Od niedawna pracuję w przedszkolu. Zrobiliśmy konkurs na rysunek i zanim dobrze to przemyślałam, uznałam, że oprócz trzech głównych nagród będzie nagroda pocieszenia dla osoby, której rysunek zostanie uznany za najgorszy.
Chciałam dobrze, ale zwyciężczyni jakoś wcale nie była zadowolona...
Odkąd pamiętam, zawsze ceniłem sobie wolność i brak zobowiązań. Nie chciałem angażować się w żadne związki, zamiast tego skakałem z kwiatka na kwiatek i cieszyłem się z przygodnych znajomości na jedną noc. Lubiłem wyrwać w klubie dziewczynę, zabawić się z nią, po czym zakończyć znajomość. Przyznam, że w dzisiejszych czasach to nadzwyczaj łatwe, bo laski również bardzo często nie chcą się wiązać.
Miałem nawet listę, na której zapisywałem imiona wszystkich dziewcząt, które udało mi się zdobyć. Planowałem, by do trzydziestki mieć na liście minimum 30 pozycji. Czy mi się udało? Tak, ale dostałem też coś w gratisie. Wyrok – HIV.
Jako mądry po szkodzie radzę: zastanów się, z kim idziesz do łóżka.
Wiecie jak to jest, jak nie ma się nikogo na stałe, a potrzeby jednak są? Ja wiem, a w zasadzie wiedziałem. Ręczne zabawy są fajne, ale zawsze czegoś brakuje, jakiegoś podniecenia... i tak oto poznałem moją żonę. Szukając podniet na czacie dla dorosłych. Jedna rozmowa i już wiedziałem, że coś nas łączy.
Nikomu nigdy nie powiemy, jak się poznaliśmy, bo to trochę krępująca historia. Na żywo z czymkolwiek czekaliśmy kilka randek, żeby lepiej się poznać, ale gdy już dotarliśmy do tego etapu, to okazało się, że świetnie się rozumiemy i każde z nas wie czego oczekuje druga osoba. Wirtual był dobry, ale w realu z moją już żoną jest jeszcze lepiej.
Od wczesnej młodości mam problem z nawracającymi infekcjami okolic intymnych. Pomimo bycia dziewicą, wciąż jakieś stany zapalne. Ginekolodzy (zmieniani) wciąż zalecali inne terapie, które nie za wiele dawały. Wkurzało mnie to tak bardzo, że poszłam na medycynę, chociaż nie czułam jakiegoś szczególnego powołania, tylko po to, żeby umieć w końcu wyleczyć swoją małą raz a dobrze. Po studiach, gdy już sama kombinowałam z lekami, infekcje i tak nawracały.
Od pięciu lat mam tytuł specjalisty ginekologa-położnika. I co najmniej raz w miesiącu kilkudniową infekcję pochwy.
Rozpoczęłam niedawno walkę z nadwagą. W zasadzie przy moim wzroście to już walka z OTYŁOŚCIĄ. Moje BMI to początek progu otyłości (na szczęście opamiętałam się na tym, a nie na dalszym etapie!).
Walczę, ale jest jedno ale... dowartościowuję się tym, że mijane osoby w tramwaju, autobusie, na ulicy, w sklepie są jeszcze bardziej otyłe. W duchu czuję się lepsza, że nie stoczyłam się aż tak. Dziwię im się, że jeszcze nie dotarły do tego punktu co ja, że nie powiedziały sobie "dosyć, biorę się za siebie", że jeszcze im to nie przeszkadza, a często są 2 razy więksi ode mnie. Częściej chodzi o kobiety niż o mężczyzn. I wyobrażam sobie moment, w którym ciężką pracą wreszcie osiągnę sukces i będę mogła triumfować szczupłą, wysportowaną sylwetką i osoby z otyłością będą się tym same wpędzały w kompleksy.
To mnie napędza... chyba jestem okropnym człowiekiem :/
Pracowałam w kasie biletowej na dworcu. Przyszła do mnie podróżna, powiedziała, że znalazła w poczekalni etui na okulary i zapytała, czy może je u mnie zostawić. Kilka godzin później do okienka podeszła starsza pani z zapytaniem, czy nikt nie znalazł jej etui.
- Tak, jedna pani dziś rano mi je przyniosła! - odpowiedziałam i podałam je kobiecie.
Starsza pani otworzyła je i wpadła w furię. W etui miały być jeszcze pieniądze, i to ponad 400 zł. Zostałam zwyzywana od złodziejek. Pani kazała mi natychmiast oddać pieniądze, grożąc wezwaniem policji. Nie pomagały tłumaczenia, że oddaję tylko to, co mi przyniesiono. Na szczęście w porę zainterweniował jeden ze stałych pasażerów, który często kupował u mnie bilety. Stanowczo wytłumaczył starszej pani, że pieniądze mógł wyjąć każdy i że powinna mi podziękować za to, że przyjęłam zgubę. Starsza pani zrozumiała swój błąd, przeprosiła i podziękowała, że chociaż okulary udało jej się odzyskać.
Nikt nie wie, że to ja wyciągnęłam te pieniądze.
Wyznanie bezdzietnej lambadziary, co uśmiechu bombelka nie docenia.
A tak konkretnie to mnie uj strzela, jak patrzę na szczyla, który nie ma pięciu lat, a już rodzinę terroryzuje. Chyba, bo ta rodzina to nawet zadowolona się wydaje.
Dzieciak dojechał w życiu więcej telefonów, niż ma lat. Ale nie szkodzi. Tatuś kupi nowy. Nie jakiś najtańszy, bo przecież ten gówniak ma tyle gier i aplikacji, że sprzęt musi być pojemny i szybki. I duży. Spędza z nim przynajmniej 10 godzin dziennie, o ile długo śpi. Bo jak nie, to i z 12 ponad. Wstaje z telefonem, matka śniadanie zrobi i nakarmi niczym dziecko chore, bo młody z nosem w telefonie. Za dużo płatków? Wypluje matce na twarz, włosy, w przypływie łaski na dywan. Czy to w domu, czy na rodzinnej imprezie. Zero reakcji rodzica.
Prócz telefonu dzieciak ma konsolę, laptopa, tablet. Ale to telefon jest numerem jeden ładowanym po 3 razy na dzień, którego nie odkłada na dłużej niż 10 minut. Serio. W toalecie mama mu trzyma i wyciera, rąk on nie myje, bo z telefonem raczej ciężko. Zresztą po co myć, skoro można wytrzeć w obrus, spodnie taty albo białą sukienkę babci.
Trzeba mu przyznać, że sprzęty te obsługuje lepiej niż matka i ojciec razem wzięci, ale co z tego, skoro nawet mówić normalnie nie umie? Mówi w tylko sobie znanym języku na zasadzie "bafenytut" co oczywiście oznacza obiad. No ja nie wiedziałam, więc zostałam przez gnojka ugryziona. Reakcja rodziców żadna, nawet na mój nie-lekki opieprz gówniaka.
Na urodziny dostał wypasione prezenty - nie wszystkie, bo ja kupiłam ze złośliwości pewnie książkę z ćwiczeniami logopedycznymi, zeszyt zadań dla 4- i 5-latka, coby poziomu nie zawyżać, i nietanią zabawkę z modnej bajki. Ale nikt nie dał mu tych 45 zabawek, które reklamują, ani przenośnej konsoli, więc w furii kopał i gniótł pozostałe prezenty. Zgadnijcie, co na to rodzice.
I w końcu... matka albo zauważa problem, albo już nie chce jej się bombelka pilnować, bo wysyła go do przedszkola. Pierwszy tydzień walił głową w ścianę i na zmianę żądał od przedszkolanki jej telefonu, żeby mógł gry pościągać, bo chociaż mama spakowała mu telefon i ładowarkę (i w sumie nic więcej, bo co mu do szczęścia potrzebne?), to wychowawczynie zarekwirowały. 5 dni z rzędu. I codziennie mówiły matce, jak jej dziecko się zachowuje. Przecież w domu tak nie robi, więc problem jest w wychowawczyniach i one się dzieckiem zająć nie potrafią. Z dziecka czubka nie da zrobić i do psychologa nie pójdzie.
Młody zmienia przedszkola, ale panie wszędzie są głupie i niedouczone, a dzieci nienormalne, ograniczone i zacofane, skoro nie chcą grać z nim w gefuhyhy na telefonie. Wolą puzzle i zabawę w strażaków, ale on nie wie co to.
Nie będę zaskoczona, jak za 10 lat matkę w piwnicy zamknie, bo mu na papierosy nie dała.
Nie mój cyrk, nie moje małpy, ale z satysfakcją powiem "a nie mówiłam?".
Kieruję to wyznanie do wszystkich matek. Sama jestem kobietą, ale jest jedna rzecz, zachowanie, którego nie jestem w stanie zrozumieć.
Jestem kelnerką i pracuję w restauracji. Na porządku dziennym spotykam się z matkami, które ostentacyjnie karmią swe pociechy ''wywalając cyca na stół'' przy wszystkich. Ja rozumiem, że dziecko nagle zgłodnieje i nie ma rady, trzeba nakarmić. Ale czy w takiej sytuacji nie można przykryć dziecka chustą bądź wyjść gdzieś na bok, schować się gdzieś na uboczu, w samochodzie, a nawet i w ubikacji (nie rozumiem co w tym strasznego)?
Miarka się przelała kilka dni temu. Podchodzę do stolika po zamówienie. Kobieta dyktuje mi je, karmiąc swojego bombelka.
Bombelek ssie sutka na moich oczach, w międzyczasie drugą rączkę trzyma na drugiej piersi, i bawi się, smyrając i ciągnąc drugiego sutka.
Pani jak gdyby nigdy nic patrzy mi się prosto w oczy i ze mną rozmawia.
Naprawdę nie mam żadnych uprzedzeń, ale ja jako kobieta nie potrafiłam się skupić co ta baba do mnie mówi, a co dopiero jakby podszedł młody kelner facet?
Dla mnie jest to obrzydliwe zachowanie, zero kultury i powinno być to zabronione. Jest tysiąc różnych sposób na to, aby pewne czynności wykonywać z klasą i szacunkiem do innych ludzi.
(To tak nawiązując do poprzedniego wyznania, że facet obraził się na swoją kobietę, która karmiła w pizzerii. Wiesz co, kobieto? Bardzo dobrze zrobił. Na jego miejscu zrobiłabym to samo!)
Możecie mnie hejtować, ale wiem, że 90% osób ,w tym również kobiety, uważają takie zachowanie za bardzo niesmaczne.
Jestem 26-letnią mamą i chciałabym się z Wami podzielić wydarzeniem, po którym zerwałam ze swoim chłopakiem, a zarazem ojcem mojej córki.
X był zawsze nieco samolubny i miał duże potrzeby. Nawet kiedy byłam w ciąży, oczekiwał ode mnie codziennej gotowości i chęci na seks.
"Dla dobra dziecka", a bardziej ze strachu przed samotnym macierzyństwem, przymykałam oko na jego zdrady, nawet kiedy po jednym ze skoków w bok zaraził mnie jakąś infekcją.
Po narodzinach naszej córki cała opieka nad nią spadła na mnie, wydawało mi się, że on nawet jej nie zauważał. Potem stało się to, co sprawiło, że postanowiłam go wykopać z naszego życia.
Karmiłam córkę leżąc na boku, on położył się za mną i zaczął się do mnie dobierać. Mając na uwadze przysypiające dziecko, po cichu kazałam mu przestać. Nie przestał. Po wszystkim po prostu odwrócił się i zasnął, ja odłożyłam śpiące dziecko do łóżeczka i poszłam spać do salonu. Następnego dnia kazałam mu się wynieść, nie potrafiłam na niego spojrzeć.
Od tamtej sytuacji minęły dwa lata, obecnie mam kochającego narzeczonego, który w pełni szanuje i akceptuje mnie oraz moją córkę, jednak dopiero niedawno pozwoliłam sobie na jakiekolwiek okazanie mu uczuć w obecności córy.
Z jej ojcem jedyne co nas łączy, to alimenty, które wysyła.
Moja starsza siostra ma już dwójkę dzieci, trochę jej zazdroszczę. Podczas ostatniej wizyty u niej zapytałam, co jest najlepsze w posiadaniu dzieci. Stwierdziła: „niewiele, ale pokażę ci, do czego się przydają”.
Krzyknęła do swojego 7-letniego syna: „Karol, przynieś mamie picie!!”. Przyszedł z otwartą butelką piwa.
Dodaj anonimowe wyznanie