#b7UiD

Historia miała miejsce, jak miałam około 9 lat.
Leżałam na sofie i postanowiłam zgasić lampę wiszącą na ścianie. Sięgnęłam do przycisku na kablu, ale niestety przez przypadek zahaczyłam ręką o przewód i lampa spadła mi prosto na twarz. Poczułam ból, pieczenie i coś mokrego na twarzy. Zaczęłam krzyczeć, bo bałam się, że jak otworzę oczy, to dostanie mi się szkło do oka.
W tym czasie moja mama wbiegła do pokoju, zaczęła mną szarpać i krzyczeć na mnie, że zbiłam jej lampę. Wyszarpnęłam się z jej rąk i pobiegłam do łazienki, żeby spojrzeć w lustro. Twarz cała we krwi, kilka rozcięć, w tym jedno prawie na powiece, a zza drzwi słychać wyzwiska.
Nie ma to jak matczyna miłość.

#jBhO2

Na pewno każdy z was zna akcję Szlachetna Paczka. Od kilku lat słyszałam o tym, jak inni przygotowują paczki w szkołach, domach, zakładach pracy, lecz nigdy nie brałam w tym udziału.

Mam 19 lat. Pochodzę z dość zamożnej rodziny, nigdy niczego mi nie brakowało. Nigdy nie słyszałam, by moi rodzice rwali się do pomocy innym, brali udział w akcjach charytatywnych. Przywykłam do tego i sama nie czułam potrzeby pomagania biedniejszym. Aż do czasu...

Pewnego dnia w grudniu minionego roku, 3 dni przed zakończeniem akcji Szlachetnej Paczki wpadłam na pomysł, by wejść na ich stronę internetową, poczytać o tym, jak to działa. Wpadłam na opisy potrzebujących rodzin, gdzie podana była ilość domowników, wysokość dochodów, wymienione potrzeby, które każda z rodzin chce mieć zapewnione. Pękło mi serce czytając o rodzinach, które żyją miesięcznie za taką kwotę, którą ja ot tak wydawałam na swoje zachcianki. W szczególności przejęłam się losami samotnej matki z kilkuletnim synkiem, która ledwo wiąże koniec z końcem, a bardzo chciałaby zapewnić dziecku szczęśliwe dzieciństwo. Kilka godzin wręcz błagałam rodziców o to, byśmy zrobili im paczkę. W końcu zwycięstwo-zgodzili się!

Przez całe trzy dni jeździłam po sklepach, za odłożone na wakacje pieniądze kupiłam rodzince masę ubrań, zabawek, jedzenia. Zbierałam od znajomych niepotrzebne ubrania, ręczniki czy inne rzeczy. Pakowałam 12 pudeł przez dwie noce. Moi rodzice pomogli mi dokupić zapasy żywności, środków czystości. Nigdy w życiu nie czułam się tak fantastycznie. W momencie odwożenia paczki do magazynu, skąd miała trafić do rodziny, popłakałam się ze szczęścia.

Dyplom z podziękowaniami za udział w Szlachetnej Paczki wisi u mnie w pokoju na honorowym miejscu. Tydzień po akcji dostałam pocztą laurkę od 4-letniego Kacpra, narysowaną pierwszymi w życiu otrzymanymi kredkami.
Pamiętajcie, warto pomagać! Emocje i duma z samego siebie są nie do opisania! :)

#xWEtT

Mam 9-letnią chrześnicę, którą po prostu uwielbiam. Jest grzeczna,dobrze się uczy, opiekuje się młodszym bratem i wszystkimi zwierzakami,ma dobre serce... Ale jak to wiele dzieci w jej wieku, jest bardzo spostrzegawcza i czasem pyskata.

Ostatnio, kiedy się wygłupiałyśmy przebrane za księżniczki z bajek, zapytałam się czy pożyczy mi koronę na jutro do pracy. Ona tak chwilę popatrzyła na mnie uniesionymi brwiami i odpowiedziała:
- Jak chcesz zrobić z siebie pośmiewisko to bardzo proszę, ale ja ciebie później nie będę utrzymywać jak szef cię wyrzuci z pracy.
 
Do tej pory jestem w szoku...

#a6LCJ

Wiele razy czytałam tutaj o tym, jak sny przepowiadały niektórym przyszłość. Moja historia też jest podobna i dla wielu może być niewiarygodna.

Miało to miejsce ok 7 lat temu, gdy miałam 14 lat. Moja babcia w wieku 80 lat zaczęła chorować (zwykła bakteria w moczu - ot nic wielkiego według lekarza rodzinnego). Od tego czasu co noc miałam ten sam sen: (Mieszkam na wsi i droga do mojego domu prowadzi przez most i z górki jedzie się w dół). Wracam do domu tą drogą i nagle zaczyna jechać za mną samochód - niby nic, ale zaczynam się go bać. Z całych sił ile mam w nogach biegnę do domu, nagle samochód się zatrzymuje wysiada z niego mężczyzna (twarzy nie widać), a ja budzę się przerażona i zlana potem, zawsze dokładnie co do minuty o tej samej godzinie 23:39. Opowiedziałam o tym śnie mamie ale i tak obie nie przejęłyśmy się tym.

Trwało to ok. miesiąca, w międzyczasie stan babci się pogorszył i wylądowała w szpitalu z odwodnienia, bo ta niby zwykła bakteria zaatakowała cały organizm i niestety lekarze nie mogli nic na to poradzić. Babcia z dnia na dzień była coraz słabsza.
Sen jak zwykle co noc niby ten sam - wracam do domu, jedzie za mną ten sam samochód, ja biegnę do domu samochód się zatrzymuje, wysiada z niego mężczyzna i okazuje się, że tym mężczyzną jest mój nieżyjący już dziadek, który się do mnie uśmiecha i mówi że przyjechał po babcię i na tym sen się kończy. A ja jak zwykle obudziłam się o 23:39, lecz nie ze strachem, ale z dziwnym uczuciem pustki i zaczęłam płakać.

Kilka minut później zadzwonili do mamy ze szpitala, że babcia zmarła o godzinie 23:39. Czułam się z tym dziwnie i aż ciarki mi wtedy przeszły.
Kilka dni po pogrzebie przyśniła mi się babcia z dziadkiem, byli uśmiechnięci i zadowoleni. Nigdy więcej ten sen się nie przyśnił.

Ostatnio opowiedziałam to na spotkaniu rodzinnym. Jakież było moje i kuzyna zdziwienie, bo jemu też śnił się ten sam sen. TO BYŁO DZIWNE, a rodzina żartuje sobie z nas, że umiemy "rozmawiać z duchami".

#ygg6H

Chodzę do liceum, moja klasa jako jedyna ma na podstawie język włoski z bardzo wredną babą (delikatnie to ujmując). Rozszerzenia możemy wybierać sami niezależnie od profilu klasy, w związku z czym wywiązała się pomiędzy mną a kolegą (nie znaliśmy się, ale jako osoba przyjacielska chętnie zagadałam) z równoległej klasy rozmowa:

Ja: - Co bierzesz na rozszerzenie?
On: - Polski, matmę i włoski...
(Tu mu przerwałam, chcąc go uratować od tego samobójstwa).
Ja: - Z tą suką?!
On: - Z mamą...

Więcej nie rozmawialiśmy...

#2ALKG

Miałam 16 lat gdy poznałam Tomka, przystojnego i bardzo inteligentnego chłopaka. Od razu miedzy nami zaiskrzyło, jednak żadne z nas nie zrobiło żadnego kroku i tak tkwiliśmy we friendzonie. Raz on kogoś miał, raz ja, jednak potajemnie liczyłam, ze w końcu coś się miedzy nami zadzieje.

Gdy miałam 18 lat, Tomek poznał Anię, śliczną dziewczynę, która wprowadziła się do naszego miasta. Podejrzewałam, że będzie to przejściowy związek, tak jak zawsze, jednak bardzo się pomyliłam. Byli ze sobą rok, po czym ona wyjechała na rok do USA. W międzyczasie postanowiłam, ze jeśli tylko się rozstaną, odważę się i wyznam mu, co do niego czuję. Tomek bardzo tęsknił, widać, że cierpiał, a ja cały czas przy nim trwałam. Po roku rozłąki dostał wiadomość od Ani, że nie wraca. Załamał się, nie chciał nigdzie wychodzić, a ja uznałam, że to moja szansa.

Po kilku miesiącach zaczęłam podchody i... Udało się! Zostaliśmy parą :) Gdy byliśmy ze sobą około miesiąc, wypiliśmy za dużo ze znajomymi i jeden z nich zadał Tomkowi pytanie: Gdyby Ania napisała teraz, że zostawia wszystko i wraca, wybaczyłbyś jej? Bez chwili wahania odpowiedział: Tak. Serce mi pękło na pół, jednak trwałam przy nim dalej, myśl, że mogłoby go zabraknąć, była nieznośna.

Dziś mamy po 22 lata i wczoraj zajrzałam do naszego wspólnego komputera. Tomek nie wylogował się z Facebooka i zobaczyłam tam coś, co sprawiło, że ponownie pękło mi serce. Ania wraca.

#GNodt

Liceum.

Lekcja rzeźby. Pracowaliśmy wraz z grupą, używaliśmy m.in. terpentyny przy odlewach naszych rzeźb. Po chwili strasznie przyspieszyło mi tętno, zrobiłam się czerwona i było mi słabo. Poprosiłam nauczycielkę, czy mogę wyjść się dotlenić na zewnątrz. Zgodziła się.

Tam spotkałam swoje znajome, które powiedziały, że naprawdę źle wyglądam i lepiej będzie, jak pójdę do jednej z nich do pokoju w internacie i się położę (droga na stancję zajęłaby mi godzinę), a one przyniosą mi rzeczy. Zgodziłam się.
Tak więc udałam się do internatu, tam zauważyła mnie opiekunka i powiedziała, że zabierze mnie do lekarza, bo źle wyglądam. Tak więc pojechałyśmy.

Lekarka mnie przebadała, powiedziała, że nic tu nie widzi. Zaleciła położyć się i odpocząć, bo nie ma sensu jechać do szpitala. No to wracamy.
Wysiadam z samochodu, opiekunka mówi do mnie, żebym się przeszła z nią do Pani wicedyrektor, bo ona nie może mnie wziąć pod swoją opiekę do internatu podczas, gdy jeszcze mam lekcje, bez zwolnienia. No ok. Pani wyszła z sali, spojrzały tylko na siebie i wicedyrektorka zaprowadziła mnie na górę budynku. Uginały się pode mną nogi, myślałam, że zaraz zemdleję, tak źle się czułam. Zaprowadziła mnie do szkolnej pedagog. Myślę sobie - super, tamta Pani jest z miasta w którym mieszkałam i akurat kończy pracę, to może mnie podwiezie. Myliłam się.

Zapukałam, weszłyśmy. Usłyszałam tylko "siadaj" i wskazanie palcem na fotel.
Usiadłam, one na krzesełkach przede mną i pytanie: "Co brałaś?"
Ja w szoku, zaczęłam się śmiać, że nic. Jednak po chwili zauważyłam, że jednak pytają na poważnie, więc zaczęłam im tłumaczyć już z pełną powagą, że jestem czysta.
No cóż, trwało to kilka godzin, do przyjazdu rodziców (nie byłam jeszcze wtedy pełnoletnia). Nie będę opowiadać dokładnie co się wtedy działo, ale możecie sobie wyobrazić jak to jest słuchać przez KILKA GODZIN określenia typu "ćpun", pytań "co brałaś?" lub straszenia policją (o którą sama prosiłam, bo nie byłam w stanie nawet wyjąć telefonu, żeby zadzwonić).
W pewnym momencie poprosiłam o możliwość położenia się, bo naprawdę źle się czułam, ale nie wyraziły zgody i odpowiedziały "jakbyś nie ćpała, to byś się dobrze czuła, a teraz się męcz".

Teraz już krócej. Przyjechali rodzice, zabrali mnie do szpitala. Tam zrobili mi wszystkie narkotesty i inne badania (podejrzewali, że jestem pod wpływem tabletki gwałtu, bo tylko na to wskazywało moje zachowanie). Dodatkowo, moje źrenice nie były jednakowe - jedna normalna, druga - rozszerzona, niereagująca na światło. Badania wszystkie czyste.

Więc czemu się tak czułam?
Okazało się, że mam uczulenie na terpentynę, której używaliśmy na rzeźbie.

#TWb14

Pewnego dnia, gdy jechałem krakowską komunikacją miejską do domu, do autobusu wsiadła jeszcze nie aż tak stara pani - typowy "moherowy beret". Wiadomo - godzina 15, w autobusie miejsca brak.
Pani, jak się łatwo domyślić, zaczęła wyklinać młodych ludzi, że tylko by siedzieli w tych autobusach. Wszyscy mocno już poirytowani, aż nagle wstaje młody punk i mówi:
- Siadaj... stara.
Pani była w mocnym szoku (tak jak cały autobus), ale usiadła :)

#y3aTw

Wraz z chłopakiem wybraliśmy się autobusem za miasto. Pojazd był wypełniony po brzegi, jak żołądek po wybornym kebabie. Jako, że zajęliśmy miejsca na samym tyle, mieliśmy dość dobry widok na pasażerów.

Ucinamy sobie pogawędkę, gdy nagle mężczyzna stojący niedaleko nas zaczyna przedzierać się do przodu, jakby od tego zależało jego życie. Jego gwałtowne ruchy i próba popychania tłumu, przeplatają się z przerażonymi spojrzeniami przez szybę. Dojeżdżamy do przystanku, a facet wciąż próbuje uciec na przód autobusu, jakby tylko on wiedział o nadchodzącej apokalipsie. Niestety, ludzie jak na złość ani drgną, a kiedy już bus zaczyna się zatrzymywać i z sykiem otwierać drzwi, twarz kolesia wyraża kompletną rezygnację.

Wraz z chłopakiem zastanawiamy się, o co chodzi. Może facet dojrzał kanara i jedzie bez biletu, dlatego chce jak najszybciej wysiąść.
Tuż po otwarciu drzwi naszym oczom ukazuje się ona - jej blask oślepia tak, że nawet kierowca autobusu zapomniał wstać i klaskać. Kobieta (?) obszerna tak, że łatwiej byłoby ją przeskoczyć niż obejść, wypachniona jak babcie na zlocie studentów trzeciego wieku i obwieszona złotem jak boss osiedlowej mafii, z cienkimi, pomalowanymi (węglem?) brwiami, fioletowymi plamami cieni do powiek i krwistoczerwoną szminką na ustach (krzyk mody sprzed 40tu lat).

Zdążyliśmy jeszcze dojrzeć spojrzenie gościa, który wyglądał jakby zobaczył Bukę (co niedalekie było od prawdy), zanim kobieta chwyciła go tłustą, suto ozdobioną złotymi pierścionkami dłonią za kołnierz i wykrzyknęła piskliwym głosem "Andrzejku, cóż za wspaniałe spotkanie! Tyle lat! Nic się nie zmieniłeś, nadal tak samo przystojny! Chodź, niech cię uściskam!"

Zrezygnowany Andrzej nie mając już możliwości ucieczki, był jak Leia w uścisku Jabby. A ona, gdyby tylko mogła, pewnie trzymałaby swoją zdobycz aż do końca podróży.
Każdy dzień jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz, na kogo trafisz...
Dodaj anonimowe wyznanie