#uHw6p

Naukę w podstawówce wspominam koszmarnie. Trafiła mi się nauczycielka, która była anty przykładem pedagoga. Już pierwszego dnia szkoły można było wyczuć, że ma swoich faworytów wśród dziewczynek. Zawsze to były bardzo ładne dziewczynki z dobrych domów. W trakcie pierwszego roku wybrała mnie jako osobę, która musi chodzić na zajęcia wyrównawcze. Byłam dzieckiem, które bardzo dobrze czytało/pisało i znało już podstawy z języka angielskiego dzięki grom komputerowym.
Jednak matematyka była u mnie na średnim poziomie. Wychowawczyni umieściła mnie w tej grupie dlatego, że pochodziłam (według niej) z "patologicznego osiedla".

Tak więc chodziłam na te zajęcia nudząc się okropnie. Znacząco przewyższałam wiedzą materiały, które tam robiliśmy i ponad połowę klasy.. A jako jedyna z dobrych uczniów musiałam niemal każdego dnia przyjeżdżać wcześniej i wracać później przez te zajęcia.
Niestety nie miałam na tyle ogarniętych rodziców, którzy by zareagowali. Oni uważali, że nauczycielka ma zawsze rację. Ale to jeszcze mała jazda w porównaniu z tym, co było potem.

Przedstawienia szkolne, zawsze chętnie się do każdego zgłaszałam. Chciałam najdłuższe role i takie wydarzenia były dla mnie bardzo ekscytujące. Wyobraźcie sobie dzieci siedzące na dywanie i panią, która wybiera role. Powoli kilka rąk uniesionych ku górze zostaje wybranych, a moja nadal nie. Kiedy pani wybrała już wszystkich zgłaszających się, oprócz mnie, zaczęła wybierać dzieci, które się nie zgłaszają, całkowicie mnie ignorując.

Dlaczego? Bo byłam grubym dzieckiem. To moje jedyne wytłumaczenie, dla którego na każdym przedstawieniu pomimo chęci nie zostałam wybierana. Moja teoria później została potwierdzona na balu karnawałowym.

Dostałam wtedy strój królowej lodu po kuzynce z Anglii. Dwadzieścia lat temu takie stroje były tylko w filmach. Strasznie się nim jarałam, zresztą jak cała klasa, każdy przychodził i dotykał sukienki, przymierzał koronę. Miałam makijaż i tak dalej. Naprawdę było świetnie. No i przyszedł czas na wybranie króla i królowej balu każdej klasy. Wyobraźcie sobie, że nauczycielka zawołała mnie i jeszcze jedną dziewczynkę (jej ulubienicę zresztą) i debatowała z inną o tym, która z nas powinna być wybrana.
Przy mnie mówiły, że mam lepszy strój i czy nie pożyczę go Magdzie. No ku##a!
Rozumiecie to? Miałam pożyczyć jej swój strój, żeby ona mogła wygrać.
Finalnie stwierdziły, że ona "MA LEPSZĄ URODĘ DO WYGRANEJ" i po prostu mnie odesłali.

Ta historia zagościła we mnie na zawsze. Od tamtej pory już się nie zgłaszałam, nie brałam chętnie udziału w czymkolwiek. Chodziłam na te zajęcia jak skazaniec. Pomimo mojej obojętności nadal byłam totalnie omijana i traktowana gorzej. A każda moja próba buntu była kwitowana uwagą do dziennika. No i tak przez 3 lata.



PS: Ona nadal tam naucza.
Bakingbread Odpowiedz

Co za szon. Zdenerwowałam się.

ReynaA Odpowiedz

Aż mnie gniew ogarnia jak czytam o nauczycielach, których poziom empatii jest wręcz ujemny i tylko szkodzą dzieciom. Tacy ludzie nie powinni uczyć, bo przecież odpowiadają za kształtującą się osobowość młodego człowieka.

ZimnaFrytka Odpowiedz

Moja siostra też miała taką nauczycielkę. Faworyzowała osoby pochodzące z dobrych rodzin, natomiast Młoda, w związku z tym, że wychowywała nas mama, była uważana przez nią za "gorszy sort". I też było narzucanie jej zajęć wyrównawczych, pomimo że w kwestii nauki naprawdę sobie radziła, pomijanie w przedstawieniach itd.
Młoda skończyła podstawówkę na samych trójach, bo każdy wciąż ją uważał za gorszy sort. Natomiast w gimnazjum nagle zmiana. Z trójek zrobiły się czwórki i piątki, egzamin gimnazjalny zdany bardzo dobrze. Jest teraz w jednym z lepszych techników, 2 dni temu pochwaliła się, że będzie mieć stypendium PRM.
Mam nadzieję, że ta flądra, która uczyła moją siostrę się dowie.

hary221i

@ZimnaFrytka
I pewnie flądra będzie powtarzać wszystkim wkoło, że to jej zasługa.

nutka1998

@hary221i Pewnie masz rację. Przynajmniej w moim przypadku tak było całe gimnazjum na 2 i 3.Wszyscy mi powtarzali że nie dam sobie rady nigdzie indziej jak w zawodówce, a potem technikum i nagle same 5 i 6, stypendia, olimpiady. Teraz studia ekonomiczne i aż mnie szlag trafia jak słyszę nauczycielki z gimnazjum że to tylko dzięki nim

Suszepranie Odpowiedz

No i po takich historiach nie ma się co dziwić, że ta grupa zawodowa jest traktowana tak, a nie inaczej. Odnoszę wrażenie, że nauczycieli naprawdę „z powołania” jest mało, a reszta to z przypadku...

Mikser Odpowiedz

Strasznie to przykre, jak takie dziecko musiało się wtedy czuć 🙁 Na samą myśl mam chęć mordu...
Wyznanie przypomniało mi sytuację z podstawówki jak wychowawczyni rozdawała wszystkim drożdżówki za pracę w ogródku szkolnym, a ja jedna jedyna nie dostałam bo stwierdziła, że się obijałam, gdzie mimo ręki w gipsie zasuwałam jak mały samochodzik.

justas Odpowiedz

Też znałam taką jedną %#^ ze szkoły. Szykany, wyśmiewanie, obrażanie, bo byłam gruba i chodziłam o kuli. Minęło już 15 lat. Schudłam, ciężko, ale udało mi się odrzucić kule, boli jak chodzę, ale warto było. Parę miesięcy temu zawiozłam bratanicę na prywatny angielski (taka szkoła z grupami) i zobaczyłam JĄ. Nienawiść tak mi gardło ścisnęła, że nie mogłam nawet słowa wydobyć.

sugar61 Odpowiedz

Miałam tak samo jak Ty, więc Cię rozumiem.
Raz wybierali uczniów do szkolnego chórku. Z mojej klasy przeszło 6 osob, włącznie ze mną.
Jej mina, kiedy poraz pierwszy ktoś mnie docenił, była bezcenna. Aż szmaciura poszła do tego nauczyciela, który wybierał uczniów z talentem do śpiewania, że na pewno zaszła jakaś pomyłka z nazwiskiem, bo ja to za grosz talentu do śpiewnia nie mam. Jak się okazało, talentu do śpiewnia nie miała koleżanka. ;)

little38 Odpowiedz

masakra! ja byłam grubym dzieckiem, do tego miałam krótkie włosy, więc zasze mnie zmuszano do ról męskich w przedstawieniach - "bo chłopcy się nie naucza roli na pamięć, a dziewczyna tak" - kompleksów już nie mam:) ale przez to zawsze czulam się gorsza, nawet nie marzyłam jak inne dziewczynki o byciu piosenkarką, modelką czy aktorką, bo wiedziałam, że byłam za brzydka na to

Jawiem1210 Odpowiedz

Niestety takie kurły zdarzały się kiedyś i nadal pewnie uczą. Ja też niestety miałam całą masę tego typu "nauczycielek". Raz wezwała mnie i inne koleżanki z tej samej miejscowości i zapytała czy nasi ojcowie pracowali x lat temu (przed naszym urodzeniem) gdzieś tam gdzieś (nie wiem po co jej była ta wiedza). Dziewczyny coś zmysliły, a ja powiedziałam, że nie wiem. Ona się na mnie wydarła i dalej pytała o tę pracę. Potem jeszcze wrzasnela czy wiem czy żyję i się odpierdzielila, ale słyszałam jak narzekala na mnie do sasiadki.

Anonimowa0901 Odpowiedz

Jak może tak zachowywać się dorosła kobieta pracująca z dziećmi...

Zobacz więcej komentarzy (6)
Dodaj anonimowe wyznanie