Długo się zbierałem, aby napisać swoją historię, jednak dzisiaj nadszedł ten dzień.
Kiedy miałem 13 lat, moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym, zostaliśmy we dwoje z siostrą pod opieką babci. O rodzicach nie mogłem zapomnieć, ciągle wchodząc do kuchni wypowiadałem puste "mamo?". Byłem załamany, nie mogłem znaleźć miejsca dla siebie. Po roku od śmierci moich rodzicieli zacząłem się staczać, zaczęło się od wagarów, picia alkoholu, paleniu papierosów i innych używek. Wielokrotnie siostra z babcią musiała mnie odbierać z komisariatu, bo albo picie w miejscu publicznym, albo inne przewinienia.
W wieku 16 lat popełniłem największy błąd - razem z kolegami spróbowaliśmy białego proszku, który to wprowadza w stan euforii. I wtedy się zaczęło...
Rozprawy sądowe, kurator, groził mi nawet poprawczak, jednak wtedy pojawiła się ona. Powiedzmy, że była to Basia. Starsza o dwa lata, złotowłosa, z niebieskimi oczami. Zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia i postanowiłem się zmienić dla niej. Zaczęła mnie wspierać, z dnia na dzień pomagała wyjść z nałogu, zachęciła do nauki. Dzięki niej skończyłem gimnazjum, poszedłem do liceum zaocznego, uczyła mnie matematyki, polskiego, angielskiego. Maturę zdałem na 80% prawie z każdego przedmiotu.
Babcia i siostra były pod wrażeniem, jak taka zwykła osoba jak Basia z patologicznego chłopaka, któremu tylko stan nirwany w głowie, zrobiła człowieka.
Dostałem się na studia, wyjechałem wraz z Basią do jej cioci, gdzie razem mieszkaliśmy, kochaliśmy się, cały czas wspierając się wzajemnie.
Na 3 roku studiów pojawiła się nasza córeczka, piękna niczym mama. Skończyłem studia z tytułem inżyniera. Razem z Basią wzięliśmy ślub. To jest ostatnie wspomnienie, jakie po niej mam.
Dzisiaj mija 4 rocznica śmierci mojej kochanej Basi. W drodze po zdjęcia z wesela mieliśmy wypadek. Ja przeżyłem, moja ukochana niestety umarła mi na rękach.
Obecnie mam bardzo dobrą pracę, wychowuję naszą córeczkę samotnie, a mimo to ciągle myślami jestem u boku mojej kochanej żony.
Nie będzie morału, nie będzie też żadnego cytatu.
Jedyne co chciałbym jeszcze napisać, to uważajcie na siebie i sami uważajcie na innych. Nie zawsze używki to rozwiązanie sytuacji, miłość zmienia wszystko i nawet najtwardsi potrafią zmienić się w delikatne osoby.
Wszystko co mam w życiu zawdzięczam jej, gdyby nie ona, to zapewne moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej.
Opiszę Wam historię, jak to mój półtora metrowy smok wystraszył moją upierdliwą teściową. :)
Moja ukochana teściowa bardzo lubi zostawać u mnie i u męża na noc. Zdarza się, że zostaje co weekend, żeby - jak to ona mówi - ''pomagać nam''. Na nic tłumaczenia, że sami sobie radzimy. No ale cóż, wróćmy do historii.
Z mężem mieszkamy w 3-pokojowym mieszkaniu w bloku. W jednym z pokoi jest duże terrarium, w którym mieszka sobie mój kochany gad Dragon. Dragon to wielki legwan zielony, niezwykle miły i przytulaśny, zupełnie nieszkodliwy. W tym pokoju jest również łóżko, na którym nieraz śpią goście. Gdy przyjeżdża teściowa, zawsze muszę terrarium zakrywać, bo ona się go boi.
Pewnego weekendu znowu mamusia została u nas. Tak się złożyło, że wieczorem musieliśmy ją zostawić na godzinę samą w mieszkaniu, bo odbieraliśmy mojego brata z lotniska.
Teściowa zadzwoniła do mojego męża z najgłośniejszym krzykiem, jaki słyszałam (zapewne nie tylko ja, ale również całe osiedle) i z przekonaniem, że po domu biega aligator! Do tej pory nie wiemy jak Drago wyszedł z terrarium, ale przynajmniej teściowa ograniczyła przyjeżdżanie do nas. ;)
Będzie krótko.
Jak byłam mała (ok. 5-6 lat), kradłam mojemu bogatemu koledze klocki lego. Miał tego ze 20 kg, bo jego tata pracował w Niemczech, więc wynosiłam pojedyncze, wyjątkowe klocki, wsadzając je sobie w rajstopki albo majtki.
Nigdy nic nie zauważył.
Dzisiaj przypomniałam sobie moje "nawyki" z dzieciństwa.
A więc, gdy miałam około 5-6 lat, zawsze wyobrażałam sobie, że w radiu siedzą malutcy ludzie i śpiewają. Ale najlepszym hitem jest to, że myślałam, że jeśli ja widzę aktorów występujących w filmach, to oni mnie także. Więc zawsze, gdy zasiadałam przed telewizorem, musiałam mieć pomalowane usta błyszczykiem (oczywiście podkradanym nałogowo mamie), ładne ubrania (piżama nie wchodziła w grę) oraz idealnie uczesane włosy. Taki rytuał musiałam odbyć przed posadzeniem tyłka przed telewizorem, bo przecież w telewizji tyle przystojniaków.
Takie małe wspomnienie z dzieciństwa :)
Kiedy miałam 18 lat (obecnie mam 25) pojechałam na taką letnią wycieczkę. Po przyjeździe na miejsce zakwaterowanie, wybór pokoi. W ten sam dzień opiekun stwierdził, że pójdziemy na siłownię/basen/kręgielnię. Nie umiałam grać w kręgle ani pływać, więc stwierdziłam, że akurat ja wybiorę siłownię. Większość poszła na basen, kilka osób na kręgle, a ja i kilka dziewczyn zostałyśmy na siłowni.
W pewnym momencie zobaczyłam bardzo przystojnego faceta (powiedzmy, że X), który wychodził z kręgielni, miał jeszcze mokre włosy (więc pewnie wcześniej był na basenie). Mógł mieć około 26-30 lat. W momencie przekraczania progu zerknął na mnie. Ja oczywiście rumieńce na policzkach, speszyłam się jak cholera. Wysoki, opalony, dobrze zbudowany, no ideał. Wraz z koleżankami dzielnie "ćwiczyłyśmy". Dziewczyny stwierdziły, że idą się popluskać, ja jeszcze trochę zostałam. I właśnie w tym momencie X zaczął iść w moim kierunku. Podszedł i zapytał "Ile?". Ja nie miałam kompletnie pojęcia o co chodzi, odparłam: "Co ile?". Na co on "Ile już tutaj ćwiczysz, wyglądasz na zmęczoną". Na pewno wyglądałam jak jakiś mops, rozczochrana, bez jakiekolwiek makijażu, rumieńce.. przy nim, który wyglądał jak grecki bóg, dosłownie. Po chwili rozmowa się rozkręciła, założyliśmy się nawet o jakieś wino, nie wiem dlaczego, rozmawialiśmy dość długo, no ale niestety przyszedł po nas opiekun, bo czas zbiórki..X powiedział "Gdzie moje wino?", a ja odparłam "Następnym razem, bo muszę już iść". Szybko uciekliśmy wszyscy do miejsca zbiórki. Nie zdążyłam nawet spytać o imię, skąd jest, cokolwiek. Sama się nie przedstawiłam. Później całą wycieczkę myślałam o tym, że może gdzieś go jeszcze spotkam, niestety na marne.
Rok temu z przyjaciółką pojechałyśmy na weekend do tego miasta i wiecie co? Spotkałam tam JEGO. On zagadał, w momencie gdy byłyśmy na mieście. W pierwszej chwili w ogóle gościa nie skojarzyłam (fakt, był bardzo przystojny, ale nie przeszło mi przez myśl nawet, żebym mogła go skądś znać, tym bardziej, że jestem w miejscowości oddalonej o ponad 200 km od mojej). Powiedział, że chyba mnie skądś kojarzy i czy czasami już tutaj kiedyś nie byłam. Po sznurku do całości, doszliśmy do tego skąd. Nigdy nie spodziewałam się, że go kiedyś jeszcze spotkam, chociaż po powrocie z wycieczki marzyłam o takiej chwili. Koleżanka wróciła do hotelu, a my poszliśmy do restauracji, aż w końcu dotarliśmy do jego domu... i teraz sami możecie się domyślić co tam się stało. Od samego progu zaczął mnie pieścić, całować, zdejmować ze mnie koszulę. Nie potrafiłam mu się oprzeć, wyglądał nieziemsko. Wylądowaliśmy w łóżku. Po wszystkim odwiózł mnie do hotelu i wiecie co?
Nadal nie wiem jak ma na imię.
Kiedy miałam może z 6-7 lat, mama nie pozwoliła mi iść na wieś do koleżanki. Wzięłam więc z komórki gruby sznur i szłam przez całe podwórko ostentacyjnie wlokąc go za sobą i tak dotarłam do szopy na drewno. Udawałam, że z rozpaczy idę się powiesić. Usiadłam na pieńku i czekałam aż mama przyjdzie mnie uratować, przeprosić i pozwoli mi pójść do znajomej.
Niestety nic takiego się nie stało. Znudziło mi się czekanie i wróciłam po prostu do domu. Mama chyba nic nie zauważyła.
Ostatnimi czasy pod wpływem wyrzutów sumienia postanowiłam po długim czasie (ponad rok) wybrać się do spowiedzi.
W drodze do kościoła byłam zestresowana i w myślach wciąż powtarzałam sobie formułkę spowiedzi.
Gdy zbliżałam się już do murów kościoła, zauważyłam, że w moim kierunku idzie kolega ze szkoły, który od zawsze mi się podobał.
Uśmiechnął się z daleka, a gdy podszedł bliżej przywitałam się, mówiąc...
"Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus" :(
Krótka historia, która jednak mocno mnie dotknęła.
Sama nie jestem wierząca, ale respektuję poglądy innych ludzi. Moja babcia, która co tydzień chodzi na mszę, dwa razy do roku idzie na zakrystię i daje księdzu 50 zł. Taki jej wkład, bo w końcu ktoś to grzeje, ktoś sprząta... Ostatnim razem nie miała jednego papierka, a 20 zł, 10 zł i cztery piątki. Uznała jednak, że co to za różnica, pieniądz jest pieniądz. Otóż nie...
Księżulek wykrzyczał jej, że "moniaków nie przyjmuje" i prawie siłą wyrwał papierowe 30 zł, gardząc drobnymi. Burczał coś jeszcze o biednych, ale babcia tak się przejęła, że już go nie słuchała.
Zgadnijcie kto za pół roku nie dostanie już nic...
Cóż, będzie krótko.
Wydarzyło się to już sporo czasu temu, ale dopiero teraz to opisuję.
Pewnego razu w Mieście Chytrej Baby lało jak jasna cholera. Idąc z parasolką zobaczyłem stojącą na przystanku dziewczynę, przystanek wiaty nie miał, był to zwykły słup ze znakiem, więc stała i mokła próbując jakoś osłonić się torebką, ze skutkiem dość marnym.
Z natury jestem miłym i uczynnym facetem, chciałem dać jej swój parasol, żeby nie mokła, mi tam przemoczenie nie przeszkadza, a kto wie, może i by dała się zaprosić na piwo lub do kina?
W efekcie, gdy powiedziałem, żeby wzięła parasol, bo nie mogę patrzeć jak tak moknie, dostałem w twarz i zostałem nazwany zboczeńcem.
I weź tu bądź dobry...
Do dziś śmieję się z tego, co zaraz przeczytacie.
Jak miałam 5 lat, to kiedy jadłam żelki, zawsze odwracałam się bokiem lub tyłem do opakowania.
Dlaczego?
Bo bałam się, że jak reszta żelek "zobaczy", że jem ich braci, to się wystraszą i uciekną.:D
Dodaj anonimowe wyznanie