Niedawno urodziłam dziecko. Ciąża była trudna, dużo leżałam, rzadko wychodziłam. Bardzo dużo przytyłam. Wyczekiwałam na dzień kiedy urodzę i kiedy znów będę szczupła.
Jak byłam w formie chodziłam do małych osiedlowych delikatesów typu. Była tam pani ktora bardzo mi kibicowała i byla wielką fanką mojej ciąży. Zawsze pytała jak się czuję, pytała o płeć itp. Pod koniec ciąży bardzo mi współczuła i razem odliczałyśmy dni. Ostatni raz byłam w sklepie dwa dni przed terminem.
Urodziłam. Do sklepu wybrałam się 6 tyg. po porodzie. Znajoma pani widząc mnie uśmiechnęła sie szeroko i patrząc na mnie wypowiedziała słowa "Dzień dobry! A myślałam, że już pani urodziła!".
Tylko ktoś walczący z nadwagą może zrozumieć co poczułam. Odpowiedziałam, że tak, urodziłam 6 tyg. temu.. Wiem że pani była zmieszana. I ja też.
Mam 5 lat starszego brata. Gdy miałam 4 lata, on szykował się już do trzeciej klasy szkoły podstawowej, a ja jako niezwykle ciekawe świata dziecię, bardzo interesowałam się jego lekcjami i wszystkim, koniecznie chciałam się uczyć. Rodzice to zauważyli i zachęcali mnie do nauki czytania, więc nie mając jeszcze pięciu lat, umiałam już czytać całkowicie płynnie. Kiedy poszłam do pierwszej klasy, wyróżniałam się na tle moich rówieśników, jeśli chodzi o czytanie. Widać do tego stopnia, że pewnego dnia moja wychowawczyni wezwała moją mamę do szkoły i poprosiła, żeby nie uczyła mnie w domu czytanek z podręcznika na pamięć. Nie udało jej się wytłumaczyć, że ja po prostu umiem czytać, więc mama zaproponowała, żeby dać mi do przeczytania choćby gazetę. Nauczycielka nie była zadowolona gdy faktycznie okazało się, że po prostu potrafię dobrze czytać. Ot, "wspieranie" dziecięcych zdolności. ;)
A rodzicom (i bratu poniekąd też) jestem ogromnie wdzięczna, bo miłość do słowa pisanego goreje we mnie do dziś :)
Na wstępie zaznaczę, ze mieszkam sama, więc i kupuję znikome ilości jedzenia, co by się nie zmarnowało. No i nie wyglądam na swoje lata.
Wracam wczoraj z pracy (brudna i ubrana byle jak, gdyż pracuję fizycznie) i mam ogromną ochotę na paluszki rybne. Zachodzę więc do rybnego, proszę o 4 paluszki, 20 deko kapusty kiszonej, grzecznie płacę i wychodzę. Nie zdążyłam zamknąć za sobą drzwi, a już słyszę głos ekspedientki:
- Biedna dziewczynka, zawsze tak mało kupuje i daje wyliczone pieniądze. Jej rodzice pewnie chleją, a dziecko samo się wychowuje.
No cóż...
Ostatnio poszłam do dermatologa (dla jasności w sprawie innej niż mój trądzik, a mam na jego punkcie ogromne kompleksy). Wtedy ta "kochana pani dermatolog" zamiast zająć się tym, z czym przyszłam, zaczęła mówić jaka to jestem brzydka z tym trądzikiem i że ona ma lek, który mi pomoże. Był podobno tak dobry, że jak to ona powiedziała "podziała nawet na tak straszną twarz jak moja". W tym momencie nie wytrzymałam, a jako że jestem osobą, która szybko się wzrusza to się rozpłakałam.
Schowałam twarz w ręce, a ona wtedy na to, że też by płakała z taką twarzą. Gdy już chciałam wyjść dała mi receptę na ten lek. Podarłam ją na jej oczach, ona coś powiedziała, ale nie słyszałam, bo nawet chyba nie chciałam. Po wizycie byłam zdruzgotana. Nie życzę nikomu takiej lekarki.
Jakieś osiem lat temu, w podstawówce wszystkie dzieci malowały 'podwodny obraz' na wielkim płótnie. Później te wszystkie algi i upośledzone ośmiornice ktoś powiesił na korytarzu, gdzie dzieci biegały i jadły kanapki. Tak się zdarzyło, że w jednej z nich był plaster ogórka, który na którejś z przerw poleciał na obraz i się do niego przykleił. Przez tydzień wszyscy obecni przy tym incydencie śledzili losy ogórka. Później przypominał nam się co kilka miesięcy.
Skończyliśmy szkołę i teraz pojawiamy się tam tylko w czasie wyborów. Wysuszony plaster ogórka wpisał się już w kompozycję.
Miałam może z 6 lat. Mama poprosiła mnie abym odkurzyła mieszkanie. Sama na chwilę wyszła do sklepu pod blokiem. Mieliśmy stary odkurzacz. Metalowy prostokątny. Byłam pomysłowym dzieckiem, więc odkurzałam wszystko, nawet wodę z miski psa. Odkurzacz się zepsuł. Bałam się o swój tyłek.
Gdy mama przyszła i dowiedziała się, co zrobiłam... pocałowała i wyściskała mnie. Wrócił tato z pracy. Mama poinformowała go, jaki wyczyn zrobiła jego córka. A tato musiał kupić nowy odkurzacz, z czego mama była bardzo zadowolona, bo długo prosiła go o to wcześniej, ale tata mówił "Po co wydawać pieniądze, skoro stary działa". :)
Byłam małą dziewczynką i poszłam z mamą do kościoła. Akurat ksiądz zbierał na tacę. Mama dała mi pieniądze do wrzucenia. Gdy ksiądz podszedł w koszyku dało się zauważyć grube pieniądze. Wrzuciłam do koszyka monety od mamy, po czym wyciągnęłam pieniądze papierkowe. Ksiądz do mnie, że co ja robię, a ja na to - "Mama uczyła mnie, że trzeba się dzielić".
Dla wprowadzenia, moja babcia jak i jej siostra są osobami bardzo wierzącymi. Babcia ma w swojej sypialni różne obrazki, krzyżyki itp.
Pewnego razu był jakiś większy spęd rodzinny, a w tym czasie moja babcia była w sanatorium. Z racji braku miejsca do spania, ja i mój narzeczony dostaliśmy miejscówkę właśnie w jej sypialni. Obydwoje jesteśmy ateistami.
Następnego dnia w trakcie obiadu zaczęły się rodzinne śmiechy z tego że może trochę "świętości" nam przez skórę weszło itp. Mój tata na to rzucił że babcia po powrocie tak jak niedźwiadki z pewnej bajki stwierdzi "Ktoś spał w moim łóżeczku, ktoś słuchał mojego radia...". Na co mój narzeczony niewiele myśląc palnął "Ktoś się modlił do mojego obrazka!". Rodzina poległa ze śmiechu, razem z siostrą babci, która jednak po chwili zorientowała się, co ją tak rozbawiło i próbowała udawać, że wcale się nie śmiała.
Masz znajomych, przyjaciół, zawsze jesteś dla wszystkich oparciem i wsparciem. Miej problem, wszyscy mają cię w d*pie...
Jakiś czas temu miałam mieć kolonoskopię. Nic wielkiego w sumie, ale miała być wykonana pod narkozą, więc trochę się stresowałam. Przyszedł anestezjolog, robi ze mną wywiad. Mądry facet, widzi, że się biedulka stresuję. Ale chciał się upewnić, pyta, czy jest wszystko okej, czy się boję? Ja na to, że nigdy nie miałam narkozy i trochę się obawiam... Do tego nie lubię zastrzyków i już w ogóle odchodzę od zmysłów. On, że taka ładna dziewczyna nie ma się czego bać, że zasnę i będzie wszystko ok. Dla rozluźnienia zaczął mi opowiadać o swoim synu. Pewnie chciał, żebym skupiła się na czymś innym. Miłym głosem poinformował mnie, że podaje lek.. I pogłaskał po głowie (poczułam się jak mała, bezbronna dziewczynka). No i zasnęłam.
Po wszystkim mnie wybudza, mówi: "Proszę Pani, wstajemy". A co ja mu odpowiedziałam? "Już wstaję kochanie". On się zaśmiał i mówi, że mu miło. A ja w amoku dodałam, że o nim myślę... Dopiero jak całkowicie się wybudziłam, zdałam sobie sprawę co powiedziałam i było mi tak głupio.
Nie, nie jesteśmy razem, ani nic z tych rzeczy ;)
Dodaj anonimowe wyznanie