#QDEsU

Od początku grudnia moja 4-letnia córka wciąż pyta mnie, kiedy w końcu przyjdzie jej siostra. Ani tłumaczenia, ani nic innego nie wystarcza na długo, bo po paru chwilach wciąż to wraca. Rysuje dla niej obrazki i mówi, że jak już przyjdzie, to będzie szczęśliwa, gdy je zobaczy.

Zgadnijcie kto się wczoraj dowiedział o ciąży?

#LRu3H

Właśnie zostałam zwyzywana, pobita i zrzucona ze schodów przez ojca, ponieważ nie miałam siły by wstać z łóżka i jechać na pasterkę. Mam ogromne bóle z powodu silnego okresu, że aż prawie mdleję, spotęgowane głodówką poprzedniego dnia (wynik innej awantury).

Jestem 17-letnią ateistką w domu "wzorowych katolików", którzy co niedziela/święto koniecznie muszą być w kościele, a ja razem z nimi, bo "co ludzie powiedzą"...
Tego typu akcje są normą w naszej "rodzinie".

#x020g

Przeczytałam tutaj ostatnio historię matki, która zmusiła swoją córkę do urodzenia dziecka, moja historia jest trochę podobna, ale tylko trochę.

Zostałam poczęta z wyniku gwałtu, moja 17-letnia wtedy mama nie chciała mnie rodzić, chciała dokonać aborcji, ale babcia zmusiła ją do porodu. Nigdy nie ukrywała przede mną, że ciąża była dla niej horrorem, ale jak tylko zobaczyła mnie pierwszy raz, to pokochała całym sercem. Przez pierwsze lata życia opiekowała się mną babcia, a gdy mama skończyła szkołę, znalazła pracę i wynajęła małe mieszkanko, wyprowadziłyśmy się od babci, mama prawie całkowicie zerwała z nią kontakt, nienawidziła jej.

Bardzo długo była sama, dopiero kiedy miałam 13 lat poznała faceta, był naprawdę fajny, ja też go polubiłam. Mama darzyła go wielkim zaufaniem, na tyle wielkim, że już po 2 miesiącach znajomości wprowadził się do nas. To był błąd.
Zgwałcił mnie, kiedy byliśmy sami w domu, potem wyszedł, a kiedy mama wróciła, zapłakana i przerażona powiedziałam jej o wszystkim. Wyrzuciła jego rzeczy z mieszkania i więcej go nie widziałyśmy, nie zgłosiłyśmy sprawy na policję. Bardzo szybko okazało się, że jestem w ciąży, mama chciała, żebym usunęła, uważała, że tak będzie dla mnie lepiej. Ja nie miałam zamiaru wychowywać tego dziecka, ale postanowiłam urodzić i oddać. Wspólnie zdecydowałyśmy, że pojedziemy do Niemczech i tam urodzę.
Pytałam się mamy, że skoro mam spędzić prawie rok w Niemczech, to co ze szkołą itd., ale ona mówiła, że wszystkim się zajmie.

Mama miała przyjaciółkę, która mieszkała w Niemczech, a ta miała przyjaciela, który był ginekologiem. Drugiego dnia poszłyśmy do niego na badania, bardzo się bałam, nie chciałam, żeby mnie dotykał, a mama jakby na to czekała, powiedziała że może podać mi narkozę. Kiedy się obudziłam, powiedziała, że dziecka już nie ma, że zrobiła to dla mojego dobra.
Wróciłyśmy do Polski, mama zgodziła się, żebym wyprowadziła się do babci.

Teraz mam 18 lat, a mama nadal nie rozumie, dlaczego mam jej za złe to, co zrobiła, myśli, że zrobiła dobrze. Kocham ją i wiem, że chciała dobrze, ale nie potrafię wybaczyć, wiem, że ciąża nie byłaby łatwa, wiem, że nie kochałabym tego dziecka, ale...

Wczoraj drugi raz w moim życiu byłam u ginekologa, był bardzo miły i profesjonalny. Nie będę wam opisywać wszystkiego co powiedział, wniosek jest jeden: podczas aborcji zostałam uszkodzona, nie będę mogła mieć więcej dzieci.
A moja mama wciąż uważa, że zrobiła dobrze.

#4Z9bH

Jechałam ostatnio pociągiem na trasie Lublin-Warszawa. W przedziale było 6 osób, w tym matka z dzieckiem.
W pewnym momencie matka (siedząca właściwie naprzeciwko) wyciągnęła pierś i przygotowywała się do karmienia małego. Starałam się patrzeć przez okno, chociaż nie mogłam ukryć lekkiego zawstydzenia.

No i właśnie wtedy rozległ się głos matki...
- Przepraszam, ale czy pani musi tak OBLEŚNIE gapić się na moją pierś? W ogóle to gdyby ludzie mieli klasę, to by wyszli i dali chwilę PRYWATNOŚCI w takim momencie...

Trochę mnie zamurowało, innych też. Wiadomo, że pewne sprawy można zrozumieć, ale aż tak?
Na szczęście kobieta obok mnie zakończyła moją chwilę kontemplacji słowami:
- Gdyby pani miała klasę, toby tej dziewczynie nie świeciła cycem po oczach 5 minut zanim pani przystawi dziecko.

Matka wyszła. Nie wróciła już. Siedziała na korytarzu, blokując wózkiem przejście i krzycząc na każdego, kto chciał przejść.

#0SAGm

Kilka lat pracowałem w małej firmie, w której panowała rodzinna atmosfera. Szef dla wszystkich pracowników był jak ojciec - często pomagał i nie szczędził premii. Był również miły i uczynny, taki typowy starszy pan po sześćdziesiątce.

Na początku mojej kariery szef miał asystentkę, jednak szybko odeszła z firmy i od tamtego momentu nie pamiętam, by ktokolwiek na takim stanowisku u nas pracował. Jednak w końcu otrzymaliśmy duże, ważne zlecenie i szef, przez wzgląd na ogrom pracy, wystawił ogłoszenie. Kilka dni później przez próg biura przekroczyła ładna studentka z lekko zarozumiałą miną.

Od samego początku coś z nią było nie tak. Była wyniosła, patrzyła na wszystkich z góry i większość dnia siedziała przy swoim biurku, skrobiąc zawzięcie w papierach. Nikt tak naprawdę jej nie lubił, a kolega, który próbował zaprosić ją na kawę, został zrugany z góry do dołu.
Tak więc kiedy doszły nas słuchy, że odchodząc z firmy po miesiącu, założyła sprawę o molestowanie przeciwko naszemu szefowi, każdy był po jego stronie i nikt nie wierzył w jej zarzuty.

Jak już wspominałem, szef był dla nas jak ojciec, dlatego zdobyłem adres dziewczyny i pojechałem do niej. Żeby nie było - chciałem z nią kulturalnie porozmawiać, by odwołała zarzuty. Pod jej blokiem zauważyłem jednak samochód szefa, a on sam wydzierał się pod jej drzwiami, grożąc jej i jej rodzinie.
Przeczekałem, aż sobie pójdzie, po czym sam zapukałem do jej drzwi. Po godzinie próśb otworzyła mi w końcu i płacząc mi w pierś, zgodziła się opowiedzieć wszystko.

Na początku rzeczywiście szef był dla niej taki jak dla nas. Po tygodniu jednak zaczęły się prośby o zostanie po godzinach, niewybredne komentarze i "przypadkowe" łapanie za intymne części ciała. Dawał jej dwa razy więcej roboty niż normalnie. Już wtedy chciała odejść, jednak szef zagroził jej, że wystawi jej taką opinię, że pracy nie znajdzie nigdzie, a pieniędzy potrzebowała. Raz, kiedy zostali sami, brutalnie ją zgwałcił.
Od razu poszła na policję, przebadał ją lekarz, wszystko zostało udokumentowane i potwierdzone.

Szef, po tym, jak dowiedział się o pozwie, zaczął do niej wydzwaniać i ją nachodzić. Groził, nie dawał spokoju i twierdził, że i tak jej nikt nie uwierzy i jest skończona.
Nie była - sprawę w sądzie wygrała, wspierana przez rodzinę i mnie. Ja sam odszedłem z firmy zaraz po wizycie u niej, by nie mieć już styczności z szefem. Wspomnę tylko, że moi współpracownicy stwierdzili, że dziewczyna dała mi dupy i dlatego jestem po jej stronie. Nawet jak szef poszedł do więzienia, dalej uważali, że został wrobiony.
A ja dalej nie mogę uwierzyć, że uważałem tego skurwiela za ojca.

PS Nie, nie jesteśmy z nią razem. Dziewczyna po skończonej rozprawie wyjechała, zerwała znajomości i zmieniła nazwisko. Jej rodzina milczy i nie chce, bym się z nią kontaktował.

#rBb6x

Mam brata bliźniaka geja debila, który, o ile się nie mylę, nagrał i wrzucił do sieci parę swoich amatorskich filmów przyrodniczych.

To jeszcze nic.

Wczoraj zaproponował mi aktorską "współpracę" przy jego nowym dziele. Myślałem, że to żart, lecz on to jeszcze uargumentował słowami "bo bliźniaki dobrze się sprzedają".
Grzecznie mu podziękowałem i powiedziałem, że niestety, ale przede wszystkim to musiałbym być homo.
(Już pomijam fakt pokrewieństwa.)
Na co on strasznie się zdziwił, bo myślał, że jeśli on jest, to ja jako jego brat bliźniak też muszę być...

PS Nie wiem, co on ma z głową, ale chyba to coś poważnego.

#QwLLj

Historia z czasów przedszkolnych.

Już od małego miałem niechęć do robienia "dwójki" poza swoim domowym, porcelanowym tronem (mam tak do tej pory). Pewnego dnia, będąc w przedszkolu, potrzeba zrzucenia balastu była większa, niż się spodziewałem. Odkładając dumę na bok, udałem się do toalety. W domu mama zwykle pomagała mi się podetrzeć, jednak w przedszkolu nie było to możliwe.

Po skończeniu tego, co miałem zrobić, otworzyłem drzwi kabiny w poszukiwaniu pomocy. Akurat do toalety wchodził jakiś chłopiec. Zwróciłem się więc do niego z prośbą.
- Ej, sprawdzisz, czy mam brudne? - mówiąc to wypiąłem do niego swoją dolną część pleców. Żeby było śmieszniej, patrzyłem na niego głową w dół, między swoimi nogami.

Chłopiec uciekł z przerażoną miną. Do tej pory mi wstyd.
Jeśli to czytasz - przepraszam!

#Zj8mp

Zacznę od tego, że w wieku szesnastu lat zaszłam w ciążę. Byłam głupim dzieckiem i uległam chłopakowi, w którym, jak mi się wtedy wydawało, byłam przeogromnie zakochana.

Chłopak się nie zmysł, a nawet zaproponował mi ślub i wspólne życie (kiedy teraz o tym myślę, to zapewne zmusili go do tego rodzice). Odmówiłam. Chciałam usunąć dziecko, ale moja matka mi nie pozwoliła. Uzgodniłam z rodzicami, że po urodzeniu oddam dziecko.

Na czas ciąży zrezygnowałam ze szkoły. Jakoś żyłam, choć było mi ciężko, jeśli mam być szczera, to nie bardzo pamiętam ten czas.

Urodziłam zdrowego chłopca. Rodzice chłopaka próbowali przekonywać mnie, abym jednak próbowała go wychować razem z ich synem, ale dzięki wsparciu rodziców byłam nieugięta.

Teraz mam męża, dwójkę dzieci i zupełnie szczęśliwe życie.

Mój mąż wiedział o tym, co spotkało mnie w przeszłości, nie widziałam sensu tego przed nim ukrywać.
Nigdy nie szukałam kontaktu z przeszłością ani nie interesowałam się tym, co stało się z moim synem, wiedziałam, że trafił do dobrych ludzi i to mi wystarczyło.
Nie spodziewałam się tylko, że on będzie chciał spotkać się ze mną.

Ma siedemnaście lat. Sam do mnie przyszedł. Chciał mnie poznać i dowiedzieć się dlaczego nie chciałam go wychować. Jego rodzice mu tego nie wytłumaczyli (czego, szczerze mówiąc, zupełnie nie rozumiem).

To było dziwne doświadczenie. Czułam się jakbym rozmawiała z dużo młodszą wersją mojego ojca (jest do niego ogromnie podobny). Powiedziałam mu co chciał wiedzieć. Zrozumiał. Zapytał, czy go nienawidzę. Oczywiście odpowiedziałam, że nie. Nigdy nie był niczemu winny, a po jego urodzeniu nie miałam żadnej traumy.

Zdążył nawet poznać mojego męża i dzieci (małżonek wrócił z pociechami do domu wcześniej niż myślałam, a nie chciałam chłopaka w żadne obce miejsca ciągnąć i zaprosiłam go do siebie, kiedy akurat miało nie być reszty rodzinki).

Mąż przywitał go, choć z dystansem, a dzieciaki pouciekały do siebie (całe szczęście, bo nie wiem jak mogłabym ośmio- i sześciolatkowi wytłumaczyć całą tę sytuację).
Zanim sobie poszedł, ponownie umówiłam się z nim na spotkanie. Tym razem na mieście.

To nie tak, że chcę się teraz bawić we wchodzenie w jego życie, ale jestem po prostu go ciekawa. Wiem, że to samolubne i powinnam dać temu spokój, zwłaszcza że sama go nie chciałam, gdy był niemowlakiem. Mimo to chcę go poznać, nie mam zamiaru mu matkować. Jestem dla niego obca, tak samo jak on dla mnie. Nie chcę tworzyć z nim rodziny, ale skoro już go poznałam, to niech chociaż wie, że w razie problemu może się do mnie zwrócić.

To nie tak, że mam jakieś poczucie winny, że go zostawiłam. Jestem zadowolona ze swoich decyzji. Jest po prostu świetnym dzieciakiem, z którym dobrze mi się rozmawia, a spędzanie z nim czasu sprawia mi przyjemność.
Dodaj anonimowe wyznanie