Jestem ojcem dwójki dzieci, po powrocie do domu z roboty, jak już dzieciaki śpią, lubię sobie czasem coś wciągnąć - zawsze sprzątam wtedy dom do czysta. Jak dzieciaki się budzą i pytają kto posprzątał, zwalam winę na wróżki.
Kurz wciągasz czy dzieci wychowujesz na haju? Sam już nie wiem co gorsze.
Eeeeeeew
Chciałabym tylko przypomnieć, że większość naszych rodziców nie była święta. Ze względu na fakt, że lata 70 i 80 to była jazda bez trzynanki jeżeli chodzi o używki i alkohol.
lilsleep
Tak, bo w latach 70 i 80 wszyscy ćpali i chlali, a teraz tylko patusy tak robią. Ktoś tu się naoglądał za dużo filmów
Gro9
@Eeeeeeew
Ta, no przecież. Lata 70/80 - dla 95 % społeczeństwa bida aż piszczała, po papier toaletowy się stało w kolejce 6h, a pomarańcze widziało się raz do roku - na Boże narodzenie. No ale przecież narkotyki były ogólnie dostępne i z chęcią się na nie hajs wydawało.... Daj mi numer do twojego nauczyciela historii - muszę zadzwonić i mu powiedzieć że coś poszło nie tak z przyswajaniem wiedzy...
Eeeeeeew
Jak ktoś umiał się dobrze zakręcić to wszystko miał. Byłam dzieckiem w tych latach i u mnie w domu niczego nie brakowało. Słodycze, mięso, nowe meble, nowe ciuchy i buty. Było tak dobrze, że rodzice na wakacje zabierali mnie dwa razy do roku na wakacje. Nie należeli do żadnej partii ani nie zajmowali stanowisk kierowniczych albo jeszcze wyższych. Porostu dobrze umieli się zakręcić i za przysługę można było wiele załatwić. Tak dla wyjaśnienia tato kierowca, mama księgowa w nie dużej firmie. Może brakowało ludziom, którzy narobili dzieci. Ja jestem jedynaczką i miałam super dzieciństwo.
TamtaInna
A pytałaś się ich na czym polegało to "dobre zakręcenie się"?
Oktawian
Tak się składa, że w tych latach 70 i 80 akurat się brało dużo więcej niż dzisiaj. Alkohol to też narkotyk.
Promp
@Oktawian w języku polskim to używka, nie narkoryk
Oktawian
@Promp definicji narkotyków jest dużo.
1. Pierwotna definicja narkotyku oznaczała substancję, która miała wprowadzić w stan narkozy podczas zabiegu, czyli według tej definicji ani kokaina ani alkohol nie były narkotykiem (chyba, że użyte w celu otępienia, ale to w jakiś spartańskich warunkach), więc według tej definicji narkotyk to zastosowanie lub funkcja substancji a nie substancja sama w sobie.
2. Obecna definicja PWN "substancja działająca na system nerwowy, powodująca uspokojenie, uśmierzenie bólu, odurzenie, euforię lub sen", czyli alkohol to narkotyk, tak samo jak papierosy, kawa czy herbata (jeśli zawierają kofeinę). I takiej definicji użyłem ja. Zaś używka według PWN to "produkt spożywczy, zwykle bez wartości odżywczej, działający pobudzająco na organizm ludzki", więc tą logiką grzyby halucynogenne to nie narkotyk, a używka (już nie wchodząc w definicję produktu spożywczego). Bardzo ciekawe.
Jedyna definicja, która można podpiąć pod to, że alkohol to nie narkotyk, to taka, która mówi, że narkotyk to "substancja substancja działająca na system nerwowy [...] ", która dodatkowo musi spełniać warunek, że jest nielegalna, jeśli go nie spełnia, to nie jest narkotyk. ta definicja również jest dość słaba, bo nieścisła. Według niej spora część substancji może być narkotykiem i nim nie być. Marihuana w Polsce jest narkotykiem, w Kanadzie nie, alkohol nie jest narkotykiem, ale w USA w czasie prohibicji była.
I tak, w PRLu jeśli wziąć pod uwagę ilość spożywanych narkotyków (teraz mam na myśli tylko i wyłącznie alkohol + substancje zakazane), to ten problem był dużo, dużo większy niż dzisiaj. Poza tym poczytaj kto wynalazł metodę otrzymywania "kompotu".
Co dla Ciebie oznacza „czasem” ? Żona, zakładam, jakaś jest. Kibicuje Tobie w tym sporcie czy jest
z tych co „nie widzi” ?
Pomijając fakt, że w czasie kiedy naćpany mieszkanie ogarniasz to najbardziej przerażajace jest to, że za ścianą śpią Twoje pociechy. Teraz jeszcze być może nie widzą tego, co robi tatuś ale już niedługo zaczną. Co zrobisz tatusiu jak naćpane do domu wrócą. Wciągniesz kreskę z nimi czy okażesz się hipokrytą i walniesz im kazanie o szkodliwości ćpania ?
Pestgirl
Na coco to tatuś będzie musiał solidne kieszonkowe bulić 😂
Wstydzisz się że sprzątasz? Powinieneś się wstydzić, że narażasz je na niebezpieczeństwo bo jak one się w nocy obudzą a ty będziesz cały naćpany to im nie pomożesz.
Czemu wszyscy od razu stwierdzili, że autor bierze kokaine? Przecież w Polsce dostać to jest ciężko i przede wszystkim drogo. Wydaje mi się, że tu chodziło o amfetaminę. I wiecie co? Nienawidzę ludzi wciągających to gówno, a już najbardziej tych, którzy robią to w obecności dzieci, w sensie ich obecności w domu. Nigdy tego nie tknę, choćby mi płacili. Wiem jak to działa, ciekawość wzięła górę - szału nie ma, dupy nie urywa a zwała jest taka, że chyba lepiej umrzeć albo mieć kaca mordercę.
Ja uwielbiam gotować i sprzątać po maryśce. Porządki w garażu, malowanie? Więcej czasu i energii poświęcę po splifie. Do moich dzieci też mam więcej cierpliwości. Ale to nie jest stan permanentny tylko relaks co jakiś czas. I przeważnie palę jak jestem sam w domu. Ponieważ, jak widać stosuję relaks aktywny, nie doprowadzam się do stanu oderwania totalnego. Wiadomo, wolniejsze kapowanie czasem jest, głównie pierwszą godzinę po paleniu ale ponieważ rzadko piję to mogę śmiało powiedzieć, że znam kilka osób (głównie z pracy), których dzieci dużo częściej widzą ojców mocno narąbanych (alkoholem). Wszystko jest dla ludzi, trzeba tylko znać umiar. Więc jak ktoś sobie doda energii jak dzieci śpią, ale robi to co jakiś czas i z umiarem to daleki jestem od potępiania, choć ja osobiście niczego mocniejszego niż gandzia nie tykam.
TamtaInna
Więc pewnie wiesz że gandzi się nie wciąga. Autor zażywa coś niebezpiecznego narażając swoje dzieci.
Ludzie, sracie się w komentarzach, a on może ćpać wtedy, kiedy partnerka jest w domu - nic złego nie powinno się stać, jeśli jedno z rodziców jest "trzeźwe".
Ogólnie też nie jestem fanką narkotyków, ale zdajecie sobie sprawę, ludzie, że wciągnięcie jednej kreski raz na jakiś czas nie doprowadza do takiego stanu, żeby stracić kontrolę i nie być w stanie trzeźwo myśleć? Dowiedzcie się jak działa dany narkotyk, a dopiero potem się wypowiadajcie.
ToTylkoJa90
Zgadzam się z Tobą całkowicie. Ale na anonimowych,jak zwykle sami świętsi od papieża.
aceofspades
Biorąc pod uwagę, że pojedyńcza dawka kokainy, między innymi, pobudza, dodaje energii, zwiększa koncentrację oraz możliwości fizyczne i intelektualne, to nie powiedziałabym, że jest to aż tak bardzo nieodpowiedzialne.
Ja tam nie potępiam, bo wiem, że można i pić, i brać narkotyki z głową i odpowiedzialnością. Wszystko jest dla ludzi.
Tayla
Nie wiemy jak czesto autor robi sobie takie jazdy. Jezeli dzieci zostaja pod jego opieka i nikogo nie ma w domu to jednak trzeba byc trzezwym. Nie wiadomo co sie moze zdarzyc. Tu nawet nie chodzi o swietosc tylko o zdrowe myslenie i odpowiedzialnosc. Ogolnie nie popieram korzystania z uzywek przy dzieciach.
SheDevil
@aceofspades ty zawsze bronisz narkotyków. Przy jażdym wyznaniu na ten temat. Wiem, że na razie uważasz, że "jesteś młoda i chcesz się wyszaleć", ale sama zobaczysz. I tak, wiem, że odpowiesz, że nie masz problemu (jak zawsze). Nie ma potrzeby.
aceofspades
Nie biorę narkotyków już od dawna, już się wyszalałam, poza tym nie bronię, nie popieram i nikogo nie namawiam, więc nie wiem o co ci chodzi.
To, że piszę o faktach, a nie wymysłach i stereotypach?
GeddyLee
Akurat w temacie narkotyków mogę się bez przesady nazwać świętym. Jestem trzeźwy od urodzenia :3
Berlinka
Jaka masz wiedzę? Tak pytam, bo jestem instruktorem terapii uzależnień w jednym z ośrodków na Śląsku. Możemy pogadać o tym co napisałaś.
Berlinka
Dodam, że z problemu. Ty też piszesz, że z problemu, ale trzeźwa od dawna, chociaż zdecydowanie w to nie wierzę, czytając co piszes.
aceofspades
Przede wszystkim nie mówię, że narkotyki nie uzależniają, bo uzależniają.
Kokaina na przykład była kiedyś legalna, a została zdelegalizowana, gdy odkryto jej silnie uzależniające działanie. Natomiast sama w sobie nie wywołuje efektów groźnych dla życia czy zdrowia. Jedynie przedawkowanie lub właśnie uzależnienie może być niebezpieczne.
Miałam w swoim życiu przygodę z marihuaną, kokainą, amfetaminą, lsd, halucygenami. Wszystko to było tylko okazjonalnie, raz na jakiś czas i w niewielkich ilościach. Nie żałuję, ale nie mam zamiaru do tego nigdy więcej wracać, to zamknięty etap w moim życiu. Jeśli ktoś mnie zapyta, czy warto, to zawsze odradzę, bo nie warto (nie żałuję, bo takie mam podejście do życia, że nie żałuję niczego co zrobiłam, to bez sensu, bo żałowanie nic nie zmieni).
Natomiast jeśli ktoś bierze coś raz na jakiś czas, ale to kontroluje (tak, z doświadczenia wiem, że to się da kontrolować, tak samo jak alkohol, papierosy, gry komputerowe, gry hazardowe i wiele innych uzależnień, w które można wpaść łatwo, jeśli nie używa się tego z głową), to uważam, że nie ma w tym nic złego.
Jeśli ktokolwiek nie wierzy, że jestem czysta, to w sumie niezbyt mnie to obchodzi, bo moim życiowym celem nie jest przekonywanie nikogo do mojej abstynencji.
Berlinka
Myślę, że nie zdajesz sobie sprawy że schematów uzależnienia. Nie da się kontrolować przyjmowania tego typu substancji. Nie da się i juz. Branie raz na jakiś czas, nie jest kontrolowaniem substancji. Jest to mylne pojęcie, bardzo często stosowane przez osoby mające problem. Ogólnie zaprzeczasz sobie. Mówisz, że brałaś okazjonalnie, że raz na czas, a potem piszesz, że nie żałujesz. Jednocześnie twierdząc, że nie było warto i będziesz odradzała. Skoro nie żałujesz, skoro można to kontrolować, to jak mogło nie być warto? Przecież sama napisałaś, że jak się to robi z głową to nie ma konsekwencji. Nie będę Cię rozkładać na czynniki pierwsze, chociaż mogłabym już na podstawie tego co napisalas. Natomiast proszę, żebyś tego typu opinie zachowała dla siebie, bo potem ja słucham właśnie takich, idiotycznych obtłumaczeń osób uzależnionych.
Kurz wciągasz czy dzieci wychowujesz na haju? Sam już nie wiem co gorsze.
Chciałabym tylko przypomnieć, że większość naszych rodziców nie była święta. Ze względu na fakt, że lata 70 i 80 to była jazda bez trzynanki jeżeli chodzi o używki i alkohol.
Tak, bo w latach 70 i 80 wszyscy ćpali i chlali, a teraz tylko patusy tak robią. Ktoś tu się naoglądał za dużo filmów
@Eeeeeeew
Ta, no przecież. Lata 70/80 - dla 95 % społeczeństwa bida aż piszczała, po papier toaletowy się stało w kolejce 6h, a pomarańcze widziało się raz do roku - na Boże narodzenie. No ale przecież narkotyki były ogólnie dostępne i z chęcią się na nie hajs wydawało.... Daj mi numer do twojego nauczyciela historii - muszę zadzwonić i mu powiedzieć że coś poszło nie tak z przyswajaniem wiedzy...
Jak ktoś umiał się dobrze zakręcić to wszystko miał. Byłam dzieckiem w tych latach i u mnie w domu niczego nie brakowało. Słodycze, mięso, nowe meble, nowe ciuchy i buty. Było tak dobrze, że rodzice na wakacje zabierali mnie dwa razy do roku na wakacje. Nie należeli do żadnej partii ani nie zajmowali stanowisk kierowniczych albo jeszcze wyższych. Porostu dobrze umieli się zakręcić i za przysługę można było wiele załatwić. Tak dla wyjaśnienia tato kierowca, mama księgowa w nie dużej firmie. Może brakowało ludziom, którzy narobili dzieci. Ja jestem jedynaczką i miałam super dzieciństwo.
A pytałaś się ich na czym polegało to "dobre zakręcenie się"?
Tak się składa, że w tych latach 70 i 80 akurat się brało dużo więcej niż dzisiaj. Alkohol to też narkotyk.
@Oktawian w języku polskim to używka, nie narkoryk
@Promp definicji narkotyków jest dużo.
1. Pierwotna definicja narkotyku oznaczała substancję, która miała wprowadzić w stan narkozy podczas zabiegu, czyli według tej definicji ani kokaina ani alkohol nie były narkotykiem (chyba, że użyte w celu otępienia, ale to w jakiś spartańskich warunkach), więc według tej definicji narkotyk to zastosowanie lub funkcja substancji a nie substancja sama w sobie.
2. Obecna definicja PWN "substancja działająca na system nerwowy, powodująca uspokojenie, uśmierzenie bólu, odurzenie, euforię lub sen", czyli alkohol to narkotyk, tak samo jak papierosy, kawa czy herbata (jeśli zawierają kofeinę). I takiej definicji użyłem ja. Zaś używka według PWN to "produkt spożywczy, zwykle bez wartości odżywczej, działający pobudzająco na organizm ludzki", więc tą logiką grzyby halucynogenne to nie narkotyk, a używka (już nie wchodząc w definicję produktu spożywczego). Bardzo ciekawe.
Jedyna definicja, która można podpiąć pod to, że alkohol to nie narkotyk, to taka, która mówi, że narkotyk to "substancja substancja działająca na system nerwowy [...] ", która dodatkowo musi spełniać warunek, że jest nielegalna, jeśli go nie spełnia, to nie jest narkotyk. ta definicja również jest dość słaba, bo nieścisła. Według niej spora część substancji może być narkotykiem i nim nie być. Marihuana w Polsce jest narkotykiem, w Kanadzie nie, alkohol nie jest narkotykiem, ale w USA w czasie prohibicji była.
I tak, w PRLu jeśli wziąć pod uwagę ilość spożywanych narkotyków (teraz mam na myśli tylko i wyłącznie alkohol + substancje zakazane), to ten problem był dużo, dużo większy niż dzisiaj. Poza tym poczytaj kto wynalazł metodę otrzymywania "kompotu".
Może wciąga... Brzuch do zdjęć bo ma za duży?
Co dla Ciebie oznacza „czasem” ? Żona, zakładam, jakaś jest. Kibicuje Tobie w tym sporcie czy jest
z tych co „nie widzi” ?
Pomijając fakt, że w czasie kiedy naćpany mieszkanie ogarniasz to najbardziej przerażajace jest to, że za ścianą śpią Twoje pociechy. Teraz jeszcze być może nie widzą tego, co robi tatuś ale już niedługo zaczną. Co zrobisz tatusiu jak naćpane do domu wrócą. Wciągniesz kreskę z nimi czy okażesz się hipokrytą i walniesz im kazanie o szkodliwości ćpania ?
Na coco to tatuś będzie musiał solidne kieszonkowe bulić 😂
Wstydzisz się że sprzątasz? Powinieneś się wstydzić, że narażasz je na niebezpieczeństwo bo jak one się w nocy obudzą a ty będziesz cały naćpany to im nie pomożesz.
Czemu wszyscy od razu stwierdzili, że autor bierze kokaine? Przecież w Polsce dostać to jest ciężko i przede wszystkim drogo. Wydaje mi się, że tu chodziło o amfetaminę. I wiecie co? Nienawidzę ludzi wciągających to gówno, a już najbardziej tych, którzy robią to w obecności dzieci, w sensie ich obecności w domu. Nigdy tego nie tknę, choćby mi płacili. Wiem jak to działa, ciekawość wzięła górę - szału nie ma, dupy nie urywa a zwała jest taka, że chyba lepiej umrzeć albo mieć kaca mordercę.
Każdy reaguje inaczej.
Wpadniesz do mnie na chatę? Kupię Ci działkę
To już chyba taniej będzie zapłacić profesjonalnej pani sprzątającej..
No nie wydaje mi sie:p
@HoustonNaZadupiu ja płacę 100 złotych za kawalerkę 30m2 raz w tygodniu. Za sztukę 30-50 złotych
wie ktoś czy mogę jakoś dodać wyznanie do ulubionych?
Patus...
Ja uwielbiam gotować i sprzątać po maryśce. Porządki w garażu, malowanie? Więcej czasu i energii poświęcę po splifie. Do moich dzieci też mam więcej cierpliwości. Ale to nie jest stan permanentny tylko relaks co jakiś czas. I przeważnie palę jak jestem sam w domu. Ponieważ, jak widać stosuję relaks aktywny, nie doprowadzam się do stanu oderwania totalnego. Wiadomo, wolniejsze kapowanie czasem jest, głównie pierwszą godzinę po paleniu ale ponieważ rzadko piję to mogę śmiało powiedzieć, że znam kilka osób (głównie z pracy), których dzieci dużo częściej widzą ojców mocno narąbanych (alkoholem). Wszystko jest dla ludzi, trzeba tylko znać umiar. Więc jak ktoś sobie doda energii jak dzieci śpią, ale robi to co jakiś czas i z umiarem to daleki jestem od potępiania, choć ja osobiście niczego mocniejszego niż gandzia nie tykam.
Więc pewnie wiesz że gandzi się nie wciąga. Autor zażywa coś niebezpiecznego narażając swoje dzieci.
Ludzie, sracie się w komentarzach, a on może ćpać wtedy, kiedy partnerka jest w domu - nic złego nie powinno się stać, jeśli jedno z rodziców jest "trzeźwe".
Ogólnie też nie jestem fanką narkotyków, ale zdajecie sobie sprawę, ludzie, że wciągnięcie jednej kreski raz na jakiś czas nie doprowadza do takiego stanu, żeby stracić kontrolę i nie być w stanie trzeźwo myśleć? Dowiedzcie się jak działa dany narkotyk, a dopiero potem się wypowiadajcie.
Zgadzam się z Tobą całkowicie. Ale na anonimowych,jak zwykle sami świętsi od papieża.
Biorąc pod uwagę, że pojedyńcza dawka kokainy, między innymi, pobudza, dodaje energii, zwiększa koncentrację oraz możliwości fizyczne i intelektualne, to nie powiedziałabym, że jest to aż tak bardzo nieodpowiedzialne.
Ja tam nie potępiam, bo wiem, że można i pić, i brać narkotyki z głową i odpowiedzialnością. Wszystko jest dla ludzi.
Nie wiemy jak czesto autor robi sobie takie jazdy. Jezeli dzieci zostaja pod jego opieka i nikogo nie ma w domu to jednak trzeba byc trzezwym. Nie wiadomo co sie moze zdarzyc. Tu nawet nie chodzi o swietosc tylko o zdrowe myslenie i odpowiedzialnosc. Ogolnie nie popieram korzystania z uzywek przy dzieciach.
@aceofspades ty zawsze bronisz narkotyków. Przy jażdym wyznaniu na ten temat. Wiem, że na razie uważasz, że "jesteś młoda i chcesz się wyszaleć", ale sama zobaczysz. I tak, wiem, że odpowiesz, że nie masz problemu (jak zawsze). Nie ma potrzeby.
Nie biorę narkotyków już od dawna, już się wyszalałam, poza tym nie bronię, nie popieram i nikogo nie namawiam, więc nie wiem o co ci chodzi.
To, że piszę o faktach, a nie wymysłach i stereotypach?
Akurat w temacie narkotyków mogę się bez przesady nazwać świętym. Jestem trzeźwy od urodzenia :3
Jaka masz wiedzę? Tak pytam, bo jestem instruktorem terapii uzależnień w jednym z ośrodków na Śląsku. Możemy pogadać o tym co napisałaś.
Dodam, że z problemu. Ty też piszesz, że z problemu, ale trzeźwa od dawna, chociaż zdecydowanie w to nie wierzę, czytając co piszes.
Przede wszystkim nie mówię, że narkotyki nie uzależniają, bo uzależniają.
Kokaina na przykład była kiedyś legalna, a została zdelegalizowana, gdy odkryto jej silnie uzależniające działanie. Natomiast sama w sobie nie wywołuje efektów groźnych dla życia czy zdrowia. Jedynie przedawkowanie lub właśnie uzależnienie może być niebezpieczne.
Miałam w swoim życiu przygodę z marihuaną, kokainą, amfetaminą, lsd, halucygenami. Wszystko to było tylko okazjonalnie, raz na jakiś czas i w niewielkich ilościach. Nie żałuję, ale nie mam zamiaru do tego nigdy więcej wracać, to zamknięty etap w moim życiu. Jeśli ktoś mnie zapyta, czy warto, to zawsze odradzę, bo nie warto (nie żałuję, bo takie mam podejście do życia, że nie żałuję niczego co zrobiłam, to bez sensu, bo żałowanie nic nie zmieni).
Natomiast jeśli ktoś bierze coś raz na jakiś czas, ale to kontroluje (tak, z doświadczenia wiem, że to się da kontrolować, tak samo jak alkohol, papierosy, gry komputerowe, gry hazardowe i wiele innych uzależnień, w które można wpaść łatwo, jeśli nie używa się tego z głową), to uważam, że nie ma w tym nic złego.
Jeśli ktokolwiek nie wierzy, że jestem czysta, to w sumie niezbyt mnie to obchodzi, bo moim życiowym celem nie jest przekonywanie nikogo do mojej abstynencji.
Myślę, że nie zdajesz sobie sprawy że schematów uzależnienia. Nie da się kontrolować przyjmowania tego typu substancji. Nie da się i juz. Branie raz na jakiś czas, nie jest kontrolowaniem substancji. Jest to mylne pojęcie, bardzo często stosowane przez osoby mające problem. Ogólnie zaprzeczasz sobie. Mówisz, że brałaś okazjonalnie, że raz na czas, a potem piszesz, że nie żałujesz. Jednocześnie twierdząc, że nie było warto i będziesz odradzała. Skoro nie żałujesz, skoro można to kontrolować, to jak mogło nie być warto? Przecież sama napisałaś, że jak się to robi z głową to nie ma konsekwencji. Nie będę Cię rozkładać na czynniki pierwsze, chociaż mogłabym już na podstawie tego co napisalas. Natomiast proszę, żebyś tego typu opinie zachowała dla siebie, bo potem ja słucham właśnie takich, idiotycznych obtłumaczeń osób uzależnionych.