#0x2nY

W mojej malutkiej wsi w kościele jest taka tradycja, że co roku w Boże Narodzenie ksiądz woła wszystkie dzieci do lat 14 do przodu przed ołtarz. Mamy tam zawsze taką stajenkę z boku i to przy niej gromadzą się wszystkie dzieci. Razem się modlą, śpiewają i witają Jezuska... A teraz moja opowieść.

Ja, lat około 9, idę z resztą dzieci na środeczek, do Jezuska. „A teraz wszystkie dzieci niech uklękną przy naszym Jezusku małym i będziemy się modlić” – tak też zrobiliśmy. Było nas tam bardzo dużo. Klęczę sobie ja, przede mną dużo dzieci, za mną dużo dzieci. Nagle poczułam, że zachciało mi się kichać. Na nieszczęście nie było to urocze kichnięcie... Tak kichnęłam, że w tym samym momencie puściłam głośnego bąka, na cały kościółek.

Nigdy nie zapomnę tych śmiechów wokół mnie i słów roześmianego księdza: „ojoj, na zdrowie!”.

#5cYrT

Mam wyrzuty sumienia odnośnie do relacji mojego partnera z jego matką, może Wy pomożecie mi osiągnąć spokój ducha.

Znamy się z Tomkiem kilka ładnych lat. Na początku byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Bardzo się wspieraliśmy we wszystkich trudnych sytuacjach, a zwłaszcza on mnie, kiedy urodziłam córkę 3 lata temu i postanowiłam nie być z jej ojcem (temat na osobną historię). Tomek jest jej ojcem chrzestnym. Minęły 2 lata od tego wydarzenia i zupełnie nagle rozwinęło się między nami coś więcej. Po 4 miesiącach od momentu rozpoczęcia naszego związku partner poinformował o tym swoich rodziców. Liczyliśmy na pozytywną reakcję, ponieważ wielokrotnie widziałam się z jego matką, kiedy jeszcze się przyjaźniliśmy i zawsze bardzo mnie lubiła, wręcz uwielbiała. Niestety po wiadomości, że jesteśmy razem, zmieniło się to o 180 stopni.

Zaczęła mnie oczerniać przed Tomkiem i jego rodziną. Wszelkie zniewagi raczej po mnie spływały, stwierdziłam, że skoro w ciągu jednego dnia ta kobieta zmieniła kompletnie o mnie zdanie, to raczej nie zna mnie ani trochę i nie mam po co się tym przejmować. Wszelkie tego typu akcje znosiłam w milczeniu, nie komentowałam, nawet kiedy Tomek się wkurzał na matkę, stwierdziłam, że niepotrzebnie się nakręca, przecież większość teściowych nie lubi partnerów swoich dzieci. Czara goryczy przelała się, kiedy teściowa dowiedziała się, że mamy zamieszkać razem. Zaczęła wydzwaniać do Tomka, wysyłać do niego SMS-y, że jest zerem, idiotą, nic nigdy w życiu nie osiągnie, że jest na dnie i jeszcze przyjdzie do nich po pomoc, a ona wtedy go wyśmieje, że jest kłamcą i oszustem (teściowa ubzdurała sobie, że na pewno byliśmy razem o wiele wcześniej, tylko Tomek na pewno chciał ją oszukać). Kiedy pojechaliśmy oznajmić im, że jestem w ciąży i będą mieli wnuka, zaczęły się krzyki, wyzwiska. Na osobności matka próbowała wmówić Tomkowi, że złapałam go na dziecko, żeby nas utrzymywał (zarabiałam więcej od niego).

Po tym incydencie całe szczęście przejrzał trochę na oczy. Zaczął ignorować wybuchy matki i rozłączać się, kiedy zaczynały się ataki histerii. Matka zaczęła go również straszyć, że jeżeli nie dostarczy jej dyplomu i magisterki w wybranym przez nią terminie (nawet w dniu porodu zapytała tylko, kiedy je wreszcie dostanie), to będzie musiał jej oddać całe pieniądze, które wydała na jego edukację (a właściwie nie jej, tylko jej męża, ponieważ ona nie pracuje). Zaczęłam go nakłaniać do ograniczania kontaktu, bo widzę, jak mu przykro po jej telefonach. Mimo to mam wyrzuty sumienia, że odcinam go od rodziców i mam wrażenie, że gdyby nie ja, to by się tak z nimi nie kłócił.

#ovi9E

W lipcu zorganizowałam imprezę, wypiłam jednak trochę za dużo i położyłam się na chwilę spać. W międzyczasie reszta gości postanowiła urządzić sobie wojnę na pianę utworzoną uprzednio w wannie. Wszyscy w najlepsze bawili się na zewnątrz, rozmazując sobie ją po twarzach.
Wtedy właśnie poczułam się bardzo źle i niestety nie zdążyłam dobiec do łazienki  – zwymiotowałam na balkon i prosto na głowy ludzi na zewnątrz...
Czy ktoś się zorientował? Nie, dalej w najlepsze nacierali się pianą z zawartością mojego żołądka.
Zarzygałam własnych gości.

#SOxnf

Wczoraj jak zwykle wykonywałem moje obowiązki w pracy. Spadło sporo śniegu, więc standardowo moim zadaniem w takim czasie było rozsypanie soli na drogach (oczywiście przy pomocy mojej ciężarówki). Pod koniec mojej podróży (przejechałem około 100 km) zdałem sobie sprawę, że zapomniałem nacisnąć przycisk soli...

#yymYA

Ostatnio pokłóciłem się z jedną pracownicą u mnie w pracy, i to w trakcie spotkania firmowego. Z pół godziny później wylałem na nią kawę - oczywiście zupełnym przypadkiem i to nie miało nic wspólnego z wcześniejszą kłótnią. Czy ktoś wierzył w tę wersję wydarzeń? Do dzisiaj pewnie tak, bo dzisiaj przypadkiem trzasnąłem ją drzwiami w głowę. Do końca życia się z tego nie wytłumaczę.

#gGXSW

Babka wmuszała we mnie dziewczęce zachowania.

Miałam wtedy coś około 12 lat, rodzice wysłali mnie na wakacje do babci, do miejscowości oddalonej około 400 km.



Jestem bardziej za "wygodnymi" ubraniami. Matka starała się stroić mnie w sukienki i spódniczki. Gdy zaczęłam sama wybierać sobie ubrania, wszystko to w co mnie ubierała wylądowało na dnie szafy. Na uroczystości szkolne, czy święta wolałam założyć marynarkę i eleganckie spodnie. Mam lekką nadwagę, nie akceptowałam siebie.



Wracając do wakacji. Do babki przywiozłam spodnie, koszulki, kilka bluz. Wróciłam z miniówkami, kilkoma bluzkami z dekoltem, butami na obcasie i jeszcze większą nienawiścią do siebie. Razem z ciotką i kuzynkami stroiły mnie tak, abym do nich pasowała. Moja wygoda się nie liczyła, bo wygodnie mi było w brązowych bojówkach, które nie opinały się na grubych udach. W moich ubraniach ludzie nie zwracali na mnie uwagi. Okropnym uczuciem było gdy mnie przebrały i wszyscy zaczęli na mnie patrzeć.


Jeszcze gorszy moment był wtedy, gdy kilku chłopaków w wieku około 20 lat zaczęło do nas krzyczeć i gwizdać. Kuzynki i ich koleżanki zareagowały jakby złapały Boga za nogi, odmachiwały im, puszczały buziaki. A ja stałam w tej grupie jak ta "niewydymka" z szokiem w oczach, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Mentalnie byłam dzieckiem, a rok młodsza kuzynka wtórowała siostrze. Byłam zamknięta w sobie, nie umiałam się sprzeciwić, gdy dobierały mi ubrania. Nie chciałam też ściągnąć na nas wszystkie albo na samą siebie wstydu z powodu moich ubrań. To żadna tragedia, ale też nie było czymś przyjemnym. Babka twierdziła, że wie lepiej co dla mnie dobre.



Wciąż pamiętam obrzydliwie "głodny" wzrok niektórych facetów i zniesmaczenie kilku eleganckich kobiet, które tam spotkałam.

#xiETx

Sytuacja, którą chcę opisać, działa się na letnim obozie językowym, organizowanym przez nasze liceum (wyglądało to tak, że mieszkaliśmy w internacie przy szkole przez 2 tygodnie, pod opieką nauczycieli z naszego liceum, no i mieliśmy tam zajęcia językowe).

Wieczorem po kolacji zawsze mieliśmy czas wolny. Ja i moje dwie przyjaciółki w tym właśnie czasie postanowiłyśmy wyjść na dwór. Zamiar zgłosiłyśmy opiekunowi, zgodził się. Poszłyśmy więc pod budynek szkoły, w której trwał wtedy remont i przewijało się tam wiele osób, w tym dwóch młodych robotników, którzy mieli akurat przerwę w pracy. Zauważyli mnie i koleżanki i podeszli do nas, żeby zagadać. Nie chciałyśmy się zbytnio wdawać w rozmowę, więc już miałyśmy się żegnać i wracać do internatu, gdy nagle obok nas przeszła jedna z nauczycielek, pani K. Stanęła jak wryta i zapytała "A panowie co tu robią?". Robotnicy odpowiedzieli, zgodnie z prawdą, że mają przerwę w pracy i po prostu z nudów przyszli porozmawiać z nami. Pani K., okropnie zdenerwowana, kazała im się trzymać od nas z daleka i powiedziała, że nie mają prawa utrzymywać jakiegokolwiek kontaktu z uczestniczkami obozu, a nas zaprosiła do siebie.
W swoim gabinecie powiedziała nam, że nasze zachowanie jest karygodne, bo rozmawianiem z obcymi mężczyznami prowokujemy ich do gwałtu (!) i że zadzwoni do naszych rodziców i powie im, że podrywamy obcych mężczyzn, ryzykując życie. Próbowałyśmy wytłumaczyć, że to nie my zainicjowałyśmy rozmowę, ale pani K. nie chciała nas słuchać. Uznała, że powinnyśmy stamtąd pójść gdy tylko zobaczyłyśmy, że ktoś do nas idzie, bo kobiety podejmując jakikolwiek kontakt z obcym mężczyzną wyrażają zgodę na gwałt i jakby do czegoś doszło, to jest to nasza wina.

Nie mam pretensji o samo zwrócenie nam uwagi za rozmawianie z obcymi mężczyznami - wiadomo, że nauczycielka odpowiada za nasze bezpieczeństwo i musi się o nas troszczyć. Ale nie rozumiem, jak można wmawiać nastoletnim dziewczynom, że odezwaniem się do mężczyzny wyrażają zgodę na gwałt... A jakby któraś z nas faktycznie została w przyszłości zgwałcona i przez te słowa uznała, że to jej wina?

#oilNW

Jestem uzależniony od masturbacji.

Od czterech lat jestem w związku. Moja dziewczyna ma różne traumy z poprzednich okresów w życiu, nad którymi pracuje z terapeutką. Wpływają one właśnie na sferę seksualną. Niskie libido. Seks może raz w miesiącu, chociaż zdarzały się już przerwy 2-3 miesięczne. Kochamy się tylko w jednej pozycji bo inne ją stresują. I to tez tylko jeżeli ja to zainicjuje. Może dwa razy (w ciągu czterech lat!) było odwrotnie. Nie ma mowy o manualnym zakończeniu, albo o seksie oralnym. Ja mam duże potrzeby w tym zakresie i zostaje mi masturbacja.

Każdego dnia masturbuję się przynajmniej raz, ale średnio wychodzi 3-4 razy dziennie. Robię to w toalecie, pod prysznicem, w pracy. Rano, południe, wieczór - pora nie ma znaczenia. Póki oglądałem tylko porno, albo fantazjowałem o dawnych epizodach miłosnych czułem się z tym ok. Ale ostatnio zacząłem fantazjować na temat koleżanek z pracy (pracuję w takim zawodzie, gdzie większość pracowników to kobiety). Do tego zacząłem przeglądać strony z ogłoszeniami towarzyskimi. Nie skorzystałem ani razu, ale czuję, że z każdym kolejnym miesiącem czekania moja siła woli maleje. Fantazjuje jak to by było pójść na masaż z finałem, zostać obsłużonym przez jedną, albo dwie panie, móc uprawiać normalny seks..

...i po orgazmie, przychodzi pustka, smutek i rozczarowanie sobą. Jestem już tym bardzo zmęczony.

#iGYux

Piszę, żeby się trochę wyżalić. Mam 20-parę lat, męża, super córkę, zdrową, mieszkamy z teściami... i tu jest problem. Nalegam na męża, żebyśmy odkładali powoli na nowy dom albo poszli razem na stancję. Nie chcę tu mieszkać.

Problem w tym, że on uważa, że dom przepiszą na niego i nie musimy pchać się w kredyt. Że zrobimy remont i będzie okej. A prawda jest taka, że nienawidzę tu mieszkać. Teściowa wiecznie ma problemy o nic, chodzę poddenerwowana. Jego cała rodzinka, siostry, które udają najmądrzejsze, wszyscy podśmiewają się i w ogóle mają mniemanie jak u królowej. Nie umiem z nimi gadać, bo nie mam o czym.
Dodaj anonimowe wyznanie