Parę lat temu złamałem rękę. Najpierw stwierdzono złamanie w wyrostku łokciowym. Za jakiś czas inny lekarz dołożył do tego jeszcze pęknięty kłykieć. Ponosiłem więc sobie trochę czasu gips.
Kiedy po pewnym czasie jechałem na jego zdjęcie, zostało wykonane kolejne prześwietlenie. Doktorka spoglądając na nie stwierdziła "że przecież tutaj nie ma żadnego złamania". Wytłumaczyłem więc, że było ono trochę ponad miesiąc temu, a dzisiaj liczę na zdjęcie gipsu.
Zaczęliśmy się śmiać z całej sytuacji. Normalnie tak się śmiałem, że jakimś sposobem złamałem palca uderzając o stół...
Na początek kilka faktów, które mogą się przydać:
• Mam wadę serca
• Mieszkam na niespecjalnym osiedlu (wszędzie pijący i dilerzy)
• Niedaleko mojego domu są dwa cmentarze - zwykły i wojskowy - przedzielone tylko cienkim murem.
Przechodząc do historii. Kilka dni temu wracałam późnym wieczorem do domu. Żeby sobie skrócić drogę, postanowiłam pójść przez skrót, który prowadzi przez obydwa cmentarze. Przejście to jest mało znane ze względu na to, iż trzeba wiedzieć gdzie i za którym grobem jest dziura w murze.
Będąc na zwykłym cmentarzu zobaczyłam spodnie i męską koszulę leżące na ziemi. Moje serce dało się we znaki, więc prawie zawał na miejscu. Zaczęłam biec. Wbiegłam na wojskowy i lecę aleją, która jest po obu stronach gęsto zarośnięta drzewami. W końcu wybiegam przez bramę, a tam przerażeni panowie (akurat coś robili przy drodze) patrzą na mnie z nie mniejszym zawałem. Dopiero w domu uświadomiłam sobie jak to wyglądało. Młoda, przerażona dziewczyna, ubrana w zgniłozielone ciuchy, po zmroku wybiega z cmentarza wojskowego, wcześniej do niego nie wchodząc.
Tak że ten, pozdrawiam panów :)
Historia o tym jak dostałam metkę wyrachowanej s*ki bez uczuć.
Na początku liceum, poznałam przypadkowo Tomka. Chodził do równoległej klasy i zobaczył mnie na korytarzu, gdy wypadły mi książki. Pomógł mi, przedstawił się i jeszcze tego samego dnia napisał do mnie na fejsie. Tak zaczęła się nasza znajomość, która później przerodziła się w coś więcej.
Tomek był idealny, Dobrze wychowany, bardzo zabawny, mądry, troskliwy a do tego z pasją - kochał koszykówkę nad życie, mówił, że jest to jego dziewczyna nr 2. Spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwilę, nawet w dni szkolne - razem wtuleni uczyliśmy się na sprawdziany.
Starałam się chodzić na wszystkie jego mecze i kibicować mu z całego serca.Wiedziałam, że to dla niego ważne, imponował mi tym, tak samo moim rodzicom i znajomym. Nawet nauczyciele uważali, że do siebie pasujemy i zawsze serdecznie się do nas uśmiechali.
Pewnego dnia którego prawdopodobnie nigdy nie zapomnę, zadzwoniła do mnie jego zapłakana mama. Z trudem powiedziała mi, że Tomek miał wypadek. Jest w bardzo ciężkim stanie i nie wiadomo czy przeżyje. Mój świat się zawalił..
Po tygodniach strachu i rozpaczy, stan Tomka się znacznie poprawił i w końcu się wybudził... sparaliżowany od pasa w dół.
Tomek, największy optymista zmienił się w wiecznie smutnego chłopaka. Nie mógł grać, biegać, chodzić.. Moi rodzice sugerowali mi, abym go zostawiła, ale ja kochalam zbyt mocno.. To on zaczął mnie odtrącać. Przestał mówić mi, że mnie kocha, za to ciągle się nad sobą użalał, wyżywał się na mnie, czasami w ogóle się nie odzywał. Rozumiałam go, starałam się być cierpliwa. Kosztowało mnie to moje zdrowie (anemia, bulimia) ale nie chciałam go zostawiać. Ciągle żyłam nadzieją, że Tomek pogodzi się z tym wszystkim, że pewnego dnia będzie jak dawniej..
Niestety pomyliłam się. Było coraz gorzej, nie mówił nic innego oprócz tego, że jest beznadziejny, nienawidzi świata i stracił wszystko co kochał.. Nigdy nie zapomnę tego, jak bardzo zraniły mnie te słowa, poczułam się jakbym w ogóle się dla niego nie liczyła.
Pół roku temu uświadomiłam sobie, że Tomek nie jest tą samą osobą, którą pokochałam. Że czas w końcu pomyśleć o sobie i zawalczyć o swoje zdrowie. Miałam dosyć tego, że mnie nie docenia, że traktuje mnie jak śmiecia.. Skończyłam nasz związek. Powiedział tylko, że rozumie, bo z taki kaleka jak on na nic nie zasługuje.
Wieść o tym, że się rozstaliśmy szybko doszła do wszystkich. Nikt nie zna tej historii z mojej perspektywy, nikt oprócz moich bliskich nie wie o mojej zrujnowanej psychice.. Znajomi nie chcą mnie znać, mówią, że nie spodziewali się tego po mnie. Każdy ma mnie za pustą lale, która zostawiła chłopaka tylko dlatego, że jeździ na wózku.
To nie wózek był problemem - problemem było jego użalanie się nad sobą i odtrącanie mnie i mojej pomocy.
Od kilku ładnych miesięcy podkochuję się w koledze z klasy. Nigdy się go nie pytałam o związki, stroiłam się dla niego, zagadywałam i słuchałam co ma do powiedzenia. Kiedy zaprosił mnie na kawę, byłam cała w skowronkach. Świetnie się dogadujemy, a ja jak typowa kobieta w głowie już ułożyłam sobie scenariusz pogodnego życia oraz na starość dwóch bujanych foteli koło siebie.
Dzień Kobiet, tylko mnie kupił prezent, byłam w siódmym niebie kiedy otwierałam szczelnie zamknięte drobiazgi jakie miały mi się spodobać. I faktycznie, uderzył w dychę z moim gustem. Przełamałam się i rzuciłam mu się w ramiona, odwzajemnił i mój uścisk i pocałunek w policzek. A potem słowa:
- Cieszę się, że ci się podoba. Moja dziewczyna wybierała dla ciebie.
I w tym momencie usłyszałam, jak mi serce pęka...
Sytuacja z dzisiaj. Teraz już bezpieczna w domu nie wierzę w absurdalność i abstrakcyjność sytuacji. Dodatkowo to dowód na to, że ktoś nade mną czuwa.
Dzisiejszego dnia zepsuł mi się zamek w plecaku, dzięki czemu przez cały dzisiejszy dzień był rozpięty - to będzie ważne w dalszej części opowieści.
Zacznę od tego, że jestem harcerką. Miałyśmy zbiórkę. Drużynowa zostawiła nam kartkę w miejscu, z którego zaczęłyśmy, która miała naprowadzić nas na miejsce, do którego miałyśmy dotrzeć. Był to krąg ogniskowy przy lesie. Rozpaliłyśmy ognisko i zaczęłyśmy zbiórkę. Minęło może 30 minut do momentu, w którym w sporej odległości od nas poruszało się stado jeleni. Jako jedyna miałam aparat, dziewczyny mnie poganiały, abym zdążyła zrobić zdjęcie, więc zaczęłam cykać jak popadnie.
Jeden z jeleni był bardzo zainteresowany naszym towarzystwem i zaczął iść w naszą stronę. Przekonane, że za chwilę zawróci, nic nie zrobiłyśmy. Przeliczyłyśmy się jednak. Ogromne zwierzę z wielkim porożem zbliżyło się do mojej przyjaciółki, ta przestraszyła się i natychmiast odsunęła. Mój plecak został. Nie wiem, co takiego jeleń wywąchał, ale praktycznie włożył pyszczek do plecaka. Podnosząc się, zahaczył o niego porożem. Zaczął wierzgać, dziewczyny próbowały ściągnąć mu plecak, ale zaczął nas atakować. Z racji, że plecak był otwarty, wytrzepał wszystkie moje rzeczy prócz portfela. Drużynowa próbowała dodzwonić się do TPN-u, ale nikt nie odbierał. Zadzwoniła pod 112, przekierowali nas na policję. No jak mogła zareagować policja słysząc: "Jesteśmy w xxx, jeleń zabrał nam plecak i dodatkowo nas atakuje"? Padło pytanie, czy nie piłyśmy dodatkowo z nim kawy :D
Policja się pojawiła, jeleń nam zwiał z moim plecakiem, a historię będziemy opowiadać na każdym obozie :D
Ja zostałam bez plecaka, portfela i biletu miesięcznego. Ciekawe, jak kierowca zareaguje, kiedy mu powiem, że biletu brak, bo jeleń go zwinął ;)
Ale i tak dobrze, że przynajmniej nic się nikomu nie stało :)
Wybaczcie, ale tym razem nie będzie ani zabawnie, ani romantycznie
Są ludzie, którzy nad swoje dobro przekładają bezpieczeństwo i troskę innych. Często ich losy są tragiczne, lub rozpaczliwie smutne. Często płacą swoim zdrowiem i życiem za nas, naszą wolność i bezpieczeństwo. Mówię o żołnierzach zawodowych.
Często zdradzani i opuszczani przez żony, rozczarowane ich nieobecnością w domu. Często praktycznie nie znają swoich dzieci, które widują kilka razy w roku. Często kończą okaleczeni, bez pieniędzy i szansy na podjęcie jakiejkolwiek dobrze płatnej pracy.
Dzisiaj dowiedziałem się że mój przyjaciel, po powrocie z Afganistanu, powiesił się. Za jego nieobecności kobieta, którą kochał nad życie uciekła do innego, zabierając ze sobą dom, pieniądze które zarobił i dzieci.
Chciałbym przekazać wszystkim tym, którzy w ten sposób służą naszej ojczyźnie: jesteśmy z was dumni i dziękujemy wam za całe wasze poświęcenie dla nas i dla kraju
W prima aprilis chciałam wkręcić chłopaka w ciążę.
Kupiłam test ciążowy z zamiarem dorysowania kresek.
Okazało się, że nie musiałam go wkręcać.
Naprawdę jestem w ciąży.
Ostatnio leżałam z moim chłopakiem i poprosił mnie, żebym w jego telefonie zapisała mu coś w kalendarzu (słabą ma pamięć, więc zapisuje sobie wszystko). Przez przypadek zobaczyłam, że dnia, którego miałam dostać okres zapisał sobie "duża czekolada z orzechami i podwojona dawka przytulasów".
Dodam jeszcze, że to typowy dres, który zakłada normalne spodnie od święta.
Naprawdę nie oceniajmy ludzi po ubiorze, nawet takie zwykłe dresy czasem mają więcej uczuć niż ludzie w jeansach :)
W wieku 6 lat poznałam pewnego chłopaka, którego bardzo polubiłam. Często bawiliśmy się razem i spędzaliśmy ze sobą naprawdę dużo czasu, czuliśmy się dobrze w swoim towarzystwie, dlatego nie posiadaliśmy się ze szczęścia, kiedy rodzice wysłali nas do tej samej podstawówki.
Wiadomo, że małe dzieci dokuczają niemiłosiernie, dlatego kiedy tylko próbowaliśmy zamienić ze sobą w szkole słowo, zaczynały się durne komentarze w stylu "O, patrzcie, żona Daniela" (imię oczywiście zmienione), "Kiedy ślub?" itd. Byliśmy bardzo wrażliwymi, nieśmiałymi dziećmi, więc stopniowo oddalaliśmy się od siebie, by uniknąć stresujących komentarzy rówieśników. Po 2. klasie byliśmy już dla siebie całkowicie obcymi ludźmi.
Trafiliśmy do tego samego gimnazjum, a ja zaczęłam tęsknić za czasami, kiedy byliśmy sobie tak bliscy, coraz częściej myślałam o Danielu i ukradkiem obserwowałam go na przerwach. Przeżyłam załamanie nerwowe, kiedy w wieku 14 lat zaczął chodzić z moją przyjaciółką i zdałam sobie sprawę, że jestem w nim zakochana po uszy. Daniel nie zauważał mojego istnienia, jego każda rozmowa z inną dziewczyną doprowadzała mnie do płaczu przez całe gimnazjum. Byłam nieszczęśliwa, czułam się brzydką, nudną kupą, na którą nikt nie zwraca uwagi.
Jakimś cudem trafiliśmy do tego samego liceum, do tej samej klasy. Moje samopoczucie poprawiło się - zaczęłam cieszyć się z życia, doceniać swój wygląd, pokochałam wakacyjnych przyjaciół poznanych we Włoszech. Przestałam zwracać uwagę na Daniela, choć na zawsze pozostał bliski mojemu sercu, mimo że nie byłam już w nim zakochana. Zaistniałam w towarzystwie, wszystko zaczęło się układać.
Wszystko potoczyło się szybko i niespodziewanie. Pewnego dnia po prostu do mnie zagadał, pośmialiśmy się trochę z nauczycielki, której bardzo nie lubiliśmy. Potem on dosiadał się do mnie na każdej przerwie, rozbawiał mnie, śmieszyły nas takie same rzeczy, więc nawzajem doprowadzaliśmy się do takiego stanu, że płakaliśmy ze śmiechu i nie mogliśmy zaczerpnąć tchu.
Nie, nie jesteśmy rok po ślubie, nie oczekujemy narodzin naszego dziecka. Mam cudownego partnera, a on jest ze śliczną studentką prawa. Nigdy się w sobie nie zakochaliśmy, kiedyś, na imprezie zakrapianej alkoholem, opowiedziałam mu o mojej dawnej miłości do niego. Mamy 27 lat, a nadal nie wyobrażamy sobie życia bez siebie - jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi na dobre i na złe, Daniel jest jedyną osobą, której mogę się zwierzyć absolutnie ze wszystkiego.
Czy mogłam liczyć na coś lepszego?
Sprawa miała miejsce w Radomiu. Po siłowni postanowiłam zajrzeć na chwilę do Tesco po owoce. Chodzę między półkami, gdy nagle słyszę:
- Proszę natychmiast iść do kasy albo opuścić sklep, tak Pani śmierdzi, że ludzie uciekają!
I patrzę, a tu idzie zgarbiona, bezdomna staruszka wolnym krokiem, a za nią druga Pani z odświeżaczem. Wiadomo, nieprzyjemny zapach był, ale żeby kogoś wyrzucać? Robić takie cyrki? Babcina mówi, że jeszcze tylko pieczywo, ale kolejna osoba zagrodziła jej przejście. Niewiele myśląc podeszłam do bezdomnej, powiedziałam, żeby natychmiast opuściła sklep a zakupy zrobię jej ja. I tak się stało. Kupiłam tylko kilka bułek, mleko i pasztet, zajęło mi to moment. Przy kasie pokłóciłam się z tymi "mądrymi" Paniami, usłyszałam, że jestem głupią małolatą i sama też mogę tu więcej nie przychodzić.
Wróciłam do domu załamana, jakimi ludzie potrafią być potworami dla innych. Brak szacunku bo ktoś ma gorzej? Obyście się same, drogie Panie z Tesco znalazły kiedyś w takiej sytuacji.
Dodaj anonimowe wyznanie