#37Vcf
Byłam sama w domu, siedziałam w kuchni i składałam do kupy książkę z przepisami. Wtedy usłyszałam, że ktoś otwiera drzwi. Wtedy do mnie dotarło, że nie zamknęłam drzwi. Wiedziałam, że nie mogła być to moja mama, ponieważ pracowała do późna. Usłyszałam męski głos, który pytał czy jest ktoś w domu. Byłam tak sparaliżowana strachem, że nie wiedziałam co mam zrobić. Stwierdziłam moim dziecięcym umysłem, że jak nie będę się odzywać to ten ktoś sobie pójdzie. Jednak mężczyzna dalej wołał.
Odważyłam się i poszłam w stronę drzwi. Nie pamiętam jak zareagował ten facet, ale zapytał się czy jestem sama. Potem powiedział, żebym się zamykała zawsze, bo to niebezpieczne po czym zniknął. Tyle pamiętam. Nie pamiętam twarzy tego gościa, ponieważ nigdy więcej go już nie widziłam. Mamie także nigdy o tym nie powiedziałam, bo bałam się że mnie okrzyczy za niezamknięte drzwi.
To wydarzenie było dla mnie takim wstrząsem, że do dzisiaj czasami gdy kładę się i spać i słyszę, że ktoś kręci się po klatce, to sprawdzam czy aby na pewno mam zamknięte drzwi.
Gdy rodzice wychodzili z domu zawsze krzyczeli za sobą: "zamknij a mną!". Wtedy ja lub Młody podchodziliśmy i przekręcaliśmy zamek. Jeśli nam się chciało...
Miałam jakieś 10 lat, mój brat 6. Zostaliśmy sami w domu, bo mama wyszła po coś do osiedlowego sklepu. Siedziałam w dużym pokoju, gdy rozległo się pukanie do drzwi. Mój brat pobiegł by przez wizjer zobaczyć kto to. Nie musiał sprawdzać - pijany facet stał na środku przedpokoju. Usłyszałam jego głos i zerwałam się szybko na równe nogi, bo wiedziałam, że Młody tam był. Gdy w ciągu sekundy się tam zjawiłam zobaczyłam jak obaj stoją naprzeciwko siebie jak sparaliżowani. Nie wiem, które z naszej trójki było bardziej przerażone.
Skończyło się na tym, że facet wycofał się z mieszkania przepraszając i mówiąc, że pomylił drzwi. Mieliśmy sąsiadkę alkoholiczkę, do której przychodziły różne elementy. Ten pan był jednym z nich.
Po jego wyjściu w trybie błyskawicy zamknęliśmy drzwi na zamek. I już zawsze, któreś ruszało dupę by zamknąć za rodzicami. Mimo, że wychodzili na chwilę i mieszkaliśmy na poddaszu.
Nie wiem, czy to złodziej... Nie napisano, czy zamknął za sobą drzwi, ale tak czy inaczej... Czy złodziej by tak krzyczał? Słychać go by było na klatce. Myślę, że gdyby to był złodziej, to spieprzyłby od razu po zobaczeniu, że ktoś jest w domu, a nie dopytywał o sytuację.
Sądzę, że to był jakiś listonosz, dzielnicowy, sąsiad, sprzedawca albo ktoś taki. Przypadkowa osoba, która miała jakąś sprawę do właściciela mieszkania i dlatego samowolnie weszła do środka, a po zobaczeniu, że nie ma tam nikogo dorosłego ostrzegła dziecko i poszła.
ale przecież nikt nie krzyczał
"Jednak mężczyzna dalej wołał."
Myślę,że mając sprawę do właściciela mieszkania, ponowiłby próbę skontaktowania się z nim i powiedziałby przy okazji o sytuacji z drzwiami, a wtedy mama autorki pewnie by z nią na ten temat porozmawiala.
Niekoniecznie. Mogła być to np. jakaś sprawa ze spółdzielni mieszkaniowej. Ktoś mógł przyjść następnego dnia i nie musiałaby to być ta sama osoba, więc naturalne, że nie powiedziałaby o sytuacji z drzwiami, bo sama by o niej nie wiedziała.
Tak samo równie dobrze mogła to być osoba, która przyszła sprawdzić liczniki. Nie wiem jak u Was, ale u mnie do liczników przychodzi kilka różnych osób. W wyznaniu może występować jedna, a np. kilka dni później mogła przyjść do domu autorki druga, która chodziła po niespisanych mieszkaniach.
Dziwna sytuacja ale napewno cie czegos nauczyla, a kotkretnie aby zamykac drzwi
Dziwne .v. Koleś włazi sobie do czyjegoś domu bez powodu, później tylko mówi żeby na przyszłość zamykała drzwi, i wychodzi. Bez konkretnego celu?
Bardzo dziwne. Ale najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło.
Mama musiała mieć do Ciebie ogromne zaufanie. Osobiście nie wyobrażam sobie zostawienia małego dziecka samego w domu - sama wyobraźnia dziecka stwarza niebezpieczeństwo, co dopiero tzw czynniki zewnętrzne.
Bo ja wiem? Dokładny wiek nie jest podany.
Ja zostawałam sama od 6 roku życia (z rok starszym bratem, w razie "awarii" od 4), moja córka od 10, a syn (rozsądniejszy z natury) od 8. Raz Młody został sam (z bajkami i poinformowaną sąsiadką) w wieku 6 lat jak mąż musiał mnie w środku nocy do szpitala wieźć.
Gdy byłam troszkę starsza, to Rodzice też zostawiali mnie w domu samą (byłam bardzo ogarniętym i grzecznym dzieckiem). Z tym, że zawsze odprowadzałam ich do drzwi, zamykałam je za nimi, a oni z zewnątrz sprawdzali, czy są dobrze zamknięte. Myślę, że tego elementu zabrakło. Nie wyobrażam sobie wyjść z domu mówiąc do małego dziecka :"Córciu, zamknij drzwi" i nawet nie sprawdzić, czy dziecko się zamknęło. Matka zachowała się nieodpowiedzialnie, bo nie upewniła się, czy córka jest bezpiecznie zamknięta w domu, tylko po prostu sobie poszła.
Każdy rodzić wychowuje dziecko tak jak mu to odpowiada - rozumiem, że są sytuacje wyjątkowe i praca, gdzie nie można być z dzieckiem 24/24 h. Ja osobiście podchodzę do tego obowiązku poważnie, jestem odpowiedzialna za dziecko. Lepiej dmuchać na zimne, niż później ryki i zgrzytanie zębami na własną nieodpowiedzialność. Małe dziecko uważam za małe. Istotna jest tu również relacja rodzice - dziecko, ale to, że ma się ukończone 6,8,10 lat nie oznacza, iż jest się w pełni odpowiedzialnym i jest w stanie sprostać pewnym sytuacjom.
EvilQueen No to może w ogóle nie zostawiajmy dzieci samych w domu, póki nie ukończą 16. roku życia... Niektóre dzieciaki są na tyle rozgarnięte, że naprawdę można zostawiać je same w domu, gdy mają już te 8+ lat. Bez przesady. Dużo zależy od dziecka, niektóre można zostawić, w domu, gdy mają 8 lat, innych nie można spuścić z oka pomimo, że mają już 11.
Autorka napisała, że "składałam do kupy książkę z przepisami". To już jest raczej zajęcie dla starszego dziecka. Myślę, że spokojnie przynajmniej 8 lat miała podczas opisanych wydarzeń. Poza tym w historii bohaterka nie wspomniała nic o ojcu- jedynie, że "nie mogła być to moja mama, ponieważ pracowała do późna". Może jej matka wychowywała ją samotnie? Co miała kobieta zrobić z dzieckiem, skoro musiała iść do pracy? Różne są sytuacje i różne są dzieci. Nie generalizujmy.
No i też zazwyczaj jakaś sąsiadka jest poinformowana, że dziecko jest samo w domu, a dziecko z kolei wie, że gdyby coś się poważnego działo, to ma iść do sąsiadki. Uważam, że jeśli dziecko i sąsiadka są rozgarnięte, to jest to OK.
gitarzysta bardzo proszę czytaj ze zrozumieniem i nie wyolbrzymiaj przesadnie. Napisałam iż 'małe dziecko, uważam za małe' - skąd pomysł, iż dziecko 8+ uważam za małe? Nie napisałam nic takiego. W swoim drugim komentarzu nie koniecznie odnoszę się do historii Autorki. O pracy również już wspomniałam? Napisałam swój pogląd na wychowywanie swojego dziecka, nie Autorki - zatem nie narzucaj mi swojego. ;)
EvilQueen ja wieczorami nie raz włączam bajki 6-letniemu synowi i jadę na szybkości do sklepu. Tyle, że to ja zamykam dom. Moja mama robiła tak ze mną i żyję i mam się dobrze :D nie miałam nigdy głupich pomysłów, tak jak mój syn. Tyle, że ja mu wyjaśniam, że muszę na chwilę do sklepu jechać i zaraz wrócę, a żeby w tym czasie siedział grzecznie i bajkę oglądał.
a mama wychodząc do pracy nie umiała normalnie zamknąc drzwi kluczem od zewnątrz?
Moja mama, kiedy jeszcze mieszkała z babcią, zapomniała zamknąć drzwi. Schodzi po schodach na korytarz, a tam jakiś facet krzyczy i sobie wymachuje rękoma. Niedaleko był szpital psychiatryczny i okazało się, że ów pan właśnie z niego uciekł. Niby nic, ale mama zawsze sprawdza teraz, czy oby na pewno zamknęła drzwi:)
Ja się boje jak ktoś dzwoni do drzwi,dlatego kazalam mężowi nie zakładać dzwonka.Bałam się też jak ktoś puka (beznadziejna sytuacja,wiem),ale teraz mamy dziecko i jestem odwazniejsza.
Ja mam taki nawyk, ze zawsze przed pojsciem spac sprawdzam czy drzwi napewno zamkniete, czasem nawet zasnac nie daje mi mysl "kurde, sprawdzalem, zamkniete?" i chodze po dwa trzy razy xD
Jak byłam mała i mama zostawiała mnie samą w domu to zamykała drzwi od zewnątrz na dwa zamki, a przekręcić od wewnątrz bez klucza dało się tylko jeden. Niby dobrze, bo nie mogłam nikomu otworzyć, ale jakby był jakiś pożar albo coś mi się stało to nawet nie mogłabym uciec lub wezwać pomocy. Na szczęście rzadko zostawiała mnie samą.