#wlx1R
._.
#cxUMg
Moim małym sukcesem jest to, że kiedy idę na zakupy, to mogę pozwolić sobie na zakup czegoś typu Maxi King czy Kinder Bueno.
Kiedy byłam młodsza, nigdy nie było nas na to stać, chyba że od święta.
#OFwcS
Nie chciałem wojny w rodzinie, obiecałem przemyśleć swoją decyzję.
Minęły cztery lata, od ponad dwóch jestem w trakcie specjalizacji. Rodzice są przekonani, że będę kardiologiem, bardzo się tym chełpią. A ja... Właśnie czekam w gabinecie na spóźniającą się pacjentkę z depresją.
#8kvAm
Z klatki wyszedł sąsiad, nie zauważył mnie, gdyż byłam schowana za kołdrą wiszącą na barierce. Nagle rozległ się przerażająco głośny i długi bąk, który wydostał się spomiędzy jego tłustych pośladów. Zszokowana wyjrzałam zza kołdry i spojrzałam na niego oczami jak 5 złotych. Nasz wzrok się spotkał... Na jego przerażonej twarzy pojawił się dojrzały burak, a ja bez namysłu głośno powiedziałam: „No, teraz to nieźle zagrzmiało”...
Biedak zwiał i teraz omija mnie szerokim łukiem :D
#mkcpE
Zgodnie z rodzinną tradycją, po kilku rozrywkowych latach z rodzicami, trafiłam do bidula. Ojciec padł 1 kwietnia w drodze po flaszkę, a matka miała już dość jego dzieci. Ot, życie. Pech chciał, że kasa dla rodziców zastępczych była zbyt atrakcyjna dla mojej babki. Tak z bidula przenieśli mnie do rodziny. Z deszczu pod rynnę.
Mając lat 18 i jeden dzień, wróciłam do domu. Matka na rencie: halucynoza alkoholowa. Nachlała się i sama zadzwoniła po pogotowie. Ponoć agenci ją chcieli dorwać.
Tu pojawia się moje anonimowe wyznanie.
Za każdym razem, jak się nachlała, robiłam raban i hałas, krzycząc: „Agenci idą po ciebie!”. Oczywiście ta pijana chowała się pod stołem z atakiem paniki. Czasem siedziała tak 30 minut, a czasem do rana.
Po 20 latach nadal wspominam to z uśmiechem.
#KRvsw
Na studiach kontynuowałam ten zwyczaj nieco rzadziej, ale mimo wszystko wieczorna jazda uspokajała mnie i odstresowywała przed egzaminami. Sprawiała, że chciałam wychodzić z domu, by poczuć te wibracje pojazdu, móc poobserwować ludzi, wysłuchać życiowej historii jakiejś samotnej babci lub zwyczajnie posiedzieć, obserwując mijane ulice.
Teraz mam 28 lat, własne autko, którym uwielbiam jeździć i prawie własny, bo wynajęty, kącik, a mimo to, gdy czuję się samotna, wsiadam w autobus i jadę. Zdarzało mi się być w tak podłym nastroju, że wymyślałam wymówki, byleby się z nikim nie spotkać, nie rozmawiać, a jedynie szukać daleko jadącego autobusu. Staram się wybierać różne przystanki, chociaż wiem, że niektórzy kierowcy mnie kojarzą... Co sprawia, że czuję się jak świr :(
#i7Maa
Oczywiście nikt z rodziny o tym nie wiedział, ponieważ ojciec dawno nie żył, babcia była odrealniona, a matka ślepa na innych. Gdy podzieliłam się problemami z domu z przyjaciółmi, jedna dziewczyna zaczęła wymyślać, że to dla uwagi i mnie cisnęła przy wszystkich o wszystko. I wszyscy się odwrócili. Okazało się, że sama miała problemy. I tak jestem sama i niechętna do poznawania ludzi, bo i tak się odwracają.
Teraz wszystko, co zarobię, idzie na leczenie, więc nie stać mnie na wyprowadzkę. Dalej gniję w tym piekle. Nie wiem, co wybrać – gnicie w tym bagnie czy terapię i leki.
Czuję się jak przegrany człowiek, 20 lat bez perspektyw, umiejętności i chęci do życia. Marzę, żeby po prostu być sama, i nikt już nie krzyczał i nie bił. Czuję się jak samotne dziecko we mgle, które sobie nie radzi.
Mam już zapowiedziane, że jak się wyprowadzę, mam sprawę w sądzie o alimenty. Mam jeszcze 70 tys. długów po ojcu, niby spadek odrzucony 6 lat temu, ale od prawie 6 miesięcy moje pisma wyjaśnienia i decyzje magicznie znikają w murach banku.
Tyle ludzi mówi, że jak się przejdzie przez gówno, to potem jest się twardym i że to znak, że jest się na drodze do pełni szczęścia. Jednak przez całe życie nie pamiętam takich momentów. Za co mam być wdzięczna tym ludziom? Nikomu nie życzę matki, która ma swoje dziecko za darmozjada, gnidę czy śmiecia. Czemu nie zrobiła aborcji? Wtedy nigdy bym nie cierpiała. A tak się to ciągnie i chyba szybko się nie skończy.
#6lVJ1
Mój partner jest dobrym człowiekiem. Bardzo się kochamy, to samo jemy, myślimy i lubimy. No ideał. Znam szczegóły jego życia, mówi prawdę. Nie ma jakiegoś szczególnego wykształcenia, pracuje fizycznie. I nie wiem, co robić. Jestem z nim bardzo szczęśliwa. Mieszkamy w moim mieszkaniu, ale zaczynam widzieć, jak moje życie z nim będzie wyglądać. Płaci alimenty i kredyt za mieszkanie, w którym została była. Z różnych przyczyn to robi, ona nie płaci, a on się boi, że jego syn zostanie bezdomny. Ona żyje tylko z alimentów. Robi to celowo, bo uważa, że skoro ma dzieciaka, to wszystko jej trzeba dać. Ale ja się zaczynam bać. Widzę, że partner liczy i na moje mieszkanie, i na moją wypłatę. On ma długów na ponad 2 tysiące miesięcznie. Dorabia, ale raz się uda, a w drugim miesiącu nie. I trochę to wygląda tak, jakbym ja go miała utrzymywać, żeby on utrzymywał byłą i dzieciaka. Nie daje pieniędzy, ale za moje jemy, u mnie mieszkamy, a jemu po wypłacie niewiele zostaje i mimo że nic nie powie wprost, to naciska, że kino, restauracja raz na miesiąc, wyjazd na weekend nad morze i raz w roku na wakacje to zbędne wydatki. A za jego kasę była chodzi po kosmetyczkach.
Nie wiem, co myśleć. Kocham go, ale czy miłość jest warta tego, że będę całe życie biedować, mimo że dobrze zarabiam i ja nie mam żadnych zobowiązań typu kredyt czy dzieci? Wiem, że byłabym z nim szczęśliwa, ale biedna. Czy może żyć bez niego, znaleźć kogoś bez zobowiązań, kogo nie będę utrzymywać? Poświęcić miłość dla wygody? Nie wiem. Wiem, że po wielu zawodach, których doznał, w końcu komuś zaufał i jeśli ja bym go zostawiła, to by się całkiem załamał. Jestem pomiędzy młotem a kowadłem. Nie wyobrażam sobie żyć bez niego, bo go potrzebuję jako osoby, ale z nim też nie jest łatwo. Najgorsza jest świadomość, że sobie odmawiam nowych butów, a ta małpa smaży się za alimenty na solarce. Nie wiem, czy to wytrzymam.
#j7aOg
Mam wrażenie, że mam w sobie jakieś zaburzenie, które niejednokrotnie wystawiło tę znajomość na próbę. Mianowicie od zawsze lubiłam seks, nigdy nie widziałam w tym nic nadzwyczajnego, bo przecież to przyjemność, z której warto korzystać i nie zastanawiałam się, jakie mogą być tego konsekwencje. Kiedy zaczęłam robić się bardziej świadoma, zaczęłam zastanawiać się, czy nie staję się nimfomanką, może nie konkretnym jej wzorem, ale jednak sporo rzeczy na to wskazywało. Jesteśmy związkiem na odległość, więc nieraz pozwalaliśmy sobie na sprośnie rozmówki, nakręcało mnie to, że on czuje ochotę, a ja byłam ciągle głodna wrażeń, no i zauważyłam jego „wow, podoba mi się, że mam taką kobietę, która nigdy mi nie odmówi”. Na początku faktycznie tak było, rozumiałam, że jako mężczyzna nie jest w stanie raz za razem, więc cierpliwie czekałam, mimo że w środku aż rozrywało mnie z pożądania. Zawsze tak zaczynaliśmy i kończyliśmy dzień, w międzyczasie kiedy znalazła się jakaś przerwa też.
Niedawno budząc się, próbowałam go dotknąć i odepchnął moją rękę, poczułam złość, ale starałam się to zdusić w sobie, ale kiedy to się powtórzyło, zaczęłam się zastanawiać. Szukałam różnych rad w internecie, bo wstydziłam się powiedzieć o tym na głos. Chciałam walczyć z tym, że czuję nieodpartą chęć na zbliżenie. Zrobiłam to z myślą o nim, nie chciałam go stracić tylko dlatego, że jestem „niewyżyta”. Niestety nie zdawało to egzaminu. Powiedziałam mu o próbie poskromienia tego, jednak nie był zadowolony i powiedział, że uwielbia to we mnie. Jednak wciąż widziałam, że czasem to dla mnie go za dużo (potrafiłam rzucić niemiły tekst, kiedy nie wyszło albo całkiem się obrazić). Martwiłam się o nas. Bałam się, że to nie jest normalne. Od ponad miesiąca wszystko zmieniło się o 180°, teraz nie czuję już żadnego pożądania ani chęci. On obwinia się za to i uważa, że przestał mnie już interesować w tych sprawach, choć wcale tak nie jest. Stało się to, mimo że nie chciałam. Ciężko mi, bo nie wiem co jest ze mną nie tak.