Liceum. Religia - znienawidzona przez moją klasę lekcja. Ksiądz czepiał się o wszystko, ale czasami dało się z nim wytrzymać. Najbardziej lubiliśmy, kiedy szliśmy na lekcję w teren - do kościoła lub na cmentarz. Ot tak! Żeby nie siedzieć w dusznej sali korzystaliśmy z ładnej pogody. Większość ludzi z klasy korzystała także z tego, że religia przypadała na nasze ostatnie 2h lekcyjne... w piątki. Kto mógł - dawał dyla. Ale jeden taki wypad zapadł mi w pamięci bardzo dobrze.
Szliśmy właśnie na cmentarz - ludziska rozleźli się po całym chodniku (o dziwo jeszcze wszyscy byli obecni), ksiądz idzie na tyle kolumny. Kiedy odwróciłam się, żeby zadać mu pytanie o to, czy mogę się zerwać 20 minut wcześniej na autobus, dopadło mnie lekkie zdziwienie... Księdza już nie było - nawiał nam z lekcji xD
Historia związku niczym z brazylijskiej telenoweli.
Za ładna to ja nie nigdy nie byłam, łatwiej mnie przeskoczyć niż obejść. Twarz mam przeciętną, ale włosy za to mocno charakterystyczne, bo rude i kręcone. Nigdy nie cieszyłam się powodzeniem u płci przeciwnej, z czasem nawet się do tego przyzwyczaiłam. Ale pewnego dnia się to zmieniło...
Po dość ciężkim tygodniu, postanowiłam wraz z koleżankami wyskoczyć na miasto. Po prostu - pogadać, rozerwać się, napić się małego piwka. W pewnym momencie podszedł do mnie ON - wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna o zniewalającym uśmiechu. W pierwszej chwili myślałam, że to kolejny adorator jednej z moich koleżanek, ale myliłam się - chciał rozmawiać ze MNĄ! Rozmowa w miarę się kleiła - mimo mojej nieśmiałości i szoku, że tak przystojny facet chce rozmawiać właśnie ze mną - rudą, pulchną i niską dziewczyną. Wymieniliśmy się numerami, odezwał się jeszcze tego samego dnia. Koleżanki były nieco zazdrosne, ale w gruncie rzeczy cieszyły się, że los w końcu się do mnie uśmiechnął. Po dość krótkim czasie ja i ON zaczęliśmy się spotykać.
Pewnego dnia, gdy był u mnie, ON zaczął mnie adorować. Zaczął wygłaszać monolog, że nie wyobraża sobie tego świata beze mnie i różne takie romantyczne bzdety. Sama nie wiem, dlaczego wtedy na to "poleciałam" - ale stało się, wylądowaliśmy razem w łóżku. Być może wtedy, kiedy go słuchałam - pierwszy raz poczułam się jak wartościowa kobieta, a nie jak brzydkie kaczątko. Po wszystkim, ON przeprosił mnie, powiedział, że musi lecieć natychmiast do pracy, bo zapomniał jakiś niezbędnych papierów. Miał odezwać się jeszcze tego samego dnia.
I tyle go widziałam. Na początku obawiałam się że coś mu się stało, później jednak zrozumiałam, że najzwyczajniej w świecie mnie olał. Byłam załamana, znienawidziłam siebie za to, jaka byłam naiwna, czułam się bezużytecznie i źle. Nie odbierał, nie odpisywał, a ja tylko chciałam dowiedzieć się, czym zasłużyłam sobie na takie potraktowanie..,
Wkrótce okazało się, że ON pracuje wraz z chłopakiem mojej przyjaciółki w pewnej firmie, w której postanowił się pochwalić tym, co mi zrobił. Podobno w dzień, w którym się spotkaliśmy, zdawał prawo jazdy. Niestety, nie zdążył dobrze zahamować, kiedy ktoś przechodził przez ulicę, przez co egzaminator go oblał. Tym kimś byłam ja... Ze względu na moje charakterystyczne włosy rozpoznał mnie w tłumie i na poczekaniu obmyślił plan zemsty...
Dalej nie mogę uświadomić sobie tego, jak bardzo zawistni potrafią być ludzie.
Kilka miesięcy temu, a dokładniej w październiku, wracając z uczelni pomyślałam, że zajadę na cmentarz odwiedzić grób zmarłej babci. Wracałam dość późno, więc na dworze powoli się ściemniało. Parking był praktycznie pusty, więc zaparkowałam auto najbliżej bramy wejściowej.
Na cmentarzu tradycyjnie zapaliłam znicz, a że na pomnik spadło sporo liści, to postanowiłam też trochę posprzątać. Po chwili usłyszałam jakieś hałasy. Głośna rozmowa, śmiechy. Na początku zignorowałam sytuację, ale hałasy wciąż nie ustawały. Do tego zaczęły lecieć wulgarne i niesmaczne teksty.
Wyszłam z uliczki zobaczyć co jest grane. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłam grupkę 5 osób w wieku mniej więcej 16-18 lat żłopiącą alkohol przy jednym z pomników. Robili tam dosłownie libację, siedzieli na nagrobku, stukali butelkami, palili papierosy jak gdyby nigdy nic. Nie zastanawiając się długo, podeszłam do owej grupy i spytałam, czy zdają sobie sprawę z tego, co właśnie robią. Patrzyli na mnie jak na idiotkę i zaczęli się śmiać. Dodałam, że 200 metrów dalej mają park, gdzie mogą wypić, więc dlaczego robią to na cmentarzu. Dostałam tylko odpowiedź na bardzo wysokim poziomie "odpier.... się". Dodam, że nie byłam od nich dużo starsza. Mam 23 lata, serce waliło mi wtedy jak oszalałe. Mimo wszystko wyciągnęłam telefon i zagroziłam, że zadzwonię na policję, jeśli zaraz stąd nie pójdą. Znów zaczęli się śmiać, jednak chwilę po mojej "interwencji" wyszli z cmentarza.
Dokończyłam sprzątanie nagrobka, a kiedy wróciłam do samochodu, czekał na mnie wyryty po lewej stronie auta kluczem czy czymś podobnym napis "suka".
Czy byłam wściekła? Tak, oczywiście. Myślałam, że wyjdę z siebie. Ale zrobiłabym to jeszcze raz, bo nie potrafię stać bezczynnie, kiedy ktoś profanuje czyjś grób. Ta historia nie ma żadnego morału, zwróciłam tym osobom uwagę i w zamian trafiła na mnie ich gorzka zemsta.
Piszę nie żeby się wyżalić, ale żeby zaapelować do "drogiej" młodzieży o więcej szacunku!! Ja też pamiętam kiedy wychodziłam ze znajomymi w różne miejsca na piwo w ukryciu przed rodzicami, są jednak granice. A cmentarz to chyba ostatnie miejsce na takiego typu rzeczy.
Kilka lat temu, wracając z wszelkich imprez pod wpływem, przed snem zjadałam sobie zawsze jakąś przekąskę. Tak było i tej nocy. Wzięłam do ręki parówkę i naprawdę nie mam pojęcia dlaczego zamiast polać ją keczupem, odkręciłam nakrętkę i maczałam ją w butelce. W pewnym momencie jakiś 2-, 3-centymetrowy kawałek wpadł do butelki. W stanie nietrzeźwości nie potrafiłam wydobyć go z butelki, więc stwierdziłam, że zrobię to rano. Oczywiście zapomniałam o całym zdarzeniu...
Jakiś czas później moja starsza siostra z przerażeniem i obrzydzeniem opowiedziała mi, że parę dni temu odkryła coś okropnego. Butelka z keczupem się zapchała, więc ją odkręciła i okazało się, że w środku był palec. Tak ją to przeraziło, że nie sprawdzając dokładnie wyrzuciła butelkę do pieca. To jednak nie jest jeszcze koniec tej historii.
Gdy usłyszałam relację siostry przypomniałam sobie moją pijacką przygodę, ale głupio mi było się przyznać, więc z niedowierzaniem wysłuchałam jej opowieści. Później wielokrotnie byłam świadkiem tego typu dialogów:
- Mój kolega znalazł włosa w kebabie!
- A znajoma paznokcia w konserwie!
- Uwierzcie mi, że to jest nic.. Ja znalazłam PALEC W KECZUPIE!
Za każdym razem wstydziłam się wyprowadzić siostrę z błędu ze względu na otaczających nas ludzi. W końcu po latach przyznałam się, że to ja stworzyłam PALEC W KECZUPIE. Śmiejemy się z tego do dziś ;D
Wszyscy mówią, że najgorsze jest nadepnięcie na klocek Lego.
Przez przypadek nadepnęłam na jeża. Ogólnie rzecz biorąc, nie polecam.
Czasy podstawówki. Powiem szczerze nie wyglądałam za bardzo atrakcyjnie. Ogromne okulary, przylizane włosy w kucyka i twarz cała w pryszczach. Mimo tego, cieszyłam się dosyć dużym zainteresowaniem ze strony chłopaków, ponieważ uprawiałam sport i moje ciało było można powiedzieć idealne.
W 6 klasie nie wiadomo dlaczego przyczepił się do mnie nie kto inny, ale NAUCZYCIEL od języka polskiego. Często mnie zaczepiał, zagadywał, nawet (o zgrozo!) poprosił do tańca na przytulańcu na dyskotece szkolnej. No jednym słowem zachowywał się jak jakiś rasowy pedofil. Ale jednym pytaniem, które zadał mi kiedyś na przerwie, przebił samego siebie, a brzmiało: - Golisz nogi???
Tak facet, dziecko z 6 podstawówki, które dopiero co nauczyło się ułamków
i szaleje za Hannah Montaną goli nogi...
Jakiś czas temu jechałam autobusem z uczelni w Krakowie. Siedziałam na ostatnim siedzeniu na środku, więc przede mną był tylko korytarz autobusowy. Na kolanach trzymałam otwartą torebkę, bo przez chwilę coś w niej szukałam.
W pewnym momencie autobus gwałtownie zahamował i torebka spadła mi na podłogę, a jej zawartość wysypała się. Wzięłam powoli wszystko pozbierałam i sprawdziłam, czy niczego nie brakuje. Niestety brakowało mi telefonu. Sprawdziłam jeszcze, czy nie mam go w kieszeniach i zerknęłam jeszcze raz na podłogę, ale niestety nigdzie go nie było. Jednak byłam pewna, że miałam go przy sobie.
Postanowiłam zgłosić sprawę kierowcy. Ten zatrzymał autokar i poprosił pasażerów, aby się rozejrzeli, czy nie leży przy nich telefon. Przecież musi gdzieś być, bo nikt w tym czasie nie wysiadał. Niestety nikt telefonu nie znalazł. Jedna z pasażerek zaproponowała mi, abym podała swój numer, to ona zadzwoni ze swojego telefonu i będzie łatwiej zlokalizować telefon. I tak zrobiłyśmy.
Nagle w autobusie słychać było dźwięk telefonu. Wydobywał się on z torebki starszej pani, która podróżowała wraz ze swoim mężem. Kobieta zmuszona przez kierowcę otworzyła torebkę i okazało się, że ma tam ów zagubiony telefon. Oburzony kierowca powiedział, że to kradzież i ma prawo zadzwonić na policję i wyprosić ową parę z autobusu. Kobieta nie wykazała żadnej skruchy, wręcz powiedziała, że kierowca nie może jej oskarżać, bo nie wydał jej grosza przy kupnie biletu.
Mam siostrę bliźniaczkę. Mamy już po 17 lat. Kiedyś każdy mówił nam, że choć jesteśmy identyczne, to charaktery mamy zupełnie inne i robimy inne rzeczy. Ogólnie twierdzili, że łączy nas tylko wygląd.
Zmieniło się to dwa lata temu. Byłyśmy z rodziną na wakacjach w górach. W pensjonacie, w którym mieszkaliśmy, były takie wielkie szklane drzwi, które zawsze były otwarte.
Z samego rana postanowiliśmy pójść nad Morskie Oko. Ja jak zawsze się spóźniałam, więc rodzina powiedziała, że poczeka na mnie na zewnątrz. Kiedy już byłam gotowa, wybiegłam z pokoju i chciałam wyjść przez drzwi. Myślałam, że są otwarte, więc z całym impetem w nie wbiegłam. Niestety zatrzymałam się na szybie. Cała rodzina się ze mnie śmiała. Potem dowiedziałam się, że moja siostra bliźniaczka zrobiła to samo kilka minut wcześniej.
Od tamtego czasu często się powtarzamy, jakby coś się odblokowało. Wszyscy się śmieją, że to poprzez uderzenie głową w szybę. A my z siostrą cieszymy się, że wreszcie jesteśmy prawdziwymi bliźniaczkami. Tak że jeśli masz brata lub siostrę bliźniaka, a jesteście inni... nie znasz dnia ani godziny :D
Zacznijmy od tego, że poprosiłam mamę żeby jak będzie gdzieś w sklepie kupiła mi termiczny kubek. Chyba wszyscy pamiętamy tegoroczne mrozy i jak przed zamarznięciem potrafiła uratować tylko ciepła herbatka. Kochana mama spełniła prośbę i oto dostałam swój kubek. Kubek w odcieniu ostrego różu, z cóż... dość osobliwym napisem. Mianowicie: "Jestem zajęta, a ty brzydki". Mama była bardzo ucieszona tym jaki śmieszny prezent mi zrobiła, więc nie chcąc jej robić przykrości nosiłam go, zawsze pilnując żeby był odwrócony do ludzi pustą stroną.
No i przechodząc do sedna historii, któregoś dnia jechałam autobusem i zauważyłam pilnie śledzącego mnie wzrokiem chłopaka. Kiedy zobaczył, że wreszcie złapałam jego spojrzenie, uśmiechnął się. Odwzajemniłam uśmiech, no bo czemu nie, mimo że ciągłe wpatrywanie się we mnie było już lekko irytujące. Zachciało mi się pić, więc upiłam łyk z mojego fantastycznego kubka... zupełnie zapominając o napisie. Chłopak odczytał wiadomość i mina od razu mu zrzedła. Wysiadł na następnym przystanku.
Mimo, że akcja nie była zaplanowana, to i tak mi do dzisiaj trochę głupio jak o tym myślę...
Od zawsze byłam dość bystrą i lubiącą pokazać swoją wiedzę dziewczynką.
Szybko chwytałam trudne słowa wypowiadane przez dorosłych czy w telewizji, a następnie w rozmowach z rodzicami, czy przedszkolankami używałam słów typu: irracjonalne, infantylne, itp. Oczywiście z pełną świadomością ich znaczeń.
Pewnego razu, gdy miałam ok. 6 lat usłyszałam w telewizji słowo "antykoncepcja". Nie miałam pojęcia co ono znaczy, do czego duma nie pozwalała mi się przyznać... Więc w swoim dziecięcym móżdżku zaczęłam układać sobie sensowne znaczenie. I bingo, wymyśliłam! Koncepcja - inaczej pomysł, anty- przeciwieństwo. Rozwiązanie jest proste! Antykoncepcja - złowieszczy pomysł.
No ale skoro już znam kolejne nowe i jakże trudne słowo, to trzeba się nim pochwalić!
I tak siedząc na kanapie i rozmyślając jak go użyć, podeszła do mnie siostra, która chciała się pobawić. Okazja idealna! Krzyknęłam do niej:
- Przestań! Przerywasz mi moją antykoncepcję!
I tak ona w szoku, bo nie wie co to znaczy, a rodzice pokładają się ze śmiechu...
Przez chwilę była to rodzinna historia każdego spotkania, ale po pewnym czasie wszystkim się znudziło i zapomnieli.
Aż do momentu gdy przyprowadziłam do domu swojego chłopaka po raz pierwszy... Siedząc z rodziną przy stole, ojciec wypalił:
- Kochanie, a jak tam twoja antykoncepcja?
Cała rodzina w śmiech, chłopak lekko zmieszany, a ja zawstydzona....
Dodaj anonimowe wyznanie