#FkuQe

Sześć lat temu wyprowadziłam się z domu rodzinnego, żeby rozpocząć studia dzienne. Byłam nowa w mieście i trzęsłam portkami na myśl o rozpoczęciu nauki wśród obcych ludzi. Z pomocą przyszedł Facebook. Odnalazłam grupę, do której należeli studenci mojej uczelni i od razu zostałam zaczepiona przez dziewczynę, która była na moim roku. Ucieszyłam się, że nowy rozdział rozpocznę z koleżanką, z którą w dodatku zaczęłam się świetnie dogadywać.

Nadszedł dzień rozpoczęcia roku akademickiego, umówiłyśmy się przed 8 przy szatni. Stamtąd razem miałyśmy pójść na aulę. Stałam przy szatni chyba z pół godziny, studenci rozchodzili się, każdy w swoją stronę. Gośki ani śladu. Zrezygnowana na rozdanie indeksów poszłam sama, ale po powrocie do mieszkania napisałam dziewczynie kilka słów o tym, jak to przez nią prawie się spóźniłam. Na co ona, że przecież czekała, a to ja nie przyszłam. Była tak wkurzona, że dla podkreślenia wielkimi literami napisała mi nazwę i adres naszej uczelni. Okazało się, że jej wydział znajduje się we Wrocławiu, mój w Warszawie.

Tej uczelni ostatecznie żadna z nas nie ukończyła, ale przyjaźnimy się do dziś.

#dVwOk

Razem z mężem od lat przyjaźnimy się z innym małżeństwem. Wszyscy chodziliśmy razem do liceum i jesteśmy bardzo zgraną paczką. Przyjaciele bliżsi niż rodzina, zawsze sobie pomożemy. Jeździmy razem na wakacje, spędzamy razem święta itd.

Pewnego wieczoru mąż poprosił, żebyśmy poważnie porozmawiali. Usiedliśmy i wyznał, że po jednej imprezie, gdy ja i Adam już spaliśmy, on i Sylwia jeszcze siedzieli, pili i gadali. Jakoś tak wyszło, że zaczęli się całować i potem już poszło. Robili to w salonie, a my byliśmy w pokojach obok. Bardzo tego żałowali i nie dali rady nas okłamywać. Ustalili, że w tym samym czasie nam powiedzą.

Nie krzyczałam, nie płakałam, wstałam i wyszłam. Zadzwoniłam do Adama i poprosiłam o spotkanie i rozmowę. Po paru dniach spotkaliśmy się w czwórkę. Razem z Adamem powiedzieliśmy im, że zrzucamy winę na dużą ilość alkoholu i zapominamy o sprawie. Nie będziemy niszczyć lat przyjaźni.

Od tamtej pory mąż mnie nosi na rękach, jest między nami lepiej niż kiedykolwiek. U nich też się świetnie układa.

Nie wiedzą jednego. Wybaczyliśmy im, bo kilka lat temu sami mieliśmy romans.

#owgEV

Mam na imię Krzysiek. Od lat noszę długie włosy. Kiedyś byłem metalowcem, z czasem zmieniłem styl, ale piór nigdy nie obciąłem.

Pracuję od dłuższego czasu w pewnej firmie, gdzie za szefa mam wyjątkowo niesympatycznego gbura, który bez przerwy o coś się mnie czepia. Parę dni temu kazał mi ściąć włosy sugerując, że jeśli tego nie zrobię, to ciężko mi będzie zdobyć awans.
Poszedłem do fryzjera, który nie tylko mnie obciął, ale i wystylizował fryz w modny sposób. Muszę przyznać, że efekt bardzo mi się spodobał.

Dziś przyszedłem do pracy odmieniony i od razu natknąłem się na szefa. Ten nie poznał mnie i uznał, że jestem nowym praktykantem. Wręczył mi plik dokumentów i rzekł: „Zanieś to Krzyśkowi. On powie ci, co z tym zrobić. Krzyśka łatwo rozpoznasz. To taki długowłosy zniewieściały ćwok o twarzy upośledzonego onanisty”...

#uHw6p

Naukę w podstawówce wspominam koszmarnie. Trafiła mi się nauczycielka, która była anty przykładem pedagoga. Już pierwszego dnia szkoły można było wyczuć, że ma swoich faworytów wśród dziewczynek. Zawsze to były bardzo ładne dziewczynki z dobrych domów. W trakcie pierwszego roku wybrała mnie jako osobę, która musi chodzić na zajęcia wyrównawcze. Byłam dzieckiem, które bardzo dobrze czytało/pisało i znało już podstawy z języka angielskiego dzięki grom komputerowym.
Jednak matematyka była u mnie na średnim poziomie. Wychowawczyni umieściła mnie w tej grupie dlatego, że pochodziłam (według niej) z "patologicznego osiedla".

Tak więc chodziłam na te zajęcia nudząc się okropnie. Znacząco przewyższałam wiedzą materiały, które tam robiliśmy i ponad połowę klasy.. A jako jedyna z dobrych uczniów musiałam niemal każdego dnia przyjeżdżać wcześniej i wracać później przez te zajęcia.
Niestety nie miałam na tyle ogarniętych rodziców, którzy by zareagowali. Oni uważali, że nauczycielka ma zawsze rację. Ale to jeszcze mała jazda w porównaniu z tym, co było potem.

Przedstawienia szkolne, zawsze chętnie się do każdego zgłaszałam. Chciałam najdłuższe role i takie wydarzenia były dla mnie bardzo ekscytujące. Wyobraźcie sobie dzieci siedzące na dywanie i panią, która wybiera role. Powoli kilka rąk uniesionych ku górze zostaje wybranych, a moja nadal nie. Kiedy pani wybrała już wszystkich zgłaszających się, oprócz mnie, zaczęła wybierać dzieci, które się nie zgłaszają, całkowicie mnie ignorując.

Dlaczego? Bo byłam grubym dzieckiem. To moje jedyne wytłumaczenie, dla którego na każdym przedstawieniu pomimo chęci nie zostałam wybierana. Moja teoria później została potwierdzona na balu karnawałowym.

Dostałam wtedy strój królowej lodu po kuzynce z Anglii. Dwadzieścia lat temu takie stroje były tylko w filmach. Strasznie się nim jarałam, zresztą jak cała klasa, każdy przychodził i dotykał sukienki, przymierzał koronę. Miałam makijaż i tak dalej. Naprawdę było świetnie. No i przyszedł czas na wybranie króla i królowej balu każdej klasy. Wyobraźcie sobie, że nauczycielka zawołała mnie i jeszcze jedną dziewczynkę (jej ulubienicę zresztą) i debatowała z inną o tym, która z nas powinna być wybrana.
Przy mnie mówiły, że mam lepszy strój i czy nie pożyczę go Magdzie. No ku##a!
Rozumiecie to? Miałam pożyczyć jej swój strój, żeby ona mogła wygrać.
Finalnie stwierdziły, że ona "MA LEPSZĄ URODĘ DO WYGRANEJ" i po prostu mnie odesłali.

Ta historia zagościła we mnie na zawsze. Od tamtej pory już się nie zgłaszałam, nie brałam chętnie udziału w czymkolwiek. Chodziłam na te zajęcia jak skazaniec. Pomimo mojej obojętności nadal byłam totalnie omijana i traktowana gorzej. A każda moja próba buntu była kwitowana uwagą do dziennika. No i tak przez 3 lata.



PS: Ona nadal tam naucza.

#N03wv

Pod koniec gimnazjum zostałem na noc u mojej koleżanki Beaty. Jej ojciec, ochroniarz, miał nocną zmianę, więc byliśmy tylko z jej mamą w mieszkaniu. Po zapewnieniu moich rodziców, że nic złego się nie stanie, że "w dzisiejszych czasach trzeba trzymać rękę na pulsie" i "tak, my z mężem jesteśmy w domu", jej mama pani Hela poszła na imprezę i wróciła z niej około godziny pierwszej w nocy ze swoim kochankiem panem Jasiem i bawiła się z nim do samego rana.

W pewnym momencie Beata przyszła do nich i się wydarła "Matka! Niech Jasio już idzie, bo ojciec zaraz wraca z pracy!".
Niestety jej prośba nie została wysłuchana i jeszcze się bawili, do momentu, aż pani Heli urwał się film. Pan Jasiu wyszedł. Poszliśmy z Beatą zobaczyć, jak wygląda sytuacja. Pani Hela leżała na brzuchu na łóżku, rozłożona jakby miała zaraz poszybować w przestworzach, naga, wszędzie leżały butelki po alkoholu.

Jakoś 5 minut później wrócił jej ojciec, poszedł do sypialni i stał chwilę w ciszy, po czym powiedział sam do siebie "znowu to samo", poszedł do salonu i było słychać, jak płacze.

#WznSL

Piszę tutaj, ponieważ nie mam z kim podzielić się moim wstydliwym problemem. Nikomu ze znajomych ani rodziny o tym nie opowiem, bo zapadłbym się pod ziemię. Może tutaj znajdzie się ktoś, kto da jakąś radę…

Jestem z moją dziewczyną jakieś dwa lata w związku. Ogólnie dobrze nam się układa, kochamy się, postanowiliśmy razem zamieszkać. I właśnie tutaj zaczynają się schody. Nie, wspólnie mieszkanie nie pogorszyło naszej relacji, dalej jesteśmy szczęśliwi. Tylko moja dziewczyna ma taki dziwny zwyczaj… mianowicie chodzi po domu nago. Całkowicie nago – i to nie przez chwilę, po prysznicu, tylko CAŁY CZAS.

Kiedy wraca z pracy, pierwsze co robi, to się rozbiera. Nie zasłania rolet, nie mamy firan, więc sąsiedzi wszystko widzą. Wiecie, jak teraz budują te bloki, jeden na drugim. Odległość od naszego okna do okna sąsiada z naprzeciwka jest naprawdę znikoma. Wszyscy naokoło mogą oglądać tyłek i cycki mojej dziewczyny przez dobre 5 godzin dziennie. Co więcej, ona tak wychodzi na balkon, gdy jest ciepło. Ostatnio wróciłem do domu po pracy i zastałem ją, jak wiesza na balkonie pranie. Oczywiście całkowicie naga. Gdy spytałem, czy się nie wstydzi, powiedziała, że została wychowana w duchu wyzwolenia i że nie ma powodów, by wstydzić się swojego ciała. To prawda, ma bardzo atrakcyjne kształty, ale dlaczego mają je podziwiać wszyscy sąsiedzi z naszego osiedla?

Kiedyś zaprosiłem kolegów na mecz, a Asia chodziła po domu nago do ostatniego momentu. Zaczynałem się w pewnym momencie zastanawiać, czy w ogóle ubierze się zanim oni przyjdą. Zadzwonił dzwonek do drzwi, a ona była goła. Kazałem jej szybko pobiec i się ubrać i w ostatniej chwili nałożyła koszulkę, ale moi koledzy zdążyli zobaczyć jej majtki, nim włożyła jeansy.

Wcześniej, zanim zamieszkaliśmy razem, nie wiedziałem, że ma takie dziwne zwyczaje. Wiedziałem jedynie, że lubi sypiać nago i, szczerze, to akurat mi nie przeszkadza, zawsze mnie to kręciło. Jednak to paradowanie nago staje się dla mnie frustrujące, trwa to dobre pół roku i nie mogę się do tego przyzwyczaić. Rozmawiałem z nią, ale powiedziała, że od zawsze tak robiła i nie chce tego zmieniać. Nie chcę jej niczego rozkazywać, ale wczoraj zauważyłem, jak sąsiad z naprzeciwka stoi na balkonie i patrzy w nasze okno. To był wieczór, świeciło się u nas w kuchni światło i Asia robiła sobie kanapkę, oczywiście świecąc cyckami. Wiadome więc, co tak zainteresowało sąsiada.

Nie wiem co robić, jestem rozżalony zaistniałą sytuacją. Jak radzicie, jakich argumentów użyć, by przekonać ją do ubierania się?

#aGcq8

Mam niewymiarowe stopy. Różnica między nimi to 1 cm. Jak buty pasują na prawą stopę, to na lewą są za małe. Jak pasują na lewą, to prawa mi lata. Wkładki nie pomagają, bo mimo wszystko za duży but zawsze powoduje obtarcia.

Nie stać mnie na uszycie butów na miarę ani na zakupienie dwóch par tego samego obuwia różnego rozmiaru, dlatego w sklepach przymierzam zawsze dwa rozmiary, mniejszy i większy. Potem ukradkiem podmieniam buty z różnych rozmiarów i tworzę sobie z nich zestaw, który jest idealnie dopasowany do moich stóp. Jeden karton odkładam na półkę, nowe buty zakładam na nogi, stare wrzucam w karton i idę do kasy zapłacić, żeby kasjerka przy sprawdzaniu nie mogła wykryć podmiany. Płacę, wychodzę i cieszę się z dobrze dopasowanego obuwia.

Wiem, cebula, dlatego nikomu się nie przyznaję.

#fgyG4

Mój mąż od zawsze miał pewną fantazję. Chciał zobaczyć, jak robię to z innym mężczyzną. Jak zaczęliśmy być razem mieliśmy po 17 lat, ja nie byłam na takie coś gotowa, myślałam, że jemu też przejdzie.

Lata mijały, wzięliśmy ślub, pojawiły się dzieci, a co jakiś czas ten temat wracał.
Zauważyłam, że filmy dla odrosłych ogląda tylko w tematyce z dwoma mężczyznami i jedną kobietą, zdrada kontrolowana itd.

Zawsze go zbywałam, mówiąc, że jak znajdzie się odpowiedni kandydat, to spróbujemy. No i w końcu się znalazł. Jego kolega z pracy. Spodobał mi się od razu, zupełne przeciwieństwo męża, taki niegrzeczny chłopiec. Był rok młodszy od nas, nie miał partnerki. Często do nas przychodził, zakumplowaliśmy się we troje, wspólne imprezy. Super się dogadywaliśmy, mogliśmy gadać ze sobą godzinami. Nic nigdy nie zrobiłam, ale iskrzyło między nami bardzo. Wiedziałam, że mu się podobam, było to widać w każdym jego słowie skierowanym do mnie. Nie ukrywam, że mi cholernie to imponowało, poczułam się znowu piękna, seksowna.

Pewnego razu, gdy u nas imprezowaliśmy, wypiliśmy dużo, mąż mi powiedział, że wyjdzie do toalety, a ja mam go przekonać, żebyśmy wspólnie to zrobili. Tylko na niego popatrzyłam, a on już wiedział o co chodzi. Zaczęliśmy się całować, ale gdy usłyszeliśmy drzwi od łazienki odskoczyliśmy od siebie. Jeszcze jedna kolejka i hamulce nam wszystkim puściły. Stało się to, o co mąż mnie latami prosił. Jednak po wszystkim, na drugi dzień, nie był zadowolony. Jego nastawienie w tym temacie zmieniło się o 180 stopni. Nagle stałam się dziwką, przez którą strach kolegę do domu zaprosić i na chwilę samą zostawić. Na nic były tłumaczenia, że to była jego inicjatywa, fantazja, to on tego chciał. Dla niego stało się problemem to, że JA zaczęłam chcieć.
Od tamtej sytuacji minęło już kila lat, nie mamy już z kolegą kontaktu. Co jakiś czas mąż urządza mi awantury o puszczalstwo. Jak tylko ma zły humor, to rzuca tekstami "idź sobie do niego", "on by umiał", "jego poproś" itd. Nie wiem, czy to naprawdę coś ze mną jest nie tak, ale ja tylko chciałam spełnić jego zachciankę. Gdyby ten temat pojawił się nagle, to bym pomyślała, że to jakiś test wierności. Ale dorosły chłop przez cały związek mnie o to prosił, zawsze o tym mówił, byłam pewna, że tego chce.

Pogorszyło się przez to między nami i żałuję, że do tego doszło. Czasami fantazje są fajne jak są tylko fantazjami i powinny nimi zostać.

#hRUpe

Mój facet miał często zabawę, jaką było wrzucanie zużytej gumy do żucia za mój dekolt. Bawiło go, jak próbowałam ją znaleźć i wyciągnąć. Mnie trochę mniej. Prosiłam, aby tego nie robił, ale mnie nie słuchał.
Znalazłam na niego skuteczny rewanż.
Zakleiłam mu odbyt gumą do żucia, gdy spał. Tej depilacji nie zapomni nigdy, a ja przynajmniej mam spokój.

#marGM

Michała poznałam na drugim roku studiów. Był wysoki, wygadany i absolutnie niepodejrzany, może odrobinę mroczny i tajemniczy, ale w ten pociągający sposób. Byliśmy razem na roku, kierunek pełen mężczyzn, ale on przykuł moją uwagę, bo kogoś przypominał.

Pech chciał, że po pół roku musiałam z nim zamieszkać, nie miałam pieniędzy na wynajem własnego mieszkania czy pokoju, bo ceny w tym mieście są przerażająco wysokie, moi rodzice nie byli w stanie mi dalej pomóc, a do pracy stałej, nie dorywczej, nie mogłam pójść z połączenia wymagające studia + chory kręgosłup. Trafiła się okazja, więc z niej skorzystałam.

Siostra. Michał miał siostrę, młodszą od niego o trzy lata. Mieszkała w jego rodzinnym mieście. Nie byłoby w tym ich nadmiernym kontakcie nic dziwnego, gdyby nie fakt, że byłam jej dosłowną kopią.

Uwielbiał blade brunetki z wielkimi oczami.

Wysyłał jej codziennie kilkanaście wiadomości na Messengerze, nigdy nie chciał sprecyzować, o czym z nią pisał. Czasami zamykał się w łazience i do niej dzwonił. Za każdym razem, kiedy do niego pisała, on się uśmiechał. Za każdym razem. Znalazłam dziewczynę na Facebooku, więc miałam pewność, że to na pewno rodzeństwo, nie przykrywka dla kochanki.

Jestem paskudną osobą, więc pewnego dnia przejrzałam mu telefon. Tak po prostu. I co tam znalazłam?

Jej zdjęcia tylko w majtkach i zakolanówkach, listy miłosne do niej (dobrze pisze, to przyznaję), listę powodów dlaczego nie wolno im się nawzajem kochać, listę powodów dlaczego warto, setki wiadomości o tym, jak bardzo za nią tęskni i jak bardzo chciałby z nią znowu być.

Wyczytałam, że trwało to od dobrych paru lat, nie uprawiali klasycznego seksu, chociaż nad tym ubolewał, jego siostra była ofiarą przemocy domowej i tak się złożyło, że Michał miał chory przymus pomagania jej za wszelką cenę. Co ciekawe, obydwoje byli wtedy w związkach.

Co zrobiłam? Powiedziałam mu, na spokojnie, bez krzyku i kłótni. Płakał. Płakał przez godzinę, mówił, że ją kocha, że nie wie co zrobić, bo wszyscy ich potępią. Przepraszał mnie, dał pieniądze na wyprowadzkę, pomógł mi się spakować. Nie krzyczałam na niego. Nie byłam zła. Nie robiłam mu wyrzutów.

Sama kiedyś miałam brata, którego kochałam. Bez wzajemności. Nigdy mu o tym nie powiedziałam, ma teraz własną rodzinę i nie widujemy się zbyt często. Dziwnie się to złożyło, ale czasami tak w życiu bywa, że scenariusze są chore i podobne osoby się do siebie przyciągają.

Nie krzyczałam na Michała, bo go rozumiałam. Miałam takie podejrzenia, bo sama przez to przeszłam. Czy go kochałam? Nie.
Kochałam tylko jedną osobę.
Dodaj anonimowe wyznanie