Jutro będzie ósma rocznica wypadku.
Ale od początku.
8 lat temu miałem praktyki w straży pożarnej, byłem ciekaw pracy strażaka zanim zacznę naukę. Drugiego dnia mieliśmy wezwanie do wypadku drogowego, dyskoteka i rura... Byliśmy pierwsi na miejscu, czołówka touareg i coś, co kiedyś było clio. Wszyscy zabrali się do pracy, a ja miałem przyglądać się i ewentualnie coś przynieść/podać, byle nie przeszkadzać. Kobieta z volkswagena miała ze stopy puzzle, morfina i czekać na karetkę. Gorzej z rodziną z Clio, ojciec - kierowca miał kierownicę w korpusie, zmarł na miejscu. Dwójka dzieci na tylnym siedzeniu, cisza, żadnego płaczu, każdy wie co to oznacza u dziecka po wypadku... Rozpaczająca kobieta na przednim siedzeniu, wyjmowana przez tylne siedzenie.
Jutro o 16.18 (godzina wezwania) jadę na cmentarz, jak co roku, będę siedział i płakał jak dziecko. Rodzina wie co się stało i wie, że potrzebuję tego dnia byś sam.
PS Nie, nie zostałem strażakiem.
Dziewczyna, z którą byłem 3 lata, zerwała ze mną, ponieważ jej przyjaciółka została zdradzona przez chłopaka. Zrobiła to po to, aby tamta nie czuła się samotna.
Wczoraj przeżyłam jedną z najgorszych chwil w moim życiu.
Sytuacja miała miejsce w jednej z miejscowości turystycznych na wybrzeżu Costa Brava w Hiszpanii. To był spokojny wieczór, siedziałam sobie z host rodziną w restauracji czekając na posiłek. Nagle od strony głównej ulicy zaczął biec tłum ludzi, potykając się o siebie, krzycząc coś o zamachu. Pracownicy restauracji momentalnie zareagowali otwierając jakieś drzwi na zaplecze... Goście restauracji biegiem ruszyli w ich stronę. Ludzie krzyczeli, nikt nie wiedział co się dzieje. Dzieci koło mnie płakały, ja sama byłam przerażona, mając w głowie obraz ostatnich wydarzeń które miały miejsce na przykład w Nicei. Serce mi biło jak oszalałe. Jestem w obcym kraju, nie wiedziałam co ludzie krzyczą, co się dzieje... Tuż przy mnie zemdlała kobieta w ciąży. To było najgorsze 15 minut mojego życia...
Przez okno widziałam tylko uciekających w panice ludzi, pełno policji i pogotowia. Po czasie okazało się, że to tylko "głupie żarty" turystów z Niemiec, którym najwyraźniej bardzo nudziło się na wakacjach. Ja nie wiem co z ludźmi nie tak... Do teraz dokładnie nie wiem co się tak naprawdę stało. Media podają różne informacje. Ludzie mówili o uzbrojonych mężczyznach na ulicy, media podają też informacje, że to był tylko Flash mob, i zamiast broni mieli selfiesticki... Nie wiem dokładnie co się stało. Ale wiem, że wywołali oni niemałe zamieszanie, spotęgowane tym, iż większa część turystów w tej miejscowości to Francuzi, przerażeni i zestresowani na każdym kroku. U mnie również wywołała ta sytuacja wielki stres.
Niech ktoś mi powie? Co jest nie tak z ludźmi? Co jest nie tak ze światem?
Kilka lat temu moje zdjęcie wisiało w szkole na tablicy korkowej-gazetce szkolnej.
Nadeszło zakończenie roku i kolega zdjął to zdjęcie- czarno-białe, wydrukowane na kartce A4 do drukarki, podziurawione pinezkami i stwierdził, żebym sobie wziął, bo po co mają wyrzucić? Zakończenie roku to również czas biegania z prezentami do nauczycieli. Z prezentów został mi tylko kwiatek, a z nauczycieli mój ulubiony polonista. Chciałem do niego iść na samym początku, ale nie mogłem go znaleźć. Gdy zobaczyłem jaka jest sytuacja, stwierdziłem, że nie pójdę, bo facet do faceta z kwiatkiem? Jednak w końcu stwierdziłem, że muszę iść, bo to mój ulubiony nauczyciel.
Po rozmowie wziął mi z ręki moje zdjęcie (wspominałem już, że niezbyt eleganckie?), bo myślał, że to mój prezent dla niego. Na kwiatka nie zwrócił uwagi - pomyślał, że to dla jakiejś nauczycielki. Stwierdził, że sprawiłem mu najbardziej oryginalny prezent, pomysłowy i w ogóle najlepszy jaki kiedykolwiek dostał.
Znam tego człowieka długo i dobrze i wiem, że mówił szczerze, a nie kurtuazyjnie.
To wyznanie :http://anonimowe.pl/lxMdl, przypomniało mi moją historię.
Byłam wtedy malutką dziewczynką i pamiętam, że rodzice w nocy często się budzili i wkurzali na bandę studenciaków, która w nocy jeździła pijana i naćpana samochodem i zatrzymywała się przed domami wydzierając się i "warcząc" silnikiem.
Ale przechodząc do sedna historii: tego dnia moi rodzice wyjechali w delegację i zostawili mnie pod opieką babci. Wiadomo, babcia położyła mnie do łóżka i sama zasnęła, gdy tylko zrobiło się ciemno. Ale ja jak to ja, bez kociaka ani rusz do spania, w domu go nie ma, ni hu hu, patrzę przez okno... stoi przed bramą. Jak to mała dziewczynka, pobiegłam po niego i nagle słychać okropny ryk, biorę kota na ręce, chcę już wbiec za bramę, a tu na ulicy przede mną stoi samochód... I teraz wyobraźcie sobie: nagle krzyki studenciaków z samochodu ustają, samochód stoi, a przed nim dziewczynka bez butów, w białej sukience, ciemnych czarnych włosach zarzuconych na twarz, trzymająca na rękach czarnego jak jej włosy kota. Odpalili od razu wsteczny, na szybkości, wjeżdżając w płot sąsiada.
Wtedy dopiero policja zainteresowała się tym, studenciaki musieli naprawić płot i jeszcze znaleźli u nich parę gramów ;)
I tak oto dziewczynka przypominająca z wyglądu kobietę z horroru, zapewniła wsi spokój, a cwaniakom nauczkę.
Choć mieszkam na krańcu Polski, każde wakacje spędzam u dziadków mieszkających w niewielkiej wsi pod Warszawą. Mają oni dom naprzeciwko typowego wiejskiego spożywczaka średnich rozmiarów, a jak na każdej szanującej się polskiej wiosce, przy takim sklepie zwykle zbiera się koło doborowych przyjaciół alkoholu.
Pewnego razu zasłyszałem rodzinną rozmowę, traktującą o nich właśnie.
Otóż ich człowieczym losem zainteresowało się lokalne przedstawicielstwo instytucji ludziom tym najbliższej - opieka społeczna. Rozdała im odblaskowe kamizelki, coby poprawić w porze wieczornej bezpieczeństwo na drodze przed sklepem. Panowie, wdzięczni za dar, zaczęli je skrupulatnie nosić.
Od tej pory we wsi zaczęto mówić o świecących po nocy rowach. Ale do rzeczy.
Siedząc wieczorem przy otwartym oknie z widokiem na sklep po drugiej stronie drogi, czytałem sobie książkę. Wtem usłyszałem ogłuszający pisk opon, cichy jęk i przekleństwo. Kiedy podbiegłem do okna, zobaczyłem odjeżdżającą beemkę, a za nią przewrócony rower i pękniętą puszkę złotego trunku. Spod roweru wygrzebał się członek podsklepowego kółka, podnosząc go krzyknął coś w stylu: "Ty je***y Warszawiaku", a potem: "dobrze, że miałem kamizelkę, bo by mnie k***a zabił".
Szybko podniósł to, co zostało z piwa. Kiedy zobaczył mnie w oknie, dodał: "Widziałeś? BHP to podstawa!". Dopił resztkę, której nie było dane zwilżyć asfaltu, wsiadł na rower i odjechał zygzakiem.
W gimnazjum uchodziłem za osobę bardzo grzeczną i spokojną (co w tej historii jest ważne). Po części był to celowy zabieg, łatwiej było się dogadać z nauczycielami, wynegocjować lepszą ocenę itp. Przejdźmy jednak do sedna sprawy...
Kiedyś na polskim omawialiśmy postać Vincenta van Gogha. Oprócz dyskusji o jego obrazach, zadań pisemnych polegających na ich opisie lub interpretacji, nauczycielka podawała nam też szczegóły z jego życiorysu (nie cenzurując żadnych "nieodpowiednich" informacji). Było więc o tym, że żył na cudzy rachunek, że mieszkał jakiś czas u zakonnic, że często korzystał z usług prostytutek... Ktoś spytał, skąd w takim razie miał pieniądze na ich usługi, skoro był taki biedny. Wówczas mój kolega, starając się, żeby zabrzmiało to możliwie jak najbardziej dwuznacznie, powiedział:
- Pewnie siostry mu DAWAŁY.
Polonistka spojrzała na niego krytycznie i powiedziała:
- Jasiu, jeśli coś mu dawały, to tylko DATKI.
Wówczas ja powiedziałem sam do siebie pod nosem:
- Tak, datki na dziwki!
Jak się okazało, powiedziałem to odrobinę za głośno (albo akurat trafiłem w moment ciszy, i przez to usłyszano moje wtrącenie), bo następnym, co zobaczyłem, były utkwione we mnie oczy wszystkich kolegów i koleżanek w klasie (nauczycielki również). Raczej się nie spodziewali po mnie takiej wypowiedzi, bo na ich twarzach odmalował się autentyczny szok. Patrzę z niepokojem na wpatrującą się we mnie nauczycielkę i zastanawiam się, jaką dostanę karę, a ona mówi:
- No, wreszcie zacząłeś się ucywilizowywać. Jeszcze będą z Ciebie ludzie.
Każda kobieta marzy, aby dzień jej śluby był idealny. Miesiące przygotowań, starań, diet, zakupów i załatwiania różnych spraw. Stres i bieganina w tym właściwym dniu.
Tak było i u mnie. Wszystko dopięte na ostatni guzik, ja w wymarzonej sukni z mężczyzną mojego życia u boku. Po ceremonii w kościele przyszedł czas na zabawę do białego rana. I może tak by to wyglądało, gdyby nie prezent, który przygotowała moja przyjaciółka i druhna jednocześnie.
Zrobiła prezentację, którą została wyświetlona wszystkim osobom zgromadzonym na weselu. Goście mogli podziwiać mojego męża i ową przyjaciółkę w jednoznacznych pozach na zdjęciach zrobionych "z ukrycia". Na kilku fotkach moja druga połowa spała w najlepsze w łóżku kochanej przyjaciółki.
Teściowie zbladli, goście stali w osłupieniu, moja druga połowa krzyczała, by natychmiast to wyłączyć. A co na to druhna? "Przepraszam, Magda, ale musiałaś się przekonać jakim dupkiem jest Twój facet".
Z wesela uciekłam z płaczem, brat odwiózł mnie do domu, rodzice pozamykali wszystkie sprawy.
Po tym wspaniałym prezencie chodzę na terapię do psychologa, ale nic i nikt nie jest w stanie wyleczyć mojego złamanego serca.
Mając dwanaście lat odkryłam co to masturbacja. Już wcześniej wiedziałam co to seks ale wtedy nie wiedziałam jeszcze że można to robić samemu. Nie będę się rozpisywać jak to robiłam, ale zdradzę wam że przez pewien czas miałam taką długą, szklaną rurkę po soli do kąpieli.
Tę rurkę podczas kąpieli wkładałam sobie w wiadome miejsce, jednak nie za głęboko żeby nie stracić z nią dziewictwa. Pięć lat później straciłam je z największym kretynem jakiego znam.
No kurde co mi w tej rurce nie pasowało?
Od zawsze byłam wysoką dziewczyna, ale przeszkadzało mi to. Ciągle szukałam sposobów w internecie jak przestać rosnąć, co zrobić gdy jestem za wysoka itp. W końcu spełniło się moje marzenie... Jestem niższa... O około 1 metr.
Jakim cudem? W wypadku straciłam obie nogi.
Dodaj anonimowe wyznanie