W czasach gimnazjum często wagarowałam. Pewnego razu po dwutygodniowej przerwie przyszłam do szkoły akurat w dzień kartkówki z chemii. Na szczęście była na przedostatniej lekcji, więc do tego czasu udałam że bardzo boli mnie żołądek, pozwijałam się trochę z "bólu" i przyszła po mnie mama. Upiekło mi się.
Ale żeby znów nie chodzić do szkoły ciągnęłam ten "ból" parę dni aż przyszedł piątek i mama kategorycznie zadecydowała, że idziemy do lekarza. Bałam się że moje kłamstwo wyjdzie na jaw i lekarz powie, że nic mi nie dolega - a znając moje wybryki mama od razu się skapnie że udawałam. Okazało się jednak, że mam wrzody. Dzieki mojemu kłamstewku udało się je wykryć wcześnie i już nic mi nie dolega :)
Historia krótka ale stara jak świat. Miałem kiedyś przyjaciela i przyjaciółkę. Pewnego dnia poznałem ich ze sobą i od niedawna są razem. Teraz żadne nie ma czasu dla swojego starego przyjaciela...
Wyobraźnia ludzka nie zna granic, a co dopiero jak się pozbawi ją przytomnego myślenia. Miałam ostatnio sen, w którym chrzciłam (już samo to jest dziwne, bo sama nie mam chrztu i nigdy nie zamierzałam mieć) swoje dziecko. Byłam zrozpaczona, bo miała być dziewczynka, więc wszystko naszykowane na różowo, a tu bum! - chłopak. Na domiar złego moja teściowa, najlepsza kobieta pod słońcem, kupiła dzieciątku kolczyki - maluśkie wkrętki z pojedynczymi diamentami. Ze łzami w oczach mówię "Mamooo... ale wyszedł nam chłopak!". Mamuśka wytrzeszcza oczy, myśli, patrzy... I mówi "A ch*j, k***a, będzie raperem!".
Biegłam szybko na autobus z otwartą torbą na ramieniu. Wiadomo, liczyło się tylko, żeby zdążyć. W tle słyszałam kilkukrotne wołanie "Proszę pani!", ale nie miałam nawet czasu na zwrócenie uwagi w czyją stronę słowa były kierowane. Jest! Dobiegłam do autobusu. Stanęłam przy drzwiach, wtedy wyłoniła się pani, która przez zamykające się drzwi, podała mój aparat fotograficzny. Zdążyła powiedzieć: "Wypadł pani" i drzwi się zamknęły. Minęły już około dwa lata, a ja do dziś mam wyrzuty sumienia, że jej nie podziękowałam, a biegła za mną dobre 50 metrów. Super, że istnieją tacy ludzie.
Mam syna, który chodzi do gimnazjum, które jest w jednym budynku razem z podstawówką. Jak wszyscy wiedzą weszła w życie ustawa zabraniająca sprzedaży słodyczy w sklepikach szkolnych. Dziś dostaję telefon, że mam stawić odebrać syna od dyrektora. Już sobie w drodze myślę, co on mógł nawywijać. Wchodzę do gabinetu i się pytam co się stało.
Otóż mój syn razem z trójką kolegów postanowili rozkręcić "mafię cukrową". Złożyli się po 150 złotych każdy i kupili zapasy. Zaczęli to rozprowadzać. A będąc głową tej organizacji mój syn popełnił dwa błędy:
- Wymusił od jednego 9 latka oddanie pieniędzy, które miał na wycieczkę szkolną, bo mu nie płacił za batony.
- Nie podzielił się z kolegami zyskiem, którego pod koniec wyszło w sumie około 850 złotych.
Teraz nie wiem czy się cieszyć, że mam przedsiębiorczego syna czy martwić, że okantował kolegów.
Ja i moja koleżanka wyjeżdżamy co roku dorobić sobie do Anglii. W każde wakacje poznajemy innych ludzi, zwiedzamy nowe miejsca, etc.
W tym roku poznaliśmy fajnego barmana, Dana. Od słowa do słowa dogadaliśmy się o wspólny wyjazd do parku rozrywki i jak postanowiliśmy, tak zrobiliśmy. Po powrocie towarzystwo się rozeszło, a my zostaliśmy w samochodzie, totalny chillout z polską muzyką w tle. Gadka-szmatka zaczęła obracać się wokół ulubionego typu muzyki. Było już koło północy, kiedy Dan zupełnie zrelaksowany powiedział rozmarzonym głosem: "I'm obssessed with you two."
Zamarłyśmy na moment, wytrzeszczyłyśmy na siebie gały w nadziei, że obie się przesłyszałyśmy. Uciekać, czy najpierw przywalić i dopiero uciekać? Po chwili całkowitej ciszy Dan zorientował się, że coś jest nie tak i szybko poderwał się z fotela machając rękoma.
Okazało się, że jego obsesja obejmowała zespół muzyczny U2, a nie nas. Biedny chłopak nadal się tłumaczył, gdy my turlałyśmy się ze śmiechu.
To była 6 klasa szkoły podstawowej, rozmawialiśmy na przyrodzie o zmianach jakie przechodzą dziewczynki, czym jest miesiączka. Nie słuchałem zbyt uważnie, ale skojarzyło mi się to od razu z chorobą którą przechodziłem w dzieciństwie (a była to różyczka). Pochwaliłem się pani od razu, że jak byłem mały to miałem miesiączkę. Pani ze śmiechu musiała wyjść z klasy. Ostatnio jak szedłem ulicą i spotkałem panią od przyrody, która jest obecnie na emeryturze, zapytała mi się co u mnie słychać i jak tam moja miesiączka.
Parę dobrych lat temu miałem przygotowania do bierzmowania. Wtedy co niedziela musiałem chodzić do kościoła z "Indeksem Bierzmowanych" w celu zaliczania obecności na mszach świętych. Po mszy należało udać się do księdza w zakrystii oraz poprosić go o podpis w owym indeksie, aby msza była zaliczona.
Pewnej słonecznej niedzieli byłem dość mocno spóźniony, więc szybko się ubrałem, wziąłem indeks i pośpieszyłem do kościoła. Po nabożeństwie udałem się do zakrystii w celu opisanym wcześniej. Tak, więc wchodzę do zakrystii, proszę księdza o podpis i podaję swój indeks. Ksiądz kiedy już miał zabierać się za podpisywanie obecności dziwnie się na mnie popatrzył i zaczął się śmiać, po czym dodał "Chyba nie mogę ci się tutaj podpisać".
Okazało się, że zamiast indeksu bierzmowanych dałem do podpisu... książeczkę szczepień psa. Spaliłem buraka, wziąłem ową książeczkę i wyszedłem, po drodze patrząc się na okładkę na której był uśmiechnięty owczarek niemiecki. Kolor indeksu oraz książeczki był bardzo podobny, stąd pomyłka.
Gimnazjalne Boże Narodzenie. Wszyscy happy, bo właśnie odbyły się jasełka. Akurat rozpoczęło się dzielenie opłatkiem. Najpierw podchodziłam do moich koleżanek (całuski, przytulasy, etc.), potem do nauczycielek (trzy cmoknięcia w policzki, wiecie) i na końcu do nauczycieli. Wszyscy co najwyżej podawali im ręce, a ja świeżo zjarana tremą przez jasełka myślałam niejasno. Do tego ta ciemna atmosfera powodowała, że czułam się przynajmniej jak po LSD.
Podeszłam do nauczyciela WF-u i oczywiście złożyłam szczere od serca (taaa...) życzenia. Podaliśmy sobie dłonie i akurat w tej chwili nauczyciel odwrócił głowę w bok, a ja... odruchowo wychyliłam się, aby dać całusa mu w policzek. Jakby tego było mało, to on w ostatniej chwili z powrotem odwrócił głowę i tak się złożyło, że nasze usta się zetknęły... Bogu dzięki nikt tego nie widział, ale do końca gimnazjum uśmiechał się dziwnie, kiedy przechodziłam obok niego...
Dziś byłam nad morzem. Szłam z siostrą po takim niewielkim molo, zauważyliśmy w pewnym momencie jak młoda parka robi sobie "selfie". Niby nic dziwnego, ale byli z małym dzieckiem w wózku, które odjeżdżało sobie powoli w kierunku wody, bo rodzice woleli robić sobie fotki niż pilnować dzieciaka. Gdyby nie przechodząca obok kobieta dziecko wylądowałoby w morzu.
Dodaj anonimowe wyznanie