#pLvm8

W lipcu tego roku zbliżał się termin mojej obrony pracy licencjackiej. A z tym wiązało się wiele stresów, biegania do promotora, do dziekanatu, do punktu ksero i tak w kółko - ciągle coś nie tak, poprawki większe lub mniejsze. W końcu zadowolona, że już chyba wszystko jest w porządku udałam się do dziekanatu celem złożenia kompletu dokumentów do obrony, w tym jednego egzemplarza pracy licencjackiej. 

Na miejscu okazało się, że mam pewien błąd związany z marginesami. Przysłowiowa "pani z dziekanatu" powiedziała, że to już nieistotne, że tak może zostać, że jest w porządku. Ale ja nie do końca byłam przekonana i bałam się, że dzień przed obroną zadzwonią mi i powiedzą: "Sorry, ale pani ma źle to i to, nie może pani przystąpić do obrony". Wtem do dziekanatu wszedł pewien pan w sweterku, którego często widywałam na uczelni, jakiś konserwator albo pomocnik. Zainteresował się mną i tym, że stoję przy biurku i zmieszana próbuję rozmawiać z panią z dziekanatu. Spytał w czym problem, po czym powiedział do mnie: "Takie drobne błędy to nic, jakby coś, to biorę to na siebie, niech się pani nie przejmuje". Ja dalej nie byłam przekonana czy aby wszystko na pewno ok, dlatego spytałam: "A to pan ma tam jakiś wpływ na komisję? Może pan o takim czymś decydować?", na co on odparł: "No jakiś tam mam" i się uśmiechnął.

Doszło do obrony, wszystko w porządku, odpowiedzi na pytania udzielone, promotor i reszta komisji gratulują, po czym do sali wchodzi mężczyzna - ten sam, który był w dziekanacie - gratuluje wszystkim i wręcza każdemu kartkę z zaproszeniem na dalszy stopień studiów. Zastanawiam się, co on tu robi, taki zwykły pracownik, a wchodzi do sali podczas obrony.

A jednak nie zwykły pracownik. To był rektor... :)
KawasakiNinja Odpowiedz

Miałem na drugim roku wykładowcę, który chodził w ubraniu roboczym, bo twierdził, że inżynier nie może bać się pracy fizycznej, a inżynier w garniturze będzie unikał brudnej pracy. Na pierwszym roku myślałem, że to jakiś konserwator ;)

Shido

Taka prawda, że niestety wiele osób robi inżyniera a jak przychodzi co do czego to albo nie umie, albo nie bo się pobrudzi ;/

niefajka

Pamiętam, że miałam kiedyś wykładowcę od spawalnictwa - profesora zresztą. Bardzo ów pan był w sobie zadufany, wszystko wie, wszystko umie. Prowadzącego zajęcia laboratoryjne (magistra inżyniera jedynie) traktował bardzo z góry, wręcz jak podczłowieka co budziło we mnie zażenowanie.
Jakież było moje zdziwienie i jak wielka radość kiedy profesorek znów się wywyższając chciał nam pokazać jakiś rodzaj spawania. Próbuje przyspawać rurkę a ta co chwilę odpada… laborant próbował mu przerwać i coś powiedzieć, na co profesor go zrugał, że on wie co robi. Okazało się, że używał złego materiału spoinowego i nawet się nie zorientował :D

JuzNieAnonimowy Odpowiedz

Miałaś farta, że takiego rektora macie. W sumie nie wiem jaki jest u mnie, ale nowy dziekan to ch**. ^.^

marion Odpowiedz

Jak można nie wiedzieć jak wygląda rektor uczelni? xD Ja mojego też nigdy na żywo nie wdzialam z bliska (tylko zawsze z ostatnich rzędów na jakiś uroczystościach), ale przez 3 lata studiów uklepał mi się w pamięci jego wizerunek ze zdjęcia, które widoczne jest na stronach www uczelni, w mediach szczególnie regionalnych i studenckich itp. Ale musiałaś być nieogarniętą studentką :D

Piotrek48 Odpowiedz

Nie oceniaj sebka po sweterku jego:D

Lelel

Sebki nie noszą swetrów tylko dres :D

Dodaj anonimowe wyznanie