#3ovIs

Druga klasa podstawówki. Na ostatniej lekcji nasza nauczycielka postanowiła zabrać klasę na boisko. Spakowaliśmy się i wszystkie dzieci zaczęły wychodzić. Tylko że ja przy pakowaniu upuściłam ołówek na podłogę, więc schyliłam się, by go podnieść. W momencie gdy podniosłam się z ziemi, nauczycielka zamknęła drzwi na klucz. Waliłam w drzwi, ale nikt nie zareagował, później otworzyłam okno i krzyczałam, że zostałam, ale inne dzieci zamiast mi pomóc śmiały się ze mnie. Lekcje skończyły się o 13.30, a nauczycielka nie zauważyła, że brakuje jej jednego dziecka. Większość klasy, w tym ja, wracała do domu sama, bo do domu mieliśmy tylko jeden przystanek, więc nie miał kto zauważyć, że mnie nie ma. Dopiero o 17 z klasy wypuściła mnie sprzątaczka. Moja mama w tym czasie chodziła po znajomych i miała już dzwonić na policję, nauczycielka jej powiedziała, że na pewno poszłam ze wszystkimi na przystanek.

Najpierw dostałam opieprz w domu, dopiero potem pozwolono mi wytłumaczyć co się stało. Nauczycielka musiała ponieść jakieś konsekwencje swojej nieuwagi, bo następnego dnia nawrzeszczała na mnie, że to przez własną głupotę siedziałam zamknięta i nie powinnam się po ten ołówek schylać. Później do końca nauczania początkowego traktowała mnie jak czarną owcę i wszystkie kłótnie z kolegami ze szkoły były automatycznie moją winą. Doszło do tego, że pozwalałam się innym bić, żeby nie dostać kolejnej uwagi, bo nawet gdy szłam zgłaszać takie sytuacje, to zaraz dostawałam karę za to, że prowokuję te pobicia.

Skąd się biorą tacy nauczyciele?

#S4uua

Mam 30 lat i od dziecka jestem bardzo nieśmiała. Do tej pory jakiś sobie z tym radziłam i starałam się to zwalczać. Na ogół swoją małomówność nadrabiałam uśmiechem i poczuciem humoru. Dużo się śmieję, jestem radosna i pogodna, ale właśnie nie potrafię za dużo mówić. Często nie wiem co mogłabym w danej chwili powiedzieć, o czym rozmawiać. Kiedy jestem z kimś sam na sam, to prawie zawsze jest ta niezręczna cisza.

Rok temu zmieniłam pracę, całkiem szybko się w niej odnalazłam. Dostałam partnera, mega pozytywny gość, ma poczucie humoru i fantastycznie by mi się z nim rozmawiało, gdybym umiała się odezwać, gdybym znalazła jakiś temat do rozmów.
Nawet kiedy on mi o czymś opowiada, ja często nie wiem jak to skomentować, albo co w danej chwili powiedzieć. I jest cisza. Strasznie mnie to męczy, długo myślę co tu powiedzieć i w rezultacie nie mówię nic. Uśmiech i poczucie humoru to trochę za mało...
Ostatnio koleżanka powiedziała mi, że ludzie wcale mnie nie odbierają tak jak ja sama siebie, że patrzą na mnie i widzą radosna dziewczynę i że pewnie wyolbrzymiam.

Wczoraj partner, z którym pracuję zapytał czemu jestem taka wstydliwa, do nikogo się nie odzywam i że mną to za bardzo nie można porozmawiać...

#W9ySE

Widząc parę razy obsrany kibel w pracy, nie byłam w stanie wykonać dwójeczki, czy to siedząc na toalecie obłożonej papierem toaletowym, czy to na "Małysza".
Jedynym działającym sposobem jest zamknięcie się w kibelku, wyłożenie kawałka podłogi papierem toaletowym i robienie dwójeczki na ten papier, kucając. Później to zbieram i utylizuję.

#W7oaI

Nie jestem grammar nazi, ale jak ktoś popełnia błędy, to zwracam na nie uwagę, starając się ich nie wytykać. Gdy piszę z kimś i ten ktoś mnie rozczaruje czy wkurzy swoimi błędami, to zamiast "Cię/Tobie/Ci" piszę "cię/tobie/ci". Mimo że niemal nikt tego nie odczytał jeszcze we właściwy sposób, to ja odczuwam wtedy dziką satysfakcję. Takie moje dziwactwo.

#fXNDD

Wczoraj były moje urodziny. Kiedy przyszłam z uczelni do domu, zastałam całą moją rodzinę. Wujków, ciotki, kuzynów, braci ciotecznych. Wszyscy tam byli. Zaczęłam każdego z nich przytulać i bardzo wylewnie dziękować za pamięć. Patrzyli na mnie z lekką zgrozą, bez żadnego uśmiechu, tak jakbym popełniła jakąś wielką niezręczność. Dopiero po chwili, mama oderwała mnie od jakiegoś wujka, którego akurat całowałam w polik. Zaprowadziła mnie do kuchni i wytłumaczyła sytuację. Cała rodzina przyjechała do nas, bo parę godzin wcześniej zmarła moja babcia...

#1k9Up

Pracuję jako kucharz, a moja dziewczyna ciągle mi mówiła, że to głupia praca i ona nawet nie lubi jak ja gotuję, więc nawet nie przyjdzie zobaczyć jak wygląda restauracja, w której gotuję.
Po jakimś czasie się rozstaliśmy i teraz, uwaga, zgadnijcie kto co najmniej dwa razy w tygodniu przychodzi na randkę do mojej restauracji. W efekcie muszę gotować jedzenie dla nowych dupcyngli mojej byłej.
Kobiety to jednak bywają zawistne.

#e8kXP

Za każdym razem, kiedy rozmawiałam z jakimś znajomym, okazywało się, że był w kinie na seansie p.t. "Kler". "Film kontrowersyjny, można się pośmiać, super obsada filmowa" - skoro większość opinii właśnie tak wyglądała, to stwierdziłam, że warto się na niego wybrać.

Już w kinie.
Podczas sceny, gdzie chłopiec z bidula za zasikane prześcieradło został zlany skórzanym pasem i wykorzystany przez starszego kolegę z pokoju, siedziałam wbita w fotel ze łzami w oczach i niemym krzykiem na ustach - w przeciwieństwie do chłopaka, który zaśmiał się i powiedział do kolegi "Dobrze mu tak". Popatrzyłam na niego jak na idiotę i spytałam "serio ciebie to bawi?", na co on powiedział "Z bidula wychodzi sama patola albo pizdusie, trzeba ich tępić od początku. Zresztą... widać, że też stamtąd jesteś, ale za mało cię w dupę wyruchali".

Wstałam i mu przyje*ałam. Chłopak w szoku, kumpel i ludzie na sali także. Popatrzył na mnie i szepnął "Co za suka", po czym chyba chciał się odwdzięczyć swoim ciosem, ale go uprzedziłam kolejnym sierpowym. Pochyliłam się nad nim i powiedziałam "Dobrze ci tak".
Przeprosiłam siedzących z drugiej strony i wyszłam z sali kinowej.

Byłam już na policji, składałam zeznania, odpowiem za to przed sądem.
Nie żałuję.

#vbeoo

Kiedy byłam w liceum dużo śpiewałam, zdarzało mi się nawet śpiewać na konkursach piosenki. Był właśnie dzień takiego szkolnego konkursu, a ja byłam potwornie zestresowana, ponieważ w ostatniej chwili zajęłam miejsce koleżanki, która dzień wcześniej dostała paskudnej grypy i nie mogła zaśpiewać. Uczyłam się więc tekstu piosenki tak naprawdę na dzień przed konkursem i wciąż myliły mi się słowa. Było jeszcze trochę czasu do mojego występu, stwierdziłam więc, że pójdę do toalety trochę w spokoju pośpiewać.
Weszłam do najbliższej szkolnej toalety, szybko popatrzyłam po dołach, czy nikogo nie ma i zaczęłam śpiewać piosenkę konkursową: „Bo jest taki dzień i każdy tak ma, że czasem jest źle, że jakoś nie tak. A potem jest noc i znowu jest dzień, i uwierz mi, że uśmiechniesz znów się”.
Ten refren najbardziej mi się mieszał, więc powtórzyłam kilka razy i już miałam nieco uspokojona wyjść z toalety, kiedy otworzyły się drzwi jednej z kabin.
Moim oczom ukazała się zapłakana twarz dziewczyny, która trzymała w ręce żyletkę, ale jej ramiona nie były pocięte. Przez chwilę tak na siebie patrzyłyśmy, zakłopotane, aż ona odezwała się:
- Wierzę ci - i jakby nigdy nic wyrzuciła żyletkę do kosza i wyszła.

Konkursu tego dnia nie wygrałam, ale miałam wrażenie, że zupełnie nieumyślnie wygrałam znacznie więcej. Do dzisiaj czasem się zastanawiam, co by było, gdybym tam wtedy nie postanowiła pośpiewać...
Dodaj anonimowe wyznanie