#j3ErO
Tatko wezwał szefa ekipy górali, rzemieślników zaprawionych w boju, który konserwował niejeden drewniany kościół, żeby ocenił co to się u nas wyprawia. Chłopina pomieszkał u nas trzy dni w okresie jesiennym, które sam ustalił - bo wtedy jest największe spektrum wahania temperatury, wilgotności, ciśnienia, wiatru itp. Źródła dziwnych dźwięków za nic nie umiał ustalić i na ostatek zasugerował, że "to nie jest nic, co mogłaby robić chałupa".
Ksiądz nic nie poradził, a stawał na głowie, żeby coś zdziałać. Żeby nie przeciągać: moja siostra była nieobecna przez całe lato, bo wyjechała na praktyki... w patologii. Zwłoki to jej hobby. Jak tylko przekroczyła próg rodzinnego domu, zwołała wesoło "Oooo, jakim ładnym trupkiem tu śmierdzi!". No ale gdzie ten trup? W szafie? Nie.
Budowa stropu zakładała tzw. podwójne dno. Czyli sufit - pusto - podłoga. Chyba miało to służyć zachowaniu ciepła, cholera wie. Siostra bezbłędnie, niczym ogar, odnalazła źródło smrodu. Był to niemiłosiernie zapasiony pers sąsiadki, który włamał się na strych, dostał się w ten cieplny bufor przez miejsce, gdzie deski niegdyś pękły i zostały zakryte zabytkową szafą jeszcze przez babcię. Kot tam wlazł, utknął i w końcu zdechł, pożywiając swym tłuszczem pokolenia bakterii gnilnych.
Ani górale, ani proboszcz, ani nawet najgorsi miejscowi menele nie chcieli go usunąć. Drobniutka siostra wlazła między deski i pół godziny zachwycała się szczegółami, zanim zwłoki wydobyła.
O czym nikt nie wie? O tym, że to ja zamknąłem kota na strychu. Cały czas właził nam do domu przez każdą możliwą szparę, sąsiadka miała to w d... i miałem tego dość po tym, jak wlazł do mojego pokoju i zagryzł mi pomniejszego futrzaka. Zrobiłem to z myślą, że rodziny nie ma, kot posiedzi w karcerze kilka dni i dostanie traumy, przez którą więcej do nas nie wróci. Codziennie sprawdzałem czy żyje, ale kiedy trzeciego dnia go nie znalazłem stwierdziłem, że którędyś uciekł.
Ps. Byłem zdesperowany, ale nigdy nie zamordowałbym z premedytacją żadnego stwora. Dźwięki były zbyt dziwne jak na kota i nie miałem pojęcia, że w podłodze jest dziura oraz podwójne dno. Do dziś nie wiem, jak on się tam wcisnął. Na strychu były otwory wentylacyjne, którymi teoretycznie mógł uciec, jakby się uparł. Plamy nie było widać, bo strop był zabezpieczony folią od środka pustki między warstwami. Do dziś mnie to dręczy, ile on konał...
Kot najwyraźniej czuł się u was lepiej niż u tamtej baby, a ty mu tak... :<
Ale dawanie zwierzęciu głupkowatych kar w stylu "zamknę Cię na kilka dni, to zrozumiesz" to już porażka na całej linii. Nie wiem co autor miał w głowie, ale stawiam na siano i trociny.
Tyle że kot by zrozumiał ,,karę''. A jeśli nawet nie, to skojarzył by ten dom z czymś niedobrym (ale koty są mega inteligentne, więc na pewno by zrozumiał)
Zabił on twojego futrzaka, więc ty zabiłeś go.
@etanolansodu mój koń nie narzeka na bycie weganem 😆
Ludzie drodzy, weganem? Weganami? Jak to brzmi w ogóle? Mowicie, że ktoś jest chrześcijaninem czy chrześcianem?
Prawo dżungli jest twarde
@odelo, jest wegan i wegetarianin. Wegan nie je i nie używa nic od zwierzęcego, wegetarianin tylko nie je produktów od zwierzęcych.
@PanZielony Ten pierwszy komentarz był po polsku?
@Julia Wegetarianie jedzą produkty odzwierzęce jak masło, sery..
Produkty odzwierzęce to są właściwie każde pochodzenia zwierzęcego, więc wegetarianin je je, ale weganin już tak. Opis, który zrozumie każdy - wegetarianin je zwłoki zwierząt innych niż ludzie, weganin nie je też niczego, co od takiego zwierzaka pochodzi. I właśnie: weganin, weganinem, ale ,,weganami" już jest poprawne.
Nie wiem co ma twoja błędna definicja wehetatianizmu do zlej odmiany alowa weganin. I nie kto to ocenia. Po prostu witki opadają.
Wegetarianin nie je mięsą (tak, ryba to też mięso, ale je jaja i pije mleko zwierzęce. Weganin nie je mięsa, jaj, nie pije mleka. Nie wiem skąd bierzecie te durne definicje.
@Julia, nie istnieje ktoś taki jak wegan. Tak jak nie istnieje ktoś taki jak chrześcian. To brzmi nawet głupio. Można powiedzieć "Wczoraj w restauracji widziałam grupę wegan." ale nie można powiedzieć "Mój brat jest weganem", to jest niepoprawne! Jeden WEGANIN, nie wegan. Tak jak z chrześcijaninem. Jeden chrześcijanin, a nie chrześcian. O tej bzdurnej definicji to nie mam nawet co powiedzieć, zszokowała mnoe zupełnie. Skąd wzięłaś taką głupotę?
Żadne z was nim przyjechała siostra nie czuło zapachu rozkładającego się mięsa?
Nie dziwię się temu, kiedy się mieszka w miejscu gdzie to coś zdechło, a w dodatku oddziela ludzi i to coś strop, to ciężko się zorientować 😊
Nightcrawler13, no fajnie, ale po domu wałęsały się też obce osoby jak górale, czy ksiądz. I NIKT nie wyczuł? No wątpię.
Skoro wszyscy myśleli,że to jakieś nawiedzenie z zaświatów to mogli z tym łączyć zapach gnijącego mięsa, podobno często występuje przy demonicznej aktywności
Pierwsi byli górale sprawdzający stan budynku, więc tym bardziej powinni wyczuć smród
Górale byli jak kot jeszcze żył, słyszeli go. Możliwe że ksiądz też. Więc myślę, że siostra przyjechała niedługo po tym, jak zwierzak zmarł, dlatego nie było go jeszcze tak czuć
autorze, jesteś zjebany. W tej sytuacji nalezało ukarać sąsiądkę bądź oddać komuś tego kota skoro sąsiadka miała go w dupie, a nie skazywać go na śmierć w mękach.
Dokladnie. Nie widze sesnu karac zwierzecia za glupia wlascicielke i szczegolnie do tego stopnia.
Wymierzanie kary na zwierzeciu za to, ze jego wlasciciel nie potrafi sie nim zajac, niesamowite.
Biedny kot...
Nie zamordowałbyś z premedytacją żadnego stworzenia? A jak nazwiesz zamknięcie kota na strychu na kilka dni? Mógł się bardzo wystraszyć, że nie widzi swojej właścicielki i nie może wyjść z obcego domu. Zaglądałeś do niego codziennie, ale pomyślałeś o tym, że to żywe stworzenie i przydałoby się dać mu jedzenie i czystą wodę?
Autorze jesteś potworem. W pewnym momencie trzeba znać granice zachowań wobec zwierząt. To zamknięcie tego kota było najgorszą rzeczą jaką mógłbyś zrobić. Obyś nigdy nie przeżył tego co ten kot.
Ale to nie wina kota, że go nie pilnowali. Koto to z reguły zwierzęta lubiące się wałęsać. A ty go zabiłeś. Nigdy ci tego nie wybaczę.
Nawet nie jest mi cię kur** żal, że cię to meczy.