Jest coś z czego jestem bardzo dumny. Za każdym razem jak bez koszulki przeglądam się w lustrze, to wyobrażam sobie, że jestem superbohaterem. Dlaczego?
Moje włosy na klatce piersiowej same układają się w logo Batmana. Dlatego nie golę się w tych okolicach do zera.
Na osiemnastkę dostałem od starych do zapłacenia czynsz za mieszkanie. Mam płacić co trzeci miesiąc.
Kilka lat temu, gdy chodziłam do szkoły średniej, zaczęłam się pieścić w sposób, który zapewne się domyślacie. Pewnego razu spróbowałam z tubą kleju (był zakręcony szczelnie). Następnego dnia wzięłam klej do szkoły. Kolega chciał coś posklejać, więc go pożyczył i powąchał. Stwierdził, że śmierdzi śledziem.
Nigdy nikomu się do tego nie przyznałam. Skończyłam z tym już dawno, chociaż nadal śmieszy mnie ta sytuacja. Z drugiej strony szkoda mi chłopaka..
Mam pewną fobię. Mianowicie straszliwie przeszkadzają mi dźwięki, takie jak: mlaskanie, chrapanie, przełykanie śliny, a nawet głośne oddychanie. Ogólnie dźwięki takiego typu.
Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że dla mnie to jest po prostu męka, bo randka z partnerem, wspólna kolacja z rodziną, która dla innych jest świetną okazją do fajnego spędzenia czasu, dla mnie jest męczarnią.
W dodatku moja rodzina nie potrafi mnie zrozumieć. Ile razy słyszałam od rodziców wyzwiska jak ja to nie mam szacunku do nich itd. Oczywiście to nie jest tak, że ja ich wyzywam, jak zaczynają jeść/pić herbatę (itd), tylko po prostu wychodzę do innego pokoju.
Nawet moje koleżanki są w stanie mnie zrozumieć i nawet starają się uważać, żeby w moim towarzystwie nie mlaskać lub nie ciumkać, natomiast moja rodzina nie jest w stanie pojąć tego, że dla mnie jest to straszne. Oczywiście wszelkie, poważne rozmowy nic nie dają. Nie wiem już co robić.
Pochodzę z katolickiej rodziny, wychowywana byłam według katolickich wartości i od dziecka jestem do nich bardzo przywiązana. Zawsze też uczestniczyłam w życiu Kościoła - śpiewałam w scholi, należę do Ruchu Oazowego, staram się żyć zgodnie z przykazaniami i nauką Kościoła.
Michał jest bratem jednej z moich przyjaciółek z Oazy. Poznaliśmy się, gdy pewnego razu przyszedł po swoją siostrę i już po krótkiej rozmowie zauważyliśmy, ile nas łączy. Mamy podobne poczucie humoru, wyznajemy podobne wartości, a ponadto łączy nas nie taka częsta pasja, jaką jest lotnictwo. Znajomość rozwinęła się bardzo szybko, po dwóch miesiącach byłam szaleńczo zakochana i wiedziałam, że on również.
Postawiłam wtedy sprawę jasno - wspólne sypianie dopiero po ślubie. Michał się na to zgodził. W miarę jak rozwijał się nasz związek widziałam, że nie było to dla niego łatwe. Wspierałam go, jak mogłam. Z rozmów z przyjaciółkami, które same były w związkach, dowiedziałam się, że i dla nich jest to bardzo trudne. Radziłam im wtedy, żeby zaufały Bogu i modliły się. Przyznaję, że patrzyłam wtedy na nie z góry i jakoś nigdy nie zastanowiło mnie, dlaczego mi przychodzi to w zasadzie bez trudu, wierzyłam, że to dzięki wsparciu, które dostaję z góry. Po jakimś czasie Michał oświadczył mi się, a ja, szczęśliwa, zaręczyny przyjęłam. Chciałam dzielić z nim życie, wychowywać wspólnie dzieci, zestarzeć się razem. Prawie rok później wzięliśmy ślub. I wtedy zaczęły się schody. Jeszcze przed ślubem fantazjowałam o naszym życiu, ale zawsze w sposób czysto romantyczny, nigdy fizyczny. Nigdy też nie pozwoliłam sobie na jakieś głębsze rozważanie naszej cielesności.
Cóż, wesele dobiegło końca, a my poszliśmy się przespać we wspólnym pokoju. Pierwszej nocy wykręciłam się zmęczeniem, ale kolejnej musiałam stanąć z problemem twarzą w twarz - nie potrafiłam zmusić się do współżycia. Uwielbiam go przytulać, uwielbiam jego całusy, ale odkryłam, że to, co dzieje się między mężem a żoną, jest dla mnie po prostu obrzydliwe. Od tamtej pory dużo rozmawialiśmy, również z księdzem. Myślę, że chyba mogłabym się przełamać choć raz, aby mieć dziecko, ale Michałowi nie o to chodzi, on chciałby mnie mieć codziennie, a tego ja nie potrafię. Nigdy mnie to nie pociągało, ale myślałam, że po ślubie będzie inaczej, wierzyłam w wielką miłość. I cóż, jest inaczej - jest dużo gorzej.
Po tygodniu przestaliśmy sypiać we wspólnym łóżku, bo Michał nie był wstanie zasnąć, mając mnie obok siebie. Wiem, że nasz przypadek jest doskonały do stwierdzenia nieważności małżeństwa, ale nie chcę tego robić, kocham Michała nad życie.
Oboje czujemy się jak zamknięci w klatce, z której nie ma żadnego wyjścia.
To dziwne uczucie zbliżyć się do ojca przez fakt, że oboje chorujemy na ciężką depresję. Mamy dokładnie te same objawy i bierzemy nawet te same leki...
Chciałem podzielić się z Wami moją historią dotyczącą bicia dzieci przez rodziców.
Mówi się teraz bardzo dużo o tzw. "bezstresowym wychowaniu", o tym, że nie można dać dziecku nawet klapsa, ponieważ w przyszłości odbije się to na jego psychice itd. Owszem, przemoc domowa to ogromne zło, nie zamierzam temu zaprzeczać. Poznajcie jednak moją historię.
Od dziecka byłem ogromnym leniem, jednocześnie byłem też bardzo zdolny. Rodzice zmuszali mnie do nauki, ja nie chciałem tego robić. Oszukiwałem, kręciłem, twierdziłem, że nie mam zadania domowego lub, że już je zrobiłem. Na wysokości trzeciej klasy podstawówki zacząłem być bity przez mamę. Ona z bezsilności do mnie, widząc jaki jestem zdolny, ale niezwykle leniwy, posunęła się do tych drastycznych kroków. Nie uderzyła mnie nigdy z innego powodu niż lenistwo i kłamstwa związane z nauką. Rozmowy ze mną bym zaczął się uczyć, zachęcanie, przekupstwa czy nagrody nie pomagały. Biła mnie przeważnie paskiem, który towarzyszył mi w nauce aż do gimnazjum. Dostawałem systematycznie, coraz mocniej.
Spodziewacie się pewnie teraz, że mam jej to za złe, że jej nienawidzę, że na każde wspomnienie o tych scenach chce mi się płakać. Nic bardziej mylnego. Nikt poza osobą w identycznej sytuacji jak moja, nie jest nawet w stanie wyobrazić sobie tego jak ogromnie jestem jej wdzięczny za to co robiła. Dziękuję jej za to, że‚ wybiła ze mnie lenistwo’. Nie mam najmniejszego uszczerbku na psychice w związku z tymi wydarzeniami. Mam za to co innego - wykształcenie i dość sporą wiedzę, której bez niej nigdy bym nie zdobył. Myślę, że gdyby nie ona, to teraz pracowałbym co najwyżej za najniższą krajową jako niewykwalifikowany pracownik fizyczny. Dziękuje jej za to, że się nie poddała mimo, że bardzo się jej sprzeciwiałem. Była na skraju załamania nerwowego, wykończona moimi kłamstwami i kolejnymi kiepskimi ocenami. Przez pewien czas brała nawet tabletki na uspokojenie.
Nie zachęcam nikogo do takiego modelu wychowywania dzieci, powiedziała mi kiedyś jak ogromnie żałuje tego co robiła. Robiła to jednak z troski o mnie. Ja nie żałuję ani jednego klapsa czy uderzenia, którym oberwałem. Wiem, że zawdzięczam temu niemal wszystko.
A piszę do Was akurat dzisiaj, gdy spełniło się moje największe życiowe marzenie. Mianowicie, dziś po raz pierwszy całkowicie samodzielnie wystartowałem, leciałem oraz wylądowałem jednym z największych samolotów pasażerskich świata.
Pozdrawia Was pilot, który bez mamy nie osiągnąłby tego.
Dwa dni temu miałam trochę czasu "do wytopienia" w oczekiwaniu na koniec zajęć córki.
Poszłam więc do Lidla, wiedząc że jest tam zawsze mega kolejka i na pewno zakupy zajmą mi odpowiednio dużo czasu.
Faktycznie tak było, do tego stopnia, że nie mogłam znaleźć żadnego wolnego koszyka. Dopiero przy przedostatniej kasie - tadaaam - JEST. Pusty koszyk, jeden, jedyny, czeka na mnie. Zbliżam się więc, rejestrując wzrokiem mijaną paletę z promocyjnymi konserwami firmy na literę K.
I kiedy byłam tuż, tuż, już się schylałam po niego - nagle obok mojej głowy przelatuje wspomniana promocyjna konserwa, ląduje w moim jedynym wolnym koszyku - a w ślad za nią sekundę później zza moich pleców wyłania się jakaś Grażyna i z triumfalną miną chwyta za tak genialnie "zajęty" przez nią koszyk.
Zatkało mnie tak, że stałam jak słup soli jeszcze z pół minuty.
Kiedy byłem jeszcze małym gówniakiem, w czasach gdzie "porno" to była gazetka kupiona po cichaczu w kiosku, fetysze były znacznie mniej powszechne i akceptowane.
Dzień przed pierwszą komunią świętą nakryłem rodziców w intymnej sytuacji. Rodzice byli nago, a mama przeprowadzała defekację na twarz mojego taty... Byłem w takim szoku, że nie uciekłem, tylko nadal na to patrzyłem i to był błąd, bo zaczęła na niego również pluć i oddawać mocz.
Do dzisiaj czuję się przy nich niekomfortowo.
Jak miałem jakieś 13-14 lat, rodzice kolegi wyszli z domu, zostawiając nam wolną chatę. Kolega w barku znalazł flaszkę i w ten sposób zakosztowałem pierwszy raz smaku wódki, wypiłem chyba 2 czy 3 kieliszki, ale to starczyło, żeby mnie naprawdę ładnie porobić.
Wszystko działo się wieczorem, więc podpity, ale z pewnością, że moi rodzice już śpią, wróciłem do domu. Chciałem zachowywać się normalnie, ale już przy wejściu potknąłem się o próg, a mama wyskoczyła z łóżka sprawdzić, co się stało. Ja zbieram się z ziemi, ona do mnie podchodzi wykrzykując, że chyba coś piłem i każe mi dmuchać... Dmuchnąłem, ale nosem, z otwartymi ustami :D
Nie wiem do tej pory, czy była taka zaspana, czy ja miałem tyle szczęścia, ale stwierdziła, że jestem trzeźwy i w ten sposób pierwszy alkohol uszedł mi na "sucho" :)
Dodaj anonimowe wyznanie