#xvupb

Od ponad roku nie przytuliłam się do mamy, nie powiedziałam jej "Kocham Cię.", nie spojrzałam na jej telefon nie czując obrzydzenia, nie zaufałam. Niby wszystko jest dobrze, ale gdybym powiedziała jedno słowo za dużo, wybuchłaby awantura. Atmosfera w domu jest tak gęsta, że można ją kroić nożem.
Tata udaje Greka, co jest dla mnie całkowicie niezrozumiałe.

Kilkanaście miesięcy temu przez przypadek odczytałam jej wiadomość MMS, na zdjęciu było widać sterczące męskie przyrodzenie z dopiskiem "Może pozwolisz się wymasować?"

Od tamtej pory czuję wstręt do matki. Tym bardziej, że moje obawy i podejrzenia co do zdrady się potwierdziły. Straciłam do niej szacunek.
Wszystkiego się wyparła, krzycząc na mnie, nie odzywałyśmy się ponad miesiąc. Na szczęście nie mieszkam już z rodzicami. Po weekendzie w rodzinnym domu, wracam wykończona psychicznie. Biję się z myślami. Dałam tacie jasno i wyraźnie do zrozumienia co się święci - zbagatelizował to.
Najlepsze jest to, że od kilku miesięcy za każdym razem, gdy jestem moi rodzice uprawiają seks. Jakby matka chciała mi pokazać, że i tak okręciła sobie tatę wokół palca.

Nie daję już rady, nie wiem ile jeszcze wytrzymam.

#oc9D4

Odkąd pamiętam zawsze uwielbiałam oglądać mecze siatkówki.
Gdy byłam małym szkrabem nie rozumiałam zasad, ale nie przeszkadzało mi to w kibicowaniu. Zawsze bardzo mocno kibicowałam, nastrój meczowy trzymał mnie nawet do następnego dnia. Wszyscy fani siatkówki wiedzą, że na meczach naszej reprezentacji śpiewa się znane "w górę serca, bo Polska wygra mecz!". Była (i nadal jest) to moja ulubiona przyśpiewka.
Pewnej niedzieli mała ja poszła z rodzicami do kościoła. Był to dzień po ważnym, wygranym przez Polskę meczu. Ja, wciąż podekscytowana wygraną, nie bardzo skupiałam się na mszy.
Pewnie dlatego, gdy ksiądz wypowiedział "w górę serca..." na całe gardło krzyknęłam "BO POLSKA WYGRA MECZ". :')
Nie chcecie wiedzieć, co się działo w domu. :')

#pYssP

Miało to miejsce jeszcze wtedy, kiedy chodziłam do przedszkola, około 13 lat temu.

Jak zapewne w większości przedszkoli, co jakiś czas były organizowane przedstawienia dla rodziców, aby mogli zobaczyć jak zdolne mają pociechy, a to co wam opowiem miało miejsce na jednym z nich. Tematem były warzywa i owoce. Prezentowaliśmy jakieś scenki, wierszyki etc., a wśród tego wszystkiego była jedna jedyna piosenka o ogórku, co ma zielony garniturek. Miała być wykonana przez pewną małą, nieco nieśmiałą dziewczynkę - mnie.
Nadszedł czas. Przebrana za ziemniaka lub innego kartofla wychodzę na scenę i zaczynam pokaz moich umiejętności wokalnych. Wszystko ładnie, picuś-glancuś. Pierwsza zwrotka zaśpiewana, refren też za nami. W tym momencie moje struny głosowe zapomniały jakie drgania mają wykonać, co poskutkowało brakiem wydobywania się ze mnie dźwięku. Pani wychowawczyni chcąc pomóc podpowiada mi dalsze słowa, ale ja nie jestem w stanie zrozumieć co ona mówi. W pewnym momencie nieco podirytowana przedszkolanka głośniejszym głosem powiedziała "Druga zwrotka".
Na co mój zestresowany, dziecięcy móżdżek kazał mi wypowiedzieć właśnie te słowa. Tak że pewna siebie przed całą salą ludzi wyśpiewuję w rytm "ogórka" słowa "Druga, druuga zwrotka". Cała publiczność w śmiech, a ja nie rozumiejąc dlaczego się ze mnie śmieją, wybiegłam z płaczem z przedszkola.
Przez następny miesiąc nad tym rozpaczałam i twierdziłam, że już nigdy nie będę znaną na całym świecie piosenkarką, bo ludzie zawsze będą mi to już pamiętać.

PS Nie, nie jestem piosenkarką, i tak, mam to nagrane na płycie :D.

#hyVdN

Byłam ostatnio u kosmetyczki, wizyta trwała ponad dwie godziny. W tym samym czasie na fotelu obok siedziała sąsiadka, która mieszka pode mną.
Przez całą wizytę opowiadała kosmetyczce o tym, jak to ludzie są teraz niewychowani, krzyczą po nocach, rzucają rzeczami, dzieci jej budzą oraz wiele innych rzeczy. Powiedziała również, że jedna sąsiadka to nawet sobie meble przestawiła, żeby tych krzyków nie słyszeć.

Sąsiadka mówiła o mnie. Nigdy nie powiedziała mi tego w twarz. Zastanawiacie się teraz pewnie dlaczego krzyczę? Dlatego, że mój starszy brat znęca się nade mną psychicznie i fizycznie. Skoro wszyscy to słyszą, to dlaczego nikt mi nigdy nie pomógł?

#XTp5S

Historia wydarzyła się 5 lat temu. Z góry przepraszam za długi tekst :)
Zaczęłam pracę w dużej korporacji, poznałam tam dużo wspaniałych ludzi, z którymi się zaprzyjaźniłam oraz... mężczyznę (nazwijmy go Adam), któremu się spodobałam, byłam bardzo nieufna, ponieważ nieraz się na tym przejechałam.

W końcu za 10. razem udało mu się namówić mnie na kawę i po jakimś czasie zaczęliśmy być razem. Wspólne spacery, wypady do kina, planowanie wakacji, wszystko wydawało się wręcz idealne, jak i jego charakter - pewny siebie, mający w zanadrzu wspaniałe historie, którymi mnie zalewał każdego dnia.

Zdecydowaliśmy wybrać się na tydzień nad morze.
Dni mijały, wszystko już zapięte na ostatni guzik. Przy czym w dniu wyjazdu Adam mówi, że jest spłukany, bo pożyczył wszystkie pieniądze przyjacielowi w potrzebie. Mówię no dobra, wyłożę kasę, pojechaliśmy na wakacje, pomimo że miałam sporo odłożone, to Adam zaczął mnie naciągać, a może kupimy to i tamto, zgadzałam się, ponieważ obiecał mi, że wszystko odda mi do grosza jak wrócimy. Wracając już do domu byłam kompletnie spłukana. Minął tydzień, dwa, więc nieśmiało zapytałam, czy mógłby mi już część oddać, bo do wypłaty jeszcze trochę czasu zostało, a wiadomo, trzeba kupić chleb itd.
Zaczął się wykręcać, że przecież dam radę, ale obiecuje, że mi odda za miesiąc.
Zapomniałam o sprawie i po pracy wybraliśmy się na miasto, a spłukany Adam wpadł w szał zakupów, spodnie, buty i to nie byle jakie, bo markowe. Trochę mnie to zdenerwowało, ponieważ podobno nie ma kasy, to mi odpowiedział, że przecież musi sobie to kupić, no bo jak.

Stałam się nieufna i zaczęłam dokładniej przysłuchiwać się historyjkom, którymi się tak zachwalał i doszłam do tego (wypytując też naszych wspólnych znajomych), że są to historie wyssane z palca, bardzo mi się to nie spodobało.

Niestety dopiero po dwóch miesiącach otworzyły mi się oczy i stwierdziłam, że musimy to zakończyć, tym bardziej że już mnie namawiał, żebyśmy wynajęli razem mieszkanie (oczywiście to ja miałam wpłacić kaucję, bo on nic nie ma). Zerwałam z nim.

Nie minęły dwa dni, ludzie w pracy zaczęli szeptać za moimi plecami i przez przypadek się dowiedziałam, że naopowiadał jak to on przyłapał mnie na zdradzie i jak bardzo go skrzywdziłam, krótko mówiąc zrobił ze mnie dziwkę. Wszyscy się ode mnie odwrócili, nawet przyjaciółka, której załatwiłam tam pracę nie chciała wysłuchać mojej wersji historii.

Było mi bardzo szkoda tylu znajomości, ale już zaczęłam nie dawać sobie psychicznie rady, moja efektywność w pracy spadła poniżej zera, więc dobrowolnie się zwolniłam.
Pomimo takiego kopa w dupę nie poddałam się, znalazłam nową pracę oraz prawdziwych przyjaciół, przy czym chłopaka, na którym mogę zawsze polegać.

#qaSYr

Kiedy ja miałam 8 lat, mój brat już chodził do liceum. Jako starszy braciszek często mnie denerwował, czochrał, wykręcał mi jakieś głupie żarty.

Pewnego dnia weszłam do kuchni, gdzie stał właśnie on i... wyjmował ze swojego plecaka jakąś foliową torebkę wypchaną czymś zielonym. Ooo, proszę! Ależ byłam zadowolona, już miałam lecieć do ogrodu po rodziców, już miałam robić awanturę, bo byłam stuprocentowo przekonana, że to właśnie zioło, o którym gdzieś tam słyszałam! Braciszek miał dość dziwną minę, wyglądał na przestraszonego i zaproponował układ - on mi da skosztować raz, a ja w zamian nie powiem rodzicom. Trochę się bałam, ale ciekawość zwyciężyła.

Braciszek pokazał mi jak "brać" ten dziwny narkotyk, opisał jego działanie i już po chwili czułam jak jest mi weselej i raźniej. Chciało mi się śmiać, a wieczorem zjadłam całą kolację. No niesamowite! Następnego dnia również użyłam szantażu, żeby dał mi jeszcze ociupinkę i znowu efekty były takie same.

Jednak chwilę po tym, jak "zażyłam" zioło, brat odebrał telefon. Po czym z przerażeniem opowiedział mi, że kumpel, który mu to dał odkrył, że coś jest nie tak. Że jeden chłopak zażył i teraz jedzie do szpitala. Rany, jak strasznie spanikowałam! Już widziałam siebie na łożu śmierci! Mimo protestów brata pobiegłam do rodziców, którzy w trakcie opowiadania mojej strasznej historii patrzyli na mnie ze złością i niedowierzaniem. A potem parsknęli śmiechem.

Okazało się, że ziołem była suszona szałwia, którą braciszek przytargał od naszej "wioskowej zielarki". W dodatku dla mnie - nie chciałam brać lekarstwa na katar, więc rodzice postanowili zrobić mi domową inhalację... I dokładnie w ten sposób kazał mi "zażywać" narkotyk brat! :)

#fKu52

Budzę się w południe po 24h pracy i minutę po przebudzeniu dzwoni telefon.
- Co robisz?
- Śpię.
- Śpisz?
- W sumie to leżę, a co?
- Twój brat podobno utonął.

Rozłączam się i dzwonię do pierwszej osoby, która mogła z nim być, słyszę potwierdzenie.
Wybiegam z domu. Zbiegając po schodach mało nie rozbijam się na ścianie. Na pytanie mamy "co się stało?" odpowiadasz "nic, mamo, zaraz wracam".
Jadę łamiąc wszystkie przepisy ruchu drogowego. Biegnę nie wiadomo ile przez las, z myślą "żeby to był tylko nieśmieszny żart". Dobiegam, widzę płetwonurków. Nogi się załamują. Siedzę i czekam. Mają go. Chwilę później dzwoni mama i pyta, czy to prawda, a ja muszę to potwierdzić.

#eOmn8

Przy męskiej logice to nawet żelazna kobieca logika wysiada.
Mamy swoją paczkę przyjaciół. Podczas urodzin koleżanki podszedł do mnie Tomek i z uśmiechem na ustach zapytał:
- Marek ci powiedział?
- O czym mi powiedział?
Po czym Tomek przerwał rozmowę i zaczął powtarzać „nieważne”.

Marek od pewnego czasu się we mnie podkochuje, niejednokrotnie dawał już „subtelnie” znać o tym fakcie. Widocznie na tych urodzinach miał nadejść ten dzień, kiedy o wszystkim mi powie.
Ale on też chyba czekał na mój „pierwszy krok” i żeby dać mi kopniaka „motywującego do działania”, postanowił wzbudzić moją zazdrość.
Mianowicie: Pokazał mi na urodzinach pewną dziewczynę i zapytał, czy ładna. Odpowiedziałam, że owszem. Widocznie okazałam za mało zazdrości. Przygruchał ją sobie. Podczas gdy ja tańczyłam z Tomkiem, Marek ze swoją nową zdobyczą wymieniał się śliną i cały czas tańczył koło nas. Gdy ja zmieniałam salę, Marek wciąż za mną podążał i znów przez przypadek lądował na parkiecie obok mnie, nie odrywając dłoni od pośladków nowej wybranki. Co jakiś czas zerkając, czy aby na pewno wszystko widzę.
Zmęczona dzikimi tańcami usiadłam na chwilę, aby odpocząć. W mgnieniu oka Marek siedział obok mnie z foczką i łaskotał ją językiem po migdałkach – w momencie kulminacyjnym służyłam im za podpórkę.

Było już późno, więc z koleżanką postanowiłyśmy się zwinąć z klubu. Gdy tylko zniknęłam Markowi z oczu, zaraz zadzwonił mi telefon – to był on. Niestety w słuchawce słyszałam tylko dudniącą muzykę, więc się rozłączyłam, po chwili dostałam od niego SMS-a o treści „Odprowadzić Cię?”
Kilka dni później Marek spytał mnie, czy ostatnia sytuacja „nic między nami nie zmienia”.
Nie, Marku. Nic między nami nie zmienia, teraz już na zawsze pozostaniemy przyjaciółmi.

#cqCmw

Macie czasami ochotę strzelić samego siebie w pysk za własną głupotę?
Ja tak...

Kuba, lat 7. Idąc jedną z ciemniejszych uliczek naszego miasta został brutalnie pobity i zgwałconych przez czterech mężczyzn (chociaż nie sądzę, żeby zasługiwali na miano mężczyzn..). Ze strachu zamknął się w sobie i nie powiedział ani rodzicom, ani kolegom, nikomu. Bał się, że to jego wina, że będzie ukarany.

Ten sam Kuba, lat 17. Z małego, pulchnego chłopaczka wyrósł dwumetrowy chłop z około 100 kg mięśni i siłą rozpędzonego pociągu. Mimo tego, ciągle boi się ciemnych uliczek, dostaje napady paniki, halucynacje, że oni ciągle za nim są, słyszy ich śmiechy... Nie chce wychodzić sam, gdy jest ciemno.

Cześć, tu dziewczyna Kuby.
Kuba wczoraj mi to wszystko opowiedział, niektóre części opowieści wypłakał. Okazuje się, że mieszkam obok tej przeklętej uliczki...

Mam ochotę udusić samą siebie za te wszystkie razy, kiedy się na niego obrażałam, bo nie chciał mnie odprowadzić do domu po zmroku...

PS: Nie, nie boję się chodzić sama w nocy, chodziło tylko i wyłącznie o to, żebyśmy te 20 minut mogli jeszcze pogadać.
Dodaj anonimowe wyznanie