#CbvhT
Mianowicie zawołał mnie i kuzyna do siebie, mówiąc że dostaniemy dodatkowe prezenty już przed wigilią i wyciągnął zza pleców dwie papierowe torby (takie jak do pakowania jajek luzem) tej samej wielkości. Jedna z tych toreb była ciężka i czuć że coś w niej było, a druga natomiast była lekka na tyle, że można było się domyślać, że jest pusta. Pierwszeństwo wyboru przypadło młodszemu czyli mnie. I jak myślicie co ten młodzieniec wybrał? A co wy byście wybrali? Oczywiście że to cięższe! Przecież tam będzie więcej czyli lepiej, na pewno tak będzie! Kuzyn nieco wkurzony, że mogłem wybierać pierwszy i wybrałem to samo co on chciał, z niechęcią wziął pustą torbę. Otworzyliśmy je jednocześnie, nie skupiając się na sobie wzajemnie. W mojej torbie była ulubiona czekolada w wersji XXL! Jeju, ale super uwielbiam ją! Po ekscytacji krótkiej jednak ciekawość wzięła górę i spojrzałem na uśmiechniętego kuzyna... trzymającego banknot 100zł.
Nie chcę wyjść na materialistę, po prostu siedzę i patrzę bezmyślnie przez okno, myśląc o zbliżających się świętach. Rodziny już nie ma, babcia i dziadek odeszli, niektórzy się pokłócili i się nie odzywają, więc jedyne co mi zostało, to wspomnienia z tego miejsca i tego klimatu. Teraz moja wigilia składa się tylko z mojej mamy, jej faceta i dwóch braci, jak i drugiej u ojca w takim analogicznym składzie. Nigdy o tym nikomu spoza rodziny nie mówiłem, więc zastanawiam się teraz przez sentymenty i tęsknotę, czy mój dziadek rzeczywiście chciał nam coś przekazać, czy to był zwykły figiel?
Wigilia, tradycje, jedzenie, wszystko takie same, tylko talerzy coraz mniej...
Nie wiem dlaczego, ale wzruszyłem się czytając ten komentarz.
Ja też... ;(
U mnie rodzina też się niby powiększa a jednak jest nas coraz mniej...
U mnie w sumie talerzy zawsze tyle samo. Babcia o to dba. Aczkolwiek smutne jest to, że z rodziną, która jest mi tak bliska (bracia taty) widzę się tak rzadko... na dodatek mieszkamy wszyscy w tym samym mieście, a nasze relacje z roku na rok są coraz gorsze.
Pewnie chciał przekazać że czasami dostać "mniej " znaczy dostać "więcej", bez znaczenia na wielkość prezentu :)
Myślę, że mógł chciec wam przekazac cos istotnego. Podobnie mialem ze swoim dziadkiem. Mimo ze wtedy nie do konca to z bratem rozumielismy, mysle ze mial jakis cel w pokazywaniu nam roznych rzeczy :)
Smutne i skłaniające do refleksji...
Mimo wszystko życzę Ci wesołych świąt. Żeby nie zabrakło Ci miłości, zdrowia i szczęścia...
Przynamiej na przyszłość, ty bedzie z wiedział jak że bić prawdziwą Wigilię :)
*zrobić
Heh, mam podobnie do Ciebie.
Gdy byłam mała, to na moją wigilię zjeżdżała cała rodzina. Zależnie od roku było 20-25 osób. Myślę, że mało kto miał szczęście doświadczyć tak niesamowitych świąt, jak ja. To były prawdziwe wiligie- dawno nie widziana rodzina, mnóstwo jedzenia, czas rozmów i opowiadań, żarciki z kuzynostwem, tyle kurtek i butów, że nie dało się przejść przez korytarz, wieczerza trwająca aż do pasterki, spanie na podłodze, prezenty ciągnące się wzdłuż aż dwóch ścian wielkiego salonu- tyle ich było, no i wszędzie ta radość i serdeczność, bo mam szczęście mieć wyjątkowo kochającą się, wielką rodzinę.
Ale życie płynie... dziadkowie zmarli, a kuzynostwo się pożeniło i "podzieciło". Teraz każdy ma swoją wigilię ze swoimi teściami i dziećmi. A ja tęsknię za tymi ogromnymi, mega-rodzinnymi Świętami.
Jedyna opcja aby do tego wrócić, to samej urodzić czwórkę dzieci, które się pożenią i wydadzą na świat gromadkę wnucząt, jak to było w przypadku moich dziadków. Ale do takiej wigilii, to jeszcze wiele, wiele lat... Tymczasem zostaje mi rodzinny obiad w gronie 6 osób i kota. Dla jednych może to dużo, ale dla mnie zaledwie 1/4 tego, co było kiedyś. :(
Jak się zbierze moje rodzeństwo ze swoimi połówkami i dziećmi i moi rodzice to jest nas 23. Do wigilijnej kolacji zasiądzie... 6-8 osób...
@PannaNikt to i tak nic. u moich dziadków w jednym domu są dwie osobne wigilie - jedną mają oni, a drugą ich syn z żoną i dziećmi, także milo ;') jak widac nie wszyscy to 'czują'
Nie no to nieźle... Tak naprawde rodzina to jedyne co mamy a nie potrafimy się dogadać...
Heh, właśnie się dowiedziałam, że zamiast normalnej choinki będę mieć w domu taką małą, 1,5-metrową. Jeszcze jeden element prawdziwej wigilii, czyli wielką, wspaniałą choinkę, szlag trafił... :/
Gitarzystka może to marne pocieszenie ale dzisiaj trafiłam do szpitala i jeśli będą chcieli mnie zatrzymać tu do porodu to spędze tu i święta i sylwestra...
Ale za to dostaniesz najlepszy prezent na świecie. :)
Wzruszyłam się, łzy nadal lecą, może dlatego, że ja nigdy nie mialam tego szczescia uczestniczyc w TAKIEJ wigilii... U mnie to dzień jak każdy inny, z godziną przy stole :(
Mam tak samo..
Pamiętam, że w podstawówce nasza wychowawczyni też zrobiła nam taki eksperyment. Miała 2 pudełka. Jedno ślicznie opakowane, za to drugie takie zwykłe szare. Dzieci miały się ustawić po stronie tego pudełka, które chciałyby dostać. Oczywiście większość wybrała to ładne pudełko. Po ich otwarciu okazało się, że w tym pierwszym były jakieś kasztany, a w drugim tym obskurnym pełno słodyczy.
Wiem co czujesz tyle ze u mnie brakuje tylko jednej osoby ale wiem ze dusza z nami bedzie. P.S Spieszcie sie kochac ludzi bo tak szybko odchodza. To będą najgorsze swieta w moim zyciu
Moje Kondolencje, bo wiem jak wyglądają takie Święta, ale wiesz co...?
Może to marne pocieszenie, ale gdy już ktoś odszedł, to masz tę świadomość, że dana osoba zaznała wreszcie spokoju i jest szczęśliwa w lepszym miejscu. Nic jej już nie boli i nie cierpi.
Z własnego doświadczenia wiem, że najstraszniejsze są wigilie, gdzie siedzisz przy stole ze osobą śmiertelnie chorą osobą, a wszyscy mają świadomość, że najpewniej są to ostatnie wspólne Święta. Przeżyłam to dwa razy- raz z Dziadkiem (wyszedł wtedy na przepustce ze szpitala, by spędzić z nami Wigilię). Był w takim stanie, że wszyscy myśleli, iż nie dożyje Drugiego Dnia Świąt. O dziwo przeżył potem jeszcze kilka lat. :) Drugie takie Święta, to te zeszłoroczne- na początku grudnia mojej Mamie zdiagnozowano bardzo złośliwego raka i wycięto guza (13cm!). Mama po chemii i operacjach wyglądała i czuła się strasznie, prognozy były tragiczne. Zdecydowanie najgorsze Święta w moim życiu. Na szczęście teraz Mama trzyma się coraz lepiej, a niekonwencjonalne metody dają o wiele lepsze rezultaty. :)
Nie chcę w żaden sposób umniejszać tragedii Świąt, gdzie odeszła bliska osoba, ale osobiście, kiedy porównuję takie Święta, ze Świętami, gdzie patrzysz na kogoś i myślisz, że to ostatni raz, kiedy łamiesz się z kimś opłatkiem/ śpiewasz kolędy/ rozmawiasz przy stole... Moim zdaniem to jest dużo straszniejsze...