Historia dotyczy tego, jak wielkim męskim przyrodzeniem można być dla drugiej osoby. Osoby, która jest na dobre i złe.
To małżeństwo w naszej rodzinie nie było mi szczególnie bliskie. Ot, dalsza familia. Facet, nazwijmy go X miał poważny wypadek, w wyniku którego trafił na wózek. Jego żona (Z) była przy nim zawsze. Po tym zdarzeniu borykał się z poważną depresją, często popadał w apatię. Nic go nie cieszyło. Była przy nim mimo wszystko, cierpiała patrząc na to, jak beznadziejnie patrzy na wszytko dookoła. Wspierała go, uśmiechała się, starała na każdy możliwy sposób poprawić mu nastrój, wywołać chociaż blady uśmiech na twarzy; pomagała mu we wszystkim z uśmiechem na ustach i płakała po nocach z bezsilności.
Wszystko się zmieniło, kiedy musiała w końcu wrócić do pracy; nie mogła wiecznie siedzieć w domu. Kupili laptopa, miał więc jakieś zajęcie, nie nudził się. Zasuwała w pocie czoła przy dwójce dzieci, w domu, przy mężu i w pracy, nie mając prawie czasu na sen, o odpoczynku mogła zapomnieć. Ale pocieszał ją fakt, że on zaczyna chyba wyczołgiwać się z depresji. Częściej widziała go uśmiechniętego, więc mimo tego, że czuła się jak wrak, była spokojna. Do czasu, aż dowiedziała się, dlaczego ma lepszy humor.
X sam jej powiedział, że poznał tę kobietę w internecie. Mało tego, powiedział jej to dopiero wtedy, kiedy wracając do domu zobaczyła jak jacyś ludzie wynoszą rzeczy z ich mieszkania. Stwierdził, że poznał nową miłość i się pożegnał. Ot tak, jakby powiedział, że napiłby się kawy albo że pranie się skończyło.
Wzięli rozwód, nie wiem, jakie były jego dalsze losy, ale Z po dłuższym czasie się pozbierała. Bardzo dłuższym czasie. Do tej pory nie weszła w żaden nowy związek, skupiła się na dzieciakach, domu i pracy. Zrobiłaby dla niego wszystko, a sami możecie ocenić ile było to dla niego warte.
Do 10 roku życia byłam uznawana przez moich rówieśników za wariatkę. Chwaliłam się wszystkim kolegom i koleżankom, że mam w domu magiczne koty, które co kilka dni zostawiają mi listy z rysunkami i wierszami.
Owszem, miałam w domu 4 koty, ale wena twórcza należała do mamy, której zależało na tym abym miała wesołe i ciekawe dzieciństwo. Powiedziała mi, że nasze koty nie są magiczne, kiedy sprawa trafiła do szkolnej pani psycholog.
Będąc w ciąży miałam wielowodzie - powikłanie, które dotyka 1,5% ciąż. Wód płodowych było za dużo i w szpitalu postanowiono, że należy przeprowadzić cesarskie cięcie.
W trakcie operacji okazało się, że wody było jeszcze więcej, niż spodziewali się tego lekarze - jak chlusnęło, to wszyscy przy stole mieli zalane buty i musieli je zmienić, bo zaczęli się ślizgać po podłodze.
Chciałabym opisać Wam co dzieje się w szpitalu psychiatrycznym, oddział młodzieżowy, przedział od 13 do 19 lat.
Trafiłam tam po niegroźnej próbie samobójczej, i choć spędziłam tam tylko miesiąc, mogę stwierdzić, że wyszłam stamtąd w gorszym stanie.
Codziennie starszy kilka lat typek siedzący w drzwiach mojej sali i wgapiający się we mnie jak śpię.
19-letni chłopak z downem, który o mało co nie zabił swojej opiekunki waląc jej głową o kaloryfer - próbujący obmacywać każdą dziewczynę.
Rzeczy, które przywozili mi rodzice znikały z mojej szafki, piguły przecież nic nie widzą, muszą się wyspać.
Kilku chłopaków ciągających się po podłodze z fiutami na wierzchu, jeden robił sobie dobrze w drzwiach mojej sali.
Dziury w ścianach, przez które pacjenci podawali sobie liściki.
Seks uprawiany na zaszklonym tarasie.
Każdy bojąc się niemiłej pobudki o 7 wstawał przed 5.
Nikt nie sprawdzał, czy połknęli przepisane pigułki.
Zakaz śmiania się w salach.
Brak ubrań, bo na nie trzeba było zasłużyć.
Codzienne kontrole sal, za choćby mały kurz dostawało się 0 punktów, co było jednoznaczne z niewychodzeniem z sali.
Brak dostępu do otwartego okna, pomimo krat.
Na śniadanie był najczęściej czerstwy chleb lub mleko, w którym czasem można było znaleźć nitkę makaronu albo kilka płatków.
Nikt nie widział wbijanych w ciało pinesek z tablicy korkowej, ale za zahaczenie ręcznikiem strupa z jednej z ran i tym samym oberwanie go szło się do łóżka i zapinali w pasy + środek w dupę na uspokojenie.
Zajęcia wf-u odbywały się na sali może 3x5 m, był to bardziej korytarz.
Rozmowa z lekarzem brzmiała:
- Płaczesz?
- Nie.
- To leki działają, wracaj do sali.
Nie można było porozmawiać przez telefon, ktoś zawsze podszedł i naciskał przypadkowe przyciski, a po zwróceniu mu uwagi to ja obrywałam od pielęgniar.
Szyby były wybijane notorycznie poprzez rzucane szafki.
Świecenie latarkami po twarzach w nocy.
Sądzę, że więźniowie w zakładach karnych mają lżej.
Mówienie o tym, co dzieje się za bramą całego psychiatryka jest zabronione, ciekawe dlaczego...
Teraz mam 19 lat.
Nie chcę przechodzić nigdy więcej przez takie piekło.
Kocborowo, Starogard Gdański. Pozdrawiam wszystkich pacjentów.
Różowe lata 90. W okresie pomiędzy odkryciem przynależności płciowej a pójściem do zerówki, miałam pewną ulubioną zabawę, o której nigdy nikomu nie mówiłam. Ale od początku...
Moja lalka Hanka nie miała łatwego życia. Była stosunkowo młodą, zgrabną Barbie, jedyną brunetką w tłumie blondynek. Praktycznie codziennie wychodziła za mąż za Adriana - Kena, którego z jakiegoś powodu obdarzyłam wyjątkowo cholerycznym charakterem.
Biedna Hanka, w każdej godzinie swojego małżeństwa, musiała znosić upokorzenia i rolę niewolnicy. W kulminacyjnym punkcie zabawy Adrian zawsze ją gwałcił, a gdy prawie miał mordować żonę, pojawiał się Simba, wielki, bardzo stary, pluszowy tygrys, brał Hanię pod opiekę (opcjonalnie zabijał Adriana). Hania każdego dnia umierała, rodząc córkę Adriana, a szlachetny, wypłowiały kot stawał się ojcem małej (Hanki beta), aż ta nie dorosła i nie zakochała się w kolejnym skurczybyku (Kena miałam tylko jednego, więc dalsze pokolenia Hanek były na niego skazane).
Wiecie, co jest najgorsze? Inne lalki patrzyły na tę tragedię i nie kiwnęły palcem. Jako bystra 4-5-latka miałam tego świadomość i niezmiernie mnie to smuciło.
Nie miałam żadnej rodzinnej traumy. Mój tata jest uczciwym, szaleńczo zakochanym w mamie facetem, a mama cudowną kobietą. Z tym że oboje lubią dramatyczne kino.
Imiona zabawek zmienione.
Historia zdarzyła się tydzień temu.
Słoneczny dzień na plaży. Pojechałam nad morze z przyjaciółką. Rozkładamy się w miarę blisko morza. Wszystko idealnie.
W pewnym momencie podbiega do mnie ok. 6-latek i próbuje...
Ściągnąć mi majtki. Chce ściągnąć moją bieliznę. Odpycham gówniarza na piach i prawię mu wykład. Podbiega do mnie jego matka i próbuje uderzyć. Wku****na przytrzymuje jej rękę i mówię co przed chwilą zaszło. Matka zamiast dać szlaban dziecku zaczyna tłumaczyć jakie to ono cudowne i grzeczne, i na pewno przesadzam.
Wyprawiłam tej babie taki wykład, że popamięta mnie do końca życia. Moja przyjaciółka nie była w stanie wydusić z siebie żadnego słowa przez najbliższe 30 minut.
Kiedy miałam 14 lat, zostałam zgwałcona. Wiem, nie jestem pierwsza i nie ostatnia. Ale moja historia różni się nieco od innych.
Miałam najlepszego przyjaciela. Nazywał się Tomek (imię zmienione) i był trzy lata starszy. Był moim powiernikiem, mogłam mu powiedzieć wszystko. Często chodziliśmy do kina albo tak po prostu wychodziliśmy na miasto. W końcu się zakochałam. Nie, nie w Tomku. W kimś innym, nazwijmy go Łukaszem. Tomek nigdy nie chciał ze mną być, poza tym był na tyle popularny że pewnie miał dziewczyn bez liku. W każdym razie po około dwóch, trzech tygodniach Tomek zaprosił mnie na ognisko do lasu. Miał być on i jego dwie siostry, takie małe, przyjacielskie spotkanie. Znaliśmy się od wielu lat, nie widziałam więc nic dziwnego, mimo że wcześniej takich ognisk nie organizował. Zgodziłam się. I to był największy błąd, jaki popełniłam w życiu. Ognisko było, Tomek był. A wraz z nim parunastu jego kolegów. Związali mnie. Chciałam krzyczeć, ale za każdym razem jak próbowałam, któryś z nich uderzał mnie. W brzuch, w twarz. W końcu usłyszałam szept Tomka. "Wybrałaś kogoś innego zamiast mnie. Ale ja i tak będę cię miał jako pierwszy". Nie rozumiałam. Zdarli mi ubranie i się zaczęło. Tomek był pierwszy, a potem następni. Jeden za drugim. Wielokrotnie. Śmiali się, bili mnie i pluli na mnie. Nie wiem ile to trwało, straciłam przytomność. Obudziłam się rano, naga, zimna, obolała. Wśród moich ubrań znalazłam telefon, zadzwoniłam po policję. Nie czułam bólu, nie chciało mi się płakać. Nie czułam nic.
Teraz mam 23 lata, a ten zwyrodnialec, którego nazywałam przyjacielem, siedzi w więzieniu za pobicie i gwałt ze szczególnym okrucieństwem. Okazało się, że leśniczy zamontował w pobliżu kamerę, bo chciał sprawdzić kto pali ogniska w tym rejonie. Materiał był wystarczający, aby zapuszkować jego i dwóch jego kolegów. Będą siedzieć jeszcze dwa lata. Łukasz mi nie uwierzył, sam był jednym z kumpli Tomka. Obwiniał mnie za to, że doniosłam. Na szczęście nie byłam w ciąży. A teraz siedzę i dalej nie wiem, dlaczego on to zrobił?
Odkąd pamiętam tato od zawsze wmawiał mi, że to on mnie urodził. Ja oczywiście jako małe dziecko wchłonęłam tę wiedzę i wszystkim się chwaliłam z tego powodu. A więc zwyczajny dzień w pierwszej klasie podstawówki. Wychowawczyni każdego po kolei pyta o to co konkretnie w każdym z nas jest zaskakującego i wyjątkowego... Biorąc pod uwagę to, że z reguły byłam odważnym dzieckiem; opowiedziałam Pani o tym, że mnie urodził tatuś.
Zabawa w udawanie zakończyła się, kiedy to nauczycielka wraz z asystą dyrektora zwołała moich rodziców na poważną rozmowę i wytłumaczyła, że trzeba mi wyjaśnić, że nie do końca tak jest.
Ach... dziwne to uczucie, kiedy wiesz, że kilka lat spędziło się w kłamstwie.
.
Wiecie co jest najlepsze w byciu głuchym?
To, że przelatujący na pełnym biegu myśliwiec podczas pokazów lotniczych nie jest w stanie zmusić mnie do zatkania uszu i tym samym zamknięcia oczu. ;p
Szef płaci mi za czytanie anonimowych, mam nadzieję, że nigdy się nie dowie. :D
Dodaj anonimowe wyznanie