Przypomniała mi się właśnie moja historia z dzieciństwa, która dziś przyprawia mnie o dreszcze.
Słowem wstępu: mieszkałam na małym, cichym osiedlu, na którym mieszka dużo studentów.
Byłam małym brzdącem (4-6 lat), mama puszczała mnie na plac zabaw przed blokiem, z kuchni miała na niego widok i mogła kontrolować, czy wszystko jest w porządku.
Pewnego dnia podeszła do mnie jakaś pani, na oko dwadzieścia parę lat. Sympatyczna z twarzy, no nie wzbudzała żadnych moich podejrzeń. Spytała mnie, czy do niej przyjdę, a ja jako grzeczna dziewczynka odpowiedziałam, że muszę spytać mamy. Odparła, że jeśli spytam, to nie będę mogła do niej iść, i zaczęła mnie namawiać, że ma super rzeczy w domu itp., no standard. Mój mały naiwny móżdżek nie widział w tym nic podejrzanego, więc poszłam.
Grałam u niej na pianinku, łaskotała mnie pod kołdrą, więcej nie pamiętam. Nagle wpadł jej mocno spanikowany chłopak mówiąc, że trzeba mnie odprowadzić (czy coś w tym rodzaju), bo policja mnie szuka. Wszyscy w panikę, ja biegnę z płaczem do domu. Okazało się, że mama szukała mnie ok. godziny, zapłakana i wystraszona (co się dziwić). Policji, ze wstydu i strachu, wkręciłam, że mnie tam zaciągnęła na siłę. Na drugi dzień studentki już nie było, wyprowadziła się z mieszkania, a ja do dziś się zastanawiam, czy chciała mnie adoptować, zgwałcić czy sprzedać na narządy.
Parę lat temu udałam się z koleżanką na mszę do kościoła. Po mszy koleżanka została jeszcze obgadać jakąś sprawę z księdzem, a ja wyszłam na zewnątrz zapalić. Usłyszałam rozmowę jakiegoś mężczyzny z grupką ludzi, którzy tłumaczyli mu jak dość do pewnego miejsca. Próbowali mu wytłumaczyć, ale on czegoś nie rozumiał i naglił ich czas, więc podziękował, a oni odeszli. Zrobiło mi się go szkoda, więc zapytałam, czy mogę jakoś pomóc. Wytłumaczyłam mu drogę, porozmawialiśmy chwilę i tyle go widziałam. Wróciłyśmy do domu i myślałam, że to koniec tej historii.
Po tygodniu znowu z koleżanką udałyśmy się do tego samego kościoła na mszę. Po mszy spotkałam tego samego człowieka. Podszedł, podziękował za pomoc i zaproponował wymianę numerów. Zgodziłam się, bo w sumie wydał się miły.
Odezwał się tego samego dnia, porozmawialiśmy chwilę, okazało się, że dopiero przeprowadził się do tego miasta i nie bardzo umie się odnaleźć. Postanowiliśmy się spotkać.
Spotykaliśmy się parę razy. Nie doszło do niczego poważnego. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Był naprawdę inteligentnym i zabawnym facetem, ale miał też w sobie coś dziwnego. Często nie odbierał telefonów tłumacząc, że niby pracuje, ale było to dość dziwne, bo za każdym razem jak odbierał mówił szeptem, albo był bardzo zdenerwowany. Nie chciał mówić nic o sobie i w sumie oprócz jego wieku, imienia i paru innych szczegółów mało o nim wiedziałam. Miał dziwne wahania nastoju - raz pisał mi, że to koniec, że lepiej jak wymażę jego numer, a zaraz potem przepraszał. Zawsze chciał się spotykać w dziwnych miejscach z daleka od miasta. Kiedy pytałam o pracę, zaczynał kręcić.
W końcu stwierdziłam, że nie ma to najmniejszego sensu, bo on sam tak naprawdę nie wie czego chce, więc wymazałam jego numer i tyle. Dzwonił parę razy dziennie, pisał SMS-y, przepraszał, twierdził, że to o wiele bardziej skomplikowane. Ja nie miałam ochoty bawić się wtedy w gierki, więc powiedziałam wprost, że albo wyzna prawdę, albo to koniec. Nie odpisał więcej.
Po jakimś czasie udałam się z koleżanką na mszę (nie było mnie w kościele chyba z pół roku przez pewne problemy ze zdrowiem) i nagle zobaczyłam jego. Był w kościele. Ścięło mnie z nóg.. Myślę, że gdybym wtedy zobaczyła go z rodziną, byłabym o wiele szczęśliwsza, bo przynajmniej wiedziałabym, że chciał się tylko zabawić, ale nie... On tam był i odprawiał mszę.
Pochodzę ze Śląska. Wiecie, kopalnie, huty i barbórka. Mój chłopak Alek pochodzi z północy kraju i dla niego Śląsk to taki trochę inny świat. Lubi sobie pożartować ze Ślązaków w stylu "przypaliłem kotleta, ale tobie to pewnie nie przeszkadza, bo lubisz węgiel". Nic strasznego, takie tam heheszki, zresztą ja z niego też lubię robić sobie jaja :)
Był długi weekend, więc pojechaliśmy do mojego miasta. Jeden dzień mieliśmy spędzić u moich dziadków. Dziadek był inżynierem górnictwa, jest to rosły facet, z krwi i kości Ślązak. Alka lubi, ale traktuje go z dystansem. Po wycieczce mieliśmy zrobić grilla, więc wybraliśmy się do sklepu. Tam dziadek spotkał swojego ulubionego sąsiada i jego wnuka - Kubę. Starszym panom nie umknęło, że ja i Kuba w podstawówce byliśmy w sobie "zakochani" i oczywiście nam o tym przypomnieli. Dzieciństwo dzieciństwem, ale Alek był trochę zazdrosny o Kubę, być może była to kwestia tego, że mój dawny kolega jest bardzo wysportowany i nie szczędził mi komplementów. Dziadek oczywiście zaprosił swojego przyjaciela wraz rodziną na nasze przyjęcie, no i tak wróciliśmy do domu i zabraliśmy się do przygotowań. Dziadek był w garażu, a ja z Alkiem w szopie obok rąbaliśmy drewno, w międzyczasie Alek umilał nam pracę żartami o górnikach i Ślązakach, bo czemu nie.
Ognisko się zaczęło i tak siedzimy sobie, miło rozmawiamy, kiedy nagle dziadek wstaje i zwraca się do Alka, że ma dla niego zadanie na męstwo. Otóż żeby sprawdzić jego siłę i wytrwałość (i to czy jest mnie godzien), musi spróbować przegiąć podkowę. Chłopak oczywiście przyjął wyzwanie i poszedł mocować się z podkową. Próbuje, próbuje i nic. Dziadek w śmiech, że tam na północy nie ma silnych facetów, więc niech może Kuba spróbuje. Oczywiście mówię Alkowi, że to nic, bo taką podkowę strasznie trudno zgiąć. No, ale do zadania wstaje Kuba. Bierze drugą podkowę i co ? I przegiął ją. Wszyscy w szoku, brawa i zachwyty. Mój chłopak potraktował to jak policzek, więc jeszcze raz próbuje tę swoją podkowę zgiąć. I dupa. Wtedy dziadek klepie go po ramieniu, mówi, że tutaj trzeba krzepy górnika, żeby tego dokonać. Bierze trzecią podkowę i bez większego problemu wygina jak mu się podoba! Biedny Alek oczywiście się lekko załamał i widziałam, że przez większość wieczoru mielił w rękach tę podkowę. Dziadek też to zauważył i powiedział, że może i siły nie ma, ale wytrwałości mu nie brakuje.
Po imprezie zabraliśmy się do sprzątania. Chciałam zebrać te nieszczęsne podkowy, biorę je do ręki i co czuję? Że podkowy dziadka i Kuby to atrapy, zrobione najpewniej z jakiegoś stopu ołowiowego, dlatego też było je łatwo wygiąć. Dziadek po prostu słyszał żarty Alka i chciał mu utrzeć nosa :)
Chłopak nadal nie wie o przekręcie. Żeby nabrać siły zapisał się na siłownię, cóż, niech wyjdzie mu na zdrowie ;)
Jedynym powodem, dla którego zaprosiłam przyjaciółkę do "Domu strachów" był fakt, że w ciemnościach mogłam bezkarnie uderzyć ją w twarz i udawać, że to nie ja.
Rok 2013 był dla mnie wspaniałym czasem. Spotykałem się od 4 miesięcy z przepiękną i cudowną dziewczyną :)
Wynajmowałem pokój w mieszkaniu z 2 studentami, którzy wiecznie balowali i nigdy nie zamykali drzwi na klucz, ale byli mega fajni. Bez pukania nikt do mnie nie wchodził, każdy szanował swoją prywatność itp., itd.
Pewnej nocy w okolicach godziny 24:00 moja luba (nazwijmy ją Alicja) napisała do mnie sSMS-a, co porabiam. Odpisałem, że kładę się spać, że tęsknię i nie mogę się doczekać jutrzejszego spotkania.
Spać się nie chciało, a że do zbliżenia jeszcze nie doszło, postanowiłem pomęczyć trochę freda i pozbyć się ładunku, który we mnie stopniowo wzrastał. Gdy tak się zabawiałem przy akompaniamencie filmów dla dorosłych, moim oczom ukazała się Alicja stojąca z 2 piwami w progu moich drzwi. Stoi wryta, nic nie mówi. Patrzy na mnie, ja na nią. Najbardziej krępujące 2 minuty w moim całym życiu, a ja zmieszany cedzę:
- Super, że jesteś. Myślałem o tobie... To znaczy nie tak... Eeee... Bo wiesz... to nie tak...
Alicja ochłonęła trochę, usiadła w fotelu obok, otworzyła piwa, uśmiechnęła się i podając mi jedno pyta:
- No i jak? Dobra byłam?
Drodzy Panowie, jak kobieta jest w stanie wybaczyć taką sytuację po 4 miesiącach znajomości i nadal dba, aby wasze uczucie bez przeszkód rozkwitało - nigdy nie wypuszczajcie jej z ramion!
Tak, jest moją żoną i zarazem całym moim światem :)
Historia mojego wujka, który jest według mnie bohaterem. Niewiele osób byłoby w stanie podjąć takie decyzje jak on i za to go szanuję.
Zakochał się na zabój w swojej pierwszej kobiecie. Była dla niego całym światem, nawet nie zdążył pomyśleć o tym, że mógłby "zaliczyć" jeszcze jakieś laski póki jest młody.
Harował jak wół, żeby zapewnić im dostatnie życie, w międzyczasie urodził im się pierwszy syn. Ciotka niestety była, delikatnie mówiąc, materialistyczną zołzą. Liczyła się dla niej tylko biżuteria, kosmetyczka i tony nowych ubrań. Wujek, zaślepiony miłością, latami zapewniał jej to wszystko nie dbając zupełnie o swoje potrzeby, a ona systematycznie robiła mu piekło z życia. Była naprawdę okropną, awanturującą się egoistką. Po latach ciotka urodziła kolejnego syna. Dzieciak miał autyzm, i to taki naprawdę poważny, opieka nad nim jest bardzo ciężkim zadaniem.
I tu pojawia się fakt, o którym każdy w rodzinie wie, ale nikt o tym nie mówi, żeby nie ranić wujka - ciotka oprócz drogiej biżuterii i imprez uwielbiała też mężczyzn... Zdradzała wujka i drugi z ich synów był tak naprawdę synem innego mężczyzny. Wujek też oczywiście o tym wiedział. Mimo tego pokochał dzieciaka i zajmował się nim najlepiej jak potrafił, udając przed światem, że to jego dziecko. Ciotkę nadal kochał i wybaczał jej wszystkie te okropne rzeczy.
Niedługo potem ciotka odeszła do innego mężczyzny. Nawet nie próbowała starać się o opiekę nad dziećmi, zniknęła na wiele lat, nie odzywała się, z wyjątkiem sytuacji, kiedy potrzebowała pomocy, bo wydała wszystko na swoje rozrywki, a kolejny fagas ją naciągnął i zostawił. Wujek oczywiście jej pomagał...
Ich młodszy syn ma teraz ponad 20 lat, nadal wymaga opieki 24 godziny na dobę. Ciotka nie odzywa się do nikogo z rodziny i z tego co wiemy wcale się nie zmieniła...
A wujek? Wujek jest najlepszym ojcem, jakiego ten dzieciak mógłby sobie wymarzyć. Poświęcił mu całe swoje życie i kocha go całym sercem. Nie znalazł sobie nowej kobiety, bo ostatnia, z którą się spotykał wstydziła się jego syna i nie traktowała go odpowiednio.
Wujek pokochał dziecko, które nawet nie jest jego i codziennie poświęca wszystko (tylko rodzice dzieci z autyzmem wiedzą jak jest mu trudno) dla tego chłopaka.
Mam nadzieję, że kiedyś los mu to wynagrodzi.
Spałam pierwszy raz u mojego chłopaka. Wieczór minął nam na oglądaniu filmów, zanim się obejrzeliśmy, była piąta rano. Zdecydowaliśmy się położyć, ale wiadomo, nie zasnęliśmy tak od razu.
Całowaliśmy się trochę, widziałam, że mój luby coraz bardziej się nakręca, a i mnie podobało się to coraz bardziej. Nasze ruchy były, powiedzmy, niedwuznaczne. Wszystko cudownie, między nami burza namiętności... I nagle bach! Brat mojego chłopaka wchodzi bez pukania do pokoju. Tak mnie to zaskoczyło i skrępowało (biorąc pod uwagę to, że byłam bez stanika), że niewiele myśląc padłam na łóżko obok mojego chłopaka i... udawałam martwą, dopóki jego brat nie wyszedł z pokoju.
Oczywiście widział całą tę akcję i do dziś mi ją wypomina, ale nie wchodzi już do naszego pokoju bez zapowiedzi :)
Wczoraj rano obudził mnie głośny huk. Myślałam, że ktoś włamał się do mojego mieszkania. Pobiegłam do kuchni, chwyciłam nóż i pobiegłam do salonu. Kiedy tam weszłam zobaczyłam, że mój NOWY telewizor leży na podłodze, ekran cały popękany, a mój kot siedzi obok, liże sobie łapkę i najwidoczniej jest z siebie bardzo zadowolony.
Kilka dni temu moja mama miała operację nogi. Dopinając wszystkie formalności dostała specjalnie ubranie na zabieg (w tym jednorazowe majtki).
Biedna była tak zestresowana, że chyba nie myślała za wiele i pomyliła majtki z... czepkiem.
Nawet nie chcę wiedzieć, co myśleli lekarze widząc moja mamę z majtkami na głowie podczas operacji...
Jestem właśnie w pracy i popijałam sobie kawkę. W moim ulubionym kubeczku było dosłownie ostatnich kilka kropel. Tylko nie zauważyłam pięknego czarnego muszyska pływającego na dnie... Ta okropna mucha nie chciała mi przejść przez gardło, bzyknęła ze dwa razy (W GARDLE!), po czym popiłam ją sporą ilością wody.
To było moje pierwsze zjedzone mięsko od 3 miesięcy. ;>
Dodaj anonimowe wyznanie