#UnHoa

Chyba można powiedzieć, że jestem wyjątkowym przypadkiem, bo chyba jeszcze nikt nie dokonał tego, co ja - mój sim popełnił samobójstwo.

Jako dzieciak dużo grałam w The Sims 2 i postanowiłam, że chcę mieć kościół oraz cmentarz. Co dalej z tego wynikło - łatwo przywidzieć. Stworzyłam ośmioosobową rodzinę, w której jedna simka była chora psychicznie (tak fabuła mówi, ok?) i miała swojego ukochanego synka, prymusa. Jej mąż zdradził ją z jej siostrą, a całą rodzinę tej simki zamurowałam w parterze jej domku, gdzie nie było nic oprócz śmieci, a cała rodzina biła się i powoli umierała z głodu. Simka płakała za każdym razem, kiedy umierał sim, ale mi się nudziło, więc zaadoptowałam jej córeczkę. Matka, syn i ta dziewczyna mieli świetne relacje i bardzo się lubili. Niestety jednak znudziło mi się jeszcze bardziej, a parter domu był już pusty, więc zaczęłam głodzić jej dzieci, przez co zabrała je opieka społeczna.

Po tym moja simka była bardzo smutna i ogólnie było mało ciekawie, więc postanowiłam zabić również ją i wprowadzić na przyszły cmentarz nowych ludzi.
I tu zaszła rzecz niespotykana - moja simka nagle upadła skulona na ziemię, chociaż nie była zagłodzona, nie upadła też z powodu braku snu. Pojawiła się śmierć, zabrała mi simkę i pojawiło się okienko, którego treści zbyt dobrze nie pamiętam - coś o tym, że o śmierci wiemy bardzo niewiele (ale wiemy, że jest znaku zodiaku byka i że lubi jeździć na białym koniu).

Tak więc jestem chyba jedną z niewielu osób, których sim popełnił samobójstwo (bo inaczej tego chyba nazwać nie mogę). Próbowałam powtórzyć ten wyczyn i zrobić screen ekranu, ale niestety nigdy mi się nie udało tego powtórzyć.
Może to brzmi jak jeden wielki fake - ale wiem, że jakoś tego dokonałam.
Tak, wiem, simsy karmią psychopatów...

#hxYkI

Ostatnio przechodziłem bardzo ciężki okres. W jednym miesiącu zginęła moja mama i siostra (wypadek). Miałem olbrzymie wsparcie, ale nie od rodziny, nie od bogatego ojca, miałem je od mojego przyjaciela.
To właśnie jest ta jedna osoba, która potrafi przytulić, ale i walnąć w ryj, mówiąc "Kocham cię, bracie, ale ogarnij się".

Piszę to wyznanie, ponieważ właśnie zdiagnozowano u niego raka kości. Jeżeli on umrze, to nie będę miał już nikogo. To jest jedyna osoba, której potrzebuję, żeby się nie posypać i nie pójść na tory.

#21t6N

Co roku, a nawet kilka razy w roku, ogłaszana jest kolejna data końca świata. Zazwyczaj całkowicie mnie to nie obchodziło, ale jakoś przed ostatnim zbliżającym końcem miałam dziwne przeczucie, że tym razem się sprawdzi. Nawet się trochę przygotowałam, zatankowałam samochód do pełna, do piwnicy zaniosłam koce, no i zrobiłam nieszczęsne zakupy (dlaczego nieszczęsne, zaraz napiszę). Końca świata oczywiście nie było, a dla mnie został problem. Zapasy wody, baterii, świec, makaronu, ryżu, oleju, mąki itp. jeszcze jakoś zużyję, ale na konserwy, których nikt w domu nie je, nie mam pomysłu.

Najgorsze jest to, że o moich przygotowaniach nikt nie wie. Wszystko robiłam w tajemnicy, żeby mnie rodzinka nie wyśmiała. Za każdym razem, jak mąż schodzi do piwnicy, modlę się, aby nie zajrzał do drugiej jej części, gdzie wszystko ukrywam. Moje nieszczęsne zakupy stały się moim utrapieniem, jak mąż się dowie, będzie się ze mnie do końca życia śmiał.
Nigdy więcej nie uwierzę w żadne przepowiednie.

#oOmC1

Nigdy nie płaczę. Nie umiem. Oduczono mnie tego.
Będąc dzieckiem, każdy mój płacz i łzy były karane krzykiem i spełnianymi groźbami typu "Damy ci powód do płaczu!". Po którymś razie, gdy mnie zbito, przestałam płakać. Śmierć kogoś bliskiego, ból, strach czy wzruszające momenty nie doprowadzają mnie do płaczu.
Po prostu wiem, że nie mogę, a czasami bardzo bym chciała.

#z9wpP

Jako 10-latek poszedłem z rodziną do chińskiej restauracji.
Usiedliśmy, wybraliśmy dania. Potem przyszła kelnerka i zaczęliśmy składać zamówienia.
W pewnym momencie powiedziałem do kelnerki:
"Ja nie będę nic jeść, bo jedzenie tutaj z kotów robicie".

No cóż, w różne rzeczy wierzyło się za dzieciaka.

#uXjq5

Kiedy byłam małym brzdącem, miałam problemy z zasypianiem. Choćbym nie wiem ile leżała, nie zasypiałam. Popularna była wtedy emitowana na Cartoon Network kreskówka "Młodzi Tytani", którą uwielbiałam. Dlatego postanowiłam, że w trakcie leżenia w łóżku będę wymyślać własne przygody tych oto bohaterów. Po jakimś czasie postanowiłam sama dołączyć do historii. Wymyśliłam więc nową tytankę, Jane, z którą się utożsamiałam. Tak oto moja bajka ewoluowała. W końcu wszyscy oryginalni bohaterzy ustąpili miejsca wymyślonym. Jane i Jeremy'emu, moim ulubionym bohaterom, rodzeństwu, wymyśliłam nawet całą historią od dzieciństwa aż po dołączenie do mojej bohaterskiej organizacji.

Mimo że już tyle lat minęło, a moje problemy z zasypianiem zniknęły, nadal wyobrażam sobie ich przygody. Codziennie coś nowego. Co jakiś czas coś usuwam, coś zmieniam. Na podstawie wszystkiego można trylogię napisać. W czasach podstawówki "przygody" toczyły się zawsze na polskim. Taka dziwna rzecz, ale pomagała mi zawsze, gdy nie mogłam liczyć na przyjaciół. Moje postacie zawsze były na wezwanie, a teraz stanowią sposób na nudę :)

#jcrsb

Jestem 27 letnią dziewicą.
Dopiero od niedawna zaczęło mi to ciążyć, więc postanowiłam to zmienić...

To nie jest tak, że wcześniej nie chciałam, lubię mężczyzn, odczuwam podniecenie i potrafię sama sobie sprawić przyjemność, ale myślę, że po prostu się bałam.
Byłam pulchnym dzieckiem, wyśmiewanym, wyszydzanym, samotnym i z ogromnymi problemami z samooceną.

Z czasem zgubiłam większość zbędnej wagi, tylko... to niczego nie zmieniło. W gimnazjum byłam popychadłem, więc nauczyłam się stronić od ludzi. Liceum przebrnęłam jako odludek, byłam niewidoczna, nie jeździłam na wycieczki, nie chodziłam na imprezy, zamknęłam się w swoim własnym świecie. Na studia wyjechałam na drugi koniec Polski z myślą, że zacznę życie nową czystą kartą i po części tak było. Bawiłam się, polubiłam ludzi, a nawet bywałam duszą towarzystwa, tylko w głowie pozostał strach. Nie przed seksem, ale przed wyśmianiem, że się nie sprawdzę, że nie mam pięknego ciała, że nie jestem podniecająca...

Skończyłam więc studia, wróciłam do domu i rozpoczęłam pracę, życie leciało dalej.
Jakieś dwa lata temu odkryto u mnie guzy na tarczycy, od terapii hormonalnej się tyje, ale to niczego nie zmienia, kiedy w swojej własnej głowie jesteś grubasem nawet nim nie będąc.
Po kolejnych badaniach uprzedzono mnie, że mogę nie mieć dzieci i dopiero to tak naprawdę zabolało.

Postanowiłam więc ruszyć z miejsca, bo cholera wie co jeszcze we mnie znajdą. Założyłam konto na portalu erotycznym i po długich rozmowach znalazłam kandydata idealnego do rozdziewiczenia.

Umówiliśmy się w hotelu, na dwa dni przed spotkaniem dostałam miesiączki, a raczej krwotoku więc odwołałam wszystko, a on później nie chciał się już spotkać.
Podleczyli mnie, więc po miesiącu umówiłam się z kimś innym. Nie był idealny, ale "kto wybrzydza ten nie... rozdziewicza się?" - tak, wiem jak żałośnie to brzmi.
Ten z kolei przed spotkaniem poprosił o nagie zdjęcia, po otrzymaniu ich zrezygnował ze spotkania.
Trzeci mnie odpychał wulgarnością.
Czwarty chciał mi za jednym zamachem odebrać wszystkie dziewictwa i nie przyjmował do wiadomości odmowy, więc zwolniłam z rozmowami.

Wczoraj mój ginekolog mnie poinformował, że widzi niepokojące zmiany i musimy zrobić dodatkowe badania.
Usunęłam konto z tego śmiesznego portalu....
Za miesiąc będę 28-letnią dziewicą....28-letnią dziewicą, która właśnie zamówiła wibrator wyglądający jak prawdziwy penis :)
Dodaj anonimowe wyznanie