#fk2Yi

Musiałam wyskoczyć z pracy w połowie dnia, bo zadzwoniła do mnie mama z krótką wiadomością: „Jestem w szpitalu, musisz wziąć psa ode mnie z domu i się nim zaopiekować, pa”. Cała w panice poleciałam po psa, wzięłam go do domu, siedziałam pełna nerwów w domu i nie mogłam się do niej dodzwonić, a przecież człowiek bardzo się martwi o kogoś, kto nagle trafia do szpitala. Zadzwoniła wieczorem i przywitała mnie słowami: „Jak tam Tobi? Jadł coś? Nie martwił się?”.

#R23n3

Mam 21 lat i od ponad dwóch lat jestem nosicielem HIV. Nie mam zbytnio z kim o tym problemie porozmawiać. Jedynie kto o tym wie, to mój dobry przyjaciel. Do dziś pamiętam naszą reakcję. Ja, na co dzień uśmiechnięty, zabawny jeszcze tego samego dnia się śmiałem, że wynik musi być oczywiście negatywny (często robiłem różne badania dla swojego bezpieczeństwa, ponieważ byłem również dawcą krwi), jednakże gdy pielęgniarka, trzymając moją kopertę, powiedziała mi, że muszę poczekać na lekarza... rozpoczęły się najgorsze chwile w moim życiu.

Pięć minut, najdłuższych minut oczekiwania w moim życiu. Jednakże zacisnąłem zęby, bo miałem nadzieję, że coś nie tak ogólnie z krwią. Po chwili wchodzę do gabinetu, lekarka nalega, bym usiadł, a ja jak zawsze odpowiedziałem: „Młody jestem, postoję”. Lekarka przez parę minut usiłowała mnie usadzić na tyłku, ale ja szedłem w zaparte — był to mój sposób na nieokazywanie strachu. Po chwili dowiedziałem się, że jestem nosicielem HIV, test dodatkowo potwierdzony metodą Western Blota (czyli 100% pewność). Ponadto zostałem poproszony o podpisanie oświadczenia, że jestem świadomy swojego wyniku oraz otrzymałem krótką informację, do jakiej poradni mam się zgłosić. I tyle. Wyszedłem z gabinetu, po chwili przyjaciel zapytał, czy wszystko dobrze, a ja usiadłem na krawężniku i zacząłem płakać. W życiu mało kiedy płakałem, ale ten dzień był inny... Mój przyjaciel również płakał ze mną. Jednakże gdzieś tam w środku odezwał się we mnie twardziel i znów zacząłem mimo płaczu żartować. Lecz przyjaciel sprowadził mnie do parteru, powiedział, że pomoże mi we wszystkim. Jest to jedyna osoba, która zna mój sekret.

Po tych dwóch latach moje życie wygląda tak, że zażywam jedną tabletkę dziennie. Ważne jest to, by była ona po obfitym posiłku, 500 kcal to minimum. Raz na 3-6 miesięcy mam badania kontrolne, czy terapia jest skuteczna. Żyję w miarę normalnie, jednakże każde „publiczne” zranienie czy krwawienie (a często krwawię z nosa) jest dla mnie strasznie stresujące. Nienawidzę, jak ktoś do mnie podchodzi i próbuje mi pomóc.

Uważajcie na siebie, każde swoje zranienie dezynfekujcie oraz nakładajcie opatrunek. Gdy widzicie obcą krew — nie dotykajcie jej gołymi rękoma. Podczas wizyty u fryzjera, tatuażysty czy innych salonów — proście o dezynfekcję produktów. Do dzisiaj nie wiem, gdzie się zaraziłem lub od kogo, ale nie dochodzę do tego. Jedynie co to dbam o siebie i o innych. Pamiętajcie, badanie zawsze możecie zrobić bezpłatnie.

#GBtPa

Moja mama jest osobą, która zazdrości wielu osobom w różnych sprawach. Nie mówi o tym, ale widać to po dłuższej obserwacji. Wtedy ma wrażenie, że musi mieć to samo, tylko w większym rozmiarze. W sumie mi to nie przeszkadzało, ale swego czasu jej „gula” przelała czarę goryczy.

Jakiś czas temu wyprowadziłam się z domu rodzinnego do domu mojego męża. Stare budownictwo, a i wnętrza nieremontowane od lat. Zaczęliśmy powoli się urządzać. Po swojemu, trochę nowocześniej, na tyle, na ile pozwalały fundusze. Przyszedł czas na kuchnię. Moje oczko w głowie. Nowa kuchnia z bajerami, takimi jak zmywarka, schowek cargo czy wyspa. Lakierowana. Długo namawiałam mamę, żeby przyjechała obejrzeć moje królestwo. Zawsze miała za mało czasu. W końcu jednak nastał dzień, kiedy przyjechała do nas. Było ciepło, więc siedzieliśmy na podwórku. Mówię jej: „To chodź zobaczyć, jak zrobiłam sobie tę kuchnię”. Nie chciała, ale w końcu ją namówiłam. Stoimy w kuchni. Pokazuję jej te „bajery” i widzę to, jak jej gula rośnie. Wydusiła tylko, że wyspę odgapiłam i wyszła.

Było mi przykro, że nawet własnej córce zazdrości. Przestałam się chwalić moim szczęściem. Gula jednak pozostała. Smutne, ale cóż.

#WUSnH

Mając 4 lata i będąc z rodzicami na mszy w kościele, widziałam ludzi stojących w ogromnych kolejkach do konfesjonału. Jak wiadomo, dzieci mają ogromną wyobraźnię. Wydawało mi się, że są to budki z jedzeniem. Kiedy mama postanowiła też stanąć w kolejce, krzyknęłam: „Maaaamo! Mi weź hot doga!”.

#IF1wk

Gdy czytam anonimowe, wyobrażam sobie, że wszyscy żyjemy w jednym mieście i znamy się z widzenia, ale nikt nigdy nie wie kto i co napisał. Np. czytam wyznanie i wyobrażam sobie, że osoba, która owo wyznanie dodała, jedzie np. tramwajem, a obok niej zupełnie nieświadomy stoi komentator owego wyznania, albo gdzieś ulicą idzie ksiądz, który był bohaterem innego lub dziewczyna z kolejnego.

Niby nic, ale jednak ten „świat anonimowych” stał się dla mnie niezłym miejscem rozrywki.

#M7Eh8

Mam problemy z tzw. dwójką w jakimkolwiek miejscu innym niż mój rodzimy kibelek. Po prostu nie dam rady, choćbym czuła, że zaraz pęknę — no nie. Zazwyczaj stresuje mnie perspektywa puszczenia głośnego bąka w akustycznej toalecie, który poniesie się echem po okolicy.
Pewnego razu zostałam wysłana na kilkudniowe szkolenie z pracy. Pokój dzieliłam z dziewczyną, której nie znałam, na dodatek po krótkim czasie czułam, że nie nadajemy na tych samych falach. No i wtedy dała mi się we znaki moja „przypadłość”. Dzień pierwszy w miarę OK, dzień drugi już gorzej, trzeci — masakra! Próbowałam, naprawdę! Ale za każdym razem, gdy siadałam na sedesie, dopadała mnie jakaś blokada. 
Kolejny dzień — nie dam rady. Poszłam wziąć prysznic, no i w akcie desperacji... uwaliłam OGROMNĄ kupę w kabinie prysznica :( Zagłuszała mnie szumiąca woda. Wstydząc się swojego czynu, a jednocześnie czując ogromną ulgę, zaczęłam się zastanawiać, co dalej, przecież nie zacznę wpychać tej masy do odpływu.
Cóż, wzięłam sprawę w swoje ręce (dosłownie) i ułożyłam kupę w ubikacji z delikatnością niczym matka kładąca dziecko do kołyski. Posprzątałam, umyłam kabinę, ba! Nawet spokojnie się wykąpałam.
Dobrze, że moja współlokatorka gdy brała prysznic, nie miała świadomości, co się tu odpie*doliło.

PS Wstyd mi do tej pory.

#Zvk68

Mój ojciec ma wiele cech psychopaty (mam na myśli naukową definicję tego słowa, z około dwudziestoma wyznacznikami). Obawiam się, że gdy zechcę kiedyś założyć rodzinę, to któreś dziecko wda się w niego i również będzie psychopatą. Nie chcę również, aby było do niego podobne z wyglądu. Być może wtedy podchodziłabym do dziecka z nieufnością, nie wiem nawet, czy mogłabym je normalnie kochać.
Nie chwalę się tym ludziom. Większość nie ma takich problemów.

#yrhIM

Jestem kobietą przed 30., mam śliczną 2-letnią córeczkę, o 10 lat starszą córkę z poprzedniego małżeństwa mojego partnera i mam jego, moją miłość, z którą wiązałam każdy dzień, każdą noc i wszystkie lata reszty mojego życia...
Ogólnie wszystko wygląda świetnie, jesteśmy sobie wierni, jest dla mnie oparciem, ja dla niego również, pomagamy sobie w pracach domowych i ogrodowych (mieszkamy w domu na wsi z dużym podwórkiem). Ogólnie jest dobrym człowiekiem, dba o nas, kocha nas i nie chciałabym go zamieniać na nikogo innego, ale chyba mamy jeden mankament i jeden problem... alkohol. On pije codziennie po 3-4 sztuki piwa, co weekend zwiększa się to razy dwa, a czasem dochodzi coś mocniejszego. I nie, nie bije mnie ani dzieci, nie ubliża nam, nie jest agresywny, zwyczajnie idzie spać itp., ale to bardzo rzutuje na mój popęd. Nie mam ochoty się z nim kochać tak jak kiedyś... Rozmawialiśmy wielokrotnie, ale nic nie daje rezultatów. Chciałabym, żeby podczas naszych uniesień był trzeźwy, bo zawsze jest po jednym czy dwóch piwach. Nie jestem brzydka, byłam bardzo szczupła przed ciążą, ale nabrałam kobiecych kształtów i wyglądam normalnie (to tak dla wyjaśnienia). Chciałabym, żeby zrezygnował czasem z picia tego typu, czy jest to w ogóle możliwe? Nie wiem, jak jest w innych związkach. No chyba że to normalne, że facet codziennie pije i mówi kobiecie, że nic złego nie robi jej i dzieciom, więc może pić.

#9LCKi

Gdy byłam uczennicą 1 kl. szkoły podstawowej, zostałam poproszona przez wychowawczynię o przekazanie jakiejś informacji innemu nauczycielowi. W tym celu udałam się do pokoju nauczycielskiego. Gdy otworzyły się drzwi, zapytałam się, czy jest może pan Pantofel. Na te słowa nauczycielka, która otworzyła drzwi, wybuchnęła śmiechem.
Okazało się, że gość miał na nazwisko Tofel. Pan Tofel.

#7Qftm

Będąc małą dziewczynką, często chodziłam z mamą do kościoła. Pewnej niedzieli za kościołem była ustawiona scena i dzieci mogły recytować wiersze i śpiewać piosenki. Kolejka była niesamowita. Stałam chyba z godzinę. Nie zdążyłam. Zrobiło mi się przykro i się rozpłakałam. Mama opanowała sytuację i wróciłyśmy do domu. 

Po drodze mama zapytała jaki wierszyk chciałam powiedzieć. Na to ja, że tego co dziadek mnie wczoraj nauczył: „Uje*ała misia pszczoła. O ty ku*wo! – misiu woła”.

Nigdy więcej nie mogłam nikomu opowiedzieć wierszyka bez konsultacji z mamą...
Dodaj anonimowe wyznanie