#r8PBi

Muszę Wam o czymś powiedzieć. Jestem nauczycielem historii. Pracuję w gimnazjum od 12 lat. Kocham tę pracę! Z wzajemnością uwielbiam te dzieciaki. Wyniki mojej pracy są dobre, kontakty z uczniami oparte na szacunku, uśmiechu, tolerancji i szczerości...
Z tą ostatnią jednak mam problem.

Jestem gejem. I tak bardzo mi źle z tym, że nie mogę być szczery z moimi uczniami.
Tak mega mi ciężko czasami w tym świecie, bo boję się, że ktoś się dowie i stracę tę pracę, która jest jedynym aspektem życia, który daje mi satysfakcję.
Wiem, że zostałbym osądzony i ukarany.
Za co? Za to, że się taki urodziłem.
Cały czas żyję nadzieją, że kiedyś ludzie zrozumieją, że "homoseksualista" nie jest równe "pedofilowi".
Musiałem Wam powiedzieć.
Musiałem komuś powiedzieć.

#kClz9

Moje wyznanie zacznę od tego, że jakiś czas temu zerwałam z chłopakiem.
Był niemiłosiernie głupi, bezradny, nie potrafił sobie z niczym poradzić, trzeba było mu powtarzać 50 razy zanim coś zrozumiał. Mimo to mieszkał u mnie za darmo, rodzice widzieli, że chodzę cały czas zdenerwowana i podminowana. Nie mieliśmy o czym rozmawiać. Miał często do mnie pretensje o to, że się nie staram, a sam nie dawał nic od siebie. Uważał, że wszystko mu się należy. Po prostu nie pasowaliśmy do siebie. Po zerwaniu odzyskałam siły i uśmiech na twarzy. Byłam po prostu szczęśliwa.

Po jakimś czasie zaczęłam wchodzić na portal randkowy. Tak dla śmiechu. Może trochę w głębi serca miałam nadzieję, że w końcu spotkam kogoś, kto będzie sprawiał, że będę szczęśliwa.

Po kilku dniach napisał mi chłopak. Miły, inteligentny, było z nim o czym rozmawiać. Po jakimś czasie zaproponowałam, żeby przenieść się na Facebooka. Tam dużo wygodniej pisać. W odpowiedzi wysłał mi swoje imię i nazwisko. Nagle w moim brzuchu poczułam, jakby tysiące motyli chciało się z niego wydostać. Mieliśmy te same nazwiska.

Z racji tego, że mam wręcz przyjacielskie kontakty z rodzicami, zaczęłam im to opowiadać. Tata zapytał mnie jak chłopak ma na imię. Odpowiedziałam mu i wtedy mina mojego ojca była bardzo wymowna. Ów chłopak ma bardzo charakterystyczne i rzadko spotykane imię. Okazało się, że u niego w rodzinie był ktoś, kto dokładnie tak samo się nazywa. Byłam w ciężkim szoku. Zaczęliśmy się wypytywać wzajemnie, czy znamy tego i tamtego. Okazało się, że mamy wspólnych przodków. Tak - on był moją rodziną od strony ojca. W momencie, kiedy dowiedziałam się tego, byłam bardzo zawiedziona.

Zaczęłam czytać trochę o prawie kanonicznym, próbowaliśmy rozrysować drzewo genealogiczne i udało się wszystko zrozumieć. Jesteśmy spokrewnieni w 8 stopniu linii bocznej. A kochany tatuś nawet policzył, ile mamy wspólnych genów - 6,25%

Tak - możemy stworzyć zdrowy związek.
Teraz dogadujemy się świetnie i jesteśmy najszczęśliwszymi ludźmi na świecie.

#MgHB0

Jestem z moim chłopakiem 2 lata. Jest przecudownym facetem wychowanym jako dżentelmen w stosunku do kobiet. Nieraz traktował mnie niemal jak księżniczkę (przenosił przez kałuże w przypływach miłości, nosił po schodach czy wiązał buty jak zwichnęłam kolano), a na co dzień traktuje jak damę, otwiera drzwi zarówno od domu, jak i samochodu, oraz zawsze, ale to zawsze za mnie płaci. I o ile jest to miłe, to moim zdaniem trochę nie fair.

Oboje pochodzimy z rodzin średnio zamożnych (mieszkamy w blokach z rodzicami i kredytami na głowie), ale możemy sobie pozwolić na wyjście raz czy dwa w tygodniu na coś do jedzenia. Jednak po około roku mój luby zaczął lepiej zarabiać (pracuje z tatą), a więc zaczął coraz bardziej mnie rozpieszczać. A to zamówił pizzę, kupił mi kwiaty czy jakieś słodycze na gorszy dzień. Nie powiem, żeby mi się to nie podobało, ale jego duma (i pewnie zarobki) nie pozwalała mu, żebym płaciła za siebie nawet gdy tankowałam SWÓJ samochód czy kupowałam SOBIE kosmetyki, a nawet wodę do domu. Kłóciliśmy się o to często i gęsto i nierzadko przy kasie. Uważałam i nadal uważam, że nawet w byciu dżentelmenem są pewne granice.

W końcu jednak, jak to na rynku bywa, razem z ojcem mieli mniej pracy, a co za tym idzie - mniej pieniędzy. Widziałam jak zagląda w portfel i wylicza, czy mu starczy, żeby wyskoczyć ze znajomymi na piwo. Nie chciał po sobie pokazywać, że dziś mi nie może kupić jakiejś bzdury, której nawet nie chciałam. Skończyło się na tym, że zaczął pożyczać pieniądze od znajomych. Jak się o tym dowiedziałam, to byłam wściekła, kazałam mu to jak najszybciej spłacić i się nie wygłupiać, bo mam swoje pieniądze i sama mogę płacić nawet za niego jak zajdzie potrzeba.

Minęło trochę czasu, długi oddał, ale nadal wydawał ostatnie grosze na mnie. I nie wiem, czy dobrze zrobiłam, ale zaczęłam mu po kryjomu oddawać za moje zakupy. Były to kwoty max 10 zł za wodę czy czekoladę czy cokolwiek innego. Nawet nie wiecie, jak był zadowolony, gdy kolejnego dnia zaglądał przy kasie do portfela i mógł za mnie zapłacić. Zawsze "wpychał" się przede mnie z błyskiem w oku i pewnością siebie, dawał mi buziaka w czoło i mówił, że zapłaci.

Nie ma sensu się z nim kłócić, bo nie czułby się męski gdyby tego nie robił (ach, ta męska duma). Tak jest wychowany i nie zamierzam go zmieniać, zamierzam mu tylko trochę pomóc. Pewnie nigdy mu o tym nie powiem, ale małe kłamstewko jest warte jego szczęścia i oszczędza nam obojgu przykrości.

#Mk5h3

Ubiegłego lata pracowałam dorywczo w pizzerii. Klimacik miejsca świetny, napiwki i młoda obsługa. Wśród dostawców jeden szczególnie wpadł mi w oko, nazwijmy go Kuba. Więc pracowaliśmy z Kubą obok siebie, czasem jakiś żarcik albo kawka po pracy.
Pewnego dnia byłam odpowiedzialna za odbieranie telefonicznych zamówień i wtedy odkryłam karteczkę położoną obok telefonu. Zobaczyłam na niej SWÓJ adres. Myślę sobie - dziwna sprawa. Popytałam znajome kelnerki. Okazało się, że na ten specjalny adres pizzę dowozi tylko Kuba. Spytacie dlaczego? Ponieważ spodobała mu się dziewczyna odbierająca pizzę...

PS Nie, kochani anonimowi, nie jesteśmy parą. Piękną dziewczyną od odbierania pizzy była moja siostra... Bliźniaczka :")

#1CZeQ

Mój wujek hodował gołębie, oddawał się całkowicie swojej pasji, mógł godzinami je obserwować, wysyłał je na zawody, dawał im najlepsze ziarno itd., miał ich około 40.

Ja będąc małym szkrabem fascynowałam się tymi ptakami, bardzo je lubiłam i nie rozumiałam, dlaczego wujek nie pozwoli im polatać w nocy, jak można je tak ograniczać? Więc jako mądre dziecko, wieczorem, po zamknięciu gołębnika, poszłam do szafki z kluczykami, wzięłam odpowiednie i poszłam uwolnić ptaki, zostawiłam im na noc otwarte drzwi, a co! Niech sobie polatają!

Rano wstałam przed wszystkimi, by zdążyć zamknąć drzwi zanim wujek wstanie. Po wejściu do gołębnika ukazał mi się widok masakry, najwidoczniej kuna skorzystała z okazji i z całej kolekcji zostały 3-4 gołębie, które fruwały przerażone, reszta leżała na ziemi. Pierwsza moja myśl - "wujek mnie zabije", ale po niej przyszła druga "...o ile się dowie"...
Zamknęłam drzwi, odwiesiłam kluczyk i uciekłam do łóżka udawać, że śpię. Reakcji wujka po otworzeniu gołębnika możecie się domyślić.

Minęło już 15 lat od tej sytuacji, wujek nigdy nie poznał prawdy, ani moja rodzina. O tej "przygodzie" wie tylko mój mąż, no i teraz Wy, anonimowi.

#SFv6y

Odkąd pamiętam, marzyłam o długim, pięknym życiu, z kochającym mężem i gromadką dzieci. Zwłaszcza dziecko było moim głównym celem, bo to chyba najpiękniejsze uczucie na świecie, nosić w sobie taki cud. 

Zamiast tego, w ciągu ostatniego roku otrzymałam od losu mocno złamane serce, raka piersi, depresję i wieść o swojej niepłodności. 

Mam 21 lat i jedyne, co jeszcze trzyma mnie przy życiu, to nadzieja. Ona umiera ostatnia.

#m6ZoG

"Miłość aż po grób", "prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie"... zawsze wydawało mi się to strasznie naciągane i przereklamowane, ale...

Cofnę się kilka lat wstecz. Depresja, myśli samobójcze, apatia. Brak chęci do wszystkiego. Wtedy na jakimś internetowym portalu pojawił się on. Sam dość mocno zaburzony, autoagresywny narkoman, co jednak w żaden sposób nie uwłaczało jego dobremu sercu i niesamowitej wrażliwości. Staliśmy się dla siebie najważniejszymi osobami na świecie.

Można by pomyśleć, jak cudownie. Stajesz na nogi, zaczynasz wracać do życia za sprawą jednego człowieka, który, paradoksalnie, robiąc tak niewiele, zmienił wszystko. Fakt, że ty wpływasz na niego tak samo tylko dodawał skrzydeł.

I tak, było cudownie. Pierwsze spotkanie na żywo, wspólne wakacje, plany na przyszłość. Pierwszy raz doświadczyłam takiego uczucia - czystej, bezinteresownej i szczerej przyjaźni. Na każde spotkanie przynosił mi tulipany.

Jednak z zaburzeń, uzależnień nigdy do końca się nie wychodzi, często wracają. Zdarzały się gorsze miesiące, strach o życie drugiej osoby, poczucie bezradności i bezsilności... Ranił mnie tym, nie wyobrażałam sobie, że mogłoby go zabraknąć. Choć widziałam smutek w jego oczach, zawsze wtedy przytulał i mówił, żebym tylko nie płakała. Śmiał się, że mogę robić to tylko ze szczęścia, gdy w końcu staniemy przed ołtarzem.
Pewnego dnia, po dość długo trwającym gorszym czasie, po raz pierwszy nie dostałam wiadomości na "dzień dobry". Kilka dni później w skrzynce pojawił się list, w którym znalazłam pudełeczko z pierścionkiem i karteczką: "Pamiętasz, gdy mi obiecywałaś, że będziesz płakać tylko ze szczęścia?".

Aż chciałoby się w tym momencie napisać: "tak, planujemy ślub, a nasze dziecko jest w drodze". Nic z tego. Uratował mnie, po czym twierdząc, że nigdy nie zacznę przy nim normalnego, zdrowego życia... odszedł. Od kilku tygodni zostawiam na cmentarzu tulipana i jedną małą łzę. Obiecałam przecież, że nie będę płakać.

#7RAfd

Akcja rozgrywała się, gdy byłam w 6 klasie. Szkoła chciała zorganizować zaraz po zakończeniu roku szkolnego festyn, podczas którego miała się odbyć licytacja prac dzieciaków na rzecz tablicy z patronem szkoły. Z tej to okazji pani plastyczka oznajmiła nam, że ten kto zrobi coś na tą licytację, może liczyć na 6 na koniec roku.

Jako że jestem ambitną osobą, lecz bez talentu plastycznego, aby z ocen wynikała wymarzona 6, od razu podjęłam wyzwanie. Lubię szydełkować i postanowiłam z pomocą babci zrobić serwetki. Po jakimś czasie je oddałam szkole i tylko wyczekiwałam festynu.

Na festynie zaczęła się licytacja, moi dziadkowie w gotowości. Jeden rysunek, origami, kolejny rysunek. Nagle rysunek, jako autora podali MNIE. Osłupiałam. Był to obraz dwóch sarenek, który pierwszy raz w życiu widziałam. Mojego dziadka ogarnęła taka duma, że praca jego wnuczki jest na aukcji, że od razu ją zlicytował. Próbowałam wyjaśnić sytuację z nauczycielem prowadzącym licytację, lecz ten stwierdził, że najważniejsze, że praca została sprzedana.

Po powrocie do domu dumni dziadkowie powiesili obraz w przedpokoju. Widziałam ich radość i nie miałam serca im się przyznać, że to nie moje dzieło.
Od tej pory minęło przeszło 7 lat, a dziadkowie nadal myślą, że postanowiłam coś zrobić poza serwetkami i że korytarz dumnie zdobi obraz ich wnuczki.

#emJSP

Boję się zostawać sama w domu. Odkąd przeprowadziliśmy się z rodziną z mieszkania w bloku do domu jednorodzinnego aby mieszkać z babcią, zostałam tam całkiem sama (no może jeszcze z kotką w domu i psem na podwórku) tylko trzy razy i myślę, że o trzy za dużo.

Za pierwszym razem wszystko na początku było ok. Kiedy zaczęło się ściemniać postanowiłam zrobić sobie gorącą kąpiel. Włączyłam muzyczkę, zapaliła zapachowe świeczki i napościłam wody do wanny. Oczywiście wcześniej upewniając się, że kotka jest ze mną w domu i wszystkie drzwi i okna są pozamykane. Jednak, kiedy tylko zaszło słońce, już nie było mi tak przyjemnie. Na początku radio zaczęło szumieć, potem zgasły świeczki, jedna po drugiej. Zupełnie jakby ktoś przeszedł wokół wanny i je zdmuchnął. Nie przejęłam się tym wcale. Szybko ubrałam się w piżamkę i skoczyłam na parter, żeby zrobić sobie coś do jedzenia. Wrzuciłam resztki z obiadu do mikrofali i czekam.

Nagle maszynka zapikała, zaszumiała, coś pufło i zaczął się wydobywać z niej dym. W tym samym momencie mój pies zaczął wyć (nigdy wcześniej nie słyszałam, żeby tak robił), szczekać i warczeć jak opętany. Trochę się wtedy przestraszyłam, i pobiegłam sprawdzić co się dzieje przez okno na korytarzu. Nikogo i niczego nie zauważyłam ale nie odważyłam się wyjść na zewnątrz. Jeszcze raz sprawdziłam wszystkie okna i drzwi i z trochę niespokojnym kotem poszłam obejrzeć jakiś film w telewizji, zupełnie zapominając o jedzeniu.

Jak tylko włączyłam telewizor, to ten zaczął śnieżyć i wydawać jakieś dziwne dźwięki. Przypominały one trochę takie bardzo wytłumione wycie i krzyki wielu ludzi. Wtedy zaczęłam się bać. Tak więc z sercem w gardle poszłam do łóżka i zabrałam się za książkę. Wtedy zgasło światło, a kotka zaczęła jeżyć sierść i syczeć na coś za oknem a potem za drzwiami na korytarz. Chodziła w tę i z powrotem coraz bardziej zdenerwowana. Nigdy wcześniej żadne z moich zwierząt się tak nie zachowywało, więc bardzo się wystraszyłam.

W mojej głowie miałam już wizję swojej mamy, która wróci rano z pracy i znajdzie mnie zadźganą w moim własnym łóżku... Więc siedzę po ciemku w łóżku owinięta kołdrą jak naleśnik, za oknem pies taki wściekły, że aż wariuje na łańcuchu, kot tak samo w domu, a do tego słyszę jak zaczynają trzaskać drzwi. Te same, które tuż przed wejściem do łóżka dokładnie zamykałam. Pierwsze trzasnęły na parterze na korytarzu, potem dołączyły te przy schodach, następne były drzwi, na piętrze. Kiedy okno w moim pokoju otworzyło się z hukiem (nie było żadnego wiatru na dworze), zaczęłam krzyczeć.

Krzyczałam tak długo i tak głośno, dopóki nie przebiegł wuja, który jest naszym sąsiadem. Wtedy wszystko się uspokoiło. Następnego dnia opowiedziałam mamie o wszystkim, a ta stwierdziła, że pewnie to mi przyśniło i obudził.

#fwWX7

Historia mojej mamy.
Kiedyś, gdy kończyła pracę (2-3 w nocy) musiała przejść przez drogę prowadzącą przez las. Ze względu na godziny kończenia pracy nosiła przy sobie nóż. Na wszelki wypadek trzymała "broń" w ręce.

Mama wracała z pracy. Przed nią szedł jakiś człowiek. Idąc za gościem czuła się bezpieczniej (będąc bliżej szybciej usłyszałby gdyby coś się działo itp).
Facet, jak zapewne każdy idący przez las w nocy, od czasu do czasu odwracał się, żeby być pewnym, że nikt za nim nie idzie czy coś... Widząc kobietę, która z nożem w ręce, w środku nocy, w lesie podąża za nim, nie wyglądał najlepiej.
Mężczyzna przyśpieszył, a mama (dla bezpieczeństwa) też przyśpieszyła kroku, żeby iść za nim.

Wyobrażam sobie przerażenie gościa. Może się teraz chwalić, że kiedyś uciekał przed psychopatką z nożem w środku nocy, w lesie. :,D
Dodaj anonimowe wyznanie