Zawsze byłam wrażliwa osobą, miałam wielu przyjaciół i byłam lubiana. Nie wszyscy z naszej klasy w podstawówce tak mieli - jedna koleżanka była odtrącona, nazwijmy ja Asia. Więc Asia w maju obchodziła 9 urodziny, a że był zwyczaj robienia super imprezy urodzinowej, zaprosiła cała klasę na przyjęcie.
Sama nie była często zapraszana na takie wydarzenia. Stwierdziłam, że wolę pojechać do babci w ten dzień, bo z koleżanką nie miałyśmy jakiegoś dobrego kontaktu. Więc jedziemy cała rodzina do babci, godzina przyjęcia się nadeszła, mijamy dom Asi a ona stoi i wypatruje gości. Coś mnie złapało za serce, przecież ktoś już powinien być. I powiedziałam mamie ze chce iść na te urodziny, by nie było jej przykro. Pojechaliśmy po misia i czekoladę.
Gdy dotarłam do Asi, była bardzo szczęśliwa, a stół był zastawiony ciastami i słodyczami. Świetnie się bawiliśmy, pomyśleć tylko co mogłaby poczuć, gdyby na jej urodziny spośród 17 osób z klasy nie przyszedł nikt. Bo tak byłoby gdybym i ja się na to nie zdecydowała. Nadal jestem z siebie dumna. Dodam że teraz studiuje i chyba jako jedyna mam jako taki kontakt z Asią.
Cała sytuacja miała miejsce kilka miesięcy temu.
Moje przyjaciółki bardzo chciały jechać na imprezę ale nie miały kierowcy, jako że nie przepadam za alkoholem zgodziłam się jechać z nimi. Jakoś po północy dziewczyny poszły do toalety, gdzie wsiąkły na dobre, korzystając z chwili odpoczynku poszłam do baru napić się soku.
Po jakimś czasie podszedł do mnie obcy facet i zaczął mnie zagadywać, nie miałam ochoty zawierać nowych znajomości i jak najszybciej go spławiłam. Stwierdziłam że najlepiej będzie jeśli szybko dopiję napój i się ulotnię zanim kolejny facet się do mnie przyczepi. Jak pomyślałam tak zrobiłam.
Po pewnym czasie poczułam się słabo, myślę sobie "w klubie gorąco, to pewnie dlatego" i poszłam do baru po szklankę wody. Następną rzeczą jaką pamiętam jest to że obudziłam się na zapleczu.
Jak się później okazało, ktoś wrzucił mi tabletkę gwałtu do soku. Barman, który kilkadziesiąt minut wcześniej podwał mi sok, zauważył że coś jest nie tak i zabrał mnie na zaplecze.
Nigdy więcej nie pojawiłam się w tym klubie. A owego Barmana już nigdy nie zobaczyłam.
Mam okno z wejściem na dość niski dach. Pewnego dnia zauważyłem biegającego kotka, zacząłem dawać mu jedzenie i tak sobie oswajać. Dzisiaj wchodzę do domu po pracy, otworzyłem okno i poszedłem do kuchni zrobić coś do jedzenia,. Wracam a w pokoju mam 4 koty :D
Wczoraj niefortunnie wracając z pracy do domu wywaliłam się przed blokiem. Udałam się na SOR - złamana ręka. Mam niesamowite szczęście, ponieważ biorąc prysznic rano, zaliczyłam upadek w wannie, skręcając przy tym kostkę.
Tak, mam złamaną lewą rękę i skręconą prawą kostkę u nogi. Dodam, że jestem nauczycielką wf.
W wczoraj wieczorem jak zawsze wracałem z siłowni autobusem do domu. Było koło godziny 20 więc w autobusie tylko jakieś osoby w moim wieku czyli koło 18. To tak tytułem wstępu.
Zawsze siadam na końcu w tym rzędzie gdzie jest 5 siedzeń koło siebie. Na drugim przystanku wsiadły 4 dziewczyny które musiały jechać na jakąś imprezę. Co najważniejsze TAK NIEWYOBRAŻALNIE ŚMIERDZIAŁY fajkami że nie dało się wytrzymać. Widziałem też po grymasach na twarzach innych ludzi że również im się to nie podoba. Na dodatek wszystkie zaczęły żuć jakieś gumy co tylko spotęgowało smród ale ja cicho siedzę i czekam na mój przystanek.
W końcu zbieram się do wyjścia a jedna z nich rzuca:
- Już nas opuszczasz przystojniaku.
Nie wiem czy to zmęczenie po treningu czy ogłupienie smrodem ale odpowiedziałem:
- Wiecie co kiedyś jechałem z takim żulem, od którego strasznie waliło szlugami, no ale was jest aż 4, tak więc żegnam drogie panie.
Cóż mina pozostałych ludzi w autobusie... bezcenne.
Dzieciństwo… mój etap dorastania był na prawdę niezwykły. Zacznę wszystko od początku.
Byłam dzieckiem bardzo bojaźliwym, bałam się dosłownie wszystkiego. Wychowałam się praktycznie bez ojca, ale i tak w domu często były awantury i byłam świadkiem zdarzeń, jakich nigdy w życiu nie powinnam widzieć. Nie byłam dzieckiem towarzyskim, często rówieśnicy mnie nie akceptowali. Widziałam świat w ciemnych barwach. Ogólnie mówiąc, to ciekawo nie było.
Jednak moje całe życie zmieniło się w pewne wakacje. Miałam wtedy 7 lat i pojechałam nad morze. Poznałam chłopca starszego ode mnie o rok. Tak jakoś wyszło, że codziennie przez dwa tygodnie się widywaliśmy i bawiliśmy. Akceptował mnie taką, jaką jestem i to było dla mnie wspaniałe. Mieliśmy bardzo dużo wspólnego. Polubiłam go tak, jak nigdy nikogo wcześniej. Jednak jak to bywa, wakacje tak jak się zaczynają, tak też się kończą. W ostatni dzień mojego pobytu w Rowach poszliśmy do automatu i kupił mi pierścionek ze słowami "Kiedyś będziesz moją żoną". Urodziła się tym we mnie nadzieja, że może jednak będzie kiedyś dobrze.
Nie mieliśmy ze sobą kontaktu przez 3 lata, aż w końcu napisał do mnie na portalu społecznościowym i tak ponownie nawiązując znajomość postanowiliśmy się spotkać. Tak szybko jak spotkaliśmy się pierwszy raz, widywaliśmy się prawie co tydzień pomimo, że mieszkaliśmy w innych miejscowościach. Dogadywałam się z nim, jak z nikim innym. Rozumieliśmy się bez słów. On pomagał mi, a ja jemu. Uzupełnialiśmy się. Stałam się po prostu szczęśliwa, to było dla mnie tak piękne, że aż niemożliwe. Sam fakt, że ktoś był przy mnie było dla mnie jak zbawienie. Tak minęły kolejne 4 lata mojej radości. Wiele się we mnie zmieniło, nawet z radością wstawałam z łóżka rano. Do czasu…
Dowiedzieliśmy się, że ma ostrą białaczkę limfoblastyczną. Zaczął jeździć po szpitalach, a ja odwiedzałam go tak często jak tylko mogłam. Wierzyłam, że wyzdrowieje, bo przecież jak mogłoby być inaczej? Jedyna najważniejsza osoba w moim życiu będzie przecież cały czas przy mnie, przecież tak mi obiecał! Wspierałam go jak tylko mogłam, miało być dobrze. Lekarze mówili że z tego wyjdzie. Jednakże z dnia na dzień było coraz gorzej… Jego organizm był zbyt słaby, a białaczka zabijała go od środka.
Nie, nie jesteśmy po ślubie i nie mamy dzieci.
Zmarł ponad 3 lata temu, a ja nadal nie umiem ułożyć sobie życia. Nie potrafię znaleźć szczęścia, jakiego doświadczyłam i dopiero niedawno temu wyszłam z depresji. Jego ostatnie słowa skierowane do mnie to "Bądź szczęśliwa".
Próbuję, ale się nie udaje. Staram się być szczęśliwa, ale bez mojego najlepszego przyjaciela, który całkowicie zmienił moje życie, to już nie to samo.
Parę dni temu ujrzałam w autobusie swój ideał. Wysoki blondyn z niebieskimi oczami, w dodatku przystojny. Wysiedliśmy na tym samym przystanku. Już chciałam odejść, gdy nagle poczułam dłoń na swoim ramieniu.
Naczytałam się tyle anonimowych, że moja wyobraźnia zaczęła działać. Już miałam przed sobą nasze wspólne, szczęśliwe życie. Ten ułamek sekundy trwał dla mnie wieczność. Nagle chłopak szarpnął mną do tyłu i zobaczyłam przejeżdżający parę centymetrów ode mnie autobus.
Odwróciłam się do mojego wybawcy, gotowa spojrzeć mu w oczy i wyrazić swą wdzięczność, gdy ten nagle powiedział:
- Ślepa jesteś?! Patrz jak chodzisz!
Odwrócił się i odszedł mrucząc pod nosem "idiotka".
Jak się spodziewacie, nie jesteśmy razem, lecz mimo to jestem mu wdzięczna za uratowanie życia.
Kilka lat temu byłem z dziewczyną i jej rodziną na rekolekcjach. Na porannej mszy ksiądz szukał kogoś, kto przeczyta czytanie - padło na mnie, trochę się zestresowałem, ale cóż nie będę się wymigiwał jak dziecko. Trafiłem na jedno z czytań, w których wymieniane są kolejno kosmicznie trudne z nazwy krainy, a wśród nich uwaga! Antiochia Pizydyjska... Tak, przeczytałem PIZDYJSKA :)
Do dziś w głowie mam echo z kościoła i minę mojej dziewczyny, która dusi się ze śmiechu :)
Teatr Łódzkie Patusy przedstawia wam opowieść: "O suchym pysku" - historia tragiczna w jednym akcie. Wracając z uczelni postanowiłem zajść do osiedlowej żabki po coś do picia (mniej lub bardziej alkoholowego). Sklep ten położony w osiedlach starych kamienic oraz kampusu medyka ściąga jednostki wszelakie: od zwykłych studencików po skrajne patologie.
Po chwyceniu dwulitrowej coli w promocji mój wzrok padł na niewątpliwych bohaterów dzisiejszego dnia. Ona: typowa wytapetowana Karyna blachara, On: rozwalony w barach Sebik z wyrazem cwaniaczka na twarzy, pomiędzy nimi wózeczek z istotą, która jeszcze nie wie jak przewalone życie się jej szykuje. Do obsady należy dorzucić Kasjerkę, prawdopodobnie dorabiającą studentkę.
Historia właściwa: Jak na porządną rodzinę z łódzkich kamienic przystało zastałem ich przy kupowaniu złocistego płynu marki żubr w promocji 3 sztuki. Zajmując miejsce za nimi załapałem się akurat na dialog wyceny:
Kasjerka - 5,56 się należy
Sebik (lekko oburzony): Jak to ku*wa? Po dwa złote miały być!
Kasjerka: No ale 3 sztuki wziąłeś, jest rabat.
Sebik (wkurw do bólu): No to pie**ole kurwa! Nie kupuje ceny nie zmieniliście.
I kieruje się do regału aby odłożyć butelki. Do akcji włącza się Karyna.
Karyna: Co ty ku*wa odpie***asz no zapłać!
Sebik: Nie ku*wa bo cena jest inna nie chce.
Odkłada butelki. Spogląda na cenę. Duma dłuższą chwilę. Wreszcie przypomniał sobie podstawowe działania matematyczne i ogarnął, że 3x2 daje 6 a 6 złotych to więcej niż wymagane przez kasjerkę 5,56.
Speszony lecz wciąż próbujący zachować twarz wraca zatem do Pani która nie kryje oburzenia:
Karyna: No i ku*wa co odpie***lasz?
Sebik: Nie pijemy dziś.
Karyna: Niby ku*wa czemu?
Sebik: Ch** z nimi nie chce mi się w kolejce stać.
Spojrzałem na twarz kasjerki, której zbolałe spojrzenie uświadczyło mnie w przeświadczeniu, że to nie pierwsza tego typu akcja. Postanowiłem zabrać pozostawione przez bohaterów (którzy wraz z pociechą opuścili sklep) butelki ze złocistym płynem. Po wyjściu ujrzałem ich oddalających się w stronę zachodzącego słońca.
Epilog: Po powrocie do domu otworzyłem pierwszą butelkę. Wygrałem dwa żubry. Ech los jest przewrotny niestety. Mogły należeć do nieszczęśliwych kochanków. Gdyby tylko Sebik nie połasił się na 40 groszy.
Mieszkam z moim chłopakiem, z siostrą i jej chłopakiem (co jest istotne w tej historii)
Ostatnio leżałam ze swoim i mówiłam mu, w sumie narzekałam, że źle się czuję, że nic mi się nie chce, no po prostu gorsze dni ze względu na ciężką pracę.
Tydzień później, gdy wróciłam z pracy, standardowo czekałam na współlokatorów. Pierwszy wpadł mój mężczyzna, z bukietem róż. Oho, myślę sobie, już coś przeskrobał. No ale czekam co dalej. Pada na kolana, po czym mówi: '
- Kochanie, nic nie mów, ja wszystko wiem, jestem najszczęśliwszy na świecie! Musisz teraz dużo odpoczywać.
Myślę sobie, ooo jaki kochany, wie, że dużo pracuję, taki mężczyzna to skarb. Po czym dodał:
- Kochana, widziałem test ciążowy, nie musisz nic mówić, ja naprawdę bardzo się cieszę, damy radę!
Tak, moja siostra jest w ciąży. Tak, mój ukochany się rozczarował. W ten sposób się dowiedziałam, że będę ciocią :)
Dodaj anonimowe wyznanie