#hNvn7

Zawsze kiedy czytałam wyznanie, w którym ktoś zwracał się do przechodniów o pomoc, a Ci nie reagowali, byłam oburzona znieczulicą, jaka panuje w naszym społeczeństwie. Zawsze się zastanawiałam, czy tym ludziom naprawdę brak jakiejkolwiek wrażliwości na ludzką krzywdę i cierpienie.

Pewnego dnia pojechałam z moim kumplem do Maka. Wychodzimy z samochodu- ja kieruję się już w stronę wejścia, a on szedł trochę za mną. W pewnym momencie mija nas jakiś bezdomny i coś do nas mówi (jednak bardziej się zwracał do kolegi). Pomyślałam, że na pewno rzuci tekstem: "Czy ma Pan może 2 zł? ", więc nie zwróciłam na niego uwagi i idę dalej. Widzę, że kolega nie idzie za mną, tylko chwilę rozmawia z nim, więc poczekałam przy wejściu. Wchodzimy, on idzie zamawiać, ja siadam przy stoliku. Później on się dołącza i w końcu odbiera zamówienie. Byłam zaskoczona, że tyle kupił, bo przecież ja nic nie chciałam do jedzenia. Po pewnym czasie w Maku znowu pojawił się ten bezdomny, a mój kumpel wręcza mu kanapkę. Był bardzo wdzięczny i widać było radość w jego oczach. Podziękował i wyszedł.

I w tym momencie do mnie dotarło, że ta znieczulica dopadła także i mnie. Patrzę krytycznie na innych, a sama nie potrafię dać dobrego przykładu. Dopiero ten zwykły/niezwykły czyn mojego kolegi uświadomił mnie w tym, że aby zmieniać świat najpierw trzeba zacząć od samego siebie.
Tevatai Odpowiedz

Słowa "bądź zmianą, którą chcesz ujrzeć w świecie" idealnie tu pasują.

oliwka8810

If you wanna make the world a better place take a look at yourself and then make a change" ~Michael Jackson :)

drinkapijonc Odpowiedz

Małymi kroczkami dąży się do celu ;)

Ciastko

Nawet na anonimowych ta piosenka mnie prześladuje
( chodzi mi o Twój nick )

hodorek

,,Ona czuję we mnie biedę, bo wpier*alam pasztet z chlebem"

mikax Odpowiedz

Tak się utarło, ze bezdomny to zaraz alkoholik. Nie każdy taki jest, niektórym sie po prostu w zyciu nie powiodło. Ale dobrze, ze Twój kumpel mu pomógł chociaż to taka drobnostka ?

CukierPuder Odpowiedz

Ostatnio przyjechałam do Krakowa na spotkanie z moim tatą. Miałam wolne kilka minut, więc postanowiłam zapalić przez wejściem do galerii na MDA.
Kiedy już miałam odejść, jakiś Pan podszedł i zapytał czy mogłabym kupić mu kawę z budki obok, taką za 3 zł. Zaczęliśmy iść, w tym czasie zadzwonił tata, że już czeka. Zapytałam ile kosztuje ta kawa i chciałam dać mu pieniądze, ale on zaprotestował i powiedział, że chce bym to ja kupiła mu kawę, pieniędzy nie weźmie. :)

CukierPuder Odpowiedz

Ok, postanowiłam dodać jeszcze jeden komentarz. Pewnie za chwilkę mnie zlinczujecie,ale co mi tam, trudno.

Otóż kiedy byłam nastolatką na Rynku w Krakowie działała grupa, która sprzedawała pocztówki ze smokami - za 3, 5 lub 10 zł. Opowiadali rzewne historie o Kornelii, która jest chora i zbierali pieniądze na dogoterapię. Mieli jej zdjęcie, numer konta do ewentualnych darowizn, imię i nazwisko, numer do matki. Sama kupiłam taką pocztówkę.
Po pewnym czasie jeden chłopak z tej grupy zaproponował, bym dołączyła do nich (rozdawałam wtedy ulotki) Więc zgodziłam się. Stawki wyglądały tak: jeśli sprzedasz pocztówek za mniej niż 100 zł - do pracownika idzie 30 % kwoty, jeśli powyżej 100 - 50 %
Reszta szła do Lidera, który rzekomo rozliczał się jakoś z tą matką chorej dziewczynki.
Szczerze powiem, że początkowo nie zastanawiałam się nad tym, jak to wygląda (miałam 16 lat) i że może to być szwindel. Byłam święcie przekonana, że te pieniądze faktycznie trafiają do dziewczynki. My po prostu pracowaliśmy, nie był to wolontariat.
Codziennie po szkole szłam z koleżanką sprzedawać pocztówki na Floriańskiej. Kwoty były niemałe - zarabiałyśmy po 100-150 zł, czasami były gorsze dni i dostawałyśmy tylko 30 zł... Fajna kasa dla nastolatki, prawda? Kto by się zastanawiał? Zwerbowałam do tej pracy 6 osób- moich znajomych.
Aż w końcu pewnego razu moja najbliższa koleżanka poszła sama, bo coś tam mi wypadło, nie pamiętam już co. Razem z drugą dziewczyną trochę się nudziły, więc poszły pooglądać kolczyki i bransoletki we wnęce kamienicy. Sprzedawczyni przegoniła je stamtąd z krzykiem "kradniecie mi klientów!" - więc dziewczyny zwiały. Niedługo później przyjechała policja i spisali część tej grupy pocztówkowej - okazało się, że nie ma żadnej matki, żadnej chorej dziewczynki, żadnej dogoterapii. Siedziba firmy była zmyślona, jak wszystko inne. Lider był zwykłym naciągaczem, a my jak te wierne owce, ślepe, polazłyśmy za nim...
Od tej pory nie wierzę w żadną zbiórkę pieniędzy...

katarynka Odpowiedz

Podoba mi się to wyznanie, bo uczciwie się przyznałaś i zdecydowanie masz rację :)

Al3x Odpowiedz

Ja mam tak beznadziejnie słabe sumienie że zwykle takim ludziom daje wszystkie drobne jakie mam/kupuje w bistro jedzenie im/oddaje jedzenie które mam przy sobie :|

Lel Odpowiedz

Gdy mnie jakiś bezdomny prosi o pieniądze proponuję zakup jedzenia. Szkoda tylko, że w 99% przypadków mówią, że jedzenia nie wezmą, ale chcą hajs :/

blaugball Odpowiedz

Odkąd przeprowadziłam się do większego miasta, to błaganie o jedzenie jest tutaj na porządku dziennym. Na początku miałam ochotę pomóc wszystkim, ale po paru akcjach typu:
1. chciałam kupić coś do jedzenia jakieś max 10 minut drogi, przeklnal mnie tylko,
2. chcialam dac niby glodnemu chlopakowi swojego batona do jedzenia, ale on wolal jedzenie z budek
3. kupilam panu jedzenie, a potem spotkalam go z pijanymi kolegami
Już mało kiedy pomagam innym w taki sposób, na pewno nie daję pieniędzy, jeśli coś to kupuję jedzenie, ale po tylu akcjach robię to już nie tak często.
Ci ludzie nie są pozostawieni sami sobie, jest masa osrodkow, instytucji pomagajacych, jadlodalni. I niekoniecznie podoba mi sie to, ze jednak na te pieniadze, ktorych sie domagaja, pracuje ja, moi rodzice, gdy wiekszosc z nich smialo moglaby isc do pracy, No ale zebranie jest bardziej dochodowe.

NellieLestrange Odpowiedz

Od razu przypomniała mi się piosenka Michaela Jacksona "Man in the mirror" :)

Zobacz więcej komentarzy (7)
Dodaj anonimowe wyznanie