#4TNrR

Byłam dzisiaj w Lidlu na zakupach. Gdy zastanawiałam się co jeszcze dołożyć do koszyka, moją uwagę zwrócił mały, ok. 4-5-letni chłopczyk. Podszedł do lodówek, do tzw klusek na parze czy pampuchów, zaczął je ściskać w ręce i krzyknął do swojej mamy: "Mamo, patrz, to jest jak twoje cycki!".

#0NmsV

Miałam wtedy piętnaście lat, trzecia klasa gimnazjum. Za chwilę miał być koniec roku szkolnego więc postanowiłam się skupić na przedmiotach typu język polski czy matematyka, lekcję techniki olewałam. Olewałam ją jednak nie tylko dlatego, że miałam ważniejsze przedmioty, ale przede wszystkim dlatego, że zawsze mnie ten przedmiot wkurzał. Nie lubiłam szyć, robić sałatek, albo budować mebli z kartoników od zapałek. Strasznie mnie to nudziło. 

Była kolejna lekcja techniki, ja i parę innych osób nie przynieśliśmy jakichś tam robotów, które mieliśmy w domu zrobić. Muszę jeszcze dodać, że nasza nauczycielka nie była zbyt rozgarniętym człowiekiem i łatwo dało się jej wcisnąć jakiś kit.

Wracając do temu... Nie przyniosłam robota i musiałam wymyślić jakie kłamstwo tym razem jej pocisnąć, żeby nie dostać jedynki. Myślę, myślę aż tu nagle olśnienie! Z tyłu klasy stała meblościanka z robotami zrobionymi parę lat temu przez uczniów. Wzięłam najładniejszego robota, moja koleżanka też i poszłyśmy po oceny. Ja dostałam piątkę plus. 

Szczęśliwa, że znów mi się udało dostać dobrą ocenę bez robienia niczego usiadłam w ławce zaraz przy biurku, gdzie nauczycielka oceniała pracę innych uczniów. Czekałam na informację o ocenie koleżanki. Byłam pewna, że skoro mi się udało to jej też musi. Podeszła więc do biurka, daje "swojego" robota, pani patrzy na nią, ona na panią. Chwila ciszy i nagle nauczycielka mówi:
- Przecież tego robota w tamtym roku zrobił mój syn.
Mina koleżanki była bezcenna.

#U18A7

Palenie papierosów - wstrętny i śmierdzący nałóg, niestety i ja należałam do grupy osób uzależnionych od tego paskudztwa. Było to 2 lata temu, piękna zima, mróz i mnóstwo śniegu. Mam córeczkę (3 latka) ale nigdy przy niej nie palę. Po położeniu dziecka spać, założyłam kurtkę i postanowiłam iść na balkon zapalić. Mąż przyszedł do mnie poinformować mnie, że musi zrobić coś przy samochodzie w garażu i wróci za 15 minut. Wychodząc zamknął mnie na balkonie. 

Wypaliłam papierosa. Potem postanowiłam zapalić jeszcze jednego i zadzwonić do męża. Wyciągam telefon z kieszeni, a ten rozładowany i się wyłączył. Przy okazji zorientowałam się, że mam przy sobie klucze od domu, ale 15 minut to nie tak długo, więc poczekam. Nie mam pojęcia ile czasu minęło, ale po tym jak zaczęły mnie boleć palce stóp z zimna, stwierdziłam, że ostatnia minuta, papieros i skaczę z balkonu.

Pomimo tego, że mieszkamy na parterze bałam się skoczyć, bo byłam tylko w kapciach, a wszystko było oblodzone. Wyobrażając sobie mój skok za każdym razem widziałam się na dole połamaną. Przez cały czas nasłuchiwałam czy córeczka nie płacze, bardzo się o nią bałam. Przecież była bez opieki. Gdyby nie ona, to zostałabym na balkonie.

Skoczyłam... Nic mi się nie stało, w kapciach po kolana w śniegu pobiegłam do domu gdzie maleństwo sobie słodko spało. Po dosłownie minucie wszedł mój mąż, byłam tak wściekła, że nie mogłam na niego patrzeć i nie odzywałam się przez tydzień.

Dziś nie palę ale to nie dzięki temu, że spędziłam godzinę na balkonie, tylko dzięki drugiej ciąży. :)

#Pnlml

Kiedyś spotykałam się z pewnym chłopakiem. Ogólnie bardzo fajny, przystojny, inteligentny. Coraz więcej czasu spędzaliśmy razem. Podczas jednej z rozmów niespodziewanie pojawił się temat seksu. W pewnym momencie nieśmiało przyznałam, że jestem jeszcze dziewicą. Usłyszałam, że "chyba żartuję i jeśli to prawda, mam się do niego zgłosić, kiedy już nią nie będę, bo on nie będzie sobie rąk krwią brudził".

Szczerze mówiąc to wmurowało mnie w ziemię. Cóż, nigdy więcej się do niego nie "zgłosiłam", a po kilku latach spotkałam takiego, który się nie bał ;)

#zvbEP

Kilka dni temu na pewnej uroczystości, ojciec opowiedział ciekawą historyjkę, którą wyparłem już dawno z pamięci. A mianowicie dwadzieścia dwa lata temu, gdy miałem trzy lata, pojechałem z rodzicami i rodzeństwem na osiemdziesiąte urodziny mojej świętej pamięci prababki. Zjechała się cała rodzina, w tym mój kuzyn, który był w moim wieku. Jako że przy stole było tylko miejsce dla dorosłych i starszego rodzeństwa, nas dwóch wysłano z ciastem na strych, gdzie był urządzony taki jakby pokoik dziecięcy.

Na dole wszystko przebiegało w spokojnej, miłej atmosferze, aż tu nagle moją rodzinkę dobiegł przeraźliwy krzyk, jakby kota za skóry obdzierano, czy coś w ten deseń. Moi rodziciele od razu rozpoznali, że to ja. Więc szybko zerwali się z krzeseł i czym prędzej na złamanie karku pobiegli na strych. Niestety, za nimi udała się większość z ciekawskiej rodzinki.

Mama wbiegła pierwsza, za nią tata, tuż za nim rodzice kuzyna. To co ujrzeli, przeraziło ich dogłębnie. Jak do tego doszło i dlaczego nie mam pojęcia. Miałem bowiem zsunięte spodnie i gacie, obok klęczał kuzyn. Ja byłem cały zapłakany. Rodzicielka podbiegła do mnie, przytuliła mnie i spytała, co się stało. Powiedziałem dosyć głośno, że on (wskazałem na kuzyna) ugryzł mi siusiaka. Oczywiście matka kuzyna zaczęła zaraz mówić, że gadam głupoty, itd. Ale jej synek potwierdził, że tak było. Co ją zmroziło. Z kolei moja mama, zaczęła jej pytać, czy on był szczepiony. Ciotka oburzona, że jej syn to nie pies, nie ma żadnej wścieklizny. Do rozmowy wtrącił się jakiś wujek, że trzeba by pojechać do lekarza, i sprawdzić czy wszystko dobrze. Bo możliwe, że ugryzienie może spowodować, że będę niepłodny.

Moja kochana mamusia przestraszyła się nie na żarty. Szybko z ojcem zabrali mnie do domu mojego rodzinnego lekarza, gdzie ten miał swój prywatny gabinet. Mama opowiedziała wszystko doktorkowi. Ten sprawdził co i jak. Stwierdził, że faktycznie widać ugryzienie, ale z pewnością nie będę miał żadnej wścieklizny, a w przyszłości na pewno moi rodzice doczekają się wnuków.

Wracając do uroczystości na której tata przypomniał tę historię - było to pępkowe, bowiem tego samego dnia urodziły mi się bliźniaki. Więc lekarz się wtedy nie pomylił. Szkraby są ewidentnie moje, a nie listonosza, są cholernie do mnie podobne. A jeśli chodzi o kuzyna. To od dwóch lat ma córkę i razem z żoną spodziewają się kolejnej.

#dvBHA

Było to jakieś 7 lat temu. Pamiętam, że grałam nałogowo w grę w skrócie nazywaną L2. Wraz ze znajomymi z okolicy postanowiliśmy zrobić sobie taki mini zlot w większym mieście obok. Do spotkania doszło, wszystko fajnie i pięknie. Popiliśmy, pośmialiśmy się, pogadaliśmy. Zrobiło się już późno więc postanowiliśmy już wracać.
 
Gdy szliśmy przez tereny zielone pewnego placu usłyszeliśmy jakiś krzyki. Jeden z "Naszych" cośtam odkrzyknął. Usłyszeliśmy ich krzyk "Zamknij ryj!" na co kolega odpalił... "Twoja stara" i się zaczęło. Wpadła na nas grupka (3 lub 4 osoby) naćpanych dresów i zaczęła nas bić... Pojedynczo każdego chłopaka na glebę i kopią. Dramat rozgrywał się przez kilka, może kilkanaście minut. Koleżanka dzwoniła po policję ale widocznie mieli za daleko (może jakieś 500m) i nie zjawili się na czas. W starciu polegliśmy. Wszystkich okradziono, 3 chłopaków zabrało pogotowie (nadal słyszę pytanie kumpla "Anka, mam oderwane ucho?"). Mnie, koleżankę i dwóch kolegów policja zabrała na komendę jak się w końcu zjawiła.

Kwiatki z całego zdarzenia:
1. Policja nie mogła zrozumieć jakim to sposobem osoby nie znające się na żywo tylko poprzez grę postanawiają się spotkać.
2. Po wyjściu z komendy pojechaliśmy zobaczyć co u kolegów w szpitalach. Jednego normalnie przyjęto na oddział, a dwóch innych znaleźliśmy na korytarzu, w zakrwawionych ubraniach i prześcieradłach.
3. Po kilku dniach zjawiliśmy się na komendzie w celu przesłuchania. Pokazali nam albumy z sprzed 3-4 lat i się dziwili, że nie znaleźliśmy wśród nich sprawców! Te chłopaki mieli może po 18-20 lat i mogli nie być wcześniej notowani.
4. Taka sama liczba chłopaków tego samego wieczora rozwaliła w taksówce szybę i skatowała kobietę. Przypadek? Nie sądzę.
5. Uciekając tamci musieli przebiec koło budynków z kamerami. Policja jednak pomimo tej informacji ociągała się z uzyskaniem nagrania, które przepadło.
6. Sprawa została umorzona i nie została nazwana napaścią z pobiciem tylko bójką!
A ja pomimo upływu lat nadal boję się wychodzić kiedy jest ciemno na dworze.

Morał jest prosty, chociaż nie wszystkim znany... Nie krzycz "Twoja stara" kiedy jesteś pijany.

#R8W72

Mój ojciec nigdy mnie nie chciał. Mieszkał kilkanaście kilometrów ode mnie, mimo to nigdy mnie nie odwiedził. Zostawił moją mamę na wieść o ciąży. Nie byłam wychowywana w nienawiści do niego. Moja mama nigdy niczego mi nie narzucała. Gdy byłam mała czekałam na niego, w święta, w urodziny. Bezowocnie. Nigdy się nie zjawił. Żył sobie spokojnie w nowej rodzinie. Nie wiedziałam jak wygląda, sama zdecydowałam, że nie chcę widzieć jego zdjęć. Chciałam mijać go i nie wiedzieć, kim jest. Nie wiem, ile razy w życiu nasze drogi się skrzyżowały.

Kiedy miałam 8 lat moja mama wyszła za mąż. Jej partner zaakceptował mnie i pokochał. Dostałam to o czym marzyłam całe życie, kogoś do kogo mogłam mówić "tato". To z nim potrafiłam przegadać kilka godzin, to on był przy mnie kiedy byłam chora, pomagał mi w nauce matematyki, dzięki niemu zdałam prawo jazdy, to on interesuje się moimi chłopakami. Nigdy nie traktowałam go jak ojczyma, jest i będzie moim tatusiem. Wiem, że piszę chaotycznie ale łzy ciekną mi po policzkach.

Przejdźmy do sedna historii. Mam 19 lat, nigdy nie widziałam swojego biologicznego ojca, nie wiem jak wygląda, co lubi, jak mu się powodzi. Miał mnie gdzieś przez 19 lat, przez całe moje życie. Nie byłam mu potrzebna. A teraz? Zadzwonił do mnie kilka dni temu. Przedstawił się. Wiecie, jakie to uczucie słyszeć głos człowieka, którego się nie zna a on oznajmuje, iż jest waszym ojcem? Kolana się pode mną ugięły. Łzy napłynęły mi do oczu, łzy złości, pełne wyrzutu. Jak ojcem śmie nazywać się ktoś, kto olewał mnie przez 19 lat? Jak? Pewnie zastanawiacie się, po co zadzwonił. Cóż, zachorował. Ma raka. Nie wie, ile czasu mu zostało. Chce mnie poznać. Teraz, gdy śmierć patrzy mu w oczy, ten człowiek nagle przypomniał sobie o moim istnieniu.

#RrKVG

Jutro są moje 17 urodziny. Z tej okazji dziś mieliśmy wspólnie ze znajomymi zorganizować imprezę. Wszystko na początku zapowiadało się pozytywnie. Skończyłam się malować i czekam na wybicie godziny świętowania, gdy nagle dzwoni do mnie telefon z wiadomością, iż owa impreza ma się nie odbyć, bo paru znajomych musiało gdzieś pojechać. Powiadomiono mnie przez koleżankę żebym udała się na tak zwane daszki (miejsce gdzie młodzież u nas się spotyka). Zasmucona tą wiadomością udałam tam się.

Po drodze zobaczyłam, że para oczu mi się przygląda zza krzaków, a obok stoi samochód. Pierwsza myśl, że ktoś załatwia swoją potrzebę, więc nawet nie zwróciłam zbytniej uwagi, jednak i tak czułam strach. Szła przede mną jakaś babeczka, więc ciśnienie zeszło. Zaczęły mi się trząść ręce, gdy nagle słyszę, że ktoś biegnie. Odwróciłam się i widzę dwie postacie w kominiarkach biegnące do mnie z chustą. Zdążyłam dobiec kilka kroków, krzyknąć z całej pary pomocy i nagle ciemność. Nic nie widzę. Próbuję się uwolnić, lecz żadne moje kopanie i krzyczenie nic nie dało.

Z piskiem opon podjeżdża samochód. Otwierają się drzwi i nagle znajduję się w samochodzie całkowicie obezwładniona. Jednak w ręce ciągle mam odblokowany telefon, więc pierwsza rzecz wybieram numer na policję. Wpisuję 9, 9 i przy wpisywaniu 7 mój porywacz wyrwał mi telefon. Zaczęłam krzyczeć, gdyż wiercić się nie było szans. Nie mam pojęcia, dlaczego krzyknęłam do jednego, żeby zabrał ręce z moich ust, bo rozmaże mi szminkę. Jestem kobietą, więc w ostatnich chwilach chciałam chociaż ładnie wyglądać. Wiem. Głupia.

Kolejny pisk opon na zakręcie. Porywacze całkowicie milczą. Mało co widzę. Jedynie światła na ulicy. Ledwo co oddycham, gdyż miałam mocno przyciśnięte ręce do klatki piersiowej. Strach w oczach. Chcę mi się płakać, jednak jedyne o czym myślę to zadzwonić na policję, gdzie mnie zawiozą oraz co ze mną zrobią. Trzeźwe myślenie odezwało się w odpowiedniej chwili. Dojechaliśmy gdzieś. Zostaję gwałtownie wyciągnięta z samochodu i widzę dom kolegi. Z całej siły pełna szczęścia krzyknęłam: "TAK, JESTEŚMY U PULPETA, TAAAK".

Okazało się, że moi wspaniałomyślni przyjaciele postanowili zrobić mi żart. Po dojechaniu wbiegłam do domu z płaczem i szczęściem w oczach. Po wszystkim zastałam tort oraz życzenia urodzinowe.

Tak mam zajebistych przyjaciół, jednak mija już 3 godzina od tego horroru i nie mogę się do końca pozbierać. Co więcej po wysłuchaniu ich wersji usłyszałam, że ta babeczka pomimo moich krzyków nawet nie zareagowała i zajęła się swoimi sprawami. Boli mnie ta znieczulica u innych ludzi (oraz głowa, bo przywaliłam nią w podłogę między siedzeniami).

#nGYbE

Niedawno urodziłam dziecko. Ciąża była trudna, dużo leżałam, rzadko wychodziłam. Bardzo dużo przytyłam. Wyczekiwałam na dzień kiedy urodzę i kiedy znów będę szczupła. 

Jak byłam w formie chodziłam do małych osiedlowych delikatesów typu. Była tam pani ktora bardzo mi kibicowała i byla wielką fanką mojej ciąży. Zawsze pytała jak się czuję, pytała o płeć itp. Pod koniec ciąży bardzo mi współczuła i razem odliczałyśmy dni. Ostatni raz byłam w sklepie dwa dni przed terminem. 

Urodziłam. Do sklepu wybrałam się 6 tyg. po porodzie. Znajoma pani widząc mnie uśmiechnęła sie szeroko i patrząc na mnie wypowiedziała słowa "Dzień dobry! A myślałam, że już pani urodziła!".

Tylko ktoś walczący z nadwagą może zrozumieć co poczułam. Odpowiedziałam, że tak, urodziłam 6 tyg. temu.. Wiem że pani była zmieszana. I ja też.

#Rhc8z

Mam 5 lat starszego brata. Gdy miałam 4 lata, on szykował się już do trzeciej klasy szkoły podstawowej, a ja jako niezwykle ciekawe świata dziecię, bardzo interesowałam się jego lekcjami i wszystkim, koniecznie chciałam się uczyć. Rodzice to zauważyli i zachęcali mnie do nauki czytania, więc nie mając jeszcze pięciu lat, umiałam już czytać całkowicie płynnie. Kiedy poszłam do pierwszej klasy, wyróżniałam się na tle moich rówieśników, jeśli chodzi o czytanie. Widać do tego stopnia, że pewnego dnia moja wychowawczyni wezwała moją mamę do szkoły i poprosiła, żeby nie uczyła mnie w domu czytanek z podręcznika na pamięć. Nie udało jej się wytłumaczyć, że ja po prostu umiem czytać, więc mama zaproponowała, żeby dać mi do przeczytania choćby gazetę. Nauczycielka nie była zadowolona gdy faktycznie okazało się, że po prostu potrafię dobrze czytać. Ot, "wspieranie" dziecięcych zdolności. ;)

A rodzicom (i bratu poniekąd też) jestem ogromnie wdzięczna, bo miłość do słowa pisanego goreje we mnie do dziś :)
Dodaj anonimowe wyznanie