#MxxAs

Jeśli istnieje anoreksja w drugą stronę, to chyba się w nią wpędzam.

Jako dziecko wiecznie miałam niedowagę. Z każdej strony słyszałam: "Jezu, ale ty jesteś chuda!", "czy ty w ogóle coś jesz?", "można ci policzyć wszystkie żebra". Jednocześnie od zawsze ciągnęło mnie do grubych osób, uważałam, że są przepiękne i tak cudownie mięciutkie, chciałam się do nich przytulać. Fascynowały mnie zwłaszcza "duże" kobiety, ich wielkie piersi i biodra. Kiedyś rozpromieniona powiedziałam mamie, że jak dorosnę, będę właśnie taka. Zaśmiała się tylko i powiedziała "przecież ty jesteś chuda jak patyk!". Bolało...

W wieku nastoletnim - na granicy niedowagi, absolutny brak kształtów. Pulchniejsze koleżanki zazdrościły mi zgrabnej sylwetki - ja nocami płakałam, że nie mogę z którąś z nich zamienić się za jej fałdki na brzuchu i cellulit na udach. Pytały mnie, co robię, że jestem taka szczupła - w rzeczywistości robiłam wszystko, żeby przytyć, potrafiłam wręcz na siłę wciskać w siebie jedzenie i przejadać się z nadzieją, że waga pójdzie w górę. Niestety, jak już udało mi się przybrać chociaż odrobinę, traciłam to w ciągu kilku dni. W końcu poddałam się, jadłam normalnie; waga znów trochę spadła i zatrzymała się.

Aż w wieku 21 lat musiałam zacząć brać leki hormonalne, które na liście skutków ubocznych miały "przyrost masy ciała". Rzeczywiście - po jakimś miesiącu z radością zauważyłam na wadze dwa kilogramy więcej, chociaż akurat wtedy szczególnie nie starałam się przytyć. Minęło trochę więcej czasu, a waga nie dość, że nie spadała, to powoli rosła dalej; zaczęłam zauważać subtelne zmiany w sylwetce. Zmotywowało mnie to, by znów zacząć się napychać. Jadłam, tyłam, mój apetyt stawał się jednocześnie coraz większy, coraz więcej byłam w stanie zmieścić. Moje ciało stawało się coraz piękniejsze.

W ciągu niecałego roku przytyłam kilkanaście kilogramów. Jestem aktualnie na granicy nadwagi, może jeszcze nie gruba, ale już na pewno krągła. Nigdy nie byłam tak piękna i seksowna jak teraz. Kocham czuć, jak mój wystający brzuch i duże piersi trzęsą się kiedy chodzę; rozpływam się z zachwytu, kiedy nie mogę dopiąć się w spodniach, kiedy muszę kupić stanik z większą miseczką, kiedy mój chłopak nazywa mnie swoim grubaskiem. Z jednej strony jestem bardzo szczęśliwa, jednak czuję pewne rozdarcie wewnętrzne. Wiem, że dalsze tycie będzie już niezdrowe, a jednocześnie chciałabym nie przestawać. Czasem patrząc w lustro widzę, że robię się gruba i mam z tego powodu poczucie winy - jednak kiedy zważę się i zobaczę, że schudłam chociaż kilogram, natychmiast robię wszystko by odzyskać ten kilogram z nawiązką.
Boję się schudnąć, naprawdę nie chcę wracać do poprzedniej sylwetki; jedynie chcę mieć w końcu normalny stosunek do swojej wagi. Być gruba i szczęśliwa.

#JDyrJ

Na wstępie powiem, że jestem wielką miłośniczką rosołu.

Każdy zna ten żart z kostką rosołową w słuchawce prysznicowej. Moje rodzeństwo również postanowiło zrobić mi ten kawał...
Niestety nie wyszło im. Bo jako fanka rosołu nie przeszkadzało mi to i tylko rozkoszowałam się zapachem tej zupy, a w dodatku wyobraziłam sobie, że jestem składnikiem w garnku z gorącym rosołkiem.

#qvDSX

Dlaczego moja mama odrzuciła mnie, bo wolała swoją przyszłą synową?

Mam starszego brata, który ponad dwa lata temu ożenił się z Eweliną. Ewelina - szczuplejsza, ładniejsza ode mnie. Chociaż bez większych ambicji, prócz kupna kolejnego ciucha z internetu. Ewelina, której rodzice nadskakiwali od samego początku, a mnie odrzucili, bo stara panna, bo nie mam jeszcze żadnego stanowiska, bo przez problemy z tarczycą przytyłam, więc nie jestem już taka efektowna i nie można się mną pochwalić. Odrzucili mnie bardzo, dając mi to odczuć na każdym kroku. Momentami traktowali mnie jak powietrze.

Nigdy nie chciałam, żeby traktowali Ewelinę gorzej ode mnie. Starałam się być wobec niej miła, bo w końcu to przyszła/ obecna żona jedynego brata, więc i rodzina. Nie mam też innego rodzeństwa prócz Bartka.

Ewelina kochać kocha, ale pieniądze, nie mojego brata, co na dzisiejszy czas wreszcie zrozumieli nawet moi rodzice, a wraz z tym zrozumieniem ja stałam się najwspanialszą córką.

Tylko że ja nigdy czegoś takiego nie chciałam. Nie chciałam być dobra kosztem innej osoby. I kiedy sytuacja zmieniła się o 180 stopni, i tak postanowiłam zerwać kontakt z rodzicami. Może jestem niedojrzała do wybaczenia, ale nie potrafię inaczej. To do dzisiaj bardzo mnie boli, a wraz ze zmianą ich nastawienia sączy się to we mnie każdego dnia.

Powiedzcie szczerze - czy to ja jestem niedojrzała? Był moment, że pogodziłam się już z tym jak jest. Teraz zaś wszystko wróciło i nie umiem tego poukładać. Zwyczajnie nie potrafię.

#ddqVQ

O 5 rano postanowiłem pojechać samochodem do pobliskiej piekarni po pieczywo. W trakcie drogi zauważyłem, że z działki mojej przyjaciółki wyjeżdża samochód (to był jej tata). Gdy już się prawie zrównałem z bramą, kątem oka dostrzegłem psa, średniej wielkości psa, który wyskoczył z rowu i wpadł mi pod samochód. Zacząłem hamować dopiero w momencie uderzenia, nie miałem czasu na wcześniejszą reakcję. Wychodzę z samochodu, widzę ślad po oponie, trochę sierści i krew wypływającą spod zderzaka, myślałem, że zemdleję. Tata koleżanki po chwili poprosił mnie, żebym cofnął, aby mógł wyciągnąć psa spod samochodu. Podczas cofania usłyszałem dwa pęknięcia. Najgorszy dźwięk, jaki słyszałem w życiu... Tata psa wydobył i zabrał do weterynarza.

Następnego dnia widziałem się z przyjaciółką, bardzo chciałem jej powiedzieć o tej sytuacji, ale zrezygnowałem, bo bardzo się bałem, że przez ten wypadek odwróci się ode mnie (to był jej pies).
Wieczorem znów się z nią spotkałem, powiedziała mi "Tata prosił, żebym się spytała jak samochód". Najgorsza chwila w życiu. Poszliśmy do jej domu porozmawiać wszyscy razem.

Koniec historii jest taki, że pies ma tylko pozdzieraną skórę i założone szwy, a przerażające pęknięcia, które słyszałem podczas cofania, to były kawałki osłony silnika.

Co ja wtedy przeżyłem... Scena jak z horroru. Byłem pewien, że pies nie przeżył i nagle usłyszałem, że przeszedł pomyślnie operację i już następnego dnia stał na własnych łapkach. Leczenie trochę potrwa, żeby wrócił do pełni sił, ale i tak uważam to za coś niemożliwego i cieszę się, że pies żyje, aczkolwiek nie mam odwagi, aby samemu zobaczyć w jakim stanie jest pies.

Nauczka na przyszłość: nie bać się przyznawać do złych rzeczy, bo to nic dobrego, gorszą możliwością jest się z tym ukrywać, a prawda i tak wychodzi w końcu na jaw i może być już tylko gorzej.

Przepraszam cię za to, co się stało i że sam bałem się wszystko opowiedzieć, ale nasza przyjaźń jest dla mnie wszystkim i bardzo się bałem przyznać.

#6xRyS

Mam niedosłuch. Noszę aparat słuchowy. Pracuję też na magazynie. Czasami w pracy zdarzy się, że rozładuje mi się bateria i muszę ją wymienić. Idę wtedy do toalety, wchodzę do kabiny i wymieniam. Co w tym anonimowego? Mimo że tylko wymieniam baterię, to i tak przed wyjściem z kabiny muszę spuścić wodę, bo osoby czekające w kolejce pomyślą, że jestem fleja, bo nie spuszczam wody. Idę też umyć ręce, bo znów osoby czkające w kolejce pomyślą, że jestem fleja, bo nie myję rąk po skorzystaniu z toalety.

#1Q2Ob

Jestem młodą kobietą. Jestem również atrakcyjna i lubię seks. Postanowiłam to wykorzystać i zaczęłam uprawiać seks za pieniądze. Z tym że na przystojnych facetów nawet nie spojrzę.
Najbardziej lubię starych, obleśnych dziadków, Januszy, których kobieta o zdrowych zmysłach nawet by nie tknęła. Jeśli w grę wchodzi młodszy, to ważne, żeby był równie obrzydliwym przegrywem, a najlepiej prawiczkiem (zapewne z musu). Niesamowicie mnie to podnieca.

#eYyy5

Czasami zdarza mi się wyłączyć z otaczającego się życia, ale pod kontrolą. Czyli na przykład, jadąc autobusem i czytając czy ucząc się, potrafię wyciszyć wszystkie inne dźwięki, tak że nie słyszę o czym rozmawiają ludzie wokół. Jednak wiem gdzie w danym czasie się znajduję, na jakim przystanku jestem, kiedy wysiąść.

Raz wyłączyłam się nieświadomie. Byłam ze znajomymi w kawiarni. Zamówiliśmy napoje, zajęliśmy stolik i czekaliśmy, kiedy kelnerka przyniesie nam zamówienie. Siadłam, a w sekundę potem moja kawa stała przede mną. Tyle że była bez mleka, a zamawiałam białą.

Udając, że nie miałam zawieszenia w czasie, tylko skomentowałam, że nie ma mleka. Okazało się, że kelnerka o tym wspomniała i ma je donieść, na co ja się przecież zgodziłam.

Tylko że ja nic kompletnie nie pamiętam. Co mówiłam, co się działo. Nikt nic nie zauważył, bo rozmawiałam i zachowywałam się normalnie.

#JvPmW

Od urodzenia mieszkam w niebezpiecznej dzielnicy. Na porządku dziennym było okradanie dzieci z kasy i telefonów przez tak zwanych rycerzy ortalionu.

W gimnazjum znalazłem sposób na oszczędzenie pieniędzy i telefonu. Otóż zawsze nosiłem przy sobie jednego blanta. Zawsze gdy podchodził do mnie jegomość w dresie z klasycznym pytaniem: "Masz jakiś problem!?", odpowiadałem, że nie mam z kim zapalić. Takim o to sposobem znam po imieniu większość osiedlowych Sebixów i nie jestem już narażony na kradzież z ich strony. :)

#SBGbD

W moim domu niby nie było biedy, ale zawsze były wydzielone porcje i nawet jeśli się chciało, to nie można było sobie dołożyć np. obiadu. Ot, takie zasady.

Kiedyś byliśmy zaproszeni na wesele. Ja byłem jeszcze młody, miałem ze 13 lat, więc o 22.00 rodzice odesłali mnie i starsze siostry do domu. Przed wyjściem zrobiłem coś, czego dziś się bardzo wstydzę: nałożyłem sobie w kieszenie marynarki (!) kawałki kurczaka i kotlety schabowe i tak obładowany poszedłem do domu. Boże, jak dobrze było wieczorem siąść w łóżku i najeść się do woli...

Wtedy wydawało mi się, że jestem cwany i zaradny, dziś to wspomnienie wywołuje u mnie zażenowanie.
Dodaj anonimowe wyznanie