#sXCdE

To było w czasie dzieciństwa. Byłam ślepo zapatrzona w swoją starszą siostrę. Jej aprobata była dla mnie cenniejsza niż mamy. A ona w nagrodę robiła tak, żebym często wychodziła na idiotkę. W podziękowaniu chyba.

Miałam może z 6-7 lat. Siostra była dwa razy starsza. Jako dziecko nie wiedziałam o intymnych sprawach. Bawiłam się przednio z siostrą. Chowałyśmy kredki po różnych zakamarkach i ich szukałyśmy - zabawa w ciepło, zimno. Nagle zachciało mi się siku. Powiedziałam o tym siostrze. Pobiegłam szybko do łazienki. Pech chciał, że była ona zajęta. W dodatku przez najstarszego brata. Wróciłam niezadowolona do siostry, mówiąc, że brat kazał mi iść na dwór.

Moja siostra wpadła chyba na najlepszy troll w swojej karierze. Powiedziała mi, co miałam powiedzieć, gdy zapukam do łazienki. Ale nie szeptem. Kazała mi wrzeszczeć na cały dom. Pobiegłam do łazienki. Zaczęłam kopać w drzwi i krzyczeć:
- Szybko! Szybko! Bo mam orgazm!!!

Gdybyście widzieli moją siostrę, która tarzała się wręcz po podłodzę. Wszyscy mieli ubaw ze mnie. Do tej pory mają. Uroki bycia najmłodszą z rodzeństwa.

#VR2nC

Zdarzyło się to gdy byłam jeszcze małym wrednym dzieckiem, które nigdy nie chciało iść spać, a rano nie dało się go zwlec z łóżka. Mama co wieczór wychodziła z siebie i stawała obok, żebym tylko w końcu walnęła w kimono. Tym razem na tapecie były kołysanki. Po którejś z kolei mama zderzyła się z moją bolesną szczerością i usłyszała: "Mamo ja już zasnę tylko błagam, przestań śpiewać!".

#Dmqgq

Jestem świeżo po 20 i od kiedy skończyłem 18 lat należę do ochotniczej straży pożarnej w mojej miejscowosci. Uczestniczę w różnych działaniach ratowniczych i kiedy moge oddaję krew. Pomaganie ludziom już chyba nawet w tej krwi mam. 

Jechałem samochodem obok parku i zobaczyłem, jak ktoś leży na ławce a ktoś nad nim się pochyla. Zatrzymałem szybko auto i zapytałem się tej stojącej osoby, czy ten co leży jest pijany i czy nic mu nie jest. Okazało sie, że był to pracownik naprawiający ławkę...

#dAcyW

Na wstępie zaznaczę, że pochodzę z wierzącej rodziny. Cała historia rozpoczęła się gdy miałam około 6-7 lat. Moi rodzice chodzili wcześnie spać (koło godz.22), bo rano wstawali na 6 do pracy. Ja również kładłam się spać o podobnej godzinie. Mama, gdy rano się budziła zaczęła zauważać dziwne rzeczy np. zapalone światła lub przedmioty, które pozostawione dzień wcześniej zmieniały w nocy swoje miejsce itp. 

Na początku to zignorowała, tłumacząc, że to pewnie tata coś wziął i odłożył gdzie indziej. Jednak pewnego dnia naprawdę zaczęła się martwić, gdy rano weszła do łazienki a wanna była pełna wody, następnego dnia w kuchni na stole były rozłożone talerze (jak do obiadu), przeniesione w inne miejsce doniczki z kwiatami, a jeszcze następnego każda szafka w domu była otwarta na oścież. Wiele było podobnych zdarzeń. 

Po naradzie, rodzice mieli coraz większych obawy, więc postanowili wezwać egzorcystę, aby oczyścił mieszkanie. Ksiądz przyszedł, odprawił modlitwy i poszedł. Na drugi dzień rodzice wybierali się do znajomych na wieczór i przyjechała do nas babcia, żeby się mną zająć. Babcia jednak poszła szybko spać, a ja wraz z nią. Gdy rodzice wrócili w nocy doznali szoku, światła wszędzie zapalone, okna otwarte (była późna jesień). Rodzice zamarli. Powoli ruszyli w stronę kuchni i stanęli jak wryci, gdy zobaczyli, jak zamiatam podłogę, zgarniam wszystko na szufelkę, wyrzucam do śmieci i przechodzę bez słowa do swojego pokoju jak gdyby nigdy nic, kładę się i śpię. Rodzice nie wiedzieli co się dzieje. To właśnie tej nocy okazało się, że choruję na somnambulizm, potocznie mówiąc jestem lunatykiem i wszystkie, dziwne zjawiska, które wydarzyły się przez ten czas to było nic innego jak moja sprawka.

Każda następna podobna sytuacja była przyjmowana na porządku dziennym. Oczywiście mama zamykała dom na 3 spusty, chowała klucze, abym nie wyszła. Wydaje mi się, że w nocy również wstawała i sprawdzała czy wszystko ok. Przywiązywała mi nawet mały dzwonek do nogi, żeby słyszała czy wstawałam (nie znosiłam tego!). 

Dziś mam 20 lat, a nadal lunatykuję, całe szczęście już bez dzwonka u nogi.

#LLszg

Wymyśliłam sobie, że będę robić zdjęcia. Mój zapał ostudziły ceny aparatów, które do najniższych nie należą. Podczas jednej z wizyt u moich rodziców (dodam, że zostali rodzicami wcześnie) wpadł mi do głowy genialny pomysł. Przypomniałam sobie, że mój tato miał kiedyś Zenita, na początek świetny no i darmo, więc ogólnie cudownie. Siedzę sobie z tatą i rozmawiamy o mojej nowej zdobyczy, ja bardzo podekscytowana perspektywą spełnienia swoich artystycznych zapędów. Tata chcąc ostudzić mój zapał tłumaczy: "Ale wiesz, to nie jest tak jak teraz w aparatach, nie będziesz miała podglądu, dopiero jak wywołasz to zobaczysz co wyszło". Ja, w pełni świadoma działania tego mechanizmu odpowiadam: "Tato, jest ryzyko - jest zabawa!". Na to tata odparł, patrząc na mnie wymownie: "No, my z mamą też tak kiedyś mówiliśmy".

#16z48

Jakiś czas temu w szkole, na lekcji z wychowawcą, pani dała całej klasie ankietę do wypełnienia. Jako że jest nas w klasie jedynie niecała dwudziestka, nauczycielka poleciła usiąść każdemu w osobnej ławce. Wszem i wobec ogłosiła, że ankieta jest anonimowa, a na jej wypełnienie mamy 10 minut.

Całe szczęście było tylko jedno pytanie, choć powiem szczerze, nie takiego się spodziewałam. A brzmiało ono: "Co cenisz u dziewczyn/chłopaków? (Wypisz konkretne cechy)". Od razu, gdy tylko nasze mózgi przyswoiły sobie to pytanie, z męskiej strony rozległy się szepty typu: "cycki", "d*pa", itp., Co niektóre dziewczyny szeptały między sobą i chichotały.

Zabrałam się do pisania. Nawet się nie zastanawiając, nabazgrałam wielkimi literami (żeby w razie czego nauczycielka "przypadkowo" nie poznała mnie po piśmie) kilka cech, były to m.in.: poczucie humoru, inteligencja, kultura osobista i chyba kreatywność, ale nie pamiętam dokładnie. Zgięłam kartkę na pół i oddałam wychowawcy.

Na przerwie przypadkowo podsłuchałam rozmowę dziewczyn z mojej klasy. Gadały o ankiecie.
- Ej, dziewczyny, co napisałyście? - pyta jedna.
- No... wygląd... - zaczyna druga.
- Trzeba było wypisać konkretne cechy, a nie "wygląd", idiotko!
- Przecież wiem! Napisałam "wygląd: ładna twarz, fajna fryzura, wysportowane ciało i ogólnie przystojny, i fajne ciuchy". A ty? - pyta drugiej.
- To samo, dołożyłam jeszcze "fajny charakter".
- Ja mam tak jak wy, ale dopisałam jeszcze "kasa i sława" - wtrąca trzecia.

Chyba jednak jestem dziwna... jak to mi wszyscy mówią.

#x5t0s

Jestem studentem, wynajmuję miejsce w mieszkaniu. Łącznie jest nas 10 osób (mieszkanie jest duże, jest w kamienicy, której właścicielka wynajmuje miejsca studentom). Mieszkamy razem od początku października i już mogę opowiedzieć trochę historii ze wspólnego mieszkania. Jednak dzisiejsza akcja przebija wszystko.

Jeden ze współlokatorów coś sobie szykował i włożył słoik do garnka, żeby podgrzać zawartość. Słoika jednak nie otworzył. W pewnym momencie poszedłem do kuchni zmyć naczynia, przyszła też współlokatorka. Robimy swoje, ja zmywam naczynia, ona szykuje obiad i tu nagle jak nie huknie. Współlokatorka chyba się nieźle wystraszyła, ja myślę „Co jest, k***a?!”. Tak, słoik pod wpływem ciśnienia wybuchł. Rozchędożył się na setki drobnych kawałków, jego zawartość uświniła głównie sufit i górę ściany (a to 2-3 metry nad podłogą). Trochę też wylądowało na mnie (koszula ubrudzona) i na współlokatorce (na szczęście nic poważnego nam się nie stało). W reakcji na huk zbiegli się pozostali obecni współlokatorzy i goście. Jeden się zapytał: „Jest szansa, żebyśmy to tak wyczyścili, żeby nie trzeba było malować ścian i sufitu?”. Ja akurat musiałem iść na zajęcia, jak wychodziłem, to dwóch czyściło sufit mopem. Bez powodzenia – sufit i ściany nadal zabrudzone. Chyba jednak trzeba będzie malować ściany i sufit.

I naszła mnie jeszcze taka refleksja: Jeśli kobieta za kierownicą jest tematem żartów, to powinien nim być również mężczyzna w kuchni :)

#vCPSy

Ostatnio mama wysłała mnie do sklepu po papier toaletowy, bułkę tartą i kilka innych rzeczy. Niechętnie się zgodziłam. Przy ladzie mówię ekspedientce, co chcę i w końcu przyszedł czas na papier. Rozmowa wyglądała mniej więcej tak:
- Jeszcze papier toaletowy.
- Nie ma.
- No to bułkę tartą.
Wtedy pani wybuchnęła śmiechem. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę z tego jak to zabrzmiało.
Dodaj anonimowe wyznanie