Mam 18 lat i niecałe dwa tygodnie temu dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Z facetem dużo starszym. Gdy mu o tym powiedziałam pierwsze co to powiedział mi o tabletkach poronnych, powiedział że to nie czas na dziecko, że najpierw muszę skończyć szkołę, a później pomyślimy. Przekonuje mnie, że kocha i że nie zostawi, ale czy mogę wierzyć komuś kto chce zabić własne dziecko? Mętlik w głowie..
Postanowiłam, że zatrzymam dziecko, nie jestem w stanie zabić części mnie. Gdy mu o tym powiedziałam załamał się, przeżywał i straszył, że zrobi sobie krzywdę. Na początku się przestarszyłam, że mówi całkiem serio. Po dłuższym zastanowieniu jednak zdecydowałam, że gdyby nawet świat miał runąć i tak nie zabiję własnego dziecka.
Nie patrząc na to co dalej będzie pomiędzy mną a moim mężczyzna, nie zrezygnuję z macierzyństwa. Czasami trzeba wybrać inną drogę. Jestem dumna z mojej decyzji. Mogę zostać samotną matką, ale będę miała przy sobie małą istotę dzięki, której wiem że przetrwam wszystko. :)
Kilka dni temu urodziła mi się córka. Ma wszystko, co potrzebne, a nawet więcej. Mówiąc dokładniej, o jeden chromosom więcej.
Cholera, boję się.
Moi rodzice zawsze dbali o to, żebyśmy z braćmi zdrowo się odżywiali. Czasem szli na małe ustępstwa, kupując nam chipsy, lizaki itp. Jednak pewnego dnia mama oświadczyła, że "za dużo chemii spożywamy" i od tego czasu - koniec z chipsami i innymi przekąskami. Po kilku dniach miałam wielką ochotę na chrupki, jednak mama nie chciała żadnych kupić. W dodatku dzieci przynosiły je ciągle do przedszkola. Wpadłam na świetny pomysł...
Po powrocie do domu rozpłakałam się i gdy mama zapytała, co się stało odpowiedziałam, że pani z przedszkola wprowadziła nowe zasady i od tej pory wyrzuca każdego, kto nie przyniesie paczki chipsów. Mama oniemiała, ale powiedziała, że skoro tak, nie muszę się o nic martwić.
Na następny dzień kupiła mi paczkę Lays'ów, po czym poszła na zajęcia ze mną, aby rozmówić się z panią. Ledwo wytrzymywały ze śmiechu, a ja głupia sądziłam, że to był plan doskonały...
Było wyznanie o narzeczonym, który okazał się być gejem (#2FZrj). Jestem świadkiem podobnej sytuacji, dotyczy ona... mojego ojca, który postanowił przyznać się mojej mamie po 6 latach małżeństwa, a ja i moja siostra dowiedziałyśmy się w dość niefortunnych okolicznościach 7 lat później.
Do dziś nie mogę wytłumaczyć mojej mamie, żeby się rozwiedli, a nie na siłę mieszkali razem. Bo jak ona to ujęła - "my przecież jesteśmy bardzo dobrym małżeństwem".
Kiedy byłam mała i mieszkałam na wsi, często do nas przyjeżdżała kuzynka. Byłyśmy w podobnym wieku, więc całymi dniami bawiłyśmy się na dworze, jeździłyśmy na rowerach itp. Pewnego razu kuzynka musiała u nas zostać na dwa tygodnie, ponieważ jej rodzice musieli wyjechać. Dla mnie jednak te dwa tygodnie okazały się zdecydowanie za długie. Kiedy leżałam z kuzynką wieczorem w łóżku, gotowe do spania, kuzynka zapytała mnie:
- Jakie jest twoje marzenie?
Ja bez zastanowienia odpowiedziałam:
- Żebyś w końcu pojechała do domu.
Zakończenie jest bardzo proste. Następnego dnia kuzynki już u nas nie było, a ja zostałam uznana za czarną owcę w rodzinie.
Przez całe życie aż do wczoraj myślałam, że istnieje musztarda saperska. Wczoraj dowiedziałam się, że jest to musztarda sarepska...
Nigdy nie wierzyłam w to, że ktoś może coś wygrać w jakimś konkursie czy loterii. Ogólnie jestem zdania, że jeżeli sama na coś nie zapracuję, to nie będę tego miała, co nie zmienia faktu, że bardzo lubię słuchać, jak codziennie gracze wygrywają w słynnej radiowej smsowej zabawie.
Niedawno podczas sprzątania coś mnie natchnęło, żeby wysłać swoje imię i wziąć udział. Jak pomyślałam tak zrobiłam i równie szybko o tym zapomniałam. Telefon rzuciłam na łóżko i wróciłam do robienia porządków. Chwilę później zadzwoniła do mnie przyjaciółka prosząc, żebym szybko do niej przyjechała. Zabrałam tylko klucze i wsiadłam do samochodu. Po drodze słuchałam oczywiście mojego ulubionego radia, akurat dzwonili do kogoś w sprawie wygranej, więc dałam głośniej i czekałam aż ktoś odbierze, jednak nikt nie odebrał i dzwonili do następnej osoby, której udało się wygrać 10 tysięcy w tym czasie dotarłam już do przyjaciółki, posiedziałam chwilę i wróciłam do domu.
Po powrocie do domu znalazłam na łóżku telefon. Poza paroma smsami było jedno nieodebrane połączenie...
Mój chłopak bardzo lubi mi podnosić ciśnienie. Tak było także jakiś tydzień temu. Byłam akurat u mojej koleżanki, gdy zadzwonił mój chłopak. Odbieram, a on poważnym głosem że musimy porozmawiać. Zaczyna, że nie chce mi mówić tego przez telefon, ale to jest naprawdę bardzo ważne, że już dłużej tego nie może ukrywać.
Ja już cała w nerwach, łzy napłynęły mi do oczu, pytam drżącym głosem o co chodzi. Na to on: "Przepraszam że w ten sposób ci to mówię, ale... Święty Mikołaj nie istnieje". Po tych słowach myślałam, że go uduszę, ale jednocześnie cieszyłam się, że nie chodziło o coś innego.
PS I tak wiem, że św. Mikołaj istnieje.
Gdy moja mama miała 17 lat, zaszła w pierwszą ciążę. Bardzo się bała, ale mogła liczyć na moją babcię, z którą sama teraz mieszkam. 10 września 1988 roku, nieświadoma, że zaraz odejdą jej wody, spacerowała sobie po mieszkaniu, aż w końcu stało się. Zaczęła wołać moją babcię i pytać, co ma zrobić. Moja babcia, jak to babcia i kobieta mająca fioła na punkcie czystości i higieny osobistej, nie musiała długo zastanawiać się nad tym, jaką komendę wydać mojej mamie, niczym sierżant krzyknęła "Idź myj nogi do zlewu, ja zadzwonię po karetkę!". Tak też zrobiła, a moja mama z brzuchem wielkim jak poduszka powietrzna, zadarła nogi do zlewu.
Do tej pory zastanawiam się, czy to była najpotrzebniejsza czynność w tej sytuacji, no ale z babcią się nie dyskutuje. :)
Od dziecka miałam tendencję do logicznego myślenia. Gdy chodziłam do zerówki, na pewnej lekcji, wszystkie dzieci dostały kolorowankę z niedźwiedziem od nauczycielki. Wszyscy też po chwili wzięli się za kolorowanie, tylko ja siedziałam bezczynnie. Pani podeszła do mnie i spytała, czemu nie koloruję obrazka. Na to niewzruszona odpowiedziałam "No przecież są białe niedźwiedzie".
Dodaj anonimowe wyznanie