#sIlyL

Opowiem Wam tutaj najbardziej żenującą i (niestety) prawdziwą historię mojego życia.

Zacznę od tego, że panicznie boję się pszczół, odkąd w wieku dwóch lat jedna z nich mnie ugryzła. Kiedy widzę pszczołę, zaczyna mi być duszno, serce bije jak oszalałe, cała się trzęsę itp.

Miałam 17 lat i byłam w domu sama z tatą. Tata spał (pracuje w nocy), a ja szykowałam się na randkę w kinie. Miałam 10 minut do autobusu, już chciałam ubierać buty, kiedy o czymś mi się przypomniało. Nie włożyłam tamponu! Nie poradziłabym sobie bez niego, musiałabym co chwilę wychodzić zmieniać podpaski podczas seansu. Wparowuję szybko do łazienki i co widzę? Mojego największego wroga - pszczołę. Myślę sobie: siedzi na szybie, pewnie nie podleci tutaj. Uda mi się. Biorę tampon, ciągle zerkając, czy aby pszczoła się nie poruszyła. Serce bije, pocę się, próbuję włożyć tampon... i wtedy akurat pszczoła jak wściekła zaczęła lecieć w moją stronę. Krzyknęłam i wybiegłam z łazienki jak oparzona. Wtedy ze swojego pokoju wyszedł mój tata, który właśnie się obudził... Stałam na korytarzu bez spodni, cała przerażona, z tamponem we krwi w ręce. Tata nie wiedział co powiedzieć. Stał tak przez chwilę w szoku, po czym chcąc rozładować atmosferę powiedział:
- Dobrze, że jeszcze rok i się wyprowadzasz.

#oItnz

Jakiś czas temu mój facet zapytał mnie, co studiuje moja starsza siostra. Jak mu powiedziałam, że skończyła weterynarię, to zbladł. Od tamtej pory mam wrażenie, że się jej boi.
Dzisiaj zapytałam siostrę, co mu zrobiła, a ona na to "powiedziałam mu, że jak cię skrzywdzi, to go wykastruję".
I już wszystko jasne :)

#kVKgZ

Historia ta miała miejsce kilkadziesiąt dobrych lat temu. Za młodu moja prababcia była wysoką, piękną kobietą z długimi, czarnymi włosami. Wszyscy ich jej zazdrościli. Była ona świetnym ogrodnikiem, uwielbiała rośliny wszelkiego rodzaju, zawsze o nie dbała jakby były jej własnymi dziećmi. Wychowała się w małym domku z ogródkiem obok lasu, z cmentarzem za płotem :D

Pewnej późnojesiennej nocy obudziła się około 3  i ze zgrozą spostrzegła, że przyszedł przymrozek! Kwiatki na grobie wujka zamarzną! No tak nie może być, nie na mojej warcie! Wybiegła więc tak jak stała, w koszuli nocnej i potarganych włosach, pozbierać te biedne kwiatki i uratować je przed zgubą.

Pech akurat tak chciał (lub szczęście :D), że gdy biegła tak przez cmentarz, drogą przechodził jakiś mężczyzna, wracający zapewne z imprezy. Możecie sobie wyobrazić tę scenę: wracasz do domu o 3 w nocy obok cmentarza, rozglądasz się, a tam między grobami mknie niczym F1 wysoka, czarnowłosa postać w białej sukni, no zawał na miejscu :DDD

Potem opowiadała, że w życiu nie spotkała mężczyzny, który potrafił biegać tak szybko, a jednocześnie piszczeć wyżej niż śpiewaczka operowa :DDD

#fjoYY

Miałem 17 lat. Do pokoju wszedł brat, który wrócił z mamą z rodzinnego wyjazdu.
Wręczając mi prezerwatywy, powiedział:

- Masz, braciak, wiesz do czego to służy. Nie chciałbym, żebyś w młodym wieku został ojcem.

Wszystko spoko, fajnie. Dwa dni później. Wieczór. Ten sam brat pośpiesznie wchodzi i krzyczy:
- Młody, oddawaj te gumki. Tobie i tak się nie przydadzą.

Siostry w śmiech. Dzięki, rodzinko. Wierzycie we mnie :D

#995n9

Właśnie się dowiedziałam od znajomych, że od 4 lat żyję w wyimaginowanym związku. Dlaczego? Nie mam ustawionego na Facebooku statusu "w związku" (mój luby też nie), nie mam żadnego zdjęcia z moim facetem, nie mam ustawionego naszego zdjęcia na tapecie telefonu.
Oboje z partnerem cenimy swoją prywatność i nie widzimy sensu, żeby obnosić się z tym w mediach społecznościowych.
Jednak wiadomo - jeżeli czegoś nie ma na Facebooku, to to coś nie istnieje :)

#UOiVg

Moja historia rozpoczyna się w późnych godzinach ostatniego dnia lipca, gdy jeszcze chodziłam do gimnazjum. Moja mama jak co roku robiła przetwory. Od zawsze należałam do osób, które chodzą wcześnie spać, dlatego jeszcze przed północą odziałam się w pidżamę i już mam położyć się spać, gdy dopada mnie pragnienie.

Szybko udaję się do kuchni. Moim oczom ukazuje się garnek gdzie zagotowywane są słoiki (aby szczelnie się zamknęły). Cała woda w garnku się wygotowała. Informuję o moim spostrzeżeniu swoją mamę, która każe mi po prostu wyłączyć palnik pod garnkiem. Jednak niewyspanej mnie nie pasowało, że garnek ze słoikami jest bez wody (kto zrozumie zmęczonego) i niewiele myśląc dodałam do niego wody. Jak większość może się domyśli gorące szkło + zimna woda = wybuch. No i wybuchło.

Cała kuchnia w soku porzeczkowym i szkle, a ja z poparzoną twarzą. Następnie długie oblewanie twarzy wodą, no i do szpitala. Tam poznałam cud zwany maską żelową (chwała wynalazcy). Wszystko wygoiło się przed początkiem roku szkolnego (nawet blizn nie mam). Został tylko paniczny strach przed gotującymi się przetworami.

#3fuw8

Mój narzeczony nosił mnie "na rękach", a ja miałam wrażenie, że jestem szczęśliwa. Aż do momentu, gdy nie dowiedział się, że jestem w ciąży. Nagle wtedy zaczęły się codzienne pogrzeby w rodzinie, a co drugi dzień jego mama umierała i musiał przy niej czuwać (a mamusia zdrowa jak ryba, oczywiście). Do momentu, gdy nagle zapomniało mu się, że w ogóle takowe dziecko jest i po prostu przestał się odzywać.

Świat mi się zawalił. Studia dzienne, dziecko. Nie miałam pojęcia, jak się w tej sytuacji odnaleźć. Gdyby nie rodzina, nie wiem jak by to było. W pewnym momencie, po wielokrotnych próbach, byłam gotowa psychicznie do tego, aby poprzez sąd przypomnieć mu, że jednak dziecko nie zmarło (o czym często marzył) oraz że ma się dobrze. Mamusia jego, gdy dowiedziała się, że jest babcią tak się ucieszyła, aż powiedziała (nie wprost), że jej ten "bachor" nic nie interesuje.
 
Przyszedł czas rozprawy. Na pierwszą zapomniało mu się przyjść. A na pozostałych nagle dostawał jakiegoś olśnienia, może go piorun uderzył, nie wiem. Wiem jedno: płakał krokodylimi łzami, że chce się zająć dzieckiem, będzie je odwiedzać, on je kocha, a ja ta wyrodna matka pomimo ciągłych prób kontaktów nie umożliwiłam mu pokochać syna. Brakowało tylko, żeby próbował na sali sobie harakiri zrobić. No, prawie uwierzyłam, że się nawrócił. Dałam mu przez to ponownie możliwość (pomimo wszystkiego), żeby choć trochę próbował się zbliżyć emocjonalnie do dziecka.

 Wtedy nagle dostał demencji i zapomniał o tym. Do dnia dzisiejszego to jego "zapominalstwo" trwa.
Nie wiedziałam, że widmo alimentów na salach rozpraw nagle wzbudza w "tatusiach" taki instynkt tacierzyński.

#0xQ8S

Sytuacja ta wydarzyła się jakieś 5-6 lat temu. Był to Sylwester więc wiadomo... imprezka! A więc siedzimy sobie na domóweczce i popijamy, około godziny 2-3 zabrakło nam alkoholu... trzeba było dokupić. Zgłosiłem się z kolegą, że my się tym zajmiemy.

Wspominałem już ze byłem "trochę" pijany?
A żeby było szybciej się dostać wzięliśmy rowery, kolega zwykłego górala, a ja? Mały różowy rowerek pięciolatki.
Wspomniałem jak byłem ubrany?
Miałem na sobie stringi(?!) I skarpetki. Wpadamy na stację, a tam policja. Myślę - oho, mandat za pokazywanie hot doga. Jedyne co zdołałem wydusić to:
- No to so panowie? Piweczko?

Ps. Od tamtego czasu nie piję :)

#BqYMq

Kilka lat temu byłam u psychiatry, ale kiedy powiedziałam mu co mi dolega, stwierdził, że kłamię by zwrócić na siebie uwagę.

Od kilku lat jem gąbki kąpielowe, kupuję je w marketach. Mieszkam w dużym mieście i potrafię codziennie jeździć tramwajem na koniec miasta po kilka gąbek aby się uspokoić. Kiedy już je mam, jestem szczęśliwa i zaczynam je jeść. O dziwo, wszystkie wyniki mam dobre, na usg jamy brzusznej nie ma żadnych nieprawidłowości. Chciałabym przestać to robić, ale jest to mnie bardzo trudne. W domu nikt o tym nie wie, bo wstydzę się o tym powiedzieć.
To się chyba nazywa łaknienie spaczone...
Dodaj anonimowe wyznanie