#aheTC

Dziś w pracy jakiś pijak zamówił sałatkę, której nie mieliśmy. Wszedł do kuchni i zażądał, bym mu taką przyrządziła. Kiedy powiedziałam, że nie mamy takich składników, zrzucił mikrofalówkę i wybiegł. Po chwili przyszedł szef i dał mi naganę za bycie "arogancką i niemiłą dla klientów".

#dybiH

Często jeżdżę pociągami. Na każdym dworcu są jacyś żebracy, nie tylko, są na rynkach i często pod sklepami. Kilka razy podzieliłem się jakimiś groszami z reszty, pomimo faktu że wiele razy czytałem by tak nie robić. W końcu wiele takich osób zajmuje się żebraniem zawodowo. Jednak z "dobroci serca" czasem przymykałem oko na to zalecenie i dzieliłem się, dobrze zarabiam i kilka groszy czy nawet 5 złotych to w końcu nic takiego.

To wszystko jednak skończyło się po dwóch przypadkach, które były bardzo blisko siebie w czasie.

Na jednej stacji notorycznie widziałem pewną panią, która chodziła po pociągach i opowiadała ckliwą historię jak to nagle trafiła na bruk i potrzebuje trochę pieniędzy by od nowa zacząć sobie życie. Widywałem ją przez pół roku, w pewnym momencie zacząłem mówić słowo w słowo, wraz z nią jej historię. Nie dostała tego dnia ani grosza, widziałem ją natomiast tydzień czy dwa później, jak siedziała w słońcu w parku popijając piwo i chwaląc, że dzisiaj sporo wyciągnęła, nie usłyszałem kwoty, ale za to mówiła to do dwóch osób. które widywałem na tym samym dworcu jak żebrały.

Dwa tygodnie później, pewne romskie dziecko podeszło do mnie z kubeczkiem, w którym były niemal same grosiki i tylko grzechotało dając do zrozumienia, że potrzebuje tych pieniędzy. Spotkałem je nieco później (pociąg się opóźnił o znaczny czas, a ja postanowiłem wyjść poza dworzec by zapalić). To samo dziecko stało przy czarnej nowiutkiej terenówce BMW i wyciągało z kieszeni pieniądze które wyżebrało, mogę przysiąc, że był tam banknot 50zł, sporo innych po 10 i 20, i część banknotów temu dziecku wypadła. Z samochodu wysiadł wtedy bardzo dobrze ubrany Rom, coś tam pokrzyczał w ich języku i uderzył dziecko w twarz. Chyba zostawił jakiś ślad czy coś, bo po chwili niemal wrzucił dzieciaka do samochodu i odjechał. Jak skończyłem papierosa, z jakiegoś powodu podszedłem na to miejsce i podniosłem to co zostawili, a był to banknot 20zł i prawie 8zł w drobnych.

Nie dawajcie się oszukać żebrakom, być może wiele z nich faktycznie potrzebuje pomocy, ale ja wtedy uwierzyłem, że jednak dla większości jest to praca jak każda inna.

#kAaQt

Czas przedświąteczny przywodzi mi na myśl wspomnienia sprzed roku.

Jestem kelnerką i pracowałam wtedy za granicą (wyjeżdżam regularnie co roku na jarmark świąteczny do Niemiec, spędzam tam miesiąc i odkładam oszczędności). Postanowiłam zrobić mojemu ówczesnemu chłopakowi niespodziankę i przyjechałam do domu w Wigilię, choć miałam to zrobić dzień później.

On też zrobił mi niespodziankę. Zastałam go pod choinką, w stroju Mikołaja… z moją koleżanką, „Mikołajką”. W pozycji na pieska.

Tak że tego. Pilnujcie swoich chłopaków, żeby ich magia świąt zbytnio nie poniosła.

#tifLg

Pierwszy raz do ginekologa poszłam w wieku 17 lat. Na lewej wardze sromowej pojawił mi się mały guzek. Diagnoza - ropień gruczołu Bartholina (odpowiadający za nawilżenie kobiety). Słowa lekarza: "Dobrze, że Pani z tym przyszła, ale po pierwsze, ma Pani miesiączkę, a podczas miesiączki nie można wykonywać żadnych zabiegów, a po drugie to jest za małe i nic nie możemy z tym zrobić, trzeba czekać aż urośnie".

Na doraźną wróciłam jakieś 3 dni później, nie mogąc ruszyć się z bólu - nacięcie, ropa wyleciała, po problemie. Rok później, mając na uwadze słowa "z takim małym nic nie zrobimy", przyszłam do lekarza dopiero gdy zaczęło boleć. Procedura ta sama: proszę się zgłosić na czczo jutro rano. Zabieg dokładnie taki sam, nic nie boli, fajnie, pięknie. Z tym że po zabiegu, dostałam polecenie od tego samego lekarza: "następnym razem od razu na oddział". Jak nakazał, rok później zgłosiłam się na oddział ginekologiczny. Pani ginekolog wyjątkowo mnie zbadała, bo nie miałam skierowania. Po zabiegu zostałam zjebana, że:
a) nie poszłam najpierw do ginekologa,
b) za każdym razem przychodzę za późno żeby mogli coś zrobić i następnym razem mam przyjść od razu jak zacznie się coś dziać, żeby mogli wyciąć cały gruczoł.

Sytuacja obecna: Czuję że zaczyna robić mi się to samo, dzwonię więc umówić się na wizytę do ginekologa - najbliższa za 1,5 tygodnia (ropień potrafi zwiększać się z dnia na dzień 2x) i to nie u mojego ginekologa bo on JEST NA URLOPIE I WRÓCI ZA JAKIŚ MIESIĄC. Niestety szłam wtedy do pracy, więc nie zapisałam się na wizytę, poza tym moja kuleczka zniknęła. 2 tygodnie później, gdy znów się pojawiła, od razu po pracy zgłosiłam się na doraźną jako że miałam to zrobić jak najszybciej. Skierowano mnie na SOR. Na skórze nie zrobili nawet badania, zadzwonili do doktorki i kazali przyjść na drugi dzień na czczo. Po zapisaniu na oddział przyszedł czas na badanie które przeprowadził MÓJ GINEKOLOG, którego miało nie być przez miesiąc. Kazał mi iść do domu, bo jestem krótko przed miesiączką i nie mogą mi tego wyciąć, bo grozi to endometriozą. Dał do siebie numer i powiedział, że mam zadzwonić jak dostanę okres, wtedy dostanę skierowanie na chirurgię.

Po dwóch dniach i nieprzespanej nocy dzwonię do niego, że mnie boli i co mam robić, bo do pracy nie dam rady iść - na SOR po L4. Na SOR-ze dowiedziałam się, że jak chcę zwolnienie, to mam iść do rodzinnego (była sobota, w poniedziałek na 7 do pracy), a jak do szpitala to jutro rano na czczo. Wyszłam ze szpitala z płaczem, nie wiedząc co robić. Wybiegł za mną lekarz i spytał kiedy ostatnio jadłam. Stwierdził że mogą mi zrobić zabieg już dzisiaj. Leżę teraz i czekam na zabieg. Zastanawiam się tylko, kiedy w końcu wytną mi to gówno i będę miała spokój. Tą operację będę chyba musiała sobie zaplanować... Trzymajcie kciuki :/

#tA2L7

Wczoraj byłam na imprezie.

Wiele rzeczy z niej nie pamiętam, ale jedna wyjątkowo zapadła mi w pamięć.

Wróciliśmy z chłopakiem taksówką, on mnie odstawił i pojechał do siebie. Odstawił mnie dosłownie pod moje drzwi. Mi już w taksówce dość mocno chciało się siku. Gdy wyszłam z taksówki już ledwo wytrzymywałam. Byłam bardzo, bardzo pijana. Gdy szukałam kluczy od domu w pewnym momencie poczułam, że już nie dam rady trzymać. Mogłam iść w krzaki, ale nie, mój pijany organizm tego nie ogarnął. W wieku 23 lat, po prostu zsikałam się w majtki, stojąc pod drzwiami własnego domu.

Nikt o tym oczywiście nie wie i się nie dowie, ale i tak jest mi niesamowicie wstyd.

#ecEaG

Czasy liceum, zachciało mi się kupę. Cisnęło mnie ostro, ale to już ostatnia lekcja, w dodatku z wredną nauczycielką, korzystanie ze szkolnego kibla wydawało się przerażające, do domu daleko nie mam, więc pomyślałem - dam radę i dobiegnę. Dzwonek, zrywam się do biegu, dobiegam do domu, otwieram drzwi do kibla - zamknięte, ojciec siedzi na tronie.

Zesrałem się zanim wyszedł.

#06zgt

Bardzo nie lubię telemarketerów, a rozmowa z nimi to dla mnie prawdziwa gehenna. Po tym, jak kolejny raz musiałem odmawiać pani usiłującej wcisnąć mi kartkę kredytową z funkcją skakanki i maszynki do mięsa, postanowiłem zrobić coś, co chodziło mi po głowie od dłuższego już czasu. Wszystkie numery, z których telemarketerzy do mnie wydzwaniali wrzuciłem na tzw. czarną listę, co jest jednoznaczne z tym, że dzwoniący natną się na moją pocztę głosową.
Kolejnym etapem mego planu było nagranie odpowiedniej wiadomości. Trik polegał na tym, aby rozmówca miał wrażenie, że rozmawia z żywą osobą, więc całość mojego nagrania brzmiała mniej więcej tak: „Halo <tu jakieś 10 sekund przerwy> tak <znowu przerwa> oczywiście <przerwa> mhmmm <przerwa> dobrze <przerwa>” i tak dalej.

Nawet nie wiecie jak wielką radochę sprawiało mi odsłuchiwanie tych „konwersacji” pomiędzy moim głosem z poczty a coraz bardziej zirytowanymi paniami, które były święcie przekonane, że po drugiej stronie słuchawki jestem ja.

Radość moja skończyła się wczoraj, kiedy okazało się, że… wyraziłem zgodę na wzięcie kredytu gotówkowego od jednego z banków, w którym mam założone konto.

#WbklG

Mam ogromny problem z moją przyjaciółką.
Z D. znamy się od dziecka i jesteśmy jak siostry. Jej mama prowadzi jedyny sklep i D. od zawsze zakładała, że go przejmie i zostanie w naszej wiosce liczącej niewiele ponad 200 mieszkańców, dlatego wybrała zawodówkę. Ja marzyłam o tym by wyrwać się do większego miasta, studiować. Krótko po tym jak zdałam maturę, D. wpadła do mnie oznajmiając, że pokłóciła się z matką i wyjeżdża razem ze mną.

Po początkowym szoku nawet się ucieszyłam - zawsze to ktoś znajomy w obcym mieście. Niestety D. bardzo utrudnia wspólne mieszkanie mi i pozostałym lokatorkom
(mieszkamy na stancji w 6 osób). Średnio raz w tygodniu urządza awantury - głównie o korzystanie z łazienki. Uważa, że za często i za długo się myjemy, niepotrzebnie w ciepłej wodzie, zajmujemy miejsce kosmetykami, za często wstawiamy pranie. W końcu skoro na wsi się tak nie robiło, to po co dbać "przesadnie" o wygląd.
Miałyśmy składać się na środki czystości i papier toaletowy - uznała, że kupujemy wszystko za drogie i ona się nie będzie dokładać - papier ma swój, szary, najtańszy, którego zużywa wyliczoną ilość. Dodatkowo, jeżeli ja lub inna z lokatorek przyprowadzimy kogokolwiek, to już jest awantura, że ona nawet nie może mieć spokoju we własnym domu.

Nie mogła długo znaleźć pracy. Żadna nie spełniała jej wymagań. Ona się musi wyspać, to na rano jej nie pasuje, w ogóle kto to wymyślił pracować 8 godzin, ona jest wykończona już po 5. W końcu załatwiłam jej etat w tej samej sieciówce z ciuchami, gdzie sama pracuję. Niestety szybko tego pożałowałam - D. kombinuje byleby mieć jak najmniej godzin, a jednocześnie cały czas narzeka na brak pieniędzy.

Co w takim razie robi całymi dniami? Nudzi się i narzeka, na wszystko - na smog, na to, że na stancji nie wolno trzymać zwierząt, że miasto jest za głośne, brzydkie, jest za dużo ludzi.

Przynosi mi wstyd wśród znajomych, kiedy czasami przyłazi po mnie na uczelnię.

Propozycja wyjścia do kawiarni/knajpy - raz z nami poszła, to komentowała tak, że wszyscy się na nas gapili. Bo ona to zrobi sobie herbatkę trzy razy z tej samej torebki, a nie ponad 10 złotych za kawę. Kino - też nie. Zakupy - zapomnij. I nie chodzi tylko o kasę - ona po prostu nie toleruje większych skupisk ludzi.

Znałam wcześniej jej poglądy, ale nazywanie mojego czarnoskórego kolegi, przy reszcie znajomych małpą albo wrzeszczenie zakaz pedałowania na widok dwóch chłopaków trzymających się za ręce w parku, to już przegięcie. Na zwrócenie jej uwagi, zawsze odpowiada tak samo - To nie jest normalne, bo u nas na wsi tego nie ma.

Nie chciałabym zrywać tej przyjaźni, ale mam ochotę wykrzyczeć jej, żeby wracała na tę wiochę skoro nie potrafi żyć w mieście. Nikomu o tym nie mówiłam, bo nie chcę wyjść na tą, co się wypina na dawnych znajomych, bo miasto ją zmieniło.

#rvZAB

Moja dziewczyna zachorowała – miała anginę, a na dodatek zapalenie spojówek. Leżała w łóżku plackiem, z gorączką i zaropiałymi oczami.

Zaproponowałem jej pizzę wieczorem – odmówiła, bo źle się czuje.
Spytałem, czy może chce chociaż obejrzeć jakiś serial – nie, bo „nie ma siły”.

Tego samego dnia zadzwoniła kobieta, która robi jej paznokcie, z informacją, że zwolnił się jej termin.
Poszła na paznokcie.

#NBCJY

Mam 12 lat. Wczoraj w szkole rozmawiałem z kolegami na przerwie o tym, co chcielibyśmy dostać pod choinkę – wiecie, świąteczny nastrój już się trochę udziela. Większość z moich rówieśników wymieniała konsole do gier, telefony, ipady i laptopy. Też powiedziałem, że chciałbym najnowszego macbooka, ale to wcale nieprawda.

Najbardziej na świecie chciałbym, żeby moi rodzice zakończyli separację i wrócili do siebie. Pełna rodzina, to moje największe marzenie.
Dodaj anonimowe wyznanie