#12N0F

Czarne żelki o smaku lukrecji są specyficzne - albo się je uwielbia, albo się ich nienawidzi. Ja należę zdecydowanie do tej drugiej grupy. Czasem na samą myśl o tych żelkach robi mi się niedobrze, a co dopiero jakbym miała ją choćby lekko nadgryźć - odruch wymiotny.

Pewnego dnia organizowany był w mojej szkole dzień dziecka, byłam wtedy w gimnazjum. Był to dzień wolny od lekcji, jednak na sali gimnastycznej zebrały się wszystkie klasy, wychowawcy i nauczyciele, by wziąć udział w obchodach: różne konkurencje, przemowy itp. Moja klasa wyznaczyła mnie do jednej z konkurencji, która polegała na odgadywaniu smaków.

Wyobraźcie sobie miny wszystkich uczniów i nauczycieli, widzących mnie z zawiązanymi oczami, rzygającą na środku sali prosto na stół.

Tak, to była żelka o smaku lukrecji.

#CHPqE

Ładnych parę lat temu, kiedy uczęszczałam jeszcze do technikum informatycznego strasznie chciałam odbyć praktyki zawodowe w dziale informatycznym w Komendzie Policji. Troszkę starań mnie to kosztowało, ale jednak udało się. 

Już pierwszego dnia ludzie tam pracujący zaczęli się mnie wypytywać skąd jestem itp. Zamieszkiwałam wtedy w okolicach miasta, w którym odbywałam praktyki. Kiedy usłyszeli nazwę miejscowości powiedzieli, że mieszka tam kilku funkcjonariuszy i czy któregoś kojarzę. Błyskotliwa ja zaczęłam opisywać: "Kojarzę jednego, nie wiem jak się nazywa, wiem jednak że mieszka tu i tu, taki starszy, gruby facet, mega gbur, bo go spotkałam kiedyś w sklepie". W tym momencie z pokoju obok, w którym były otwarte drzwi, dobiegł donośny kobiecy głos: "Ten starszy gruby facet to mój mąż". Myślałam, że się zapadnę ze wstydu. 

Ale żeby było śmieszniej to nie koniec historii. Okazało się, że ten "starszy" facet ma 35 lat i małe dziecko, tylko wygląda staro ponieważ jest gruby i postarza się ubierając niemodne ciuchy. W dodatku piastował dość wysokie stanowisko w komendzie. Minęło kilka dni, unikałam jego żony jak ognia. Ale stało się! Któregoś pięknego dnia wparowałam do działu informatycznego i zostałam przywitana słowami: "Poznaj kochanie, to właśnie ta praktykantka, która stwierdziła, że jesteś starym, grubym gburem". Nie polecam nikomu przeżyć czego takiego. Nauczka na całe życie.

#M12fg

Rok temu urodziła mi się siostra. Mała, ładna, wszystko na miejscu, ale nie o nią tu chodzi, tylko o moją mamę. W środku nocy, gdy tata był na nocnej zmianie w pracy, kochana mama wyrwała mnie ze wspaniałego świata kolorowych snów oznajmiając, że wody jej odeszły... Cóż jak mus to mus, wstałam, telefon po taksówkę, telefon do taty i czekamy. 

Poziom mojej adrenaliny nie mieścił się w żadnej skali, natomiast moja mama stwierdziła, że nie będzie bezczynnie czekać na transport do szpitala, tylko wykorzysta ten czas bardziej efektywnie... Dalej nie mogę się nadziwić, jak można było się wykąpać, ogolić nogi i zjeść śniadanie o 4 nad ranem, będąc w trakcie porodu. Moja kochana, niezależna mamusia nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać.

#Oo0Z5

Ostatnio byłam w pewnej znanej drogerii. Jest tam wywieszona tabliczka, że kobiety w ciąży mają pierwszeństwo, co jest oczywiście dobrym pomysłem. Stałam z siostrą przy kasach i nagle kasjerka do mnie powiedziala: "Zapraszam panią w ciąży do drugiej kasy"...

Nie, nie spodziewam się dziecka.

#KSUkS

Mieszkam w akademiku. Akademik, jak to akademik - jak wygląda każdy wie. Segment, kuchnia na sześć osób, łazienka. Całkiem spoko. Typowe studenckie życie. Dzieje się dużo (wiecie, wydarzenia mniej lub bardziej zagrażające życiu). Ogółem mówiąc, jest fajnie, ale trzeba uważać.

Była to sobota. Obudziłam się dość zmęczona. Zjadłam śniadanie, poudawałyśmy z współlokatorkami, że sprzątamy i około południa stwierdziłam, że zanim zacznę robić cokolwiek bardziej kreatywnego, to pozwolę sobie jeszcze na małą drzemkę.

Niestety, nie było mi dane wpaść w objęcia Morfeusza, bo kiedy tylko zamknęłam oczy usłyszałam okropny hałas. Syreny, powiadomienia w siedmiu językach świata, że się pali, że zagrożenie, że mamy uciekać i znów syreny. Tu muszę nadmienić, że jestem osobą wyjątkowo strachliwą, więc całe życie stanęło mi przed oczami. Wiedziałam, że muszę uciekać, ale przecież nie mogłam zostawić całego swojego studenckiego dobytku na pastwę losu. Niemalże ze łzami w oczach kalkulowałam w głowie, co z moich rzeczy ma największą wartość, kiedy koleżanka krzyknęła, że korytarz jest coraz bardziej zadymiony i nie mogę już zwlekać ani chwili. Musiałam zostawić laptopa, na którego pracowałam całe wakacje, tablet, dokumenty, książki, dosłownie wszystko, byle tylko ratować siebie. Wierzcie mi lub nie, ale nigdy wcześniej nie czułam takiej bezsilności i strachu.

Jaka jest puenta? Taka, że po 5 minutach wróciłam do segmentu z mieszanką poczucia ulgi i nieziemskiej złości. Okazało się, że chłopak z pokoju obok zapomniał, że smaży kiełbasę. Nie sądziłam, że kiedykolwiek najem się tyle strachu przez wyrób wędliniarski.

#Rmimw

Na początku powiem, że wychowywana byłam w sposób gdzie za złe zachowanie dostawałam klapsa od rodziców i do dziś dnia nie uważam, że było w tym coś złego.

Historia miała miejsce w wieku ok 6 lat kiedy to nadszedł wspaniały dzień tzw. zapisywania dzieci do zerówki. Poszłam razem z mamą, która uczy w tej samej szkole, w której znajdowała się moja przyszła zerówka. Owego zapisu i "przeglądu" dzieci dokonywała koleżanka z pracy mojej mamy. Na początku spytano mnie o kolory, potem o znajomość liczb, literek itp. Jako, że byłam dość zdolnym dzieckiem bez problemu sobie z tym poradziłam. Następnie Pani musiała wypełnić rubryczkę odnośnie naszej sytuacji rodzinnej. Zadała mi pytanie: "Powiedz mi czy mama cię bije?". Na co ja odpowiedziałam "Proszę pani, ona mnie nie bije, ona mnie leje!".

#pBowT

Na początku zaznaczę, że jetem na 3 roku studiów, ale pracuję dorywczo z osobami głuchymi, co za tym idzie bardzo dobrze znam PJM (Polski Język Migowy).

Historia miała miejsce niedawno kiedy czekałam w długiej kolejce w szpitalu do lekarza (ach te badania okresowe). Ludzi tyle że nie mieszczą się w poczekalni, a pracownicy chodzą z minami jakby mieli zamiar nas wszystkich zabić, poprzedzając to okrutnymi torturami. W pewnym momencie do pielęgniarki która zapisywała pacjentów podeszła dziewczyna na oko w moim wieku czyli ok. 21 lat. Przy okienku zaczęła migać do pielęgniarki, dając jej do zrozumienia że nie słyszy. Kobieta (widać było że nieźle wkurzona) dała jej kartkę i długopis aby napisała w jakim celu znalazła się w szpitalu. Dziewczyna trochę zmieszana zaczęła pisać, a gdy oddała kartkę pielęgniarka zaczęła na nią krzyczeć, że ma pisać po ludzku, a nie się wygłupiać. Dziewczyna już nieźle zdezorientowana zaczęła migać, z tego co zauważyłam siedząc z boku, że chce się dostać na jakieś badania. Widząc całą sytuację podeszłam tam i wszystko na szczęście się wyjaśniło, natomiast ja dostałam opieprz od pielęgniarki że nie podeszłam wcześniej...

#XUQZr

Byłam jeszcze nieświadomą niczego niewiastą, ale już wiedziałam, kim chcę być w przyszłości. Mianowicie weterynarzem. Miałam może 5/6 lat, ale o dziwo wiedziałam, że będę musiała się w tym celu dużo uczyć przyrody, biologii, a następnie pójść na studia. Dodam, że w tamtym okresie dużo przemieszczałam samochodem wraz z rodzicami.

Gdy pewnego letniego dnia mknęliśmy jak prawie codziennie do większego miasta, moim oczom, przejeżdżając przez las, ukazały się dwie panie. Może już co niektórzy wiedzą, o jakie panie przy drodze mi chodzi. Ale wracając do meritum, nigdy wcześniej nie widziałam takich pań i nie rozumiałam, czemu one tak sobie stoją. Wtedy jako bystre dziecko zaczęłam szukać rozwiązania u rodziców: "A co to za panie, co one robią w tym lesie?". Mama chwilę się zastanawiała, po czym z przytłumionym śmiechem odpowiedziała, że to są strażniczki lasu i one się opiekują zwierzętami w lesie. 

Szybko przeanalizowałam uzyskaną informację i odpowiedziałam: "Mamo, jeżeli nie zostanę weterynarzem, to będę taką strażniczką lasu". Śmiech rodziców pamiętam do dziś.

PS. Nie poszłam na weterynarię, ani nie jestem strażniczką lasu.

#tSSDY

Niedawno oddałam telefon do naprawy. Na ekranie głównym, gdy jest zablokowany zawsze widnieje informacja o właścicielu, w której ja zawarłam tekst: "Zostaw ten telefon!".

Dziś telefon wrócił z naprawy z tekstem: "Zostawiłem ten telefon!". Trafił mi się serwisant z poczuciem humoru. :)
Dodaj anonimowe wyznanie