#xlksB
#oXl1D
#duTkM
Pewnego dnia patrzę, a tu za telefon jest wpłacane raz z jednego konta, raz z drugiego. Patrzę, że jeden z numerów tego konta należy do innego telefonu. Lecę do szefa, mówię, że chyba pomyłka w systemie, szef na to, żebym zadzwoniła i zapytała, może to celowo. Dzwonię, odbiera starsza kobieta, tłumaczę o co chodzi, przepraszam, że przeszkadzam itp.
Okazało się, że to telefon jej syna, który zmarł jakiś czas temu. Raz ona płaci za telefon, raz jego była dziewczyna, bo chcą choć tak posłuchać jego głosu, który nagrał na pocztę głosową.
#hlS6f
#vQSPO
Trafiło na lekarza mężczyznę, w wieku około 40 lat, jak sądzę.
Po wywiadzie przeszliśmy do badania, był bardzo delikatny i cały czas tłumaczył co robi i co mogę czuć. Aż tu nagle:
Lekarz: O, a co my tu mamy? Wygląda na początek ciąży.
Ja: (totalna panika, drżący głos) Ale jak to... Było zabezpieczenie.
Lekarz: Jakie?
Ja: Prezerwatywa, no i dodatkowo kalendarzyk.
Lekarz (z uśmiechem, ja prawie mdleję ze strachu): Ale wie pani, że to nie są stuprocentowe metody?
Po czym zakończył badanie i kazał mi się ubrać.
Nie macie pojęcia, co przeżyłam przez te kilka minut. Cała wizja tego jak bardzo zmarnowałam sobie życie, nie pójdę na studia, nic nie osiągnę, matka mnie z domu wyrzuci....
Wróciłam ubrana do niego, cala się trzęsłam ze strachu.
On spokojnie mi mówi, że wszystko OK, zdrowa jestem itd. Nic o tej ciąży.
Więc pytam.
Ja: No a co z tą ciążą?
Lekarz: Żadnej ciąży nie stwierdziłem.
I wiecie co? Może uznacie go za chama, który niepotrzebnie prawie doprowadził mnie do zawału. Ale prawda jest taka, że te parę minut strachu dało mi tyle do myślenia na temat odpowiedzialności, że nigdy nie zaryzykowałam, nigdy nie zachowałam się nieodpowiedzialnie, jeśli chodzi o seks.
Żadne pogadanki w szkole, żadne wychowanie do życia w rodzinie nie wpłynęły na moją odpowiedzialność tak bardzo, jak ten "prank" ginekologa.
Genialny człowiek.
#FwbTL
Paluch stopy lewej, paluch stopy prawej.
Diagnoza: wrośnięty paznokieć. Metoda leczenia - tak zwane wycięcie. Wszystko OK.
Dzień 90. Wizyta druga.
Paluch stopy lewej, paluch stopy prawej.
Diagnoza: wrastające paznokcie. Metoda leczenia - tak zwane zrywanie.
3 dni później: zgubiłem lek przeciwbólowy.
4 dni później: boli, bo lek przestaje działać.
5 dni później: koniec wszystkiego przeciwbólowego z domowej apteczki. Ból nie do zniesienia. Decyzja - wyprawa do apteki, 1200 metrów. Uber (cud, że ktoś przyjął taki przejazd).
Apteka. Ubłagałem farmaceutę o wydanie leku na receptę, którą zgubiłem, nie wiem, czy przekonały go moje łzy, brak obuwia czy coś jeszcze innego. Dostaję lek, podwójna dawka od razu.
Do apteki wchodzi babcia z wnukiem.
Wnuk podbiegł do stojaka z czymś tam, po drodze stanął mi tuż obok palucha stopy lewej. Mini zawał. Babcia go goni, końcówka jej laski opiera się na mojej prawej stopie, dokładniej prawym paluchu...
Zesrałem się, straciłem przytomność.
Ocucił mnie aptekarz. Smród straszny. Spalony ze wstydu jakoś wyszedłem.
Potem musiałem jeszcze wrócić do tej apteki, donieść receptę na lek, który dostałem.
Minął rok.
Diagnoza - wrastające paznokcie palucha lewej i prawej stopy.
Bóg stworzył człowieka i widział, że był dobry...
Ta, zajebisty normalnie.
Tyle.
#nFsTa
W niedzielę byliśmy w kościele, jak zwykle. W momencie kiedy ksiądz podniósł w górę kielich z winem mszalnym, młody na całe gardło ryknął: „ZDROWIE WASZE W GARDŁO NASZE! RIBKA LUBI PŁYWAĆ! CHLUŚNIEM, BO UŚNIEM!”.
Dobrze, że ksiądz był wyluzowany i rozładował niezręczną ciszę uśmiechem i jowialnym: „Zdrowie gospodarza!”.
#WKRzp
Nic w tym złego, każdy ma jakieś fantazje. Mniej lub bardziej dziwne.
Ostatnio jednak, gdy spytał, czy na przedstawienie chcę przebranie postaci X, głośno pomyślałam „Tylko jak dostanę pasującą bieliznę”.
W tym momencie uświadomiłam sobie, że powiedziałam to na głos. Przy 34 osobach. Każdy usłyszał, każdy zamilkł.
PS Bielizny nie dostanę. :D
#3ovIs
Najpierw dostałam opieprz w domu, dopiero potem pozwolono mi wytłumaczyć co się stało. Nauczycielka musiała ponieść jakieś konsekwencje swojej nieuwagi, bo następnego dnia nawrzeszczała na mnie, że to przez własną głupotę siedziałam zamknięta i nie powinnam się po ten ołówek schylać. Później do końca nauczania początkowego traktowała mnie jak czarną owcę i wszystkie kłótnie z kolegami ze szkoły były automatycznie moją winą. Doszło do tego, że pozwalałam się innym bić, żeby nie dostać kolejnej uwagi, bo nawet gdy szłam zgłaszać takie sytuacje, to zaraz dostawałam karę za to, że prowokuję te pobicia.
Skąd się biorą tacy nauczyciele?