#Bkxhk

Zdarzenie którym chcę się podzielić miało miejsce kilka lat temu w małym osiedlowym sklepiku w moim miasteczku. Bardzo istotnym jest fakt, iż od urodzenia jestem osobą niepełnosprawną, a dokładnie nie mam lewego przedramienia, lewa ręka kończy się zaraz za łokciem w związku z czym przydarzyło mi się wiele dziwnych, często bardzo zabawnych sytuacji.

Pewnego pięknego, letniego popołudnia miałam do załatwienia kilka spraw na mieście, po drodze do domu wstąpiłam do wspomnianego już sklepu po drobne zakupy. Przede mną w kolejce stała urocza starsza pani, typowa babunia. Jak to zwykle bywa z paniami w przedziale wiekowym 60+, między nią a ekspedientką wywiązała się rozmowa na iście ważne tematy z kategorii kto? z kim? gdzie? i kiedy? Owa rozmowa przeciągnęła się, więc gdy ja już miałam wychodzić ze sklepu, pani babcia z emocjami wypisanymi na twarzy zdawała właśnie raport z życia prywatnego "tej rudej z parteru". Jako że zarówno ja jak i starsza pani miałyśmy dużo zakupów (zwykle tak właśnie się kończą "drobne" zakupy), obie miałyśmy problem z zabraniem wszystkich siatek "na raz".

W pewnym momencie pani babcia z porozumiewawczym uśmiechem na twarzy mówi do mnie:
- Czasem przydałaby się jeszcze jedna ręka prawda?
Na co ja grzecznie:
- Oj tak.
W tym momencie pani starsza zauważyła niekompletność mojej lewej górnej kończyny i z krzykiem: "Ło Jezusie, Maryjo" i oczami wielkości talerzy obiadowych, wybiegła przerażona ze sklepu. Słowo daję, gdyby nie przytaczająca ilość siatek, pobiegłabym za nią i ją uspokoiła :)

#91JIR

Gdy miałam nieco ponad rok byłam z mamą w domu. Moja mama zmęczona całym dniem pracy usnęła... na podłodze. Ja jako małe, umiejące już chodzić dziecko zaczęłam po kolei z każdej szafki, która była w moim zasięgu wyrzucać ubrania. Jako że, jak to bywa z dziećmi szybko znudziła mi się zabawa... ja także usnęłam.

Wyobraźcie sobie teraz minę mojej siostry, która przyszła w nocy z pracy i widzi matkę zamordowaną na podłodze, wyrzucone wszystkie rzeczy, a co najgorsze brak najlepszej, najwspanialszej siostry (leżałam zakopana w ubraniach).

Dopiero po kilku sekundach grozy siostra odkryła, że śpimy i poczuła nieopisaną ulgę.

#as4HN

Zacznę od tego, że mieszkam wyłącznie z bratem, mamą i babcią - mamą mamy. Ojciec olał nas już dawno... Zresztą nawet jak trzymaliśmy kontakt, niewiele go obchodziliśmy. Mieszka ze swoją mamusią (naszą babcią), typową panią z miasta.

Gdy mój brat miał 2 lata, wraz z moją mamą pojechali odwiedzić ojca, no i babcię, których rzadko widział i nie bardzo kojarzył. Po wejściu do mieszkania braciszek stanął jak wryty, natomiast babcia oczekiwała, że rzuci jej się na szyję, bo to przecież ukochana babcia. Ojciec obserwując niechęć mojego brata powiedział:
- Marcinku to jest babcia.
Na co Marcinek odpowiedział:
- Babcię to mam w domu, a to jest pani brzydka paskuda.

Kobiecina sczerwieniała ze złości, a nasza mama dusiła się w środku ze śmiechu.

#qgrgV

Kilka dni temu, w szkole, na zajęciach z psychologiem mieliśmy odpowiedzieć na kilka pytań dotyczących naszego życia. Jednym z nich było: jak oceniasz swoje życie pod względem szczęścia, w skali 1-10. Zaznaczyłam cyfrę 7.
Jakież było oburzenie mojej koleżanki z ławki gdy zobaczyła moją odpowiedź:

- No co ty, głupia jesteś? Masz szczęśliwą rodzinę, zabawnych rodziców, fajną siostrę, przyjaciół, kasę, markowe ubrania, wszystko co tylko chcesz i zaznaczasz 7?
Pomyśl, że inni nie mają dachu nad głową, a ty masz swój własny pokój, nowiutkie tv, laptopa, drukarkę, piękne meble...

Cały jej monolog przemilczałam. Wróciłam myślami do poranka i przypomniało mi się krzywe spojrzenie mojej mamy, kiedy weszłam do kuchni oraz jej słowa:
- Boże, jak ty się spasłaś, wyglądasz teraz jak potwór, a te spodnie to ci zaraz w szwach puszczą, mogłabyś w końcu schudnąć, żebym cię nie musiała po lekarzach wozić.

Leczę się od 9 lat, hormonalnie. Moje tycie spowodowane jest chorobą, a moja mama doskonale o tym wie. Stara się mnie motywować, tyle że nie mówi: kochanie, dasz radę, wyleczysz się, schudniesz, pokażesz wszystkim tym, którzy śmiali się z ciebie w szkole, że jesteś silna.
Mówi: - Wyglądasz jak wieloryb, dziwię się, że twoi koledzy jeszcze cię nie zostawili.

Tak, zaznaczyłam 7. Mam wszystko. Oprócz miłości. Nie takiej jak w filmach, nie z księciem na białym koniu.
Matczynej.

#zXxh1

Zacznę od przedstawienia sytuacji. Nie jestem osobą wierzącą ale moi rodzice, dziadkowie, bracia oraz siostra aż za bardzo. Są to ludzie bardzo wierzący, odmawianie wieczornych zdrowasiek przez dziadków, mama chodzi na ewangelizacje, tata jak usłyszy sprzeciw od młodszych braci gdy muszą iść do kościoła, zaczyna awanturę.

Z dziadkami widuję się do 5 razy w roku. W wakacje jak co rok spędzałem czas z dziadkami. Przyjechałem i jak co niedzielę babcia ciągnie mnie do kościoła. Wygląda to przekomicznie, wydaję się jakby była Bogiem zaślepiona.

Po wysłuchaniu 15-minutowego kazania miałem już dość i odparłem babci, że nie jestem osobą wierzącą i nie zgadzam się z naukami Kościoła. Babcia zbystrzała, odwróciła się na pięcie bez słowa (ona robi to często, gdy jej coś nie pasuje, więc było do normalne).

Przysiadłem do laptopa, założyłem słuchawki i zza moich pleców nagle zaczęło coś kropić. Odwracam się, a tam babcia stoi z wodą święconą i kropidłem. Pokropiła mnie, cały pokój i w tym czasie odmawiała jakąś modlitwę. Po chwili zdziwienia, zachciało mi się śmiać.

#YFAND

Sytuacja dzieję się dzisiaj. Córeczka mojej starszej siostry kończy 2 lata, a więc imprezka. Jej 5-letni synek musiał zostać trochę sam, więc stwierdziłam, że zabiorę go do mnie, a moja siostra zajmie się nim przez chwilkę. Wzięłam sukienkę, upięłam koka i przygotowałam kosmetyki. Zrobiłam już brwi jeszcze tylko rzęsy i usta. Otworzyłam drzwi gdyby kuzynka przyszła po syna. Wtenczas do łazienki wchodzi mały Krzyś i mówi do mnie poważnym tonem:

- Ej, Ola co robisz?
- Maluję się, a coś się stało?
- Nie nic, a po co się malujesz ?
- Żeby ładnie wyglądać.
- Ale ty już ładnie wyglądasz i nie musisz się malować. Kocham cie taką jaka jesteś, a nie umalowaną.

Po tych słowach zmyłam makijaż i tylko poprawiłam lekko brwi. Byłam w szoku i opowiedziałam wszystko kuzynce. Kocham mojego chrześniaka, ale nigdy nie rozmawiał ze mną często, bo się wstydził, a mimo to wyznał co czuje.

#2jifz

Od około pół roku żyłam z przekonaniem, że mój telefon jest zepsuty, z powodu takiego, iż nie słyszałam kiedy ktoś do mnie dzwonił.

Dzisiaj przypadkiem natknęłam się na to, że w ustawieniach mam zapisane w dźwiękach sygnału jako ŻADEN.

Ja i technologia - to się nie kalkuluje.

#HLxai

Kiedy byłam mała (wiek około 8/7 lat), trafiłam do szpitala z powodu odwodnienia. Obok mnie do sali trafił chłopak w moim wieku. Nie dogadywaliśmy się, kłótnie były o wszystko. Z natury nie jestem złośnicą. Właśnie dlatego zapadł mi w pamięć. Wiadomo, wyleczona wyszłam ze szpitala i o chłopaku starałam się zapomnieć.

Minęło 10 lat. Poszłam na imprezę, tańczyłam z jakimś fajnym chłopakiem. Zapytałam o imię i nazwisko i wspomnienia wróciły... Tak, to był chłopak ze szpitala. Dziś jesteśmy dwa lata po ślubie i mamy małą pociechę - Łucję.

#z2Ri2

Może zacznę od tego, że jestem młoda, przeciętnej urody, mam kochającego, męża, dobrą pracę. Teściowie przyjaźnią się z moimi rodzicami. Cud miód malina, pewnie nie jeden myśli "ale fajnie".
No właśnie nie.

Pół roku temu dowiedziałam się, że nie mam co liczyć na zajście w ciążę metodami naturalnymi. Nie wiem dlaczego dokładnie, nie znam terminów lekarskich, ale z tego co zrozumiałam, to mój organizm samodzielnie nie donosi ciąży.
Najpierw płacz, szok, pretensje do całego świata. Teraz lepiej, ale pytanie "co powiedzieć rodzicom, którzy czekają na upragnionego wnuka?"

Zbieraliśmy się z mężem długo aby ich powiadomić o tym fakcie, jednak w końcu się przemogliśmy i podczas jednego z niedzielnych obiadów, powiedzieliśmy jak jest.
Z początku myślałam, że cisza która zapadła przy stole, to efekt szoku, jednak od tamtej pory nikt się do mnie nie odezwał, a minęły prawie dwa miesiące. Moja teściowa, która zawsze wydawała mi się miła i tolerancyjna, olała mnie, i jak kiedyś dzwoniła prawie codziennie, teraz nawet nie wyśle SMS-a. Podobnie moja mama. Jednak nie to boli mnie najbardziej.
Wczoraj dowiedziałam się, że moja mama wraz z mamą mojego męża spotkały się z nim i namawiały go żeby się że mną rozwiódł bo "co to za żona skoro ci nie urodzi dziecka?"

Mąż mi o wszystkim powiedział i uznał, że ma gdzieś to czy będziemy mieli dzieci czy nie, i tak mnie kocha, a to co mówi jego mama wraz z moją, to nawet na komentarz nie zasługuje. Powiedział, że na razie nie będzie się starał nawiązać z nimi kontaktu i odczeka jakiś czas z rozmową.

Ja uznałam za to, że jak mam mieć takich rodziców, to wolę żyć sama bez nich.
Piszę to nie po to żeby się wyżalić, ale żeby pokazać jak to ludzie potrafią być okrutni, nawet ci najbliżsi.

#4BcXF

Zacznę może od tego, że mam dziewczynę. Nazwijmy ją Ania. Ania niedawno zgodziła się na "pierwszy raz" ze mną. Nic niezwykłego, co nie?

Podczas oralnych przyjemności zesikała mi się na twarz. Wiem, że to nie była jej wina, że to prawdopodobnie stres związany z tym, że robi to po raz pierwszy, dlatego od razu jej wybaczyłem (po dokładnym wymyciu twarzy oczywiście).
Kiedy następnego dnia spotkałem się z nią u niej w domu, była na mnie obrażona, ponieważ rzekomo to przez mnie zrobiła to, co zrobiła. Kiedy próbowałem jej wytłumaczyć, że nie miałem z tym nic wspólnego, zerwała ze mną.

Jestem chyba pierwszym przypadkiem chłopaka, który stracił dziewczynę przez to, że nasikała mu ona na twarz...
Dodaj anonimowe wyznanie