mnie mama. Zawsze jak dzwoni to w ważnych sprawach, więc przeprosiłem kolegów i odebrałem. Chciałbym zaznaczyć, że kiedy ktoś dzwoni do mnie i mówi głośno, stojąc z boku można usłyszeć co rozmówca mówi.

Odbieram mówiąc słucham, a moja mama: "KUW*A PO CH*J ŻEŚ TAM POLAZŁ Z TĄ KOSIARKĄ". I na szczęście tyle zdążyła powiedzieć bo się rozłączyłem. Wyobraźcie sobie miny moich znajomych. Na szczęście byli na tyle wyluzowani, ze zaczęli się śmiać i potem kontynuowaliśmy rozmowę.

#GjaDk

To zdarzyło się dość dawno, ale żona mi wypomina do dzisiaj więc na pewno prędko o tym nie zapomnę. Szukaliśmy w TV czegoś ciekawego do obejrzenia i tak skacząc po kanałach natrafiliśmy na Familiadę. Zostawiliśmy na chwilę, bo może coś śmiesznego będzie. Po chwili padło pytanie, nie pamiętam dokładnie, ale mniej więcej “Coś o czym żona opowiada, a męża to nie interesuje”. Zaczęły się odpowiedzi, dość oczywiste “ciuchy”, “plotki” itp. Dwie odpowiedzi pozostały nie odgadnięte, więc Strasburger przeszedł do drugiej rodziny i pyta gościa “To jak, o czym żona opowiada, a ciebie to nie interesuje?”. Zapaliła mi się lampka w głowie i strzeliłem na cały głos “JEJ UCZUCIA!”.

Minąło sporo czasu, a wciąż jak się kłócimy to regularnie mi to przypomina. Na nic moje tłumaczenia, że tylko myślałem że inni ludzie mogli tak odpowiedzieć.

#4y6yG

Po studiach ze względów osobistych przeprowadziłam się do innego miasta. Po paru tygodniach zaczęłam szukać pracy. Mam dobre, raczej poszukiwane wykształcenie i miałam już wtedy trochę doświadczenia zawodowego, więc spodziewałam się że nie powinno być z tym dużych problemów. Przeglądałam ogłoszenia, wysyłałam kolejne CV, mijały tygodnie, ale zero telefonów. Po prawie trzech miesiącach i kilkudziesięciu wysłanych CV zorientowałam się, że w moim szablonie CV mam błędnie wpisany swój numer telefonu…

#J98q3

Kilka lat temu w zimie byłam na nartach. Jak byłam na stoku to mocno przypiliło mnie z potrzebą. Nie miałam perspektyw na szybkie dotarcie do WC, więc zjechałam do lasu. Dodam że bardzo słabo jeżdżę na nartach. 

Nie rozpinając nart zsunęłam spodnie, przykucnęłam i ledwo poczułam przyjemną ulgę, a ku mojemu przerażeniu narty zaczęły jechać. Zanim zdążyłam zareagować znalazłam się na stoku, świecąc tą swoją gołą dupą. Jedynym ratunkiem było jak najszybciej się przewrócić, co też zrobiłam. Jedna narta się wypięła i zsunęła się po stoku, druga się nie wypięła i utrudniała mi ruchy, nie potrafiłam się podnieść. Na szczęście dość szybko leżąc naciągnęłam te spodnie na tyłek, ale mimo to stałam się chyba wydarzeniem dnia na stoku. 

To był mój ostatni występ na nartach, więcej nie dałam się namówić.

#fhS25

Kilka lat temu (miałem 14 lat), kiedy moi rodzice pojechali na jakiś ślub, a ja zostałem sam w domu, postanowiłem obejrzeć jakieś pornosy (dojrzewanie...). Widząc te wielkie przyrodzenia mężczyzn, szybkim wślizgiem gwizdnąłem miarkę z szuflady i pobiegłem do toalety w celu dokonania pomiaru. Po całej akcji wyczyściłem historię i ogarnąłem cały syf z domu. 

Gdy rodzice już wrócili i przebrali się w domowe ciuszki, tata za potrzebą udał się do toalety. Po chwili wychodząc razem z miarką w ręce powiedział donośnie, wymownym tonem "Ciekawe po co komuś była miarka w toalecie?". Momentalnie zaczerwieniłem się. Mama wiedząc od razu o co chodzi śmiała się przez kilka minut.

#HBU4r

Kilka lat temu przybłąkał się do nas dorosły bokser (pies). Dorosły, więc miał już swoje nawyki i był nawet nieco wytresowany. Zapewne mieszkał w mieście, bo potrafił chodzić na smyczy, sam wskakiwał do samochodu, ale co najgorsze nie tolerował kotów i drobiu. 

Z tą pierwszą wadą udało nam się go opanować i przestał łamać kręgosłupy kotom sąsiadów. Z drugą nie do końca się udało. Naszych kur nie zabijał, ale gdy tylko zobaczył kurę sąsiadów, potrafił nawet przeskoczyć bramę.

Przechodząc do sytuacji właściwej. Kury sąsiada przedostały się za naszą stodołę i Mopsik tradycyjnie jedną dorwał. Mama akurat nie miała czasu jej zakopać, bo jechała po coś do miasta i już z autobusu zadzwoniła do mojego brata: "Jacek, zakopałeś tą ku*wę, żeby sąsiad się nie poznał?". I dopiero zauważyła, że się przejęzyczyła.
Nie wiem, jakie były miny ludzi, którzy akurat byli w autobusie, ale musiało to wyglądać epicko.
Dodaj anonimowe wyznanie