#YgcbE
Byłam w maturalnej klasie. Oprócz liceum, chodziłam też do szkoły muzycznej, klasa dyplomowa. Tak więc w maju i czerwcu same matury i egzaminy. W kwietniu, kiedy maturzyści mają już luz, kiedy do szkoły chodzi się tylko poprawiać jakieś przedmioty, w piękny słoneczny dzień postanowiłam nie siedzieć na wszystkich lekcjach i ok południa udałam się na jakieś piwko w plenerze ze znajomymi. Siedzieliśmy tam jakieś 2-3 godzinki, słonko nam świeciło, piliśmy piwko i paliliśmy papierosy. Kiedy postanowiliśmy się już zwijać, wstałam i poczułam ogromny ból w klatce piersiowej. Nie mogłam złapać oddechu. Czułam, jakby lewe płuco miało mi odpaść. Oprócz okolic lewego płuca bolało mnie jeszcze lewe ramię.
Poszłam do lekarza rodzinnego. Akurat mój lekarz doskonale zna moją rodzinę, wie, że chodziłam do dwóch szkół, że matury, że miałam jeszcze inne zajęcia dodatkowe, więc od razu stwierdziła, że te bóle wywołane są przez stres. Po tygodniu nie czułam już żadnego bólu, więc olałam. Pewnie faktycznie to był stres.
Po maturze wyjechałam z chłopakiem za granicę. Rzuciłam palenie. Wszystko było ok. Do marca 2016. Byłam w pracy (fabryka chleba), kiedy znów poczułam ten sam ból, co 3 lata wcześniej. Od razu wiedziałam, że to to samo, bo ten ból czułam tylko raz w życiu. Jednak tym razem był on bliżej ramienia, dalej od płuca. Pomyślałam, że może mam jakiegoś guza. Moja babcia w taki dokładnie sposób dowiedziała się o swoim raku trzustki. Nie mogła wstać z łóżka, bo ból ramienia był tak silny. A był to przerzut. Kiedy rak został zdiagnozowany, było już za późno. Poszłam więc do lekarza i wyjaśniając cel wizyty, od razu zaznaczyłam, że jestem w grupie podwyższonego ryzyka.. Pani doktor po przesłuchaniu mnie stetoskopem, pouciskała w kilku miejscach, nic nie znalazła, więc stwierdziła: zmęczone mięśnie. Miałam się nie przemęczać. Mój chłopak miesiąc wcześniej zerwał sobie mięśnie, byliśmy bardzo zapracowani (dużo zamówień przed Wielkanocą), więc posłuchałam pani doktor i pomyślałam, że odpoczynek mi wystarczy. Cóż.
Wczoraj ból powrócił. Znowu w pracy. Poszłam znowu do lekarza rodzinnego, tym razem miałam wizytę z innym doktorem (ta sama przychodnia). Lekarz mnie osłuchał, popukał w kości i dał skierowanie na RTG. Dzisiaj piszę to wyznanie siedząc w szpitalu. Odma opłucnowa. Płuco zapadnięte do 2/3 prawidłowej wysokości. Lekarze nie pozwolili mi nawet jechać do domu po rzeczy. Wsadzili mnie do karetki i przewieźli do innego szpitala, gdzie jest specjalista od mojej choroby. Dowiedziałam się, że nie mogę latać samolotami, i że przez małą nawet nierówność na jezdni, może mi się zapaść płuco. A latałam nieświadoma od 3 lat. I prowadziłam. Śmiać się, czy płakać?
Da się to jakoś wyleczyć? Masz, autorko szczęście, że ci się to płuco nie zapadło na dobre :O
Da się wyleczyć na tyle żeby nie zagrażało zyciu, jednak trzeba potem cały czas uważać, żeby uniknąć nawrotu.
Da się poprzez drenaż. Nie jest to przyjemny zabieg a i blizna przeważnie zostaje.
Mi nikt nie mówił o nawracającej odmie.
Nie wiem w co mam wierzyć :C
Perfekcyjni lekarze... Brak słów.
Wina papierosów rozumiem? Muszę i ja wkońcu rzucić to...
Mi po fajkach się płuca rozprężyły właśnie.
Lekarze powiedzieli, że prawdopodobnie tak, ale tak naprawdę jest wiele potencjalnych przyczyn, ciężko to do końca stwierdzić w odmie samoistnej.
Nie ma to jak dobra i natychmiastowa diagnoza. Trzymaj się!
Ja 3 tygodnie chodziłam ze złamaną ręką bo byla przecież "tylko stłuczona"😳 A ze mieszkałam wtedy na wsi to musiałam zorganizować wyjazd do lepszego lekarza bo już nie mogłam wytrzymać bólu
Nick to inspiracja wczorajszym wyzwaniem Cane i Kevina ? :D
Ręce opadają jak się patrzy na lekarzy rodzinnych normalnie Państwo w państwie
A nie chamstwo w państwie? ;)
Nick mówi sam za siebie :D
NiebieskiMotylek, lekarz chyba jest od tego żeby Ci powiedział co Ci dolega, a nie że idziesz do niego ale potem i tak musisz dociekać czy na pewno ma rację, kompletnie się na tym nie znając.
@Motylek ma racje.
Za trzecim razem przypadkiem się okazało? Mogła pomyśleć wcześniej.
@NiebieskiMotylek, masz rację, powinnam była dociekać, jednak w każdym przypadku ból po tygodniu ustawał, więc myślałam, że może lekarz ma rację. Teraz wiem, że następnym razem muszę im truć tak długo, aż mnie skierują na dane badania.
Moja ciotka pod koniec ubiegłego roku dostała bóli. Lekarz powiedział, że to zwykła rwa kulszowa i tyle. Co jakiś czas ją bolało, ale nic się nie działo, do czasu. Minęło parę miesięcy, zaczęła krwawić jak przy miesiączce. Lekarz kazał jej się zgłosić do szpitala, ale nawet z dopiskiem, że pilne, dostała termin na połowę maja. Nikomu o tym nie powiedziała, bo sądziła, że coś się rozregulowało, dopóki na Wielkanoc nie zaczęło jej boleć bardziej. Wtedy zaalarmowała rodzinę, wspólnymi siłami (inna ciotka pielęgniarka, ale w prywatnej klinice) udało się załatwić szybkie badania w szpitalu. Okazało się, że ma raka szyjki macicy, a ten ból uznany za rwę to przerzuty do moczowodu. Może gdyby przy pierwszym spotkaniu lekarz to wykrył, byłaby jakaś szansa. Obecnie to jest na tyle rozwinięte, że jedyne co pozostało, to przyjmować leki na uśmierzenie bólu i czekać na śmierć. Taka właśnie służba zdrowia...
Anonimowi życzą zdrowia!
Na pocieszenie - najnowszy album Ostrego. "Życie po śmierci". Trzymaj się!
Zdrowia :)