#u80KT

Kiedy byłam mała i jeździłam z rodzicami na wakacje, oczywistym było, że dookoła było dużo turystów robiących zdjęcia zabytkom itp.
Jeśli stałam tak, że mogłabym się znaleźć w zasięgu zdjęcia, próbowałam ustawić się jakoś ładnie. A to wszystko po to, ponieważ bałam się, że gdy ta rodzina będzie oglądać zdjęcia z wakacji to ktoś powie: "o jaka brzydka dziewczyna załapała się do zdjęcia".
Dlatego właśnie starałam się wyjść ładnie, aby zapobiec takim tekstom.

#svEbD

W czasie "najdłuższych wakacji mojego życia" pojechałam do rodzinki, która mieszka w większym mieście, żeby zarobić trochę na studia, bo u mnie ciężko było zdobyć jakąś pracę. Siedziałam u nich jakiś czas, więc byłam w pewien sposób włączona w ich życie rodzinne.

Pewnego dnia bawiłam się z ich 7- letnią córką. Miała wtedy na sobie spódniczkę i w pewnym momencie podwinęła się ona na tyle, ze zobaczyłam, ze ma ona na sobie moje majtki! Moje ulubione, najwygodniejsze i w ogóle super.

Jestem dosyć drobnej budowy i nigdy nie udało mi się ważyć więcej niż 48 kg, więc przy ściąganiu prania ktoś się pomylił i uznał, ze to jej bielizna.

No nic, co straciłam już nie odzyskam, ale jednak, jakkolwiek głupio to zabrzmi, nadal za nimi tęsknię.

#951Vs

Dostąpiłam zaszczytu posiadania imion po dwóch wspaniałych kobietach w moim życiu- babciach. Poznając swojego męża od początku wiedziałam, że chcę mieć podwójne nazwisko, ponieważ w mojej rodzinie nie ma chłopców, którzy przedłużą tradycję i nazwisko zniknie. Od dwóch miesięcy palę się ze wstydu w nowej firmie, gdzie na stanowisku doradcy stworzono mi spersonalizowany adres email, składający się z pierwszych liter moich imion i nazwisk. Wygląda on teraz tak hwdp.firmawktorejpracuje@jakaspoczta.pl.

Wiecie, jak ciężko się z tego tłumaczyć średnio co drugi dzień? Ludzie maja mnie za niepoważną, a w firmie jest gruby ubaw i kierownictwo również nie reaguje na moje prośby wyrzucenia przynajmniej jednej litery z tego adresu.

Miesiące poświęcone na poszukiwanie zatrudnienia byle tylko dostać umowę o pracę zaprzepaszczone przez bekę niedorozwiniętej kadry. Dałam w poniedziałek ultimatum, jeśli nie rozpatrzą mojej prośby do końca tygodnia, przynoszę wypowiedzenie. C`est la vie!

Pointy nie ma aczkolwiek zabawnym może się okazać to, że żadne z nas wcześniej tego nie zauważyło, a mój mąż jest policjantem. Rozważam zmianę nazwiska.

#WMtaa

Parę lat temu przeprowadziłam się za granicę. Oprócz adresu i stale malejącej liczby znajomych zmieniło się coś jeszcze. Podejście rodziny.
Teksty typu "no nie przesadzaj, stać cię przecież", albo "przydałaby się jaka pomoc, bo my biedni" przestały robić na mnie jakiekolwiek wrażenie. Byłam pewna, że nic mnie nie zaskoczy.

Dzwoni telefon. Odbieram.
- Halo, kochana, tak dawno się nie widziałyśmy, bla bla bla bla....
Po dłuższej chwili zastanawiania się kto dzwoni, wywnioskowałam, że kuzynka. Kuzynka, którą ostatni raz widziałam ze 2 lata temu na chrzcinach u innej kuzynki. Nie miałyśmy ze sobą kontaktu z 5 lat.

- Słuchaj, bo są wakacje i podeślę ci na tydzień moich dwóch Brajanków, bo my nie mamy, żeby w tym roku na wczasy gdzieś jechać, a oni wakacje mają, Seba urlopu nie dostał, a ty za granicą, to możesz...

Tak po prostu. Bez żadnego "czy mogę", "czy miałabyś czas", "pocałuj mnie w d***".

Przed oczami widziałam już te wspomniane wyżej chrzciny: 2 małe, biegająco-wyjące miniatury trolla górskiego, oraz ich rodzicielkę, niewiastę cierpiącą na daleko posunięty syndrom kołka w rzyci , który uciskając na nerwy zapętlił jej mózg na chronicznym narzekaniu na brak gotówki i pracy.

Pomijając wstęp, spytałam, jak zamierza mi ich przysłać, przecież 7- i 8-latek nie pojadą sami. Ja pracuję z mężem, kto się niby nimi zajmie w tym czasie? Samych w domu zostawię?

- A to ty nie masz wolne? Przecież wakacje są. A to urlopu sobie nie możesz wziąć?

Aha. Ja mam wziąć urlop, żeby zająć się TWOIMI dziećmi? A czy ty w ciągu tych 5 lat zadzwoniłaś chociaż raz do mnie, zapytałaś co słychać, złożyłaś mi życzenia urodzinowe? Aaaa, zapomniałaś?

Cóż, przez kolejnych 5 lat raczej nie zadzwoni xD

#q0q9s

Wyznanie #ty14i przypomniało mi sytuację sprzed roku. Zgłosiłam kradzież samochodu na policję. Mój mąż przeprowadził swoje śledztwo ustalił kto gdzie ma samochód. Zebrałam się tam i z miejsca, gdy potwierdziło się, że to mój samochód zadzwoniłam na policję przedstawiając sytuację. Przyjechali po 3,5 h... Na drugi dzień w protokole przeczytałam, że to oni znaleźli mój samochód. Gdy nie wyraziłam zgody na podpisanie, bo to nie prawda, to usłyszałam:
- Ale droga pani, my byliśmy już w drodze na miejsce w momencie otrzymania telefonu od pani, bo ustaliliśmy miejsce i mieliśmy w niemalże tym samym czasie Panią informować.

Nie wiem skąd jechali, ale 3,5h to znad morza lekko mogli być ściągani... Statystyka wklepana, z mundurem nie wygrasz, tfu...

#N5MxM

Przeżyłam dziś coś co pozostawi ślad na mojej psychice na długie lata. Zaczęło się gdy podróżując pociągiem, ponaglana przez potrzebę, postanowiłam skorzystać z ubikacji. Jestem za granicą i trudno mi się połapać w tych ich nowoczesnych toaletach, gdzie trzeba nacisnąć odpowiednio kilka przycisków aby drzwi się zablokowały. Tak więc stojąc sobie swobodnie w pozycji na Małysza moja komnata nagle się otworzyła. Oczywiście nie przycisnęłam nacisku blokującego!

Jakżeby inaczej - kibelek był zwrócony w stronę pasażerów, tak więc moją nagą pusię ujrzała połowa wagonu. Okazało się, że jakiś starszy pan chciał skorzystać z ubikacji. Przez chwile stałam jak sparaliżowana, nie wiedząc co nacisnąć, a siedząca gawiedź zapisywała sobie w pamięci ten obraz rozpaczy. Koniec końców po dłuższej chwili, wypełnionej potem i wstydem udało się zamknąć ubikację. Idąc przez wagon z powrotem na miejsce czułam się jak dziewka folwarczna w łaźni.

#yXECE

Czytając historię sqIkP przypomniał mi się kolega, który pojechał do Anglii a po 3 miesiącach wrócił na krótki urlop.
Rozmawiając z nami (całą paczką) tak się głupio zachowywał, że aż mnie skręca dam wam parę przykładów. Dam mu na imię Janusz.

1. Zamawiamy jedzenie w knajpce gdzie wszyscy nas znają i karta się nie zmienia.
A Janusz wyjeżdża z tekstem, wszystko mówione jakby miał bułę w gardle ,,Chciałbym zamówić eee jak to się u was mówiło... No jak u was nazywa się chicken ?"

2. Jesteśmy na imprezie a Janusz podrywa dziewczyny po Angielsku. Poliglota z niego słaby to dziewczyny z gimnazjum lepiej po angielsku mówiły od niego.

3. Jedziemy na wycieczkę autem autostradą a Janusz pyta się ile mil zostało jeszcze do przejechania. Już się pomylił trochę z Ameryką....

4. Na spacerze z moimi i jego psami komendy wydawał po angielsku,, np.
Zamiast siad to sit, stój to stand, tylko biedny nie tego stój używał ;)

5. Kupując buty w Polsce, bo taniej ;)
Oj macie tu w Polsce dziwną rozmiarówkę.
Co to ma być 44,45. Ja już nie pamiętam jaki polski rozmiar nosiłem. Taaa tylko przez 21 lat życia jakoś kupował normalnie i nie przeszkadzało mu to.

Jak się spodobało to dam więcej takich przykładów :)

#TayLz

Ładnych kilka lat temu, jeszcze jako pryszczaty 16-latek z 12 kg nadwagi miałem w głowie tylko jedno, a mianowicie dziewczyny... a dokładniej to móc taką piękną dziewczynę całować, dotykać, kochać się z nią i tak dalej, ale marzenie nieosiągalne, bo ani ja piękny ani urodziwy, a i język w supeł jak przyszło porozmawiać z którąś z tych anielskich istot.

Zacząłem ćwiczyć, odchudzać się, rozciągać, podnosić ciężary biegać i trzymałem restrykcyjna dietę... Po prawie roku byłem nie do poznania, w międzyczasie poznałem ową najpiękniejszą istotę ludzką, która była moją dziewczyną i z którą wyprawiałem wszystko o czym marzyłem...

A teraz część praktyczna wyznania. Dużo osób pytało skąd czerpałem motywację, jak mi się udało? Kto mi pomógł?
Odpowiedz zawsze była taka sama czyli zmyślona - chciałem zmienić siebie czy coś równie ckliwego.

Prawda była inna, wręcz kuriozalna.... Buszując po stronach XXX, natrafiłem na filmik jak pewien facet robi sobie ustami to co robi zazwyczaj dziewczyna... I w mojej głowie pojawił się pomysł, że skoro nie mam szans na to od dziewczyny, to nauczę się sam to robić... Zacząłem dążyć do celu, który finalnie udało mi się osiągnąć, ale tylko w połowie, cel był jeden, ale to dziewczyna była jego spełnieniem.

Gdy o tym myślę to wiem, że zabiorę ten sekret do grobu... Młodość rządzi się swoimi prawami, tak mawiają.

#NT0hK

Były to lata dziewięćdziesiąte i upragnione wakacje u dziadków! Mój dziadek jest zagorzałym hodowcą królików, których niestety zawsze się bałam. W pewien upalny dzień po wielu godzinach zabaw na podwórku dopadło mnie pragnienie.

Idę sobie do kuchni i już widzę upragniony napój w garnku. No więc biorę chochlę i nalewam do szklanki ten pyszny czerwony kompocik. Niestety, to nie był kompocik lecz woda po mięsie z zabitego przez dziadka - królika..
Dodaj anonimowe wyznanie