Wirus sprawił, że wszystkie dane na komputerze uległy zniszczeniu.
W tym moja praca magisterska, którą miałem właśnie dziś wysłać do druku. Jedyna kopia zapasowa jaką miałem była u promotora, który "omyłkowo ją skasował z pendrive'a".
Nie, nie mogę brać warunku z seminarium, pisałem ją już na nim.
Mam ochotę się schlać na śmierć, a muszę udawać, że wszystko jest OK przed rodziną, która się cieszy, że będę pierwszym z całej familii, mającym wykształcenie wyższe.
Moja spowiedź do braku pozytywnych uczuć do rodziców.
Nie lubię nastawienia moich rodziców. Narzekanie na brak pieniędzy, a w tym samym czasie kupowanie drogich rzeczy. Pytanie się co chwilę kiedy znajdę w ciążę, kiedy ślub, kiedy własne mieszkanie itd. Nie jestem jakaś stara, 24 lata mam dopiero, ale nie widzi mi się dziecko teraz.
Nie lubię tego, że moi rodzice za plecami mnie wychwalają, ale w twarz żadnego miłego słowa mi nie powiedzieli. Moja siostra zawsze jest tą lepszą. Bo mentalnie jest taka jak oni.
Denerwuje mnie fakt, że są zwyczajnie leniwi i wymyślają sobie rzeczy. Dałam im kota do opieki na 3 dni. W podróży wyszło, że jednak wrócimy dzień później. Pierwszego dnia zadzwoniłam do mamy i jej o tym powiedziałam, odpowiedziała "nie ma sprawy". Na następny dzień dzwoni, że muszę komuś innemu dość kota, bo ma najwidoczniej alergię. Na całe szczęście szwagier wziął naszą kotkę. Pół roku po tym dzwoni mama i mówi kiedy przyjedziemy z kotką, bo się stęskniła i by wzięła na kilka dni. Zapytałam się jej "a co z twoją alergią?". Ona mi na to, żebym nie wymyślała, bo ona nigdy nie miała alergii na kota.
Na całe szczęście moja teściowa to wspaniała kobieta i mam z nią bardzo dobry kontakt, ale czasami sama siebie nienawidzę za to. Żałuję, że moja mama nie jest jak moja teściowa, która nie wybiera, które ze swoich dzieci woli.
Czytałem tutaj wyznanie o pająku mieszkającym w łazience. Dodam coś od siebie, co wydarzyło się kilka lat temu.
Mam bzika na punkcie pająków. Jestem hodowcą i terrarystą, ale przy tym bardzo dobrym opiekunem swoich ośmionogów.
Byłem w posiadaniu samiczki ptasznika kędzierzawego odmiany Nicaragua (najbardziej pluszowy i łagodny pająk świata), polecam na początek tak w ogóle.
Żyła ze mną 8 lat. Przez ten czas bardzo się do siebie przyzwyczailiśmy. Była łagodna i pełna energii. Siedziała mi na ramieniu wcinając świerszcza bananowego, a ja robiłem swoje popisowe kromki z pasztetem. Ogólnie to w terrarium była tylko na noc. Oglądałem film, a ona sobie siedziała na moim brzuchu. Nawet w kibelku mi parę razy towarzyszyła. Krótko mówiąc spędzałem z nią większość czasu przez te 8 lat.
Pewnego dnia odwiedził mnie typ, który chciał kupić ode mnie młode. Stojąc koło mnie zauważył, że mam pająka na ramieniu. Zepchnął ją ze mnie, a ona upadając na podłogę zginęła (odwłok ucierpiał, pająk nie przeżył).
Jeszcze nikomu nigdy takiej sztuki w łeb nie sprzedałem, jak wtedy temu kolesiowi. Miałem sprawę za pobicie. Gość leżał w szpitalu ze wstrząsem i złamaną szczęką. Jak się domyślacie, młodych mu nie sprzedałem.
To tyle. Chciałem tylko powiedzieć, że do każdego zwierzaka da się przyzwyczaić i pokochać. Nie bądźcie uprzedzeni, proszę. Pozdro :)
Moja anonimowa historia?
Zacznę od faktu, że pomimo bycia kobietą, cierpię na dystrofię mięśniową, na którą cierpią raczej chłopcy. W czasie opisywanym w historii miałam 15 lat, a mój stan był (dalej jest) średni. Nie mogę podnieść nawet ręki.
Historia właściwa: Mieszkam na małej wsi, gdzie każdy zna się od lat. Ciocia Staszka, tak jej dajmy, zabrała mnie na podwórko, był też mój kolega (dwa lata młodszy). Gdy tak siedziałam z ciotką Staszką i kolegą, przyszedł pijany sąsiad. Zaczął prawić mi komplementy i całować po policzkach. Strasznie śmierdział. Ciotka Staszka nic. Ja wystraszona, przecież nie mogę się nawet odsunąć. Dopiero gdy chciał mnie pocałować w usta, ciotka mnie odsunęła. Do teraz boję się wychodzić z samą ciotką. Boję się, że sytuacja się powtórzy.
Boję się rozmawiać z ludźmi. Nie jestem nieśmiały, nie mam fobii ani żadnych problemów z ludźmi. Boję się tego, że ktoś może poznać moją głupotę. Nie wiem nic o otaczającym mnie świecie.
Było niedawno wyznanie o przeszłych partnerkach autora. Kobieta nie wiedziała, kto jest prezydentem USA. Ja też nie wiedziałem. To ten Trump? Czy Merkel?
Albo gdzie jest Auschwitz. Byłem tam, a mimo to wszystko mi mówi, że to jest w Niemczech.
Albo najdłuższa, najgłębsza rzeka na świecie. Sam już nie wiem, która to która, podobnie z najwyższymi szczytami.
O historii i polityce też kompletnie nic nie wiem. Z historii znam II wojnę światową (z filmów), a z polityki co wiem, to prezydent Duda podpisuje wszystkie ustawy (z memów).
Nie wiem kto wynalazł żarówkę, kto tak naprawdę odkrył Amerykę, jacy byli królowie w Polsce, szczerze już nie pamiętam, gdzie są oceany, nie odróżniam dzieł Mickiewicza od Słowackiego.
Może tutaj zaskoczę, ale studiowałem architekturę i siedzę w tym zawodzie kilkanaście lat. Każdy myśli, że jestem mądry, ale nic bardziej mylnego. Może i znam ścisłe przedmioty, ale o polityce, historii Polski i geografii kompletnie nic nie wiem. Podstawowych rzeczy też nie wiem. Zawsze zmieniam temat, żeby nie wyjść na idiotę. Wstyd mi, dlatego jedynie gdzie ta informacja może dotrzeć na światło dzienne to Anonimowe. Ma ktoś może jakąś radę? Bo chyba zaspałem na przyrce.
Ja i mój facet, gdy zaczynaliśmy się ze sobą spotykać, ważyliśmy w normie. Obydwoje trenowaliśmy na siłowni i jakoś spalały się te nasze burgery i pizze. Lubiliśmy po prostu jeść.
Po zamieszkaniu razem stopniowo przestaliśmy trenować, bo chcieliśmy mieć więcej czasu dla siebie, no i rozleniwiliśmy się. Lepiej iść do kina i zjeść popcorn zapijając colą niż na kolejny żmudny trening.
Często jedliśmy gotowce, KFC czy pizzę. Po roku takiej diety przybraliśmy. On 10 kg, ja prawie 20. Niestety zawsze miałam tendencję do tycia, dlatego już od 14 r.z. chodziłam na basen i siłownię, aby jakoś spalić jedzonko.
Raz podczas pijackiej kłótni padł temat seksu i tego, że ostatnio rzadko to robimy. Powiedział mi wtedy, że on brzydzi się tego grubasa jakim się stałam i woli się sam zabawić pod ładne i chude panienki, a ze mną sypia gdy bardzo go ciśnie, ale musi sobie wypić trochę na odwagę.
Powiedział też, że komplementuje mnie tylko gdy jest pod wpływem, bo wie, że mi przykro, ale inaczej nie umie.
Po prostu się mnie brzydzi i dopóki nie schudnę, nie będzie się ze mną kochał.
Zerwałam z nim. Zanim zjecie mnie w komentarzach. Umiem przyjmować krytykę, ale nienawidzę chamstwa. Miał milion pięćset okazji, by ze mną porozmawiać i jeszcze raz tyle okazji, byśmy razem coś ze sobą zrobili. Niejednokrotnie mówił: "zostańmy w domu, nie chcę mi się iść na basen, odpalimy netflixa".
Wróciłam do starej wagi, ale do eksa już nie.
Niedawno rozwiodłam się z mężem. Od dłuższego czasu nam się nie układało, zwłaszcza odkąd Rafał zaczął lepiej zarabiać i kasa uderzyła mu do głowy. Potem znalazł sobie nową dziewczynę, Julię, młodszą od siebie o 10 lat. I nic by mnie to nie obeszło, gdyby nie odbijało się to na naszej 8-letniej córce.
W zasadzie to Rafał nigdy nie był szczególnie zaangażowanym ojcem, marzył o synu. Ja niestety miałam koszmarny poród, po którym kilka miesięcy dochodziłam do siebie fizycznie i psychicznie, o drugim dziecku nie ma mowy.
Odkąd były zamieszkał z nową ukochaną, muszę mu przypominać, że Wiki za nim tęskni. Schody zaczęły się tuż po rozwodzie. Nie chcieliśmy oboje szarpać się w sądzie o ustalanie opieki, więc umówiliśmy się na spotkanie w kawiarni. Ledwo zaczęliśmy rozmowę, zadzwoniła Julia. Po pięciu minutach słuchania ich szczebiotania ("oczywiście króliczku, że twój misio kupi lody i pomasuje brzuszek, żeby przestał boleć od okresiku") miałam dość, więc zapłaciłam za siebie i wyszłam. Zdziwiłam się, bo wcześniej Rafała takie słówka strasznie wkurzały, mnie zresztą też. Naturalnie potem to ja byłam ta zła, bo nie rozumiem, że Julcia cierpi i potrzebuje jego wsparcia. Mimo to ustaliliśmy, że w każdą sobotę lub niedzielę będzie się spotykał z Wiki.
Na początku działało i zabierał małą na kilka godzin, nie do swojego mieszkania, bo Julia w obecności dzieci dostaje ostrej migreny. Potem zaczął się migać od spotkań. Wiki przeżywała to mniej niż sądziłam i przyznała, że tata i tak ciągle wisi na telefonie albo zawozi ją do dziadków.
W kwietniu mała miała urodziny, wypadły akurat w sobotę. Rafał wpadł na całe 5 minut, żeby zdążył się przygotować do imprezy (wybierał się na 20, urodziny były o 16). Nie opierniczyłam go tylko ze względu na obecność córki i jej koleżanek. Następnego dnia wpadli byli teściowie i widać było, że wstyd im za syna.
Potem na początku maja chciał wziąć małą, bo Julka akurat szła gdzieś z koleżankami, ale my pojechałyśmy do mojej siostry. Pytałam wcześniej dwa razy o jego plany i uprzedzałam, że wyjeżdżamy. Mocno się zdziwił kiedy Wiki powiedziała, że woli odwiedzić ciocię i kuzynów. W ogóle mała od swoich urodzin nie pyta o ojca.
Rafał w zasadzie nie widzi problemu, wręcz uważa, że jest na tyle duża, żeby zrozumieć, że teraz ma nową dziewczynę, która jest dla niego najważniejsza na świecie. Chce też zmniejszenia alimentów, ale nie daruję. Tłumaczy się tym, że spłaca kredyt za bardzo drogie mieszkanie, w dodatku tylko on zarabia, bo jego dziewczyna nie pracuje, udziela się tylko w jakimś kosmetycznym projekcie. A ja nie odpuszczę. Owszem, sama sobie dobrze radzę, kasę odkładam dla małej na konto. Chodzi mi o zasadę.
Historia z dzieciństwa, głupio mi do tej pory, jak sobie przypomnę...
Kiedy miałam 8 lat, przeprowadziliśmy się na wieś w rodzinne strony mojej mamy. Często odwiedzała nas pewna ciocia, starsza pani. Na początku nie rozumiałam, czemu mama zawsze się denerwowała, kiedy widziała przez okno, że ciocia idzie. Zawsze słyszałam tekst mamy: "oho, ciotka Adela nadciąga". Z czasem zrozumiałam. Ciotka przychodziła, zaglądała w każdy kąt, rzucała kąśliwe uwagi. Generalnie: przyszła, wkurzyła, poszła. Po którejś z jej wizyt postanowiliśmy z młodszym bratem i siostrą zrobić coś, żeby ciotka więcej nie przychodziła. W końcu wymyśliliśmy co następnym razem zrobimy.
Nie wiem, co przyszło nam do pustych główek, ale kiedy ciotka następnym razem zapukała do drzwi, to polecieliśmy pędem, ja otworzyłam, stanęliśmy na schodku i zaczęliśmy wydzierać japę na pół wsi. Piosenka brzmiała tak:
"Ciotka Adeeeeeelaaaaa
Jest głupia jak?
Jak mortadeeeelaaaa
Precz, głupia baaaaaboooo
Poszczuje cię Saaaabą "
(Saba to był nasz kundelek).
Ciotka stanęła jak wryta. Do dziś pamiętam jej smutny wyraz twarzy. Mama też, zaczęła przepraszać ciocię, że nie wie co nam do głów strzeliło, ciotka bez słowa odeszła. Najgorsze, że byliśmy dumni ze swojego występu i nie rozumieliśmy, za co był wpierdziel po powrocie ojca z pracy. Oczywiście ciotka więcej już się u nas nie pojawiła.
Kilka miesięcy później odbył się jej pogrzeb, a my co? Wracając z cmentarza, szliśmy za rodzicami, którzy byli zajęci rozmową z sąsiadką, i po cichu, tak, żeby nie słyszeli (kolejnej kary nie chcieliśmy ryzykować), podśpiewywaliśmy w najlepsze nasz hicior: "Ciotka Adeeelaaa...".
Jestem cholernie zakochany we współlokatorce i tak bardzo tęsknię za nią, gdy jedzie na parę dni do domu rodzinnego na wieś, że śpię w jej łóżku. Nic więcej. Po prostu śpię bądź leżę, tylko po to, by poczuć jej zapach.
Od niedawna pracuję w przedszkolu. Zrobiliśmy konkurs na rysunek i zanim dobrze to przemyślałam, uznałam, że oprócz trzech głównych nagród będzie nagroda pocieszenia dla osoby, której rysunek zostanie uznany za najgorszy.
Chciałam dobrze, ale zwyciężczyni jakoś wcale nie była zadowolona...
Dodaj anonimowe wyznanie