#1WNv1

Nie powiedziałabym o sobie "fanka anime", ale nie ukrywam, zdarza mi się obejrzeć coś, co mnie zainteresuje. Oczywiście ku rozbawieniu mojej rodzicielki, "bo stara dupa bajki ogląda". Gdyby wtedy wiedziała, że ta bajeczka uratuje mi tę starą dupę, to nie śmiałaby się tak głośno.

Mieszkamy w małym miasteczku, w najgorszej dzielnicy, gdzie nawet policja nie chce się fatygować. Ja jestem "w centrum", natomiast moja przyjaciółka na totalnym wygwizdowie, gdzie psy tyłkami szczekają. Normalni ludzie boją się u nas chodzić po zmroku - nawet w pysk za damo dostać nie można. Ale przecież mieszkam tu od zawsze, wszyscy mnie znają włącznie z okolicznymi pijaczkami komplementującymi moją urodę pod wpływem napoju bogów, dresikami (również pochlebnie wyrażających się o mych walorach w stanie upojenia alkoholowego) i resztą osobliwych mieszkańców. Nie bałam się. Swoich się nie rusza, takie mamy tu zasady.

Idę sobie kiedyś, grubo po drugiej w nocy, od wspomnianej przyjaciółki, w stronę centrum osiedlowego wszechświata. Młoda bogini radośnie przemierzająca ciemne uliczki. Jakieś pierdoły zajmowały moją ciemnobrązową główkę a więc do ostatniej sekundy nie miałam świadomości, że jakiś uprzejmy gentlemen postanowił mnie... chyba okraść. Jednak mój mózg najwyraźniej doszedł do wniosku, że niedoczekanie złodzieja.

Uczę się w technikum, mam sto sześćdziesiąt siedem wzrostu przy wadze czterdzieści osiem kilogramów i odparłam atak mężczyzny. Jak? Kurs samoobrony? Sztuki walki? Nie. Oglądałam kiedyś anime, w którym bohaterka uczyła się kilku "ruchów" tak na wypadek napaści. Było to pokazane dość dokładnie... więc mój mózg sobie "pożyczył" te ruchy i odtworzył.

Sama zdziwiłam się tym tak bardzo, że prawie odtańczyłam taniec zwycięstwa przed niedoszłym złodziejaszkiem. Ale jednak zdrowy rozsądek kazał mi wziąć nogi za pas.

Gdyby ktoś był ciekaw: nie, nic mnie to nie nauczyło, dalej szlajam się po nocach.

#JAFic

Łazienka bez okien, wieczór. Powiem wprost, siedziałam na kiblu i na chwilkę zamknęłam oczy, tak po prostu - ze zmęczenia po całym dniu. Trzy sekundy później, otwieram i co widzę? Nic nie widzę! Przecieram oczy, dalej czarno... W głowie tylko jedna myśl - straciłam wzrok! Nigdy serce nie biło mi tak szybko jak wtedy. 

Jak się domyślacie, skoro tu piszę to wzroku nie straciłam, a okazało sie że po prostu była awaria prądu. Aby uniknąć podobnych sytuacji, nigdy nie zamykajcie oczu, jak siedzicie na kiblu, bo "relaks" może przerodzić sie w koszmar.

#AQqyY

Życie nigdy mnie nie rozpieszczało, i to od najmłodszych lat. Z racji swojego wyglądu, jako dziecko musiałam znosić drwiny ze strony rówieśników. W domu azylu również nie zaznawałam, bo ojciec był alkoholikiem. Nie miałam przyjaciół, do rodziców podchodziłam z dystansem.

W szkole przesiadywałam przeważnie sama, zarówno w ławce jak i na przerwach. Powrót do domu również nie był przyjemny. Zamykałam się szybko w pokoju i zanurzałam się w muzyce i zabawach, by tylko nie słyszeć kłótni, płaczu i pijanego ojca. Otoczyłam się więc takim ochronnym kokonem, z którego nie wystawiałam nawet nosa. Jako zamknięta w sobie dziewczynka, nikomu się nie zwierzałam, z nikim nie potrafiłam rozmawiać ani nawiązywać normalnych kontaktów. Tak wyglądał każdy mój dzień i nie zapowiadało się, by kiedyś miało się to zmienić.

Jednak los był mi łaskawszy niż sądziłam. Od zawsze uwielbiałam zwierzaki a w szczególności konie. Jakieś 2,5 km od domu znajdowała się duża stadnina koni, gdzie uwielbiałam jeździć na rowerze i obserwować te cudowne stworzenia. Z biblioteki wypożyczałam książki opowiadające o koniach i marzyłam by kiedyś móc obcować z tymi zwierzętami. Jednak nie było nas stać na jazdy konne, więc zawsze sądziłam że mogę sobie o tym tylko pomarzyć.

Jednak pewna rysunkowa książka odmieniła całe moje życie. Książka opowiadała o dziewczynkach, które przyjeżdżały do stadniny w której pomagały w oporządzaniu koni i w zamian za pomoc, jeździły konno. Pokazałam tę książkę babci i rozmarzonym głosem wspomniałam, że chciałabym móc też tak pomagać i jeździć. Wtedy babcia powiedziała najwspanialszą rzecz na świecie, którą pamiętam do dziś: "Kochanie, po prostu spytaj w tamtej stadninie czy mogłabyś pomagać przy koniach i w zamian jeździć. Za moich czasów była taka możliwość". Po tych słowach od razu wskoczyłam na rower i czym prędzej pojechałam do stadniny. 

Od tego dnia moje życie zmieniło się diametralnie. Oczywiście taka możliwość była. Zaczęłam otwierać się na ludzi, bo tam łączyła wszystkich wspólna pasja. Nie ważny był wygląd, ważna była miłość do koni. Dzięki nim, niczym motyl, wyszłam ze swojego kokonu, który tak skrupulatnie budowałam przez tyle lat. Odrodziłam się na nowo. Z małej niepozornej larwy, przerodziłam się w pięknego motyla. Zaczęłam się uśmiechać, żartować, cieszyć życiem. Zyskałam prawdziwych przyjaciół, zyskałam sens życia. Stajnia stała się moją odskocznią od codziennych problemów. Przestałam się przejmować rówieśnikami i pijanym ojcem. Odnalazłam swoje miejsce na ziemi, które jest moim małym rajem po dziś dzień, choć od tego pamiętnego dnia minęło już 12 lat. Wiem, że to się nigdy nie zmieni i wiem, że jestem zupełnie innym człowiekiem, a to wszystko dzięki jednej, niepozornej ilustrowanej książce dla dzieci...

#vpsgc

Pracuję w małym barze. Dziś rozkojarzony obsługuję klientów, gdy pewna pani zamówiła hot doga. Poszedłem zrobić, wlewam sosy, podaję, życzę smacznego. Ale coś mi nie grało. Ach no tak! Pobiegłem szybko za kobietą, ta już w drzwiach i mówi, że właśnie ona do mnie. Co się stało? Zapomniałem włożyć parówki...

#Z0EEx

Kilka dni temu byłam ze znajomą w galerii na zakupach. Oglądaliśmy buty, jedne spodobały mi się szczególnie, lecz moja znajoma stwierdziła, iż są brzydkie, szybko się zepsują, że są niemodne, ogólnie mi je odradzała. Dzisiaj, gdy się spotkałyśmy, na jej stopach były właśnie te buty. Dokładnie ten sam model. Nie wiem, jak to nazwać.

#7tBjx

Wyskoczyłem sobie wczoraj z dziewczyną i przyjaciółmi do galerii. Wszystko zapowiadało się na fajny dzień ze świetnym zakończeniem... Owszem, zakończenie było świetne. Będąc w sklepie z elektroniką posprzeczałem się trochę ze swoją dziewczyną i tak bywa, że trzeba przeprosić. Gdy wychodziliśmy z tego sklepu przytuliłem ją i nagle stało się coś nieoczekiwanego. Poczułem jakby moja noga się w coś zaplątała. Jak to zwykle ja, szarpnąłem dość mocno nogą, żeby się uwolnić. W taki oto sposób... kopnąłem dziecko.

Na szczęście nic się nie stało, pomogłem małemu wstać i porozmawiałem z jego mamą. Śmiała się, że jestem bardziej przestraszony niż on.

#chM6t

Kiedy byłam w drugiej klasie szkoły podstawowej, pojechaliśmy z klasą na wycieczkę do straży granicznej. Rozmowa z pracownikami, pokazywanie sprzętu, itp. Po pewnym czasie przyszła pora na pokazanie nam jak działa alkomat. Wszyscy ustawiają się w kolejce, aby dmuchnąć. W tym ja. 

Kiedy dochodziła moja kolej, ja jako mały troll postanowiłam, że zjem batona, którego miałam w kieszeni tzn. Pawełka. Jak chyba każdy wie znajdują się w nim niewielkie ilości alkoholu. Ok, zjadłam. Nadeszła moja kolej, dmucham a tu czerwone światełko, czyli piłam!

Miny strażników, nauczycieli i kolegów - bezcenne.

#T3EkU

Mam 16 lat i nietypową fobię. Panicznie boję się straży pożarnej. Gdy przejeżdża obok mnie czerwony wóz na sygnale nie mogę oddychać, jeśli muszę przejść obok zaparkowanego auta, to cała się trzęsę i płaczę, a jeśli spotkam (o zgrozo) pracownika tej służby, to kończy się to hiperwentylacją lub omdleniem. Najgorsze jest to, że ludzie najczęściej mi nie wierzą i mówią, że to próba zwrócenia na siebie uwagi, nawet jak zobaczą moją reakcję.

Prowadziłam warsztaty dla dzieci jako wolontariuszka. Wychodząc z toalety natknęłam się na pana strażaka, który też prowadził warsztaty, tylko w innej części budynku. Od razu uciekłam do swojej sali i cała w drgawkach próbowałam ogarnąć nadciągającą hiperwentylację. Zaalarmowani, przybiegli moja przyjaciółka, która umiała radzić sobie z moją hiperwentylacją i dwoje też akurat przebywających w przedszkolu ratowników medycznych. Nienawidzę zwracać na siebie uwagi, więc odmówiłam pomocy od ratowników. Przenieśliśmy się do innego pomieszczenia, aby nie wystraszyć dzieci. Powoli przestawałam czuć kończyny, kiedy pewna pani, która miała trochę wyższe stanowisko stwierdziła, że ratownicy i przyjaciółka mają mnie zostawić, bo tylko udaję żeby zwrócić na siebie uwagę i jak nie przestanę zachowywać się jak dzieciak, to zadzwoni po moich rodziców... Z biura wyszliśmy, ogarnęłam się na uboczu, a po 10 min atak powrócił i znowu ratownik, przyjaciółka i cała farsa od początku.

To, że ktoś boi się czegoś nietypowego, nie oznacza, że od razu zmyśla. Niektórzy boją się pająków, klaunów, ciemności i to jet normalne, tak samo jak reszta fobii.

#8iTUe

Ta historia miała miejsce trzy lata temu. Pewnego jesiennego, słonecznego popołudnia wyszłam na dwór z moim psem (ratlerkiem krótkowłosym). Spacerowałam po parku, była piękna pogoda. Zauważyłam jakiegoś biegającego faceta, przystojnego, mniej więcej w moim wieku. Gdy przebiegał koło mnie zatrzymał się i przemówił do mojego ratlerka: "Piesku, czy ta pani nie gryzie?". 

Tak właśnie poznaliśmy się z moim chłopakiem :)
Dodaj anonimowe wyznanie