#ClkzD

Jestem wpadką. Moja mama zawsze powtarzała mi, że przeze mnie nie poszła na studia, przeze mnie nie poszła do pracy (mam jeszcze czworo młodszego rodzeństwa, a jak podrośli i wszyscy chodzili do szkoły, to ona wolała latać do koleżanek na kawusię i ploty). Dla niej zawsze byłam głupia i gruba, ciągle na mnie wrzeszczała i wyzywała mnie. Przy znajomych w mojej obecności mówiła, że dobrze, że moje siostry się jej udały, bo ja jestem taka brzydka, a one ładne.

W liceum wpadłam w depresję. Prosiłam, żeby rodzice zabrali mnie do psychologa, ale tata nie miał czasu (nie winię go, pracował na dwa etaty), a dla mojej mamy to były fanaberie. Dopiero jak po maturze totalnie się załamałam, bo wiecznie powtarzała mi, że i tak nie zdam i dla mnie nawet zawodówka byłaby za dobra, tata powiedział dość i zapisali mnie do psychiatry. U pani doktor byłam z rodzicami. Kiedy zapytała mnie, jakie mogą być przyczyny mojego samopoczucia, to mama odpowiedziała za mnie: „Pewnie dlatego, że jest taka gruba. Bo jej siostry są normalne, ładne i zgrabne. Tylko ona taka brzydka”. Nigdy tego nie zapomnę. Pani doktor wyprosiła moich rodziców z gabinetu i rozmawiała ze mną ponad dwie godziny. Okazało się, że mam depresję, nerwicę, stany lękowe. Dostałam leki i poleciła mi dobrego psychologa.

W domu wytrzymałam jeszcze rok. Po mojej wyprowadzce nagle okazało się, że jednak nie byłam taka zła. Wcześniej ja musiałam sprzątać, gotować, prać, karmić zwierzęta. Teraz nie miał kto tego wszystkiego robić, więc w domu panował wieczny burdel. Dało to taki efekt, że moje siostry musiały się wziąć za sprzątanie, mama też się ogarnęła i w moje urodziny pierwszy raz odkąd pamiętam, powiedziała mi, że mnie kocha i przeprasza za wszystko.

Nie skończyłam studiów, ale zawsze miałam dryg do rękodzieła i udało mi się dostać dotację i otworzyć małą firmę. Kokosów nie zarabiam, ale da się żyć. Mam gdzie mieszkać, w co się ubrać i co zjeść, a to już dużo.

Bałam się wyprowadzki i samodzielnego życia, ale wszystkim to wyszło na dobre. Wiem tylko, że nie chcę nigdy mieć własnych dzieci. Boję się, że będę je traktować tak, jak sama kiedyś byłam traktowana. Mogę co najwyżej być dobrą ciocią i staram się taką być.
Dodaj anonimowe wyznanie