#8XLWp
Pretensje pojawiają się także w przypadku kosmetyków. Jedynymi używanymi przeze mnie są tusz do rzęs, korektor i puder. Muszę je ukrywać, żeby przypadkiem nie wpadły w czyjeś ręce podczas przeszukiwań pokoju. A takie mają miejsce często, nawet pomimo moich protestów, że chcę chociaż odrobinę prywatności. To samo w przypadku zwykłych maszynek do golenia. Ich zdaniem jest mi to niepotrzebne, jestem za młoda i tak dalej. Gdy tylko zajmę łazienkę na dłużej niż 10 minut (bo na przykład na drugi dzień mam w szkole WF i wypadałoby się troszkę ogarnąć), to od razu słyszę łomot w drzwi, gaszenie światła i groźby, że jak zaraz nie wyjdę, to otworzą drzwi od drugiej strony.
Na dworze nie mogę przebywać latem po 20, zimą po zmroku. Przed obiadem wyjść z domu nie mogę. W niedzielę tylko do kościoła. Do centrum miasta praktycznie nie mam prawa jechać - no, zawsze mogę zapytać i łaskawie dostać pozwolenie. Ale najczęściej po powrocie spotykam się z pretensjami, że w ogóle śmiałam pomyśleć o czymś takim. To samo z każdym wyjściem do znajomych - pretensje. Znajomi przyjdą do mnie - pretensje. O nocowanie, wspólnego sylwestra czy wyjazd na wakacje z koleżanką i jej rodzicami już nie pytam. O wszystko pretensje i wrzaski, doszło już do tego, że boję się pytać o cokolwiek, bo odpowiedź i tak będzie taka sama. "Siedź w domu cały dzień i się ucz, a nie się będziesz szlajać i nie wiadomo co robić".
Najlepsze lata życia mi mijają w atmosferze terroru i wyalienowania z grupy rówieśników, a ja nic z tym nie mogę zrobić.
Niesamowite jak ludzie potrafią krzywdzic swoje dzieci.
Krzywdzic? Jaka ciapa trzeba byc by dac sie tak jechac. Zero sily przebicia. Wlasna rodzina nia jedzie to co bedzie w pracy itd?
@lubieszczypior takie gadanie tylko dobije autorkę tekstu, więc zachowaj swoje pie*dolenie dla siebie
@lubieszczypior Bo Ty to taki cwaniak, że jak coś to byś wy****ł gonga swoim starym tak? Jacy są, tacy są, minimalny szacunek się należy. Więc jak Maniek napisał, zachowaj dla siebie coś takiego.
Też miałem podobnie, może nie aż tak strasznie ale jakiś tam rygor był. Na szczęście z czasem to znormalniało. I też mnie to wkurzało/dobijało. Jedyne co mi przychodzi do głowy to albo wytrzymać do tych 18 i z miejsca się wyprowadzić albo teraz uciec gdzieś do babci/dziadka albo do przyjaciółki, powiedzieć co się dzieje i pojawić się po tym czasie w drzwiach z koleżanką i jej rodzicem w formie ochrony. Zawsze to trochę ostudzi zapał Twoich rodziców. Albo MOPS - może to przemówi im do rozsądku.
lubieszczypior ma racje, skoro miaa czas napisac to na anonimowych to miala by i czas powiedziec prawde rodzicom co o tym mysli, a co do zakupow i fryzjera to mozna isc samemu a nie z rodzicami za raczke
Myśle, że przez te kilkanaście lat nie raz próbowała różnych sposobó żeby coś zmienić. Do niektórych ludzi po prostu to nie trafia. Inna mentalność
Rozmowy z nadopiekuńczymi rodzicami nic nie dają. Oni i tak wiedzą najlepiej. Wiem to z doświadczenia.
No tak. Powinienem sie rozczulac nad nia. to na pewno jej pomoze. Zamiast pisac jakim slabym czlowiekiem jest powinna wziac sie do roboty, a nie szukac zrozumienia na portalu. Znajdzie moze powalenca I co? Tez bedzie jak szarunia myszka? Bedzie znowu pisala na portalu jak jest jej zle zamiast zaczac dzialac?
Skąd możesz wiedzieć, czy jest słaba? Nie wiesz, jak to wygląda. Skoro 10 minut w łazience kończy się zgaszonym światłem i wyważonymi drzwiami, to bunt może brakiem obiadu, aresztem domowym itd. Rodzice ją utrzymują i mają wiele możliwości manipulowania nią, nie mówiąc o znęcaniu się psychicznym; łatwo mówić komuś, kto w takiej sytuacji nie był, ale gdyby cię ktoś niszczył zakazami i wrzaskami przez lata, też nie miałbyś siły. Skończy 18, będzie mogła coś zrobić. Mam nadzieję, że się jej uda.
Gadacie bzdury bo nigdy nie byliście w podobnej sytuacji. Sama do sklepu? kupiłam coś niezgodnego z wytycznymi mamy-zwrot. Nadopiekuńczy rodzice to na prawdę nie taka prosta kwestia. Moja sytuacja była niemal identyczna. Jak widzę takie komentarze jak te od @lubieszczypior to nóż mi się w kieszeni otwiera.
lubieszczypior ciekawa jestem czy taki choirak był by z Cb na miejscu tej dziewczyny.. może nie mam tak jak ona ale sb wyobrażam co musi przechodzić.. myślisz że jak ktoś podchodzi do Cb z agresja przez całe życie to nagle tak łatwo wziąć i powiedzieć co się na ten temat myśli.. ba, podejrzewam ze juz nie raz próbowała.. ale spotkała się z takim samym odzewem.. co ma zrobić pociąć się !? każdy jest mądry jak nie spotkał się dotychczas z takim traktowaniem.. I przypominam że nie każdy ma taki sam charakter.. niektórzy są słabi psychiczne i bardziej wrażliwi.. a brak wsparcia i zrozumienia z rujnuje nie jednego.. I patrząc na to nastawienie rodziców nwm czy jak jej w bije 18 coś się zmieni.. dalej będą chcieć mieć nad wszystkim władze..
Rodzice pewnie mają mylne wrażenie, że "robią to dla Twojego dobra"... Nie mają chyba świadomości, że kiedyś miarka się przebierze, odwrócisz się od nich i z dużym prawdopodobieństwem zrobisz coś bardzo głupiego. Jak już się człowiek pierwszy raz uwolni od nadmiaru kontroli to jest duża szansa, że się zachłyśnie wolnością.
Współczuję Ci, życzę wytrwałości.
Skończysz niedługo 18? Skończysz. Więc pierwsze co po odebraniu dowodu (mam nadzieję że Ci nie zabiorą) radzę Ci zwiać z domu i podnająć jakiś pokój, poszukać pracy. Znam osoby które w znacznie młodszym wieku uciekały z właśnie takich domów i zaczynały pracę. Szkoły pokończyli bez większych problemów. Odetchneli, uspokoili się, ogarneli.
Pracę zawsze się jakąś znajdzie.
Zostając w domu nigdy się nie uniezależnisz, a życie jest za krótkie żeby liczyć na cuda.
Walcz o siebie i swoje szczęście!
Nawiasem mówiąc to jeśli dobrze kojarzę to nie mają prawa zabrać dowodu. Dowód jest osobistą własnością (jak nazwa mówi) i równie dobrze mogłaby dzwonić na policję. Bez zgody właściciela nikt nie ma prawa go właściwie nawet wziąć do ręki. Nawet kasjerka w sklepie.
Masz racje, ale nie wiemy jak konkretnie wyglada sytuacja w rodzinie Anonimowiczki i na ile jest 'bierna' wobec zachowan rodzicow. Czasem ze strachu albo przyzwyczajenia czlowiek nie reaguje i nie wykracza myslami poza szablon w ktorym tkwi od lat. Aczkolwiek trzymam kciuki za Ciebie Dziewczyno i życzę dużo wiary w siebie, samozaparcian dobrego, satysfakcjonujacego i szczesliwego zycia!
Miałam podobną sytuacje tylko po śmierci mamy siostra mnie wychowywała. Znam ten ból. Tylko ,że na dodatek siostra mnie okradła z moich pieniędzy i myślała że będę jej kopciuszkiem. W pewnym momencie miałam taki nacisk psychiczny ,że chciałam odebrać sobie życie. Na szczęście powstrzymał mnie mój obecny narzeczony. Wziął mnie pod rękę i poszłam do siostry. Skończyło się na tym ,że siostra stała jak wryta z podbitym okiem ,a ja oznajmiłam jej ,że była najgorszą suką jaką znam. I się wyprowadziłam. Przez nią mam do teraz problem z poznaniem nowych ludzi.
Powodzenia :) Skoro już zakończyłaś ten etap, mam nadzieję, że będzie coraz lepiej :)
poszukaj psychologa, kogokolwiek kto zajmuje się takimi sprawami - skorzystaj z porad w ośrodku interwencji kryzysowej u psychologa, przerobicie problem i się otworzysz, będzie ci łatwiej, powodzenia :)
Ja to widzę tak.
Nie możesz ubierać się tak jak chcesz.
Nie możesz używać kosmetyków.
Masz rewirowany pokój (?!)
Nie możesz zdecydować o swojej fryzurze.
Nie możesz się depilować.
Niemożesz wychodzić z domu kiedy chcesz ( ogólnie ) chyba że Ci pozwolą.
Więc droga Autorko. To Ty musisz podjąć kroki, żeby coś zmienić, dasz radę tylko w Siebie uwierz.
Zastanów sie co masz do stracenia.
Odetną Cię od pieniędzy jak zaczniesz sie buntować? Trudno. Znajdź coś na weekendy. Zacznij oszczędzać z tego co już Ci dają.
Nakrzyczą na Ciebie? Obrażą się?
Mam nadzieję, że do rękoczynów nie dochodzi.
I kup sobie bluzkę.
Zetnij włosy tak jak Ci sie podoba.
Powiedz śmiało, że masz prawo decydować o sobie.
Co masz do stracenia?
Resztki godności i nienaruszalność osobistą.
Zwyczajnie, pobiją ją i zamkną
Mam troszkę podobny problem, u mnie jednak mama pozwala i kupuje mi praktycznie wszystko co chce, ale to praktycznie. Niestety gdy chce wyjść ze znajomymi czy iść gdziekolwiek od razu zaczynają się krzyki, że będę piła, naćpam się, albo że mnie napadną i zabiją. Uprzedzając pytania nigdy nie wróciłam do domu ani pijana, ani naćpana, ale to jeszcze nie koniec jak wyjdę ze znajomymi mam co pół godziny telefon z pytaniami: gdzie jestem? z kim jestem? co robisz? I tak w kółko, najgorsze jednak jest to, że jak już siedzę w domu, bo przecież wyjść niezbyt mogę, to mama mówi, że siedzę w tym domu jakbym była jakaś inna, nie mam znajomych, albo że nikt mnie nie lubi bo mam wredny charakter, a to nie prawda bo znajomych mam dużo i dostaje wiele propozycji wyjścia, ale no niestety.
A rozmawialas z mamą na ten temat? Twoja mama się o ciebie bardzo troszczy i zapewne, gdy wychodzisz, głupie scenariusze przychodzą jej do głowy. Nie wiem ile masz lat, ale może jesteś w takim wieku, gdy rodzice boją się, że ich dziecko zejdzie na złą drogę. I to naprawdę nie jest przesadą, bo sama widziałam jak moje znajome, dobre i porządne dziewczyny stają się uzależnione i spadają na dno.
Mi też często wypominają, że mam okropny charakter, ale nie można brać tego do siebie ;) Oni mówią swoje, ja wiem swoje.
Porozmawiaj z rodzicami, tak będzie najlepiej.
Przeżywałam to samo... znaczy.. podobnie. Mogłam wyjść, ale ciągłe telefony, pytania gdzie jestem, co robię i smsy o treści "jak się nie odezwiesz, to zadzwonię na policję" mnie dobijały... Dodam, że moja rodzinna miejscowość znajduje się 20 km od najbliższego miasta (w mieście najczęściej się z kimś spotykałam). I tak było do końca liceum, czyli kwietnia 2015... Teraz jestem na studiach... 200 km od domu... rodzice potrafią nie dzwonić do mnie nawet 5 dni... wszystko się zmienia ;)
Jejku, strasznie ci współczuję :( aż sobie nie wyobrażam jak można byc takim nadopiekuńczym rodzicem. W sumie to nawet juz nie opieka tylko niszczenie życia. Jak skończysz 18 lat, skończysz szkole to powiedz ze dość tego, bedziesz dorosła i sama bedziesz prowadzić swoje życie.
To jej powiedzą "przestan gadac głupoty" i inne tego typu głupoty.
Rodzice zawsze znajdą coś, byleby to oni mieli racje i wszystko było po ich myśli.
Osoby, które mają takie życie zazwyczaj nawet jak rozważą ucieczkę czy wyprowadzkę, to się z pomysłu wycofają. Ciężko jest się zebrać w sobie i postawić wszystko na jedną kartę. Bo to dokładnej analizie własnych planów dojdą do wniosku, że w sumie rodzice wszystko zapewniają etc może wcale tak źle nie jest. Potrzeba naprawdę dużo samozaparcia i kogoś, kto obiektywnie oceni sytuację i pomoże
A ja znam osobę, która po liceum znalazła pracę i poszła na studia. Wiedziała, że mama już jej nie pomoże, jak powie, że idzie na kierunek który sobie wybrała, więc oszczędzała i dała radę. Jestem pewna, że było warto wyrwać się z tego piekła.
Ja bym powiedziała tak: wytrzymaj do studiów i wtedy wyprowadź się na drugi koniec Polski. Będzie ciężko, ale nie daj sobie wmówić, że nie dasz rady, bo niejeden student studiuje i pracuje jednocześnie. Będzie ciężko, ale życie łatwe nie jest. Nawet jeśli się okaże, że wybrane studia Ci się nie spodobają, nie łam się, znajdziesz inne w następnym roku (ludzie często się załamują, że na pierwszym roku wybrali coś, co im się nie podoba i już od razu przekreślają sobie całą przyszłość). Najważniejsze, to nie dać wpędzić się w depresję, bo ona spowoduje błędne koło. Wytrzymaj jeszcze trochę, a tak zwane "najlepsze lata życia" zostaw na studia. Niektórzy mają je w liceum, inni na studiach - tu też nie można dać sobie wmówić, że na liceum się kończy. Zacznij już oszczędzać, aby mieć jakieś pieniądze na samodzielny start (spokojnie znajdziesz pokój do wynajęcia za 400zł miesięcznie w większym mieście, oczywiście dwójkę, ale coś za coś; plus za bycie oszczędnym studentem 400zł na inne wydatki - osobiście mam zasadę "70zł tygodniowo na jedzenie", przy czym oczywiście sama sobie gotuję). Pamiętaj - to Twoje życie, więc albo się bierzesz poważnie za planowanie realnej, samodzielnej przyszłości, która łatwa nie będzie albo zostajesz w domu i nic się nie zmieni, nawet jak będziesz pełnoletnia.
Pozdrawiam i życzę powodzenia w podjęciu decyzji.
Tak wytrzymaj na studiach które rodzice ci wybiorą.
TypowySebek, przeczytaj jeszcze raz ten komentarz.
możesz. zgłoś się do MOPSu i on pomoże. ja tu nie widzę innego wyjścia z tej sytuacji.
Jeżeli nie chcesz stracić najlepszych lat życia to spróbuj poszukać pomocy. Nie zawsze to co mówią rodzice, że masz zrobić jest dla dziecka dobre. To trzymanie pod kluczem i chowanie przed światem. Nie nauczysz się niczego w życiu, jak sama nie sparzysz się kilka razy. Pozdrawiam, życzę powodzenia i WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO ZA PÓŁ ROKU. koniecznie opisz swoją historię, jak miną twoje urodziny. ;)
Tak naprawdę 18 urodziny niewiele zmienią w jej życiu. Mało kto w tym wieku ma możliwość podjęcia pracy / szczególnie jeśli jeszcze się uczy/ i usamodzielnienia się. Do tego ciężko byłoby to zrobić osobie, która z pewnością jest mało samodzielna, ze względu na to, ze jest wychowywana pod kloszem. 18 urodziny to nie jest jakaś magiczna data po której rodzice się zmienią.
MOPS to dobry pomysł. Mają tam również psychologów i prawników, którzy mogą pomóc.
zdecydowanie zgłoś się do MOPS, tam znajdziesz osoby, które Ci pomogą. Nienormalne jest, żeby ludzie tak ograniczali swoją córkę.
Zmienią bardzo dużo. Jeżeli dobrze pokombinujesz to przy pomocy MOPSu dostaniesz od rodziców alimenty, od MOPSu pomoc finansowa tez powinnas uzyskać. Może jakas dalsza rodzina mogłaby Ci pomoc? Wytłumacz jaka jest sytuacja, że jest to nienormalne. A jeżeli nie to zobaczę w internecie, co w takiej sytuacji mozna zrobić i postaram się Ci pomoc. ;)
Orex, mam 2 znajome, które miały podobnych rodziców jak autorka. Właściwie dalej mają, ale z nimi nie mieszkają. W wieku 18 lat pracowały na wieczorne zmiany w restauracjach, wynajmowały najtańszy pokój, itp. Jedna chciała pozwać rodziców o alimenty (mają zasrany obowiązek utrzymywać dziecko do 25 r.ż. jeśli się UCZY), ale się w końcu dogadali w tej kwestii. Więc jeśli ktoś naprawdę CHCE to da radę, nawet jeśli ma szkołę i słabe perspektywy. Nikt tego za tę osobę nie zrobi.
Rodzice maja obowiązek utrzymywać dziecko, tak długo jak z jakiegoś powodu ono samo nie jest w stanie ( nauka, głodowe zarobki, choroba etc.) . Tak samo jak my rodziców, gdy im się coś takiego stanie.
To dziwne, że na rodziców adopcyjnych trzeba przejść miesiące szkoleń, badań, zaświadczeń od lekarza i psychiatrów.
A żeby zostać rodzicem biologicznym wystarczy...każdy wie co wystarczy.
Czytając takie wyznania mam wrażenie, że niektórym ludziom przydałyby się konsultacje psychiatryczne zanim zostaną rodzicami.
A tak napawde powinny istnieć szeroko dostępne szkoly/ instytucje które powinny uczyć ludzi, jak mają być dobrymi rodzicami.
Bo rodzice autorki najprawdopodobniej bardzo ja kochają, tylko nie potrafią tej miłości przełożyć na odpowiednie wychowanie. I dla takich osob powinny byc jakieś warsztaty psychologiczne.