#pDvxA
Żeby was wprowadzić w temat: jestem 17-letnią dziewczyną z poważną wadą wzroku. Okulary noszę od tak dawna, że nawet nie pamiętam. Ale do rzeczy - moja wada zaczęła się objawiać już w wieku niemowlęcym, toteż moi rodzice zapisali mnie do okulistki. A konkretnie było to tak:
Pierwsza okulistka - po dokładnych oględzinach i przebadaniu mnie stwierdziła, że mam zeza rozbieżnego (oczy uciekają na boki). Dawała jednak recepty na słabo działające leki, więc zmieniliśmy lekarza.
Druga okulistka - stwierdziła zeza zbieżnego (oczy uciekają do środka), rodzice zdali sobie sprawę, że coś nie halo i znowu była zmiana.
Trzecia okulistka - po przeczytaniu opinii od dwóch poprzednich okulistek o raz "dokładnym" przebadaniu mnie, stwierdziła... że mam całkowicie zdrowe oczy (pomimo tego, że widać było że mam jednak z nimi coś nie halo).
Czwarta okulistka - wydawało się, że będzie ostatnia, bo to PANI PROFESOR, z dyplomami, certyfikatami i w ogóle, a dodatku starsza, a przecież starsi ludzie mają podobno więcej doświadczenia. Na początku jakoś to szło - stwierdziła konkretną wadę, kazała zmienić okulary, polecała jeść jagody i borówki na oczy. Tyle że... na stwierdzenie, czy coś się z moim wzrokiem zmieniło czy nie, poświęcała raptem 5 minut, jakby ''na odwal''.
Po jakimś czasie (a konkretnie rok temu) znowu była zmiana. Tym razem okulistą był miły, starszy pan, potrafiący żartować i w ogóle. Na oględziny wzroku poświęcał ok. pół godz., a gdy usłyszał, co robiła szanowna PANI PROFESOR, złapał się wręcz za głowę! Okazało się bowiem, że ''normalne'' badanie wzroku powinno trwać właśnie ok. pół godziny. Dodatkowo stwierdził, że jedzenie jagód czy borówek, żeby pomogło, to trzeba te owoce jeść w ilościach wręcz hurtowych, oraz że to, czy ja czytam książki czy nie (PANI PROFESOR zakazywała mi czytać książki przez okres wakacji) nie ma wpływu na mój wzrok, bo po prostu muszę oczy oszczędzać, a nie unikać niektórych czynności, bo wzroku mi to nie poprawi.
Oczywiście, nie chcę tu obrażać okulistów z powołania i prawdziwych doktorów z tymi dyplomami i tak dalej. Opisałam po prostu przypadek, gdzie babka na swoim ''tytule'' bezczelnie żeruje i jeszcze zbiera za to kasę (a niektórzy uważają ją wręcz za boginię - dosłownie).
mam podobne doświadczenia. jeden lekarz kazał mi bezwzględnie nosić okulary, a jeszcze lepiej soczewki, a najlepiej te kupione u niego! druga lekarka mi zabroniła nosić okulary i w tym, że czasem zapomnę je założyć widziała to, że "moje ciało odtrąca okulary, bo mu nie są potrzebne!". trzeci lekarz kazał mi robić jak chcę. że jak słabo widzę, to mam nosić, a jak dobrze to nie.
i bądź mądry, pisz wiersze z taką opieką zdrowotną.
Aż mi się przypomniała moja historia z dermatologami. Każdy chciał mnie leczyć inaczej i krytykował poprzednika...
łooo Panie, kto Panu tak sp***dolił ;)
To i tak jeszcze nic, miałem dosyć dużą wadę(plusy), już w wieku 2-3 lat zacząłem się skarżyć na to, że nie widziś/ czy źle widzę. Rodzice zabrali mnie wtedy do lekarza w najbliższym mieście. Nie jest może jakieś duże, ale ma kilka przychodzi i z 5 okulistów. No właśnie. Byłem u każdego, już U pierwszego okazało się, że mam plamke na dnie oka. Wszyscy zgodnie jak jeden mąż twierdzili, że to ona mi zasłania widoczność i ze za niedługo będę całkiem ślepy. Rodzice się przestraszyli i zapisali mnie do "renomowanej kliniki" w wojewódzkim mieście. I co? To samo, byłem u kilku lekarzy w tym mieście i kazdy mówił, że będę ślepy, czy, że nie może mi pomoc. Mama ma koleżankę lekarke, która mieszka od długiego czasu na drugim końcu Polski. Bezradna stwierdziła, że zadzwoni do niej. Ona w kilka godzin zorganizowała nam wizytę u naprawdę dobrej specjalistki(dużo starszej od mamy koleżanki). I tak następnego dnia byłem już na drugim końcu Polski, jadąc starym polonezem, który i tak był luksusem w tamtych czasach. Przyjechałem, lekarka przebadała mnie, przepisała okulary i powiedziała, że wszystko będzie w porządku. Trzeba było jechać na drugi koniec Polski, żeby okazało się, że wszystko w porządku i potrzebuje jedynie okularów. I tak przez najbliższe dwa lata jeździłem tam na kontrolę, bo nie było nigdzie bliżej specjalisty mogącego mi pomóc.
Moja mama pracowała u takiej artystki, która wypisywała okulary ludziom ze zdrowymi oczami, po to żeby kupili okulary w jej optyku
Bo okulista jest od leczenia chorób oczu, a najlepiej dobierze ci okulary i zbada wzrok optometrysta.
Ale przy pierwszym badaniu zazwyczaj idzie się do okulisty, który przy okazji robi badanie dna oka, żeby sprawdzić, czy nie ma innych chorób oczu, czy nie dzieje się coś poważniejszego.
Ja najbardziej lubię polaków, ktorzy znają się na wszystkim. Na medycynie, gotowaniu, prawie. A najlepiej idzie im ogladanie Trudnych Spraw i Szpitala!
Jeśli chodzi o badanie wzroku pod kątem wady to idzie się do optometrysty
Jak zwykle pominieta NAJWAŻNIEJSZA KWESTIA: Co ci w końcu było? :D
mam zeza rozbieżnego :). A wada w lewym oku - minus 4.5 -jeśli będzie dalej się zwiększać to nie będę mogła mieć dzieci bo mogę oślepnąc :(. A do tego, niedawno u ginekologa okazało się,że mam 2 macice....no nieźle. W dodatku, okazało się,że ta ''dodatkowa'' macica idzie często w parze z posiadaniem od urodzenia jednej nerki...co też u mnie występuje ;)
No nieźle. Chociaż serce masz po dobrej stronie? 😂
Witam w klubie ślepców. -3,75 a na dodatek astygmatyzm który od początku nie był dobrze zdiagnozowany. Teraz jak zakładam soczewki (noszę tak odświętne, bez cylindrów bo są bardzo drogie) to kręci mi się w głowie i mnie mdli... Ja głupia za wcześnie wychodziłam z imprezy bo myślałam że się ubzdryngoliłam a złe samopoczucie wynikało tylko z braku okularów :|
Mam bardzo podobne doswiadczenie! Okulary nosilam od 2 klasy, wada w wzroku nie byla powazna no ale okulistka i tak zadecydowala ze sa niezbedne. W 4 klasie przypadkowo znalazlam sie w Krakowie u pewnego profesora ktory po (dosyc krotkich) badaniach stwierdzil ze moje okulary sa wogole niepotrzebne! Tak wiec do domu wrocilam juz z okularami w plecaku. Pare miesiecy pozniej moj wzrok zaczal sie pogarszac, czesto bolala mnie glowa. Trafilam do okulisty ktory moze nie mial wielu dyplomow ale za to cieszyl sie dobra opinia. Okazalo sie ze decyzja o przestaniu noszenia okularow byla okropna i wplynelo to negatywnie na moj wzrok. Malo tego wyszla na jaw choroba genetyczna ktora w pewnym stopniu wplywa na moja wade. Pan profesor choc wiedzial ze moj tata tez ma ta chorobe genetyczna powiedzial ze on nawet "nie wiezy" w jej istnienie...
Ja mam tak z ortopedami.... Bardzo bola mnie kolana, często jest tak ze nawet nie mogę chodzić... Byłam u wieeelu lekarzy
Jeden stwierdził ze mam przeciazane
Drugi ze mam krzywe
Trzeci ze to przez przeprost stawów (w całym ciele)
Czwarty ze nie wie
Piaty ze powinnam schudnąć (mieszczę się w granicach normy)
Szósty ze mam iść do biomechanika czy jakoś tak
I to część przypadkow tylko.... Żaden dalej nie wie co z moimi kolanami -_-