#cWM0c

Kiedy jeszcze byłam studentką medycyny, na oddziale ginekologicznym robiliśmy badanie pacjentki. Dziewczyna młoda i ładna. To miało być moje pierwsze badanie, byłam zdecydowanie bardziej zestresowana niż ona. Przede mną zbadał ją jeszcze doktor i jeden student. Kiedy ja byłam skupiona, żeby dobrze zbadać jej szyjkę macicy, ona dostała orgazmu, aż zaczęła drżeć (w dodatku była kobietą fontanną). Zrobiło mi się strasznie głupio, ale nie dałam po sobie poznać jak bardzo się podnieciłam.
Ona szybko ubrała się i wyszła.

#6jqmq

Jak miałam 10 lat, mojej sąsiadce urodziła się córeczka. Miałam akurat wakacje, więc dużo czasu spędzałam u nich, siedząc na huśtawce i bujając małą w wózeczku. Nie miałam nic lepszego do roboty, a mama z okna zawsze miała na mnie widok, wszyscy zadowoleni.

Nie wiem co miałam w głowie, ale zamarzyło mi się wrócić do czasów pieluszkowych i nosić pampersy. U sąsiadów było ich wtedy pod dostatkiem, więc przerzuciłam jednego przez płot do siebie, a następnie wracając do domu wieczorem wzięłam go i schowałam za kibelkiem u siebie w domu. Regularnie za każdym razem oddawałam do niego siku, po czym odkładałam na miejsce jak gdyby nigdy nic. Pewnego dnia mama go niestety znalazła i wyrzuciła. Byłam lekko zmieszana jak go nie zastałam jak zwykle na swoim miejscu, myślałam, że dostanę ochrzan, bo było mi trochę wstyd, jednak nic takiego nie miało miejsca.

Myślałam, że sprawa rozejdzie się po kościach, mama zapomni i wszyscy będziemy żyć tak jak do tej pory. Ale mama uznała, że zamiast z córką porozmawiać i powiedzieć jej, że tak nie się nie robi, uznała, że świetnym pomysłem będzie rozpowiedzenie wszystkim o tej wstydliwej dla mnie sytuacji. Oczywiście mówiła o wszystkim przy mnie. Wiedziała cała rodzina i pół wsi. A ja naprawdę nie miałam pojęcia, dlaczego to zrobiłam.

#Uh75S

Dzisiaj mijają dwa lata od tych wydarzeń.

To był ciepły, słoneczny dzień, pamiętam jakby to było wczoraj. Moja ukochana szykowała się na zakupy z przyjaciółką. Po jej powrocie mieliśmy zrobić sobie maraton Harry'ego Pottera. Przekąski kupione, piwko w lodówce, wystarczyło poczekać aż wróci z zakupów. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że właśnie coś się w moim życiu kończy.

Godzina 11:00, moja księżniczka wychodzi z domu.
Godzina 12:30, dostaję telefon od jej matki.
Godzina 13:20, czekam przed blokiem operacyjnym.
Godzina 14:45, lekarz informuje nas o zgonie.

Potrącił ją pijany kierowca. Dzisiaj mijają dwa lata i przysięgam, oddałbym wszystko, by jeszcze raz ją przytulić.

#N0moh

Od jakiegoś miesiąca pracuję w pewnej kawiarni. Zajmuję się tam sprzątaniem, podlewaniem kwiatków itp. Ostatnio roślinki na sali zaczęły pięknie rozkwitać. Kelnerki zaczęły mi gratulować, że mam rękę do kwiatów. Zadowolona i dumna z siebie zaczęłam jeszcze bardziej o nie dbać.

W sobotę rano poszłam do pracy. Byłam po imprezie, humorek dopisywał i hasałam po sali jak sarenka z konewką. Upoiłam wodą wszystkie roślinki i zostawiłam odrobinę na kwiatka, który stoi w łazience nad umywalką. Nagle na salę weszła jedna z kelnerek w celu umycia stolików. Chciałam zagadnąć i powiedziałam, że jak ten kwiatek w łazience mi rozkwitnie, to rzeczywiście chyba mam jakiś dar. Koleżanka nagle zrobiła wielkie oczy i zapytała ze zdziwieniem "Ty podlewasz tego kwiatka?!'. Na co ja, pracownik miesiąca, powiedziałam, że oczywiście, codziennie go podlewam!

Kelnerka uświadomiła mnie, że roślinka, o którą tak bardzo dbałam jest sztuczna.

#NGNpb

Znacie ten typ człowieka, który zawsze biadoli, narzeka, że jest biedny i na nic go stać i ma tupet?
No i taka przyszła teściowa mi się trafiła...

Z moim lubym poznałam się na uczelni, obydwoje studiowaliśmy dziennie. Udało nam się dostać stypendia naukowe, całkiem przyzwoita suma, która pozwoliła, byśmy nie pracowali, a skoncentrowali się na nauce, konferencjach etc.
O jak ona wtedy biadoliła - jak to można nie pracować, tylko się uczyć, po co to w ogóle komu.
Luby chciał się pochwalić swoim sukcesem, zarówno publikacją naukową, jak i stypendium. I tyle widział te pieniądze „no bo to mama”. A mama za to kupowała kwiatki i prezenty dla koleżanek.

Choć przyszła teściowa groszem nie śmierdzi, uwielbia wszelkiego rodzaju imprezy. Imieniny, urodziny, rocznice, święta. Byleby nagotować jedzenia, postawić wódkę i będzie miło w gronie rodzinnym.
Przestało być miło, kiedy zapukał komornik, jak się okazało pożyczyła od firmy krzak pieniądze na zorganizowanie chrzcin wnuczki. Impreza kompletnie się nie zwróciła - rodzina nauczona doświadczeniem kopert nie dała, a i zmyła się tuż po mszy. Jedzenie i dług zostały.

Przyszłej teściowej wydawało się, że pochodzę wręcz z bogatej rodziny. Zawsze wprost pyta ile kosztowały poszczególne części mojej garderoby i dlaczego mój tata nie zapłaci za wakacje moje i lubego (no nie mam pojęcia z jakiej paki). Swoje zdanie na temat mojego bogactwa zmieniła, kiedy moi rodzice przeprowadzili się z domku jednorodzinnego do kamienicy. Pytała „czy w tym mieszkaniu w ogóle jest jakieś miejsce? Bo w końcu dwa pokoje to mało”. Kompletnie nie wiem skąd wzięła te bzdury.

Miała pieska i kotka. Obydwa wiekowe zwierzaki, no widać było, że to staruszki i ich dni są policzone. O ile kot odszedł w sposób humanitarny u weterynarza, to teściowa wciąż usilnie twierdzi, że stary sparaliżowany pies wybiegł z mieszkania i nie mogła już go znaleźć. A szukała.

Zawsze bajzel, syf i kurz, który zalegał w mieszkaniu zganiała na wspomniane wyżej zwierzaki. One odeszły, a brud pozostał. Przyszła teściowa nie ma siły na sprzątanie, ale już bieganie po sklepach i koleżankach nie sprawia jej najmniejszego problemu.

Ma jakąś dziwną manie wkładania mi na ręce swojej wnuczki (dziecko szwagra). I to w sytuacji, kiedy stoję u niej w drzwiach w grubszej kurtce i ciężkich butach (bo listopad), dopiero co wysiadłam z autobusu, zdążyłam jeszcze zapalić papierosa po drodze. Według niej to idealny moment, żeby UTULIĆ MALEŃSTWO.

Muszę uzbroić się w cierpliwość, gdy w niedalekiej przyszłości zostanie moją rodziną...

#uwaGO

Znajoma miała ostatnio wieczór panieński. Spotkałyśmy się w kameralnym gronie u niej w domu. Kilka najbliższych koleżanek. Dużo dobrego jedzenia i jeszcze więcej dobrego alkoholu. Po pewnym czasie jedna z dziewczyn rzuciła propozycję, aby każda z nas wyjawiła swoją najskrytszą i najbardziej wstydliwą tajemnicę. Na trzeźwo pewnie żadna by się na to nie zdecydowała, ale ponieważ wszystkie byłyśmy już nieźle wstawione, więc maszyna ruszyła. Kiedy przyszła kolej na wyznanie pomysłodawczyni, ta westchnęła, wzięła wielki łyk wina i zaczęła...

Po chwili wszystkie leżałyśmy na podłodze i nie mogłyśmy słowa wydusić ze śmiechu.
Koleżanka opowiedziała nam, jak to pewnego razu obudziła się w nocy z mdłościami i bólem brzucha. Pół nocy spędzonej w toalecie, a tu jak na złość w domu ani żadnego Stoperanu, ani innego specyfiku na podobne dolegliwości. Chcąc nie chcąc musiała się ubrać i wyjść do apteki. Apteka spory kawał od domu, bo dwa długaśne przystanki. I jak tu bezpiecznie pokonać tę trasę, jak co chwila trzeba biec do toalety?!
Swoją historię koleżanka spuentowała tak:
"Bo wiecie, ja tak strasznie się bałam, że się po drodze zesram... Wsadziłam więc sobie tampon. Pomyślałam, że skoro krew wciąga, to w razie jakbym popuściła, to też pomoże...".
Zesrała się po drodze trzy razy...Tampon nie dał rady.

#JvwSG

Cała sytuacja zdarzyła się, gdy byłem w pierwszej klasie podstawówki. W ten dzień nauczycielka zbierała zeszyty z zadaniami. Gdy przyszła moja kolej, pani oznajmiła mi, że dostałem jedynkę, ale mogę ją poprawić. Więc po powrocie ze szkoły wziąłem długopis i napisałem obok jedynki piątkę. Uradowany ze swojej piątki zaniosłem na następny dzień zeszyt do nauczycielki. Oczywiście mama została wezwana do szkoły, bo jej syn poprawia w dziwny sposób oceny.

Do dziś nikt nie wie, że potem już dobrze sobie radziłem w szkole, bo zamiast w zeszycie poprawiałem oceny długopisem w dzienniku.

#EVldQ

Jestem głupia. Wszyscy traktują mnie jak idiotkę, nawet mnie już nie zagadują, tylko olewają. Nikt nie dementuje, gdy mówię, że mam niskie IQ, nie potrafię się niczego nauczyć, zachowuję się bezmyślnie. Nie spotkałam jeszcze nikogo głupszego ode mnie. Nie wiem jak z tym żyć, chciałabym umrzeć, nie musieć żyć dłużej ze świadomością, że jestem debilką.

#2yMQq

Jestem z moim facetem już od 8 lat w związku. Zauważyłam jakieś 2 lata temu, że uczucie... no cóż, może nie wypaliło się, ale przygasło. Moje wszystkie koleżanki zazdroszczą mi faceta, ciągle mówią jaki on nie jest przystojny, poważany i dobrze sytuowany, a mnie zawsze bierze jakaś dziwna wściekłość (na niego) przy tym i okropna zazdrość. Niby zawsze wiedziałam, że jest mój, ale wiadomo, Kaśka ma lepszą figurę, Zośka zawsze nienagannie umalowana, a Karina dobrze ubrana, a ja? No cóż... figura już nie taka, nie chce mi się ubrać dobrze, ważne, żeby było wygodnie, a włosy najwygodniej związane w kucyk. I tak karmiłam się do niedawna tą żółcią, wszystkich w myślach winiąc za to, jak źle się czuję, jak znudzona jestem życiem.

Ostatnio na pikniku firmowym robione były zdjęcia, ktoś zrobił zdjęcie mi. Nie poznałam się, zobaczyłam tam zmierzłą, zaniedbaną babę, ubraną w poplamioną za dużą bluzkę, a obok mojego faceta. Mimo że był ubrany na luzie, to nadal w wyprasowane, czyste ubrania, z uśmiechem na ustach przypatrywał się mi. Miał w oczach miłość. Coś mnie ruszyło, popłakałam się widząc to jak zaniedbałam się, jak zaniedbałam nasz związek. To przeze mnie uczucie przygasło, to ja zawsze mówiłam wieczorem, że boli mnie głowa, w weekendy nie miałam ochoty na głupie wyjście na spacer czy do restauracji, ani nawet ochoty siedzieć razem w ciszy. Cały czas w głowie wymyślałam jakieś problemy, miałam pretensje, jednocześnie nie wkładając od siebie ani trochę zaangażowania.

Postanowiłam, że biorę się za siebie, kupuję karnet na siłownię, a dziś ugotuję mojemu lubemu wspaniałą kolację. Chcę się znowu postarać, dla siebie, dla niego, dla naszego związku.
Warto czasem spojrzeć z boku na siebie i przemyśleć dlaczego nasz związek wygląda tak a nie inaczej, nie oskarżać kogoś, a zobaczyć winę w sobie. Mam nadzieję, że mój facet wybaczy mi to, jak nas zaniedbałam. Zaczynam się starać od nowa.

#6bCcc

Wczoraj szłam z moim psem po parku. Traf chciał, że akurat zachciało mu się przysiąść na dwójkę. Po wszystkim posprzątałam jego kupę do woreczka, ale żeby nie paradować z nią w przezroczystym woreczku do najbliższego kosza, włożyłam ją do większej, firmowej reklamówki, którą miałam w kieszeni. Wiał wiatr, więc trochę mi się nadymała.
Nagle z bocznej alejki wyskoczył na rowerze jakiś chłopak, wyrwał mi reklamówkę i popędził przed siebie.

Do teraz śmieję się wyobrażając sobie jego minę, gdy zobaczył co wyrwał :)
Dodaj anonimowe wyznanie