#V5cCq

Miałem wtedy około 7 lat. Pewnego razu poszedłem z mamą do przychodni rodzinnej, do takiego niby okulisty. Moja mama znała wszystkich tam pracowników, więc poszła do koleżanek, a mnie zostawiła samego z doktorkiem.

Lekarz pyta się o literki na tablicy, ale ja nic nie odpowiadam. Próbuje mnie jakoś przekonać to cukiereczek, to naklejka ale nic. Woła moją mamę, mama mówi odpowiedz panu, ja cisza. No to mama stwierdziła, że to bez sensu i przyjdziemy, jak zacznę odpowiadać. Wyszliśmy z przychodni. Mama pyta mnie, czemu nie chciałem odpowiedzieć, a ja na to stanowczym głosem poddenerwowanego dzieciaka: "A co sam czytać nie umie?".

#FQe5V

Do drzwi zadzwonił jakiś facet. Mama otwiera, mężczyzna opowiada o swojej niedoli, że żona odeszła, że ma ciężko chorą dwumiesięczną córkę, a sam nie pracuje i nie ma pieniędzy na lekarstwa i utrzymanie dziecka. Mama przejęta całą historią, pełna współczucia daje panu kilka złotych.

Mniej więcej pół roku później znów przyszedł do nas ten sam facet, dokładnie ta sama gadka, DWUMIESIĘCZNA chora córka... Mama już przekonana, że gość to oszust i mówi mu, że pół roku temu jego córka również miała dwa miesiące. Mężczyzna zmieszany, zaczął się tłumaczyć, że dziecko jest tak chore, że przestało się starzeć... Więcej już do nas nie przyszedł.

#YOraP

Pracuję w restauracji, która usytuowana jest w malowniczym miejscu, otoczonym górami, gdzie przecinają się szlaki turystyczne i ścieżki rowerowe, przez co bardzo często mam kontakt z ludźmi, którzy prowadzą zdrowy, aktywny tryb życia, ale po sporym wysiłku fizycznym chcą zjeść coś konkretnego. 

Około tygodnia temu przyszły do nas dwie panie, na oko czterdziestoletnie, z kijkami w rękach (nordic walking), w obcisłych strojach, z obwisłymi brzuchami na wierzchu. Podałam im menu, po chwili podchodzę i pytam, czy już się na coś zdecydowały.
 
Powitały mnie wyrazy twarzy pełne wiecznego niezadowolenia.
- A macie soki świeżo wyciskane?
- Niestety nie - odpowiadam - tylko w butelkach.
(Seria westchnień zdegustowanych pań)
- A coś ZDROWEGO do jedzenia?
- Pierś drobiowa z grilla, sałatki...
- Ech, mięso takie niezdrowe!
- To może warzywa z grilla? - proponuję już lekko poirytowana.
- No nie wiem, a one pewnie mają mnóstwo soli!

Pomaszerowałam do kuchni już naprawdę wkurzona i spytałam, czy przygotują dla pań specjalną wersję bez soli. Wracam do nich i mówię, że nie ma problemu, może być bez soli. Zignorowałam już ich mruczenie o tym, że na grillu przecież jest dym i że to jest pewnie szkodliwe. Podziękowałam za złożone zamówienie i miałam już odejść od stolika, kiedy usłyszałam od nich coś, co zwaliło mnie z nóg:
- Acha! I jeszcze popielniczkę proszę!

Całe szczęście, że zdążyłam dojść do kuchni, zanim wybuchłam histerycznym śmiechem. Sport i zdrowe odżywianie to podstawa!

#4K4OV

Gdy byłam małą dziewczynką, wybrałam się z mamą, siostrą cioteczną i ciocią do lasu na grzyby. Wtedy ciocia żaliła się mojej mamie, że jej córka Kasia strasznie przeklina i nie ma pojęcia, jak temu zaradzić. Moja mama odpowiedziała jej następująco: "Moja Hania nie przeklina, z czego bardzo, ale to bardzo się cieszę. Kompletnie nie mam pojęcia, co ci doradzić. Ja jeszcze nie miałam takiej sytuacji". 

W tym czasie przybiegam ja, trzymając w ręku dużego grzyba i informuję o swoim znalezisku takim oryginalnym tekstem "KU*WA! Patrzcie jakiego dużego grzyba znalazłam!". Na twarzy mamy poker face.

#9aexb

Ostatnio mój 3 letni siostrzeniec obraził się na swoją mamusię i wyskoczył do niej z tekstem: "Jak znowu będę dzidziusiem, to będę w brzuchu cioci!". Na co ona: "Ale ty już byłeś w brzuszku, w moim". On oburzony krzyknął: "Ale wypadłem!" obrócił się i poszedł do swojego pokoju.

#WRXwz

Historia wydarzyła się, gdy poszłam do szkoły podstawowej. Lata świetlne temu. Tam właśnie mama zapisała mnie na "obiady" - gromada dzieci okupująca świetlicę w oczekiwaniu na posiłek. Właśnie w tym miejscu poznałam jego. Potwora o 4 lata starszego ode mnie. Dokuczał, ciągnął za włosy i mówił do mnie "mała". Nienawidziłam go, a on nie ustępował w prześladowaniu mnie. 

Uwielbiałam filmy sensacyjne a moi rodzice nie zabraniali mi ich oglądać - wręcz przeciwnie, uważali że dobre kino trzeba oglądać już od małego. Nawet jeśli scena walki jest co 10 minut. To właśnie z tych filmów wiedziałam, że na atak trzeba odpowiedzieć odpowiednią obroną. 

Pewnego pięknego dnia, gdy udałam się na szkolną świetlicę po obiad poczułam, że stanął za mną w kolejce. Jego śmiechy doprowadziły mnie do złości. Ale najgorsze miało przyjść, bo złapał mnie za warkocze i mocno pociągnął. Gdy powiedziałam, że mnie to boli, to usłyszałam to słynne "mała nie becz". 

Miarka się przebrała. Ostateczny koniec. Odwróciłam się do niego i sprzedałam mu takiego "liścia" jakiego siedmiolatka widziała tylko w TV, a teraz przyszła pora sprawdzić, czy działa. Jego okulary przywitały się z hukiem ze szkolną podłogą. Pozbierał je z podłogi i wyszedł ze swoją bandą ze świetlicy. Spojrzał z pogardą na mnie i powiedział "Jesteś u wychowawcy!". 

Po jego wyjściu zjadłam w spokoju obiad i spotkałam go na korytarzu gdzie powiedział, że mam "szczęście" bo nie powie wychowawcy, zapewne wraz z kolegami uznał, że wiadomość, iż pobiła go pierwszoklasistka, zepsuje jego reputację...

#EUFya

Mam siostrę, która jest ode mnie o 8 lat starsza. Kiedy byłam małym dzieckiem, miałam chyba 5 lat, mama często dawała nam jakieś drobne, żebyśmy poszły do sklepu kupić sobie lody. Jako że byłam mała, jadłam je dość powoli. Kiedy moja siostra już kończyła swojego, ja nie byłam nawet w połowie. Wtedy zawsze wykorzystywała sytuację i mówiła: "Ścigamy się, kto szybciej zje?". Wydawało mi się, że jestem mądra i błyskotliwa i odpowiadałam: "Ale ty już swojego kończysz, więc wiadomo, że wygrasz". Wtedy siostra proponowała mi zamianę: ona odda mi swojego loda, którego już prawie nie było, a ja oddam jej swojego, który był prawie cały. 

Zawsze się na to zgadzałam, żądza wygranej była silniejsza od mojego "nieprzeciętnego intelektu". Takim oto sposobem moja przebiegła siostra miała przyjemność z jedzenia kolejnego loda, a ja byłam tą "wygraną".

#S68pC

Gdy chodziłam jeszcze na studia, w pewien słoneczny, wietrzny dzień około godziny 11 wyszłam na spacer z moim małym psiakiem. Nie wzięłam ze sobą telefonu, pech chciał, że sobie go nie podładowałam. Spacerowaliśmy po osiedlu, gdzie niedawno się wprowadziliśmy. Dochodziliśmy właśnie do przystanku autobusowego, za którym jest strome zbocze i schody do bloku. 

Kątem oka mi mignęło, że ktoś się tam turla. Zdążyłam jeszcze minąć dwóch młodych facetów i usłyszeć: „A pewnie pijak”. Przystanęłam, ogarnęłam sytuacje, chwyciłam psa mocniej i biegnę do gościa. W trakcie biegu obserwowałam jeszcze, że próbuje wstać, ale znów się kładzie. Miał zakrwawioną całą głowę i lało mu się z nosa. Pytam gościa, który jest w wieku mojego dziadka lub jeszcze starszy, co się stało, jak się nazywa. Facet składnie odpowiada. Prosi bym pomogła mu wstać, ale widząc całokształt dochodzę do wniosku, że lepiej by leżał. 

Wstaje i krzyczę (przypominając sobie, by zwracać się do danej osoby) do pani stojącej na przystanku by zadzwoniła na pogotowie. Ona spogląda na mnie i odwraca się plecami. Krzyczę do pani obok, która akurat rozmawia przez telefon, babka odchodzi, chyba jej przeszkodziłam. Otaczali mnie starsi ludzie z racji wczesnej pory w tygodniu, więc nie spodziewałam się takiego obrotu sytuacji. 

Pełna adrenaliny, już ze łzami w oczach, myślę nad podbiegnięciem na przystanek, ale nie chcę dostawiać faceta, który cały czas do mnie mówi, zresztą z psem mogłoby to trwać wieki. W końcu trzęsąc się, wołając "POMOCY", osiągając pomału stan histerii w sytuacji bez wyjścia, decyduję się na zostawienie mężczyzny i przejście na przystanek. W tym momencie schodzi do mnie pani, która właśnie przechodziła i pyta co ma robić. Ja do niej, dzwonić na pogotowie, bo nie mam telefonu, w sumie nawet nie wiem na jakiej ulicy jestem. 

Po około 5 min przyjeżdżają. Poszkodowany opowiada mi w tym czasie o tym, że jego żona zmarła parę lat temu, a dzieci wyjechały. Stara się dużo spacerować, nie wie co się stało, że się sturlał (odbijając się jeszcze od przynajmniej jednego drzewa). Ratownicy dziękują, pozwalają odejść. Wracam do domu i płaczę mężowi parę godzin.

Wiedziałam, że ludzie są nieczuli, że nie zwracają uwagi na innych, lecz nigdy nie czułam się tak bezbronna i niewidzialna jak wtedy. Jestem dość wrażliwą osobą i nie pamiętam, bym przeżyła większy szok. Piszę to nadal ze łzami w oczach w odpowiedzi na wasze historie o innych bezdusznych ludziach w razie zagrożenia. Błagam, nie pozwólmy umierać ludziom na ulicy…

#QOviZ

Pamiętam, gdy byłem małym chłopcem i nie chodziłem jeszcze do szkoły, byłem bardzo zazdrosny o moją mamę. Szczególnie nie lubiłem, gdy rozmawiali z nią mężczyźni. 

Mama często zabierała mnie na zakupy, a w lokalnych sklepach, czasem sobie porozmawiała ze sprzedawcami. W ten feralny dzień było tak samo. Ludzi w sklepie mało, mama rozmawia ze sprzedawcą, a ja krzątam się po kątach. Ostatecznie wylądowałem za plecami sprzedawcy, a raczej moja głowa była na wysokości jego zadka i nie wiem, co chciałem wtedy osiągnąć, ugryzłem go z całej siły w tyłek.
Od tego czasu mineło jakieś 20 lat, ale nadal mi wstyd, gdy o tym pomyślę.

#abHLf

Czas akcji to rok kiedy chodziłem do tzw. zerówki. Wszystko było okey, cały dzień zabaw, itp. Jak to czasem bywa nastał taki dzień, kiedy przyszła do nas pani psycholog. Kazała nam narysować swój domek i całą rodzinkę. Robota łatwa - narysować szybko dom, mamę i tatę, i szybko na korytarz do kumpli. 

Mieszkam na wsi. Zdarzało mi się zobaczyć domy z czarnego drewna lub obite "papą". Niewiele myśląc narysowałem ciemnoszary domek. Reszta była w kolorze. Jak się później okazało, owa pani psycholog stwierdziła, że "coś musi być nie tak u mnie w domu". Dlaczego? Bo domek na rysunku był szary. Inne dzieci rysowały różowe, zielone, itp. Warto dodać, że nawet jako dziecko byłem typowym realistą i jak Boga kocham, nie widziałem u siebie na wsi różowego domu. 

Niewiele pamiętam ale wiem, że mama nieźle się wkurzyła i pofatygowała się do pani psycholog. A wszystko przez ten szary domek :)

P.S. Nigdy u mnie w domu "nie działo się źle". Może nie uwierzycie, ale nigdy nawet nie dostałem klapsa.
Dodaj anonimowe wyznanie