Druga klasa podstawówki. Na ostatniej lekcji nasza nauczycielka postanowiła zabrać klasę na boisko. Spakowaliśmy się i wszystkie dzieci zaczęły wychodzić. Tylko że ja przy pakowaniu upuściłam ołówek na podłogę, więc schyliłam się, by go podnieść. W momencie gdy podniosłam się z ziemi, nauczycielka zamknęła drzwi na klucz. Waliłam w drzwi, ale nikt nie zareagował, później otworzyłam okno i krzyczałam, że zostałam, ale inne dzieci zamiast mi pomóc śmiały się ze mnie. Lekcje skończyły się o 13.30, a nauczycielka nie zauważyła, że brakuje jej jednego dziecka. Większość klasy, w tym ja, wracała do domu sama, bo do domu mieliśmy tylko jeden przystanek, więc nie miał kto zauważyć, że mnie nie ma. Dopiero o 17 z klasy wypuściła mnie sprzątaczka. Moja mama w tym czasie chodziła po znajomych i miała już dzwonić na policję, nauczycielka jej powiedziała, że na pewno poszłam ze wszystkimi na przystanek.
Najpierw dostałam opieprz w domu, dopiero potem pozwolono mi wytłumaczyć co się stało. Nauczycielka musiała ponieść jakieś konsekwencje swojej nieuwagi, bo następnego dnia nawrzeszczała na mnie, że to przez własną głupotę siedziałam zamknięta i nie powinnam się po ten ołówek schylać. Później do końca nauczania początkowego traktowała mnie jak czarną owcę i wszystkie kłótnie z kolegami ze szkoły były automatycznie moją winą. Doszło do tego, że pozwalałam się innym bić, żeby nie dostać kolejnej uwagi, bo nawet gdy szłam zgłaszać takie sytuacje, to zaraz dostawałam karę za to, że prowokuję te pobicia.
Skąd się biorą tacy nauczyciele?
Dodaj anonimowe wyznanie
Nauczyciele nigdy nie przestaną mnie zadziwiać, gdy byłem w 1 klasie pani psycholog wmawiała mi, że to iż zabieram się za pisanie lewą ręką jest niewłaściwe, a gdy się postawiłem, to próbowała wmówić moim rodzicom, że "nic nie osiągnę i powinienem pójść do klasy specjalnej". Cóż, minęło 16 lat, studiuję na wymagającym kierunku, praktykuje w zawodzie, który mam wykonywać, a jedyne co mi pozostało po tamtym czasie to uraz. Wszystko robię lewą ręką, ale piszę tylko i wyłącznie prawą.
Jeszcze tylko dodam, że prowadziła tzw. zajęcia zintegrowane dla klas 1-3 szkoły podstawowej.
Pamiętam jak w gimnazjum przy jakiejś rozmowie powiedziałam mojej nayczycielce od matematyki/informatyki, że chcę iść do technikum informatycznego. Ona tylko skwitowała to tym, że na pewno sobie nie poradzę (nie pamiętam czy tej wypowiedzi towarzyszył jej smiech). Miłe to nie było, ale gdybym jej powiedziała o swoich osiągnięciach (a mam taką możliwość bo nasze dzieci chodzą do tej samej szkoły) to by jej szczęka opadła. Jestem dziś mamą 8 letniej dziewczynki, którą urodziłam jeszcze w technikum, ale oprócz tego mogę się pochwalić (przede wszystkim sama przed soba), że z 3 letnim dzieckiem udało mi się skończyć technikum z czerwonym paskiem, jestem inżynierem z dziedziny informatyki a do tego uczę młode pokolenie do zawodu technika informatyka. Gdybym tej nauczycielce to wszystko opowiedziała i zwróciła jej uwagę na tamte słowa sprzed 10 lat to by jej się głupio zrobiło.
Tak więc czasem nauczyciele potrafią zrobić komuś przykrość jednocześnie przy tym się ogromnie myląc.
Mnie zawsze informatyka rozwalała.
W podstawówce mieliśmy dość impulsywną nauczycielkę. Nie była jakoś specjalnie zła, ale dość wybuchowa.
Na informatyce uczyliśmy się o mniej więcej przydatnych rzeczach. Jak założyć e-maila albo jak zrobić prezentację.
Podstawówka się skończyła, zaczęło się gimnazjum. Dobry Boże....
Pierwsza klasa - informatyka z panią dyrektor (nigdy więcej!), Pani Dyrektor dawała kartki i kazała robić zadania w Excelu albo Wordzie. Jak coś nie działało to było "Yyyyyy.....". Zero pojęcia o czym uczy.
Trzecia - przyszła starsza nauczycielka. Można było z nią porozmawiać, ponarzekać na szkołę (co jak co ale głupią myszkę 3 tygodnie dostarczać?), a tak poza tym to jedyne zadanie to było Zrób komiks w PowerPoincie. Wystarczyło skopiować jakiś kawał, potrafić zrobić coś w Paincie i wkleić swe arcydzieło do PowerPointa. Gwarantowane 6.
Miała jakiś plan pt. "Najpierw zaczniemy Wordem, później przerobimy PowerPointa i chciałabym coś z wami zrobić w PAINCIE pod koniec roku".
Dopiero technikum informatyczne dało mi narzędzia i wykwalifikowaną kadrę, żebym wreszcie mógł robić coś porządnego.
Dziwne, też jestem leworęczna i nikt nigdy nie próbował mnie przestawiać. Miałeś wyjątkowego pecha
@PaniProcesor bo weź pod uwagę, kto tak naprawdę uczy informatyki za 2 tysiące w szkołach, kiedy zawód informatyka w różnych firmach jest i dawniej też był bardzo dobrze opłacany.. Po prostu ktoś, kto słabo umiał informatykę, poszedł do jakieś pedagogicznej szkółki, gdzie nauka informatyki była pobieżna i łatwa. I nie ma to nic wspólnego z informatyką samą w sobie.
Dla pani gratulacje, ja jednak z urodzenia dziecka w pierwszej/drugiej klasie technikum bym się nie cieszyła.
@ProstowOczy ona po prostu nieznosiła odstępstw od normalności, co w połączeniu z wygodnictwem sprawiało, że byłeś z nią lub przeciwko niej. Ja i (na całe szczęście) moi rodzice byliśmy zdecydowanie przeciwko niej, jednak do dziś nie napiszę słowa lewą ręką.
Mam tak samo
Niektórzy pedagodzy i psycholodzy w szkołach to jedna wielka pomyłka. z ciekawości zapytam - masz leteralizacje lewostronną czy skrzyżowaną? To bardzo ciekawe, ze wszystko robisz lewą, bo to swiadczy o tym, że masz dominujaca lewą rękę, ale z kolei piszesz prawą.
@actressbeauty raczej mam lateralizację lewostronną, prawą rękę, gdy mam lewą wolną stosuje tylko do pisania, czy to długopisem, czy teraz ba telefonie.
Miałam sytuację, w drugiej klasie podstawówki, moja matka uciekła z moją siostrą od ojca, zostawiając mnie. Moja wychowawczyni zapytała mnie o to, na środku klasy. Paląc się ze wstydu, odpowiedziałam, że to nieprawda.
Przez trzy lata podstawówki gnoiła mnie tak pani od matematyki. Nigdy nie zapomnę jak celowo kazała mi robić kilka zadań przy tablicy tak by cała klasa siedziała na przerwie. Cały czas powtarzała mi, że jestem debilem, nic nie potrafię i trafie na kasę w sklepie.
No i potwierdziło się, zdarza mi sie stać na kasie w swoim biznesie i do tego „ten debil” jest trakcie robienia doktoratu
Przypomniało mi się, jak w podstawówce szukała mnie policja, bo moja wychowawczyni nie zarejestrowała (mimo, że mówiłam jej tysiące razy), że jestem na konkursie z niemieckiego w sali obok
Wzywali policję do zwykłej nieobecności?
Chyba uczyła nas ta sama stara prukwa.
Też byłem raz zamknięty w sali. Na początku odpalił mi się Kernel Panic, ale później stwierdziłem, że to tylko parę minut i zaraz znowu będzie lekcja (to była też jakaś druga podstawówki i 90% lekcji było w tej samej sali), po całej akcji nauczycielka (a mieliśmy świetną) przeprosiła i następnym razem bardziej uważała czy wszyscy wyszli.
Tak samo miał mój narzeczony, który przez tę jedzę dalej nie wierzy w swoje umiejętności w pewnej dziedzinie życia. Nauczyciele bywaja autorytetami dla mlodych, ale jak widac nie zawsze powinni.
Po prostu łatwiej jest uprzeć się na jedną, nielubianą osobę niż przeciwstawić się większości. A nauczyciele bywają leniwi.
Moja nauczycielka z klas 1-3, nazwała mnie sierotą tylko dlatego, że w pierwszej klasie nie potrafiłam ładnie rysować. To było miesiąc po pogrzebie mojego ojca, nauczycielka o tym wiedziała, bo została o tym poinformowana przez moją mamę. Do dzisiaj to słyszę w swojej głowie.
Córce mojej znajomej pani "psycholog" wmówiła, że gdy ta była mała molestował ją jej dziadek. Nie mogło to się zdarzyć , bo nigdy z dziadkiem nie była sam na sam, a przy znajomej dziadek zachowywał się bez zarzutu.