Moja mama wychowywała mnie sama, zawsze na nic nie było pieniędzy. Ledwo starczało na najbardziej podstawowe rzeczy. Jak byłem mały i na Sylwestra ludzie puszczali fajerwerki i odpalali petardy, to my zapalaliśmy i rzucaliśmy przez balkon zapałki...
Dodaj anonimowe wyznanie
Moim zdaniem ludzie, ktorym się nie przelewało, w przyszłości mają ogromy szacunek do wszystkiego ?
Kilka lat temu w domu brakowało u mnie nawet na chleb. Nie powiem, były mega ciężkie chwile. Teraz jest świetnie, i życzę każdemu aby tak żył, lecz nie każdy ze znajomych "mnie ogarnia". Przykładowa sytuacja ze znajomymi w centrum handlowym:
- Przecież masz pieniądze, to dlaczego nie kupisz tej kurtki skoro Ci się podoba?
Kurtka kosztowała 500 zł. Po prostu mi było szkoda tyle kasy na kurtkę. Zaczekałam, i kupiłam po przecenie ;).
Kiedyś za te 500 zł musiały wyżyć 3 osobom przez miesiąc, kupując jeszcze za to paliwo do samochodu.
Nawet mama mnie teraz "ochrzania", dlaczego czegoś nie kupię, skoro mogę, podoba mi się i chcę - "Eee nie mam pieniędzy, szkoda mi". A mama odpowiada "Weź mnie nawet nie denerwuj! Przeginasz. Masz kase i sobie kup!!"
Tak samo wygląda sytuacja "dlaczego ja nie piję" - nie lubię i szkoda kasy na alkohol :)
bo tak jest.
Mnie to nauczyło tylko skąpstwa :D
My mieliśmy zimne ognie i było super. Nikt nie cierpiał z powodu braku fajerwerek. :)
U mnie w tym roku były zimne ognie:) Nie przez brak pieniędzy, po prostu uważam, że kupowanie fajerwerków to wyrzucanie pieniędzy "w niebo". Na szczęście można popatrzeć na cudze :)
@Sasiadeczka: "Świzdu, gwizdu: 200 złotych poszło ..."
@villemo92 fajerwerków* ;)
Zimne ognie - coś strasznego. Raz miałem w ręce to dziadostwo. Miałem wtedy z 5 lat. Tak się bałem że się od tego zapalę że nie zdołałem utrzymać tego w ręce, więc wylądowało na podłodze.
Też do 10 roku życia wychowywałam się w biedzie. Mama z tatą jeździli na zakupy raz w miesiącu, które starczyły najwyżej na 2 tyg., a przez resztę miesiąca jedliśmy chleb z cukrem, ketchupem czy ze smalcem. To były pierwsze lata '00, więc towaru na półkach było już od groma i zawsze zazdrościłam innym dzieciom, że mają tornistry, kredki z Herlitza, a ja miałam plecak z Biedry za 15 zł. Nigdy nie miałam chyba zabawek przekraczających kwotę 30 zł. :D Potem tata wyjechał do pracy do Anglii i nasza życie bardzo się poprawiło. Pomimo tego, że tata zarabiał wtedy 9-10 tys., prawie całą kwotę nam przelewał, to jak chciałam sobie kupić Kinder Bueno, mama mówiła, że nie mamy pieniędzy. No to kupowałam Princessę. I wiesz co? Nauczyło mnie to szacunku do pieniądza. :) Dziś nie mam ciśnienia, by mieć drogie ciuchy, kosmetyki, auto. Pieniądz to rzecz nabyta - raz jest, raz go nie ma.
U mnie kasa w domu się nie przelewała, kanapki ze smalcem do tej port jem, bo smakują mi. Teraz mieszkam i pracuje za granicą, nie mam ochoty jechać do sklepu coś kupić, z ubrań czy coś zbędnego. Moje życie jest na poziomie i mogłabym mieć wszystko, ake nie umiem wydawać pieniędzy. Jedynym minusem tego, że byłam biedna to to, że nie umiem powstrzymać się od słodyczy i jadąc po spożywkę do sklepu to coś słodkiego musi być. Pracując tu rok czasu, odkładając pieniące jestem wstanie już kupić mieszkanie 3m nawet 4m w Polsce, lecz nie umiem tych pieniędzy na to przeznaczyć. Będąc dzieckiem nauczyłam się oszczędzania, a także nie wydawania pieniędzy :)
Dokładnie.
Ja też teraz składuje pieniądze. Nie umiem wydawać. Chociaż bez przesady, jeżeli coś potrzebne to kupuje, i nie chodzę w "łachmanach" ;)
Ale jakoś tak. " Wolę mieć na zapas, gdyby co.. ".
U nas nie było nic na sylwka.Ale tata zawsze powtarzał że kiedyś kupi nam najlepsze ognie jakie będziemy chcieli.I tak tata po roku kupił nam takie petardy że szczeny nam opadły.Dopiero po latach dowiedzieliśmy się że tata nie jadł śniadań ani obiadów w pracy żeby nam je kupić.Miałam najlepszego Tatę na świecie!! :)
Kurna, krotkie 3 zdania a lapia za serce bardziej niz nie jedno dlugie opowiadanie.
Bieda na 2. Ja mialem biede I alkoholizm na 4. To dopiero bylo zle. Wiecznie nachlany ojciec.
Dla mnie kupowanie fajerwerek, nawet jesli ma sie duzo kasy, jest glupota.
Nie chodzi mi o to jak kto się z nimi obchodzi, czy bezpiecznie, po prostu takie wydawanie pieniędzy w błoto, żeby przez chwilkę popatrzeć na niebo.
Dlatego napisałam "dla mnie", wyluzuj.
Ogromnnie smutne wyznanie :(
Prawda :( Aż nie wiem, co napisać... sama żyłam w ogromnej biedzie, naprawdę nie rozumiem części komentarzy... Ale rozumiem tego chłopaka. Mama wychowywała mnie i brata samotnie przez całe życie, bez pomocy. Chodzenie w używanych ciuchach, nierzadko brak kanapek w szkole (bo i nie ma za co kupić nawet chleba)... zrozumcie, hejterzy, on pewnie chciał choć przez jeden dzień być jak inni, poczuć się lepiej, chociaż przez jeden dzień w roku. Zima, śnieg, osiedle, gdzie macie możliwość wywołania pożaru? A jeśli miało mu to sprawić radość...
A to trzeba fajerwerki mieć? Jakoś mnie to nie rusza, ja nigdy nie strzelam i nie widzę takiej konieczności, więc nawet jeśli byleś biedny, to chyba Twoim największym problemem nie były petardy sylwestrowe.
Ja też byłam dzieckiem i nie uważam się za bezdusznego człowieka. Wystarczało mi oglądanie fajerwerków, które puszczali inni.
To wyznanie obrazowalo biedę z jaką sie borykał ten chłopak a nie jego największy problem życia. Zapałki kosztują 10 groszy. Wyobraź sobie jak oni musieli żyć.
Nie obrazowało to biedy a pokazywało, że nie stać go było na fajerwerki. Fajerwerki, które są drogie. A pomysł z zapałkami wcale nie był mądry.
Widocznie marzeniem było puszczanie fajerwerek sflustrowana kobieto! A jego mama dając tyle ile mogła odpalała z nim zapałki w symbol fajerwerek.
cóż, meggi ma rację, sama byłam biedna w dzieciństwie i nie miałam czasu marzyć o fajerwerkach, bo marzyłam o tym, żeby w domu było ciepło, gdy rodzice nie mieli pięniędzy, by kupić węgiel, brak fajerwerek naprawdę nie oznacza jeszcze biedy
Ludzie skupiają się na smutnym aspekcie sytuacji, ok. Mam tylko pytanie - czy nikt nie zauważa w tym głupoty? Zapalone zapałki zrzucać z balkonu? A jesli cos nie wyjdzie i ona nie zgaśnie, podpali coś? Co wtedy?
Dokładnie, też mi się to wydało bardzo nieodpowiedzialne. Przecież mnóstwo ludzi puszcza fajerwerki, więc można po prostu wyjść przed dom i popatrzeć. Jak dla mnie, to jest nawet lepsza sytuacja, ponieważ nie wydam ani grosza, a i tak mogę się napatrzeć :). No bo wiadomo, świzdu gwizdu, 200 złotych poszło w pizdu xD. Co za różnica, czy to ja odpalę te petardy czy ktoś inny?
Dokładnie! A nawet jak zapałka zgaśnie, ale ktoś akurat będzie przechodził i popatrzy do góry i zapałka go trafi w oko? Co wtedy?
Mając zapaloną zapałkę w ręku gdy tylko się poruszy zapałka natychmiast gaśnie. Nie wyolbrzymiajmy, rzucanie z balkonu miało spowodować pożar?
Dla mnie też bez różnicy czy ja to zrobię, czy ktoś inny, ale każdy ma jakieś marzenia. Mój chłopak w ubiegłego sylwestra kupił swoje pierwsze fajerwerki w życiu i bardziej cieszyło godz opalanie niż patrzenie na nie.