#Dl69G

Mam 28 lat i na 95% nie dożyje 30. Od kilku lat poważnie choruję na nieuleczalną chorobę, ale nikt z rodziny czy znajomych o tym nie wie. Zupełnie nikt.

Przez długi czas nie było po mnie widać, że jestem chora, dopiero niedawno mocno schudłam. Na szczęście zbiegło się to z postanowieniem mojego partnera (i moim) o lepszej diecie.

Ja załatwiłam sprawy, którymi mogłam się zająć przed śmiercią: napisałam testament, zamknęłam dodatkowe konta bankowe, upoważniłam rodzinę do wszystkiego co może im ułatwić wszystkie sprawy, sprzedałam nawet część garderoby pod pretekstem że nie chcę już wracać do starej wagi, więc lepiej żeby mnie nic nie kusiło. Poza pozamykaniem pewnych spraw, nic się w moim życiu nie zmieniło, bo nie chciałabym nic zmieniać.

Wiem, że to zabrzmi dziwnie, ale tak jakby nie mogę się doczekać. Te wszystkie rzeczy, które robiłam do tej pory stanowiły dla mnie swego rodzaju rytuały, które mnie ze śmiercią oswoiły. Jeszcze nie wiem czy komuś powiem, że zostało mi niewiele czasu, zwłaszcza, że ja wolałabym chyba nie wiedzieć.

#aFeKW

Poruszyła mnie ostatnio historyjka o dziewczynie co wychowywała swoją kuzynkę, bo jej ojciec znikał z domu ze względu na problem z alkoholem. Postanowiłem więc podzielić się z Wami swoją refleksją i w zasadzie odpowiedzią na komentarz pewnego użytkownika, który nie może sobie wyobrazić jak można tak zostawić swoje dziecko.

Otóż mam (a raczej miałem) taką ex-przyjaciółkę. Przyjaźniliśmy się, wiedzieliśmy o sobie dosłownie wszystko, wszystkie nasze problemy, uczucia, nikomu tak nie ufałem, ale przyjaźń się skończyła. Owa dziewczyna miała w zasadzie tylko matkę... zgadliście. Alkoholiczkę. Jej matka potrafiła wyjść na kilka dni, zostawić dom, dziecko, pracę i pogrążyć się w alkoholu błąkając się po mieście. I tak właśnie co dwa tygodnie. Dopóki się przyjaźniłem z dziewczyną jakoś starałem się jej pomóc. Zawsze okazywałem wsparcie, byłem na każde wezwanie.

Jednak okazałem się dupkiem. Po prostu jej problemy przerosły i mnie. Załamałem się psychicznie, nie wiedziałem już co robić, chciałem jakby "odpocząć" od tej przyjaźni, trochę wrzucić na luz.

Pewnego wieczora jej matka znowu poszła w libację, ona chciała żebym do niej przyjechał, bo już sobie nie radzi, psychika jej wysiada (dodam, że dwa lata wcześniej spędziła kilka miesięcy w psychiatryku). Ja to jednak zignorowałem. Musiałem jakoś odreagować. Byłem idiotą. Jednym, wielkim, idiotą, ze względu na to, że wtedy się nie zjawiłem, kiedy ona mnie potrzebowała. Dziś mam ją na sumieniu.

Kiedy jej matka wróciła po dniach libacji do domu, zastała swoją córeczkę zawieszoną pod sufitem za szyję. To wydarzyło się rok temu, ja ciągle ubolewam i nie mogę uwierzyć, że to przeze mnie ona zginęła.

#JExyl

Chodzę do 1 gimnazjum. W naszej szkole jest automat.
Odkąd wycofali to "śmieciowe jedzenie", są w nim produkty drogie i w ogóle niepożywne.
Zwykła woda, herbatniki i słonecznik bez przypraw w ogóle mnie nie zadowalają.

W środę po WF-ie byłam głodna, a że jestem z tych, którzy dużo jedzą, nie mogłam odpuścić sobie przekąski .
Swoje pieniądze miałam w kurtce w szatni, dwa pietra niżej, więc nie uśmiechało mi się po nie iść.
W mojej klasie jest 28 uczniów i dziwnym trafem tylko jeden...
Tylko jeden chłopak miał 2 zł.
A że jest dziwny, ledwo go ubłagałam, żeby mi je pożyczył, tłumacząc, że przecież oddam mu po lekcji.
Doszliśmy do ładu.

Ja szczęśliwa podeszłam do maszyny, która miała mnie tak bardzo uszczęśliwić. Zobaczyłam tam produkt za 1,5 zł.
Wyglądał jak biały, podłużny żelek w kształcie zegarka.
Długo się nie zastanawiając, wrzuciłam pieniądze i wyciągnęłam moje "jedzenie".
Szybko odpakowałam produkt i w ogóle nie myśląc odgryzłam pół "żelka"...

Wyobraźcie sobie moją minę, gdy zorientowałam się, że to gumka do mazania ołówka...

To wydarzyło się miesiąc temu, a ja obiecałam sobie, że nigdy więcej z tej maszyny nie skorzystam.
Gumka mi nie smakowała :)

#UjqHB

Nie istnieje coś takiego jak karma.

Półtora roku temu stanęłam w obronie mojego (eks) faceta. Zostaliśmy napadnięci i kiedy on leżał już w kałuży krwi, nie mogłam patrzeć obojętnie. Zapłaciłam słono - zostałam brutalnie zgwałcona przez dwóch karków. Nie da się opisać co czułam. Większych ból jednak czułam pół roku później, kiedy w moje urodziny zdradził mnie ten właśnie mężczyzna, za którego gotowa byłam oddać życie.
Nie dałam rady wybaczyć, mimo że próbowałam. Zwłaszcza że owocem zdrady jest potomstwo.

Jesień tego roku. Zakochałam się. W sumie to spotkałam TEGO JEDYNEGO. To się czuje... Moja opinia: jest między nami chemia, iskry, jest COŚ. Jego opinia: nie mam tego czegoś. Moje serce krwawi.

Na koniec wisienka na torcie. Od miesiąca wiem, że mam raka trzustki. Załamałam się. Napisałam do wyżej wspomnianego faceta, pożaliłam się, że nie chce mi się żyć. Niczego nie oczekiwałam, nie chcę litości, ale chciałabym zaprzyjaźnić się chociaż. Co usłyszałam? Że mam się czymś zająć... Że on mi nie pomoże.
Czeka mnie ostatni rok życia. Ze złamanym sercem i totalnie samotny. Brawo życie!

I pomyśleć, że to wszystko spotkało mnie w nagrodę za to, że zawsze szłam przez życie z uśmiechem na twarzy, bez większych wymagań. Pomagałam innym i wierzyłam, że warto żyć dobrze.
NIE WARTO...

#7Q9eq

14 lutego, Rossmann. Nie, nie będzie to romantyczna historia. Będzie dosyć śmieszna.

Wieczorem miałem jechać do swojej dziewczyny, walentynkowy prezent już kupiłem, brakowało mi natomiast prezerwatyw. Pojechałem do Rossmanna, tam zawsze kupuję. Podchodzę do stoiska, gdzie stoi dwóch facetów w podobnym wieku. Prezerwatyw nie było za dużo, wszystko wyprzedane. Nawiązała się między nami krótka wymiana zdań, po czym każdy z nas wziął to samo opakowanie i powędrowaliśmy dumnie w stronę kas.

Miło przywitałem się z panią przy kasie, podałem swoje zakupy. Gdy ta spojrzała, że wszyscy kupujemy dokładnie to samo, wstydliwie się uśmiechnęła i powiedziała:
- Widzę, że walentynki będą udane.

Pozdrawiam panią z Rzeszowskiego Rossmanna :)

#FZULA

Od dziecka byłam osobą dość otyłą. Na początku pierwszej gimnazjum postanowiłam z tym skończyć - codziennie rano chodziłam biegać, raz na tydzień albo częściej jak się dało, basen lub siłownia, no i takim sposobem w ciągu 3 lat schudłam naprawdę dużo kilogramów i mogłam się nazwać szczupłą.
Jednak przezwisko "grubasa" pozostało.

Pewnego dnia już nie wytrzymałam i przywaliłam chłopakowi, który tak mnie nazwał. Złamałam mu kość policzkową i nos. Od tamtej pory mówią do mnie "mięśniak".

#fGHzC

Sytuacja w moim bloku. Stoi sąsiadka przed klatką i dzwoni domofonem do swojego mieszkania. Odbiera jej synek Jaś, mądre i sprytne dziecko:
J: Dzień dobly, słucham?
S: Cześć, synku, otwórz mi...
J: Nie otworzę.
S: Synku... Nie wzięłam kluczy.
J: Mama mówiła, żeby nigdy nie otwierać, jak rodziców nie ma w domu.
S: Tak, ale to ja, twoja mamusia.
J: Moja mama ma klucze, to sobie otworzy.
S: Nie wzięłam, śpieszyłam się do pracy.
J: Nie. A co jeśli ty to nie mama? Nie otworzę, prawdziwa mama wie, że mam nie otwierać.

Wyobraźcie sobie minę sąsiadki, która musiała dzwonić po wszystkich sąsiadach, a potem do męża, żeby przywiózł jej klucze.
Dodaj anonimowe wyznanie